Aneksja Krymu i jej konsekwencje

dr Ryszard Bobrowski

Fizyczne i formalne przejęcie Krymu przez neoimperialną Rosję, fetowane z wielkim entuzjazmem przez Rosjan, a odebrane z nie mniejszym niepokojem przez demokratyczny Zachód stawia i jednych i drugich przed zasadniczym pytaniem – co dalej? dokąd zmierza Putinowska Rosja. A w kontekście tej polityki – jaka winna być reakcja Zachodu, UE, USA, poszczególnych państw?

Pytanie najbardziej aktualne to pytanie o wschodnią Ukrainę i dalszy los tego państwa.

Ukraińcy, którzy w bez walki, mimo 20 tys. stacjonujących tam żołnierzy, oddali Rosjanom Krym w przypadku dalszej ekspansji rosyjskiej na kontynentalnej Ukrainie już tak nie postąpią. Przekreśliłoby to nie tylko jakakolwiek wiarygodność i zdolność rządu w Kijowie do sprawowania władzy w niepodległym państwie, ale wręcz zdolność tego państwa do samodzielnego bytu. Bez względu na różnice potencjałów militarnych między obu krajami Ukraińcy przeciwstawią się zbrojnie ew. atakowi Rosji, będą walczyć. To zaś pociągnie za sobą nieunikniony rozlew krwi, którego skalę trudno jest dzisiaj przewidzieć. Dlatego też z dużym prawdopodobieństwem można zaryzykować przypuszczenie, że ponownego blitzkriegu jak na Krymie jednak nie będzie. Natomiast pokonanie regularnej armii ukraińskiej nie oznaczałoby militarnego zwycięstwa Rosji ponieważ natychmiast zaczęłyby się ataki na siły rosyjskie i zamachy terrorystyczne, być może także lokalne bitwy partyzanckie. Ukraina nie jest wprawdzie tak górzysta jak Afganistan, ale Rosja nie wykazała zdolności do szybkiego likwidowania zdeterminowanych oddziałów partyzanckich ( Czeczenia, Dagestan) i zainstalowania tam nie militarnej władzy.

Bez militarnej interwencji na kontynentalnej Ukrainie

Dlatego też dla Moskwy taki rozwój wydarzeń byłby po prostu bardzo krwawy, kosztowny, nieopłacalny i to zarówno w płaszczyźnie politycznej, militarnej, gospodarczej czy społecznej. W grę wchodziłyby m.in.:

Koszty polityczne

Znaczy wzrost nastrojów i postaw antyrosyjskich na Ukrainie i w konsekwencji definitywna utrata Ukrainy do realizacji polityki Kremla na długie lata, może nawet definitywnie

Niepokój i nieufność wobec Rosji krajów WNP, czego skutkiem fiasko realizacji Unii Euroazjatyckiej, w istocie – Wielkiej Rosji.

Pogłębiająca się izolacja Rosji na świecie (brak poparcia nawet Chin – wstrzymały się od głosu w RB ONZ ) – i możliwe nie tylko zawieszenie, ale i usunięcie z G8, Rady Europy, WTO

Utrata potencjalnego sojusznika (Zachód) w ew. konfrontacji z Chinami, głównym wrogiem Rosji

Pogrzebanie szans na powrót do roli światowego mocarstwa – rola tylko regionalna

Koszty militarne

Powrót USA do militarnego angażowania się w Europie, zwłaszcza Wschodniej

Nieunikniony wzrost nakładów na zbrojenia państw Zachodu – już zadeklarowała to Litwa

Restytucja pierwotnej roli Sojuszu Północnoatlantyckiego, tj. powrót do koncepcji „twardego NATO” i nowe formy współpracy z nie członkami NATO, m.in. z Ukrainą i Gruzją

Impas w rozmowach o redukcji zbrojeń, rozbrojenia z USA

Koszty gospodarcze

Ogromny koszt aneksji i utrzymania Krymu

Ograniczenie możliwości zachodnich inwestycyjnych w Rosji

Zmniejszanie zależności Zachodu od importu nośników energii z Rosi ( mniejsze wpływy do budżetu)

Redukcja szans na restrukturyzacje i modernizacje gospodarki

Obniżenie poziomu życia obywateli

Koszty społeczne

Petryfikacja imperialnego modelu państwa

Zatrzymanie rozwoju społeczeństwa obywatelskiego

Restrykcyjne, antydemokratyczne prawodawstwo

Wbrew temu co powiedziała kanclerz Merkel prezydent Rosji nie jest oderwany od rzeczywistości, Putin prowadzi starannie wykalkulowaną i przemyślaną strategię w wyniku czego nie zdecyduje się na militarną ekspedycje na Ukrainie. Dla osiągnięcia swego celu uważnie będzie obserwował reakcję Zachodu i w zależności od nich podejmował dalsze działania.

Zachód, który tradycyjnie jest prorosyjski, nie będzie jednak mógł przejść nad aneksją Krymu do swojej polityki „Russia first” i „bussines as ustal”. Dla Zachodu nie jest istotny ani Krym, (z jego definitywną utratą na rzecz Rosji pogodzono się już dawno), ani z nawet całą Ukrainą. Dla Zachodu istotna jest destabilizacja całego sytemu, w jaki wpisane były jego stosunki z pokomunistyczną Rosją. A przede wszystkim przekonanie o pokojowej naturze tego państwa, które nie zagraża już Zachodowi jak robił to w czasach zimnej wojny Związek Radziecki. Putin dla Zachodu nie był wprawdzie demokratą, ale stabilizował Rosję, był trudnym, ale przewidywalnym partnerem, pozwalał robić z jej oligarchami interesy w myśl sprawdzonej zasady „business as ustal”. Przekonania tego nie zmienił nawet najazd Rosji na Gruzję w, 2008 r ponieważ wówczas uznano, że winna była oczywiście sama Gruzja, która pierwsza zaczęła działania zbrojne.

Na Krymie ta polityka traktowania Rosji jako normalnego, cywilizowanego państwa została z całą mocą zakwestionowana. Ukraińcy na Krymie, najprawdopodobniej za namową Zachodu, nie chwycili za broń. Półwysep został przejęty przez „nieznanych sprawców” z tzw. samoobrony uzbrojonych „bronią z demobilu nabytą w narożnym sklepie”, jak to wyjaśnił zdumionemu światu prezydent Rosji. Zachód patrzył na ten żenujący spektakl pełen hipokryzji oraz zakłamania i straszył Putina „sankcjami”, które u przebiegłych i cynicznych polityków rosyjskich budziły tylko pusty smiech – „i co nam zrobicie” ?

Jednak to wszystko, wraz z formalnym wpisaniem Krymu do Federacji Rosyjskiej, to już przeszłość.

Największym przegranym „operacji Krym” Pupina jest prezydent USA. Wprawdzie już wcześniej jego niesławny „reset” stosunków z Rosja, czyli czas spolegliwej polityki wobec Kremla trafił na śmietnik historii, a afera Snowdana i lekcja jakiej udzielił mu Putin w Syrii przyniosła zmianę w stosunkach USA z Rosją, jednak dopiero krwawo tłumiona rewolta Majdanu zakończona epilogiem krymskim skłoniła Obamę do zasadniczego przewartościowania polityki USA wobec Rosji.

Rosja wraca na czołowe miejsce w polityce amerykańskiej, nie tylko zresztą z powodów zewnętrznych, ale także z racji polityki wewnątrzamerykańskiej. Jesienią tego roku wybierana będzie 1/3 Senatu kontrolowanego dzisiaj przez demokratów. W przypadku przejęcia także tej izby przez republikanów ( czołowy polityk tej partii McCain dwukrotnie już był w Kijowie i jest bardzo krytyczny wobec polityki Obamy) prezydent stanie przed problemem zdominowanego przez republikanów Kongresu co w znacznym stopniu wpłynie na ostanie lata jego demokratycznej prezydentury i na to jak jego ośmioletnia prezydentura zapisana zostanie w historii kraju.

Przegrana jest też UE. Tu wprawdzie nie ma, gdyż nigdy nie było, ani wspólnej polityki zagranicznej, ani bezpieczeństwa ( mamy jedynie liczne deklaracje i stosowne dokumenty), ale była wiara w partnerską wobec UE Rosję. Partnerską, tzn. skłonną i zdolną do dialogu, do trudnych rozmów, a zatem i do wzajemnych ustępstw. Kryzys ukraiński odarł Brukselę z jakichkolwiek złudzeń w tej kwestii. Moskwa konsekwentnie mówi swoje twarde „niet”, mimo iż w styczniu br. Przewodniczący Rady Van Rompuy zaproponował Rosji niesłychany przywilej – prawo wglądu w jej politykę wschodnią ( Partnerstwo Wschodnie) UE. Mimo licznych próśb i telefonów, mimo pielgrzymek jej polityków z misją dobrej woli do Moskwy, i wreszcie mimo gróźb zastosowania tzw. „sankcji” wobec nieustępliwego Kremla Rosjanie pozostali nieugięci – przeprowadzili tzw. „referendum” i siłą włączyli Krym do Rosji.

W Unii głównym przegranym wydarzeń na Wschodzie są Niemcy. Wprawdzie epoka „entende cordialle” kanclerza Schodera i prezydenta Putina, która zaowocowała jeszcze większym uzależnieniem gospodarki Niemiec od Rosji ( gazociąg NordStreem) należy już do przeszłości, ale to Berlin i jego politycy są bezgranicznymi zwolennikami poprawnych stosunków z Rosją. Jest tak i teraz, po aneksji Krymu. Stąd pomysły różnych „obserwatorów „ (z ramienia OBWE czy UE) „grup kontaktowych”, i „mediacji” między Kijowem i Kremlem. Wszystko na próżno. Niemcy wspierały Ukrainę od początku listopadowej rewolty, popierając Kliczkę, rząd Jacyniuka, przyjmując na leczenie Tymoszenko. Czynią to teraz, jak i robili wcześniej. Niemcy prowadzą własną politykę wobec Kijowa ( czego nie można powiedzieć o większości państw UE), pod warunkiem oczywiście, że nie koliduje ona z interesami biznesu niemieckiego i polityką Berlina wobec Moskwy. Problem w tym jednak, że teraz Rosjanie postawili ich przed koniecznością wyboru – albo Rosja z Krymem, albo okrojona terytorialnie Ukraina. Jest to wielki dylemat, którego się kanclerz Merkel się nie spodziewała i na który nie była, i nie jest, przygotowana polityka niemiecka tradycyjnie zafascynowana Rosją.

Wśród nowych członków Unii największą gorycz klęski zadeklarowanej polityki prorosyjskiej przeżywa rząd Tuska, ( rok 2007, rok objęcia władzy) wraz z jego ministrem spraw zagranicznych Sikorskim ( rok 2008- artykuł-manifest polityczny w „Gazecie Wyborczej” o konieczności zastąpienia polityki jagiellońskiej polityką piastowską). Trudno zresztą wymagać by było inaczej, skoro konsekwencją zastąpienia polskiej polityki wschodniej było wpisanie tejże polityki w politykę wschodnią UE, której słabość Putin teraz tak boleśnie obnażył. Jednakże przegrana Polski jest znacznie większa niż porażka Brukseli. Tandem Tusk- Sikorki stawiając na Moskwę kosztem innych parterów wschodnich( vide polityka Kaczyńskich) nic od Moskwy w zamian nie dostał a utracił zdobycze ich wpływ i pozycje, nie tylko w Gruzji.

Polska z roli podmiotowego gracza Europy Środkowej i Wschodniej została przesunięta na pozycje młodszego partnera polityki unijnej (czyt. niemiecko – francuskiej). W konsekwencji na początku rewolty ukraińskiej premier Tusk w zgodnym chórze polityków unijnych nawoływał obie strony Majdanu do umiaru i rozsądku. I to nie politycy rządzącej koalicji PO – PSL pierwsi poparli na kijowskich barykadach demokratyczne aspiracje Ukraińców. Dopiero w obliczu zdecydowanego opowiedzenia się społeczeństwa polskiego po stronie ukraińskiej opozycji rząd dokonał fundamentalnej zmiany tej polityki i powrócił do koncepcji wspierania europejskiej Ukrainy, przez co znalazł się na kolizyjnym kursie z polityką rosyjską.

Polska już została oskarżona przez Putina, wraz z Litwą, o szkolenie i logistyczne wspieranie „faszystów” Majdanu. Moskwa jest przekonana, że to polscy politycy są na forach UE orędownikami i zwolennikami wprowadzania tzw. sankcji przeciw Rosji. Polska także, obok USA, jest największą siłą wspomagającą „samozwańczy rząd” w Kijowie, którego oczywiście nie uznaje Rosja. I wg. Kremla to przede wszystkim Polska przyczynia się do zmiany geostrategicznej orientacji Ukrainy – ze wschodniej na zachodnią. W przekonaniu tym utwierdza Putina polityka jego wczorajszego sojusznika, premiera Tuska, który dla potrzeb kampanii wyborczej własnej partii do Parlamentu Europejskiego raz po raz zabiera głos strasząc Polaków wojną i ostrzegając przed agresywną polityką Kremla nie pozostawiając złudzeń Rosjanom jak bardzo jest rozgoryczony sposobem w jaki został przez nich potraktowany – od Raportu Anodiny „wyjaśniającego” katastrofę w Smoleńsku po ostatnie embargo nałożone na eksport do Rosji polskiego mięsa. Znamienne jest, iż rząd nie podejmuje żadnych własnych działań w sprzeciwie wobec polityki Rosji ograniczając się jedynie do retoryki ogólnounijnej (vide mainstreem). Mimo to w oczach Kremla i tak jest winny i kary godny.

Różnica jest jednak taka, iż rosyjskie kroki odwetowe wobec USA budzą śmiech ich adresatów ( casus MacCaina), natomiast te, którymi Rosja uderzy w wybranej przez siebie chwili mocno odczuje nie tylko premier Tusk, ale i cała Polska.

Instrumenty polityki rosyjskiej na Ukrainie

Dążąc do zbudowania Wielkiej Rosji Putinowi ( popieranemu przez 70-80 proc. rosyjskiego społeczeństwa) nie opłaca się interweniować zbrojnie ani na wschodniej, centralnej czy zachodniej Ukrainie, ponieważ cel swój cel zamierza osiągnąć nie środkami militarnymi, lecz inaczej, tzn. tak jak w Polsce w 1981 roku – za pośrednictwem miejscowych popleczników, tu: Ukraińców. Dla realizacji tych zamierzeń zastosowane będą różne metody.

Przejęcie Krymu i jego konsekwencje dla Kijowa. Obecnie Ukraina odmawia jakichkolwiek rozmów z Moskwą o problemach wynikających z wyłączeniem Krymu spod jurysdykcji państwa ukraińskiego i włączeniem go do Federacji Rosyjskiej, ale one są nieuniknione. Negocjacje i rozmowy stanowić będzie otwarte pole manipulacji i konfliktów we władzach w Kijowie, jakiekolwiek one są czy będą. Rząd Jacyniuka już jest oskarżany przez polityków Prawego Sektora o oddanie Rosji Krymu bez jednego wystrzału, o pozostawienie stacjonujących tam żołnierzy własnemu losowi, o bierność i słabość, czego dowodem dymisja ministra obrony Treniucha. To dopiero jednak początek problemów Kijowa. Wszystko to, co jest związane z aneksją Krymu będzie zarzewiem nieustannych konfliktów, które nawet finalnie pozornie rozwiązywane będą wybuchały co jakiś czas z nową siłą i nieustanne będą dzieliły zarówno ukraińską klasę polityczna, jak i środowiska gospodarcze czy opinię publiczną.

Utrzymywanie znacznych sił wojskowych na granicy z Ukrainą, nieustanne grożenie i szantażowanie inwazją celemzastraszania społeczeństwa ukraińskiego, paraliżowania prac rządu, i odwracania uwagi i działań władz od procesu reformowania kraju.

Polityka rządu Jacyniuka, skala i zakres podejmowanych, lub nie, reform politycznych, gospodarczych, społecznych, to kolejne pole konfliktów. „Rząd samobójców” może mimo wszystko przetrwać, ale wymagać to będzie olbrzymiej pomocy Zachodu, przede wszystko finansowej, choć nie tylko. Tymczasem Zachód daleki jest od niezbędnej tutaj determinacji, co najlepiej ilustruje podpisane porozumienie z UE dotyczące tylko spraw politycznych. A przecież UE gotowa była podpisać całościowe porozumienie z dyktatorskim prezydentem Janukowyczem, czego dzisiaj odmawia premierowi Jaceniukowi, mimo presji w swych szeregach, np. Polski. Pozytywny scenariusz jest jednak mało prawdopodobny – Majdan, akuszer tego rządu, jest dziś milczącym obserwatorem, uwaga koncentruje się jeszcze na utracie Krymu, ale ten czas „łaski” nie będzie trwał wiecznie. A Rosja jest żywotnie zainteresowana tym by ten rząd został obalony i zastąpiony innym, koalicyjnym z jej ludźmi, i uczyni wszystko by ten cel osiągnąć.

Rozbieżności, co do kierunków polityki zagranicznej. Istnieje przecież Partia Regionów i komuniści reprezentujący otwarcie i zdecydowanie orientację prorosyjską. Rząd Jacyniuka jednoznacznie określił swoje priorytety – docelowo członkostwo w UE, ale członkowie Prawego Sektora, który odegrał tak dużą w funkcjonowaniu i obronie barykad Majdanu, odrzucają zarówno kierunek wschodni, jak i zachodni – Ukraina to dla nich państwo narodowe i neutralne. Podzielona na sfederelizowane regiony i neutralna ( czyt. podporządkowana Rosji) Ukraina jest zaś celem polityki Rosji i tu, paradoksalnie interesy Rosji i Prawego Sektora są zbieżne. Antyrosyjskość Prawego Sektora nie ułatwi wprawdzie Kremlowi wygrywania ich dla realizacji tego celu, ale pozwoli ideę neutralności na stałe wprowadzić do debaty wewnątrzukraińskiej i przyczynić się będzie do jej podziałów

Ambicje politycznych liderów – starych i nowych. Katalizatorem są tu majowe wybory prezydenckie, gdzie zadeklarowanym kandydatem jest Kliczko, które partia – Udar, w ogóle nie weszła do rządu Jacyniuka, celem zwiększenia jego szans wyborczych,. W wyborach z pewnością wystartuje lider Swobody Thiahybok, wprawdzie bez szans na wygraną, ale z oczywistym celem wzmocnienia swojej partii, zwłaszcza poza zachodnią Ukrainą. Prezydenckie ambicje ma prowadzący dzisiaj w badaniach opinii publicznej Poroszenko. Swój udział też zgłosiła wracająca do zdrowia i na scenę polityczną była premier Tymoszenko. To tylko kilka nazwisk. Byłby dziwne gdyby Kreml nie zechciał skorzystać z takiej okazji i nie podjął destrukcyjnych działań w tej grze prezydenckiej, oczywiście ze szkodą dla chwiejącego się w posadach państwa.

Rozliczenie nadużyć i zbrodni poprzednich ekip. Ta kwestia jest bardzo trudna dla nowych władz, ponieważ w istocie nie mogą one jednoznacznie rozliczyć i odciąć się od ludzi ancien reżimu poprzednich ekip, czego nie tylko oczekuje, ale wręcz żąda Majdan. Tymczasem Jacyniuk, nie wykluczone, że za poszeptem Waszyngtonu, nie chce popełnić błędu Amerykanów, którzy po obaleniu rezimu Huseina pozbyli się także jego ludzi w wyniku czego do dziś Irak de facto jest w stanie wojny domowej, i w sposób bardzo selektywny podchodzi do problemu rozliczeń. Przykładem choćby sama Tymoszenko, liderująca partią premiera Batkiwszczyną, która nie stanęła na czele rządu, ale bez wątpienia ma wiele do powiedzenia, także w kwestii osady najważniejszych stanowisk i relacji z Moskwą.

Różnego rodzaju prowokacje

Te i inne kwestie dzielą i dzielić będą Ukraińców, a Moskwa zrobi wszystko by podziały te pogłębić i wykorzystać dla swoich interesów. W konsekwencji w polityce ukraińskiej nic nie jest jeszcze przesądzone i zdecydowane, dlatego też Kreml liczy na finalny, wymuszony i „dobrowolny” powrót zrewoltowanego syna marnotrawnego – Ukrainy do kontrolowanego w ten czy inny sposób przez Kreml wschodniego świata. Powrót, który ma się dokonać bez bezpośredniej interwencji militarnej Rosjan.

Wyczekiwanie Zachodu

Rozwój sytuacji na Wschodzie jest powodem wielkiej irytacji Zachodu. Nie byłoby problemu gdyby rząd Azarowa podpisał przygotowany dokument podczas szczytu Parterowa Wschodniego w Wilnie w listopadzie ubiegłego roku. Moskwa byłaby oczywiście niezadowolona, ale prezydent Janukowycz i interesy jego oligarchów gwarantowałyby jej skuteczną grę na dwóch frontach, co z perspektywy w istocie technicznego ze strony UE dokumentu znaczyłoby odkładanie podpisania merytorycznej umowy stowarzyszeniowej, nie mówiąc o członkostwie, z Unią ad calendas grecas. Innymi słowy stosunkowo małym kosztem zapewniono by spokój na wschodnich granicach UE i NATO. Wyrazicielem właśnie takiego myślenia był Sikorski szantażując Radę Majdanu słynnym wezwaniem – „ podpiszcie, albo zginiecie”.

Sposób, w jaki Rosjanie dokonali inwazji Krymu, a zwłaszcza odrzucenie wszelkich propozycji mediacyjnych UE i Waszyngtonu, uświadomiło jednak Zachodowi jego krótkowzroczność, bezsilność i własną naiwność. Putin okazał się nie tylko nieprzejednanym, ale i co gorsze nieprzewidywalnym politykiem. Pokazał, iż jedyne prawo, które Rosja respektuje to prawo silniejszego ( vide Memoriał Budapeszteński z 1994 r podpisany także przez Rosje i gwarantujący Ukrainie integralność terytorialną). Ta manifestacja siły Kremla, za która nie stoi przecież ani silna gospodarka – jedynie eksport paliw – ani nauka, ani kultura, w istocie pokazała jednowymiarowy, tj. militarny charakter rosyjskiego państwa. Ideologia Moskwy – Rosja jest tam, gdzie są Rosjanie, a gdzie są Rosjanie tam musi być władza Kremla- jest dla demokratycznego świata nie do przyjęcia. Rozumiał to marginalizowany w kraju i lekceważony na Zachodzie śp. prezydent Kaczyński przestrzegając na wiecu w Tbilisi 12 sierpnia 2008 r. “Świetnie wiemy, że dziś Gruzja, jutro Ukraina, pojutrze Państwa Bałtyckie, a później może i czas na mój kraj, na Polskę!” – Dzięki tej sile militarnej Kreml teraz zagarnął Krym, jutro może zacząć „ zbierać ziemie rosyjskie” w Naddniestrzu (Transistrii), Pribałtyce, a pojutrze sięgnąć po różne aktywa państw czy firm zachodnich z tą samą zresztą argumentacją – i co mi zrobicie ( vide zagarnięte pieniądze British Petroleum ). A to dla Zachodu jest niebezpieczne. W praktyce znaczy to tyle, iż Rosja traktuje siebie nie jako jedną z potęg G8, ale że jest od każdego z jej członków silniejsza. A przez swoją awanturniczą politykę uniemożliwia wielkiemu biznesowi zachodniemu robienia z Rosją interesów „as usual”.

Problem w tym jednak, że najważniejsi europejscy gracze, Niemcy, Francja i Wielka Brytania, mają poważne gospodarcze interesy w Rosji i nie zamierzają z nich zrezygnować.. Francja „zawiesiła” współpracę militarną z Rosją, Niemcy „zamroziły” sprzedaż centrum szkolenia bojowego przeznaczonego dla rosyjskiej armii, Wielka Brytania nie wyklucza bliższego przyjrzenia się interesom rosyjskich oligarchom w londyńskim City, itd…

Zachód czeka na następny ruch Putina, a właściwie na warunki, na jakich Moskwa będzie chciała z nim rozmawiać o dalszych losach Ukrainy, wysuwając takie, które dadzą Kremlowi nie tylko prawo wglądu w politykę UE na Wschodzie, ponieważ te już w styczniu oferował Van Rompuy Putinowi, co Moskwa odrzuciła, ale prawo współdecydowania o niej. W praktyce zmierzać one będą do przekształcenia Ukrainy w państwo federacyjne, neutralne i powiązane mniej więcej w tym samym stopniu z Unią co Rosją, czyli w istocie zależne od Kremla. Można przyjąć za pewne, iż UE, pod presją Niemiec, choć nie tylko, jakoś tam zmodyfikowane moskiewskie warunki pokoju na Ukrainie zostaną przyjęte.

Pytanie wówczas będzie brzmieć: czy Ukraina zgodzi się na tak przeredagowaną wersję ultimatum Sikorskiego – „podpiszcie, albo zginiecie”, czy też znajdzie w sobie, jak na Majdanie, na tyle siły i determinacji by konsekwentnie dążyć do wyzwolenia się spod rosyjskiej kurateli i przejęcia podmiotowej roli w polityce europejskiej. Jeśli się na to zdecyduje oznaczać to będzie zasadniczą zmianę geopolityczną na kontynencie euroazjatyckim i postawi wielkie wyzwanie przed polityką polską, nie tylko zresztą w Unii Europejskiej. Jeśli…

Artykuł dodano w następujących kategoriach: Analizy, polityka zagraniczna, Polska.