Premier RP Donald Tusk Przewodniczym Rady Europejskiej UE Opinie mediów

Premier Czech: Wybór Tuska to sukces Grupy Wyszehradzkiej


Decyzja państw UE o wyborze na przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska z Polski jest zdaniem premiera Czech Bohuslava Sobotki sukcesem
współpracy krajów Grupy Wyszehradzkiej (V4), a także potwierdzeniem ich wagi na scenie europejskiej.

Cieszę się, że strategia Republiki Czeskiej odniosła sukces. Zwyciężył kandydat, którego zaproponowaliśmy i popieraliśmy – powiedział dziennikarzom szef
czeskiego rządu.

Tłumaczył, że Praga od początku opowiadała się za tym, aby jedno z najwyższych unijnych stanowisk objął przedstawiciel któregoś z nowych krajów Unii.

Agencja CzTK przypomina, że w przeszłości Sobotka nie mówił bezpośrednio o ewentualnej kandydaturze Tuska, natomiast wyrażał poparcie dla objęcia
stanowiska szefa dyplomacji UE przez polskiego ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego.

Do V4 należą Polska, Czechy, Słowacja i Węgry.

Źródło: Interia.pl 30 08 14

Francuskie media: Nominacja Tuska wyraźnym sygnałem Unii dla Rosji

Poza oczywistym aspektem symbolicznym wyboru Donalda Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej 25 lat po pierwszych wolnych wyborach w Polsce i 10 lat po
wstąpieniu jego kraju do Unii, francuskie media widzą w tej nominacji wyraźny sygnał pod adresem Rosji Putina.

Dla prawicowego dziennika „Le Figaro” Tusk to „pragmatyk, który szybko opowiedział się za skutecznymi sankcjami wobec Rosji po ostatniej ingerencji jej
wojsk na Ukrainie”. Wtóruje mu prawicowy dziennik ekonomiczny „Les Echos”, zaznaczając, że wybór Tuska to „przekaz nieugiętości Unii wobec Rosji,
szczególnie biorąc pod uwagę, że Polska należy do tych członków UE, którzy od początku kryzysu ukraińskiego opowiedzieli się po stronie rządu w Kijowie”.

„Moskwa będzie z pewnością niepocieszona na widok kraju z byłego bloku komunistycznego, nastawionego jeszcze tak krytycznie do Rosji w kwestii ukraińskiej,
stającego na czele europejskich instytucji” – komentuje publiczna stacja radiowa „France Info”.

- Wszyscy doskonale wiemy, że w polityce nikt nie kieruje się afektem tylko interesem. W przypadku Unii chodzi o pokaz siły – podkreśla w rozmowie z PAP
Pierre Verluise, specjalista ds. geopolityki Unii Europejskiej.

- Dopiero po reakcji Kremla na ukraiński kryzys polityczny w listopadzie zeszłego roku, szefowie państw Unii zdali sobie sprawę, że Rosja Putina to nie
państwo miłości i pięknej demokracji, w którą chcieli wierzyć. Otworzyli oczy na to, kim naprawdę jest Putin i z kim mają do czynienia. Wybranie Polaka na
szefa Unii to kolejne ostrzeżenie wobec Rosji i zarazem wyraz wielkiego zaufania dla Polski – dodaje.

Poparcie Francji dla polskiej kandydatury nie jest dla Verluise’a w tej sytuacji przypadkowe, choć wpisuje się w zgoła inny kontekst. Prezydent Francji
Francois „Hollande szuka sojuszników w projekcie budowy Europejskiej Wspólnoty Obronnej. Do tej pory liczył na Wielką Brytanie, która obok Francji jest
jedyną potęgą militarną w Europie, ale zważywszy na plany wystąpienia Brytyjczyków z Unii musi szukać gdzie indziej – tłumaczy Pierre Verluise. – Wobec
problemów budżetowych Hiszpanów, słabych nakładów na wojsko w Niemczech, Polska wydaje się Hollande’owi ciekawą alternatywą”.

Twarde stanowisko Polski wobec polityki rosyjskiej na Ukrainie nie może jednak samo tłumaczyć szerokiego kompromisu wobec kandydatury Donalda Tuska. – Jest
to dowód, że Polska na to po prostu zasłużyła – wyjaśnia Pierre Verluise. – Pokazuje, że udało jej się skutecznie wynegocjować dostęp do tak prestiżowego
stanowiska i że obietnice, które padły w 2009 r. ze strony szefów państw byłej unijnej piętnastki przy okazji założenia Europejskiej Służby Działań
Zewnętrznych nie uleciały z wiatrem”.

Wybór Tuska ma być ponadto efektem nowego układu sił w ramach Unii po jej poszerzeniu o 10 nowych członków w 2004 r. – Wmawiano tutaj wszystkim, że
niezależnie od tego, czy państw członkowskich będzie 25, 28, czy 15, nic to nie zmieni w zarządzaniu UE, kierowaną przez dotychczasowych decydentów -
zaznacza Pierre Verluise. – Szybko się jednak przekonano, że Unia po rozszerzeniu nie jest taka sama, jak przedtem.

Zdaniem Verluise’a Polska poprzez swoje aktywne zaangażowanie w unijną politykę wschodnią i sąsiedzką wyrosła na naturalnego lidera wśród nowych państw
członkowskich, a polityczna stabilność, wysiłki w dostosowywaniu do norm unijnych, a także skuteczne wykorzystywanie funduszy UE umocniły zaufanie
partnerów do władz w Warszawie. „Nominacja Donalda Tuska nie może być zatem zaskoczeniem” – podkreślił ekspert.

Wczorajsza decyzja szefów Unii wskazywałaby również na zmianę postrzegania wagi stanowiska przewodniczącego Rady europejskiej. „Pięć lat temu, gdy wybrany
został nikomu nieznany Herman Van Rompuy w miejsce Tony’ego Blaira, był to jasny dowód na chęć zachowania władzy decyzyjnej w kręgu szefów
państw” – zauważa Verluise. „Teraz na czele instytucji stanie człowiek znany na europejskiej scenie politycznej, o wyrazistych poglądach i konkretnej wizji
polityki zagranicznej Unii, premier kraju o jednej z najprężniej rozwijających się gospodarek w Europie. Jest to w pewnym sensie przełom” – dodał.

Najtrudniejsze jednak dopiero przed Tuskiem i całą polską dyplomacją, podkreśla Pierre Verluise. „Polacy są swoim najgorszym wrogiem. Podchodzą często
emocjonalnie do polityki, a wiadomo, że dobra i skuteczna dyplomacja nie jest możliwa, jeśli jest dyktowana emocjami. Czy Tusk potrafi jednoczyć wokół
wspólnych celów, iść na kompromis? Mam taką nadzieję. Byłoby to w najlepszym interesie dla Polski” – konkluduje.

Źródło: Interia.pl 31 08 14

Niemieckie media

krytykują Donalda Tuska za słabą znajomość języka angielskiego, a Mogherini oceniają jako polityka z małym doświadczeniem. Włoskie dzienniki podkreślają z kolei, że Tusk to „człowiek centrum i liberał, pragmatyk, zgadzający się w wielu sprawach z niemiecką kanclerz Angelą Merkel” – czytamy.

Wlk. Brytania: Brytyjczycy będą musieli liczyć się z Tuskiem

„Brytyjczycy będą musieli liczyć się z Tuskiem” – ocenia tygodnik „Sunday Telegraph”. Dziennikarze gazety oceniają jednocześnie, że nominacja Donalda Tuska
na stanowisko szefa Rady Europejskiej jest osobistym sukcesem Davida Camerona, który go popierał.

Gazeta nazywa polskiego premiera „politykiem proreformatorskim”. Odnotowuje, iż 57-letni Tusk zapowiedział, że ustosunkuje się do brytyjskich obaw pod
adresem UE, ma to dla niego znaczenie również osobiste i nie chce wyjścia W. Brytanii z Unii.

Dużo bardziej krytycznie o nowym szefie RE wyraża się „Guardian”. Dziennik wytyka polskiemu premierowi, że nie włada francuskim i mówi kiepskim angielskim.
Powołując się na jedną z polskich gazet wskazuje, że wyjazd do Brukseli bardzo odpowiada żonie Donalda Tuska. „To oznacza więcej pieniędzy, większy
prestiż, więcej czasu wolnego” – miała stwierdzić w jednym z wywiadów.

Portugalia: koncentracja Unii na Europie Wschodniej

Portugalskie media uważają, że objęcie przez Donalda Tuska stanowiska szefa Rady Europejskiej
skoncentruje politykę Unii Europejskiej na Europie Wschodniej. Twierdzą, że „polska opcja”
niweluje słabość nowej szefowej unijnej dyplomacji wobec Moskwy.

Zdaniem telewizji „RTP1″ objęcie stanowiska przewodniczącego Rady Europejskiej przez Tuska było do przewidzenia zważywszy na geopolityczne położenie
Polski, szczególnie w sytuacji pogłębiającego się konfliktu rosyjsko-ukraińskiego przy wschodniej granicy unijnej.

Z kolei w ocenie radia „Antena1″ wybór Donalda Tuska na szefa RE wyznaczy nowy kierunek w polityce Unii Europejskiej. „Z Polakiem na czele niewątpliwie
skoncentruje się ona teraz na Europie Wschodniej”, stwierdzili komentatorzy głównej publicznej stacji Portugalii podkreślając, że wybór ten uprzywilejowuje
najmłodszych członków UE.

„Objecie sterów RE przez Polaka jest postrzegane jako zwycięstwo unijnych krajów Wschodu, dawnych państw komunistycznych, które zdobywają w ten sposób
ważnego reprezentanta we władzach unijnych w dziesięć lat po swojej integracji z UE”, napisał lizboński dziennik „Publico” na swojej stronie internetowej.

Portugalskie media twierdzą, że kandydatura polskiego premiera cieszyła się poparciem głównych decydentów polityki europejskiej: kanclerz Niemiec Angeli
Merkel oraz brytyjskiego premiera Davida Camerona.

Według „Publico” wybór Tuska potwierdza wejście Warszawy do centrum politycznego, a nie tylko gospodarczego Europy. Gazeta przewiduje, że decyzja ta umocni
państwa Trójkąta Weimarskiego – Polskę, Niemcy i Francję – wewnątrz UE.

Dziennik przypomina, że Tusk pozostaje w bardzo dobrych relacjach z kanclerz Niemiec Angelą Merkel. „Oboje posługują się językiem niemieckim i mówią do
siebie na +ty+”, przypomniał „Publico”, odnotowując słabszy poziom angielskiego i brak znajomości francuskiego u polskiego premiera. Gazeta cytuje niektóre
wypowiedzi polskiego premiera świadczące o jego doskonałych relacjach z niemiecką kanclerz. Przypomina deklarację Donalda Tuska, który oświadczył, że „nie
mógłby pokłócić się z Angelą Merkel w sprawie polskich obaw o Europę dwóch prędkości”.

„Publico” wskazuje, że objęcie przez polskiego premiera funkcji przewodniczącego Rady Europejskiej łagodzi wybór Federiki Mogherini na stanowisko szefowej
unijnej dyplomacji. „Najsłabszym punktem Włoszki jest zbyt pobłażliwy stosunek wobec Moskwy. Jednak fakt, że Tusk jest Polakiem niweluje tę słabość”,
napisał „Publico”.

Hiszpania: Tusk to dobry wybór

Komentatorzy uważają, że premier Polski jest najbardziej odpowiednią osobą, która używając dyplomacji przeciwstawi się wojennym zakusom Rosji.

Lider wierzący w przyszłość Unii Europejskiej, polityk, który podoba się Brukseli i Berlinowi, osoba, która dokończy proces integracji w Unii krajów
centralnej i wschodniej Europy – brzmią niektóre z określeń, jakich użyli hiszpańscy dziennikarze, by przybliżyć postać Donalda Tuska. Komentatorzy uważają
go też za dobrego gospodarza i przypominają, że Polska jest jedynym krajem Unii, którego gospodarka nie wpadła w recesję.

Autorzy artykułów są zgodni, że Tusk jest politykiem, który ma największe szanse na rozładowanie konfliktu ukraińskiego. „Tusk i Mogherini mogą dobrze się
uzupełniać” – czytamy w „El Pais”. „Polak jest zwolennikiem polityki twardej ręki wobec Putina, zaś Włoszka jest posądzana o sympatyzowanie z Moskwą. Oboje
mają szansę wypracować równowagę, której potrzebuje Europa” – pisze komentator.

Pozostałe media na świecie

Korespondent brukselski radia publicznego – DR zaznacza, że Tuska oczekują niełatwe zadania. Jako główne wskazuje nawiązania dobrych kontaktów ze
wszystkimi szefami unijnych rządów, by móc ich przekonywać do trudnych nieraz kompromisów.

Sztokholmski dziennik „Dagens Nyheter” twierdzi, że dzięki wyborowi Tuska wzmocniła się w UE pozycja tzw. nowych krajów wspólnoty. Gazeta przytacza też
wypowiedź premiera Szwecji Fredrika Reinfeldta, iż Tusk jest oceniany na arenie międzynarodowej jako reprezentant zarówno grupy nowych państw jak i Polski
- będącej ważnym krajem unijnym – z którym Szwecja bardzo blisko współpracuje.

Największy norweski dziennika „Aftenposten” w pierwszym komentarzu pisze min., że wybór Tuska dowodzi, iż Polska, która przed dziesięcioma laty stała się
członkiem UE, dzięki rozwojowi swej gospodarki wyrosła na poważnego gracza europejskiego – również na scenie politycznej. Premier Polski będzie teraz
przewodniczył spotkaniom szefów 28 państw wytyczających kierunek całej wspólnoty.

źródło: wp.pl 31 08 14

Barack Obama pogratulował Tuskowi wyboru na przewodniczącego Rady Europejskiej

Pre­zy­dent USA Ba­rack Obama po­gra­tu­lo­wał sze­fo­wi pol­skie­go rządu Do­nal­do­wi Tu­sko­wi wy­bo­ru na prze­wod­ni­czą­ce­go Rady Eu­ro­pej­skiej, a
wło­skiej mi­ni­ster spraw za­gra­nicz­nych Fe­de­ri­ce Mo­ghe­ri­ni – de­sy­gno­wa­nia na sze­fo­wą unij­nej dy­plo­ma­cji.

Stany Zjednoczone nie mają partnera ważniejszego od Europy. Cieszymy się z przyszłej współpracy z przewodniczącym Tuskiem i wysoką komisarz Mogherini, jak
i z przewodniczącym Komisji Europejskiej (Jean-Claudem) Junckerem i całą nową komisją” – napisał Biały Dom w swym oświadczeniu.

Kanclerz Merkel: Tusk jest przekonanym Europejczykiem

Także kanclerz Niemiec Angela Merkel wyraziła zadowolenie z wyboru Donalda Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej, nazywając go „pełnym pasji,
przekonanym i przekonującym Europejczykiem”. Podkreśliła jego zasługi dla relacji polsko-niemieckich.

- Zasługą Tuska jest poprawa niemiecko-polskich stosunków, które dawno nie były tak bliskie, jak obecnie – powiedziała Merkel.

- Polska i Tusk osobiście przyczynili się w dużym stopniu do przezwyciężenia podziału Europy – dodała niemiecka kanclerz. – Europa stoi obecnie przed
wielkimi wyzwaniami – zaznaczyła szefowa niemieckiego rządu, odnosząc się do konfliktu na Ukrainie.

Zdaniem niemieckich mediów Tusk należy do polityków, którym Merkel ufa. Jak pisała niemiecka prasa, Merkel była jednym z europejskich polityków, mocno
popierających kandydaturę polskiego premiera.

Jak pisze agencja dpa, bardziej wstrzemięźliwie Merkel odniosła się do desygnowania Włoszki Federiki Mogherini na szefową unijnej dyplomacji. – Cieszę się
na współpracę – powiedziała.

Źródło: onet.pl 31 08 14

Polskie opinie

Łukasz Warzecha: Jak wybór Tuska może nie zachwycać, skoro tysiąc razy tłumaczyli, że zachwyca…?


Analiza reakcji na mianowanie Donalda Tuska przewodniczącym Rady Europejskiej jest równie ciekawa co próba przewidzenia dalszego biegu wypadków w tej
mocno zmienionej sytuacji politycznej.

Gdy tylko wiadomość o wyborze polskiego premiera została potwierdzona, zwolennicy i politycy PO, aktywni w mediach społecznościowych, ruszyli do ataku. A
właściwie rozpoczęli dyżur profesora Bladaczki. No bo jak nie zachwyca Gałkiewicza, skoro tysiąc razy profesor tłumaczył, że zachwyca?!

Otóż wybór Tuska ma nas zachwycać i mamy uważać, że to wielki sukces Polski. A jeśli ktoś nie jest zachwycony, to na pewno przez zawiść, zazdrość i
– jak to był uprzejmy określić na Twitterze pewien wielbiciel partii rządzącej – „ból dupy”. Ta reakcja jest bardzo charakterystyczna i będzie zapewne
częścią narracji, którą wdroży Platforma i przychylne jej media. Przechodziliśmy to już dwukrotnie: przy okazji wyboru Jerzego Buzka na szefa
Parlamentu Europejskiego oraz przy okazji polskiej prezydencji w UE. Nawiasem mówiąc, widać z dzisiejszej perspektywy, jak niewielkie, by nie rzec: zerowe
znaczenie miały te dwa wydarzenia, wbrew całej ówczesnej tromtadracji, która im towarzyszyła.


To znana i często stosowana metoda erystyczna: należy przypisać oponentowi całkowicie niemerytoryczne motywacje, najlepiej niskie, takie właśnie jak
zawiść.

W ten sposób a priori deprecjonujemy wszelkie jego wypowiedzi i argumenty. „Potępiasz bogactwo, Sokratesie, bo po prostu zazdrościsz bogaczom” – tak można
by ten erystyczny chwyt podsumować, parafrazując przykłady podawane przez Schopenhauera w jego słynnej broszurze.

Możemy być pewni, że w najbliższym czasie taka właśnie narracja będzie dominować po stronie, ogólnie rzecz biorąc, rządowej. Trzeźwa, wstrzemięźliwa ocena
niewątpliwego osobistego sukcesu Tuska nie będzie możliwa, boakcja rodzi reakcję. Jedyną możliwą reakcją na karykaturalną wręcz przesadę w
wysławianiu tego „historycznego momentu” jest kpina. Mamy już porównania do wyboru Polaka na papieża oraz do znaczenia Jagiellonów w XV- i XVI-wiecznej
Europie. Następne może być już tylko porównanie do pierwszego lądowania na Księżycu.

Wydaje się to tak komiczne, że, sądzić by można, nie może się sprawdzać, a jednak działa wobec sporej grupy osób. Ta narracja wykorzystuje zjawisko wcale w
Polsce nienowe i doskonale już znane oraz wielekroć opisywane: potworne wręcz kompleksy znacznej grupy naszych rodaków. Te kompleksy nie są wytworem czasów
ostatnich. Grały istotną rolę w polskiej polityce co najmniej od XVII wieku, ogromnie ułatwiając wówczas i zwłaszcza w czasach późniejszych – w wiekach
XVIII i XIX – robotę mocarstwom, chcącym realizować w Polsce własne interesy. Wystarczy zerknąć do „Pana Tadeusza” i przypomnieć sobie, z jakim
namaszczeniem opowiadała Telimena o swoich pobytach w „Peterburku”. Te kompleksy są zaspokajane przez zapewnienia, że „dobrze o nas mówią”, „chwalą nas”,
„mamy dobrą prasę”. I odwrotnie – gdy trzeba kimś nastraszyć, jest mowa o tym, że nas „kompromituje w Europie”. Wrażliwość na takie bodźce jest niestety
cechą narodów niepewnych siebie i zakompleksionych. Nie mają jej ani Brytyjczycy, ani Francuzi, ani Niemcy.

Bardzo przy tym ważne jest, że powszechnie mylona jest dobra opinia o kraju z jego faktycznym znaczeniem. Dobra opinia uznawana jest za cel sam w sobie,
podczas gdy owszem, może ona mieć znaczenie, ale tylko o ile jest walutą, za którą można kupić konkret. Wtedy spełnia swoją właściwą rolę – instrumentu
polityki zagranicznej, który służy osiąganiu celów. Jeśli jest uznawana za cel sam w sobie, jest bezwartościowa.

Maria Bnińska, była dziennikarka Głosu Ameryki, pouczyła mnie na Twitterze, że wybór Tuska to wielki sukces Polski, że trzeba bardzo nienawidzić premiera,
aby tego nie dostrzegać, oraz że zaprzeczanie tej opinii to świadectwo zaściankowości i niezrozumienia „dużej polityki”. Gdy spytałem, co daje nam
nominacja Tuska prócz prestiżu, zamilkła.

Otóż faktycznie, trudno mi uznać nominację Tuska za „sukces Polski” – z paru powodów.

Po pierwsze
dlatego, że to nie kto inny, ale właśnie Platforma tak dalece upartyjniła wszystkie dziedziny życia, w tym politykę zagraniczną, że nie ma już
możliwości ponadpartyjnego skupienia się wokół jakiejkolwiek sprawy. PiS też nie jest tu bez winy, ale jest to wina nieporównanie mniejsza. To
politycy PO już w 2008 r. w sposób zażarty deprecjonowali misję Lecha Kaczyńskiego w Gruzji. Radosław Sikorski mówił wtedy, że poleciał z prezydentem, aby
go „pilnować”. Tak wyglądał konsens wokół najważniejszych spraw w polityce zagranicznej Polski w wykonaniu PO. Dziś politycy PO i zwolennicy tej partii
domagają się, aby nominację Tuska widzieć w kategoriach sukcesu całego kraju. Nie da się. Jeszcze cztery, trzy lata temu byłbym zdania, że tak
właśnie być powinno. Ale już nie dziś.


Po drugie – z tych samych co opisane wyżej powodów nie jest to „sukces Polski” jako całości, ale sukces Platformy i osobiście Donalda Tuska.

Nie było wokół jego kandydatury żadnego ponadpartyjnego porozumienia, a szefem Rady Europejskiej został polityk, prowadzący w swoim kraju maksymalnie
konfrontacyjną politykę wobec opozycji. Trzeba być zaiste ślepym lub pełnym złej woli, aby domagać się postrzegania tego wydarzenia w kategoriach „sukcesu
całego kraju”.

Ostatecznie można by jednak zgodzić się, że to w jakimś stopniu nasz sukces, pod warunkiem wszakże, że można by oczekiwać, iż Polska odniesie z tego powodu
jakieś korzyści. Poza, rzecz jasna, „prestiżem” na zagłaskanie kompleksów fajnopolaków. Na to jednak widoki są marne. Z paru przyczyn.

Po pierwsze – ponieważ samo stanowisko przewodniczącego RE oraz umowa wokół tego stanowiska, zawarta przed wyborem na tę posadę Hermana van Rompuya,
decydują, że jest to miejsce istotnie prestiżowe, ale bez faktycznego znaczenia. Przewodniczący RE to, upraszczając, organizator spotkań szefów państw.
Jego moc decyzyjna jest niemal zerowa i sprowadza się do proponowania agendy spotkań. W przeciwieństwie na przykład do przewodniczącego Komisji
Europejskiej – stanowiska o ogromnym faktycznym znaczeniu. I dlatego nikt nigdy nie wspominał o możliwości postawienia na czele Komisji kogoś z nowych
krajów członkowskich.

Gdy wybierano po raz pierwszy przewodniczącego RE, starły się dwie koncepcje. Pierwsza głosiła, że ma to być polityk silny i wyrazisty. Druga – że ma to
być ktoś bez własnego zdania, kto nie będzie forsował swojej linii. Ta druga koncepcja wygrała w osobie pana „o charyzmie mokrej ścierki”, jak trafnie
opisał van Rompuya Nigel Farage. Tusk jest kontynuacją tej polityki. Wbrew tromtadracjom chwalców, polski premier nie dostał tego stanowiska dlatego, że
jest osobą znaczącą, ale przeciwnie – dlatego, że nikt się nie obawia, iż będzie próbował narzucić Radzie własną agendę. Jest po prostu nieszkodliwy. Gdyby
było inaczej, gdyby Tusk coś znaczył, po prostu by tego stanowiska nie otrzymał. Taka jest logika Unii.

Po drugie – Tusk jest tak naprawdę nominatem Angeli Merkel. To ona promowała go na to stanowisko i prawdopodobnie ona namówiła go do akceptacji tej
propozycji. Mówiąc w pewnym uproszczeniu i brutalnie, ale oddając istotę rzeczy – Tusk jako przewodniczący RE jest na pasku Berlina. Berlin zaś
realizuje bezwzględnie własny interes, który – co widać jaskrawo przy sprawie Ukrainy – jest w sprzeczności z interesem polskim. Czyje racje Tusk wybierze,
jeżeli dojdzie do ich starcia – to pytanie retoryczne, choć bardzo chciałbym się tutaj mylić. Można się też zastanowić, jak zachowywałby się Tusk jako szef
RE, gdyby w Polsce władzę przejęła opozycja. Wątpię, aby wykazywał się wówczas lojalnością wobec kraju jako całości.

Po trzecie – nic w dotychczasowej polityce Tuska nie wskazuje, że mógłby on starać się promować polski interes w swojej obecnej sytuacji. Europejska
polityka jego rządu była począwszy od 2007 r. uległa wobec „głównego nurtu”. Można oczywiście utożsamiać polski interes z taką właśnie strategią. Jeżeli
ktoś jest takiego zdania, być może uzna, że Tusk w Brukselifaktycznie zrobi dla Polski wiele – po prostu nie robiąc niemal nic.


Jest zatem sukces, ale jest to niemal wyłącznie sukces samego Donalda Tuska jako człowieka – i za ten sukces można go tak zwyczajnie po ludzku
podziwiać. Nie ma to natomiast nic wspólnego z realizacją polskiego interesu.

Źródło: wPolityce.pl 31 08 14

Amerykanie nadal będą dzwonić do Angeli Merklel

Premier Donald Tusk został przewodniczącym Rady Europejskiej. Cieszę się, że wbrew tradycji, która każe nam Polakom zwalczać się zacieklej niż zwalczamy
naszych zewnętrznych wrogów, kandydatura D. Tuska zyskała wsparcie również opozycji (D. Tuska poparł dwa dni temu Jarosław Kaczyński). Objęcie przez
premiera RP stanowiska przewodniczącego Rady ma symbolicznie duże znaczenie. Teraz warto, by z jednej strony przeciwnicy D. Tuska zdołali powściągnąć
emocje, z drugiej – by jego zwolennicy nie usiłowali wmówić nam, że oto Polska osiągnęła niebywały sukces, skoro wiedzą, że Donald Tusk obejmuje stanowisko
pozbawione realnej władzy. Warto by jedni nie grali na polskiej tradycji insurekcji – a drudzy na polskich kompleksach. Jeśli naprawdę mamy być silnym
narodem w UE to nie możemy być wiecznymi powstańcami, którzy nigdy nie zapominają starych wojen – ale też nie możemy uważać, iż nasi współobywatele to w
istocie chłopski naród, któremu można wmówić cokolwiek i zaimponować, gdy jednego z nas wpuszczono na salony.

Od 01 listopada 2014 Komisja Europejska nie będzie składała się już z 28 komisarzy, ale z 19. Innymi słowy nie każdy kraj będzie miał komisarza. Miarą
znaczenia Polski będzie to czy będziemy jednym z tych krajów, które będą miały członka rządu unijnego, czy też nie i czy będzie to Komisarz odpowiadający
za istotne czy drugorzędne kwestie.

Wracając do roszad w Brukseli – znana ze swej miękkości wobec Rosji szefowa włoskiej dyplomacji Federica Mogherini została Wysokim Przedstawicielem Unii
ds. zagranicznych i polityki bezpieczeństwa. Innymi słowy zarówno przyszły przewodniczący KE (już wybrany Jean-Claude Juncker), jak i pierwsza
wiceprzewodnicząca KE (p. Mogherini właśnie) znani są z dużej wyrozumiałości wobec Moskwy. I to są z kolei złe wiadomości. Jedyny plus jest taki, że UE nie
ma wspólnej polityki zagranicznej, ani też wspólnej polityki bezpieczeństwa. Patrząc na poglądy p. Junckera i p. Mogherini – dzięki Bogu. Słynne pytanie
Kissingera o to, do kogo dzwonić w Europie będzie, jak sądzę, nadal bez odpowiedzi. Z całą pewnością w kluczowych sprawach nikt z Waszyngtonu do p.
Mogherini dzwonić nie będzie. Szczególnie, że można zadzwonić do Angeli Merkel. Skoro Amerykanie podsłuchiwali Panią Kanclerz to chyba muszą mieć jej
numer.

Witold Jurasz

Źródło: salon 24 31 08 14

Artykuł dodano w następujących kategoriach: Nie czytaliście..., Polska.