Między Niemcami a Rosją anno 2014

1. Między Niemcami a Rosją

„Między Niemcami a Rosją”, to tytuł książki Adolfa Bocheńskiego wydanej nakładem „Polityki” w 1937 r., książki, która często jest uważana za najwybitniejsze polskie dzieło poświęcone zagadnieniom geopolitycznym. Za największego wroga Polski A. Bocheński uważał Rosję sowiecką. Należał do tych myślicieli II RP, którzy szans na jej osłabienie upatrywali w powstaniu między Polską a Rosją niepodległych państw narodów uciemiężonych przez Rosjan – zwłaszcza ukraińskiego.

Dzisiaj, mimo upływu 80 lat od ukazania się tej pozycji, mimo klęski II RP, II wojny światowej i jej spuścizny, upadku komunizmu i rozwiązania ZSRR, oraz III RP zakotwiczonej od ponad dekady w strukturach Zachodu – w NATO jak i UE, obecne położenie Polski na kontynencie najlepiej oddaje właśnie wspomniany tytuł pracy A. Bocheńskiego.

Odejście rządu D. Tuska kończy nie tylko siedmiolecie jego dominacji nad polityką polską, ale także pozwala na wstępną ocenę tej polityki i położenia naszego kraju na scenie międzynarodowej przed objęciem przez byłego już premiera RP stanowiska Przewodniczącego Rady Europejskiej. Formalnie rzecz biorąc polityką zagraniczną kierował jego minister spraw zagranicznych R. Sikorki, ale faktycznie to premier decydował o jej kształcie i kierunkach.

2. Spuścizna rządów braci L. i J. Kaczyńskich

Spuścizna przejęta przez ekipę D. Tuska w chwili objęcia władzy w 2007 roku była wielokrotnie opisywana i jest powszechnie znana. Tytułem przypomnienia warto wymienić najważniejsze jej punkty.

W relacjach z UE najważniejszym jej dokonaniem był wynegocjowany i podpisany przez prezydenta L. Kaczyńskiego Traktat Lizboński będący w istocie będąc tylko lekko zmodyfikowaną wersją odrzuconej tzw. Konstytucji UE. Oba te dokumenty zawierały rozwiązania instytucjonalne niekorzystne dla Polski ( odejście od Traktatu z Nicei (vide „ Nicea, albo śmieć) na rzecz tzw. podwójnej większości w systemie liczenia głosów w Radzie Unii Europejskiej, – przy czym Traktat Lizboński wprowadził pewne złagodzenie zawartych tam zapisów, m.in. poprzez odłożenie w czasie wejścia w życie ich obowiązywania (1 listopad 2014, plus tzw. ratunkowy wariant z Joaniny – jeszcze do 31 marca 2017 r. obowiązywać ma rozwiązanie przejściowe, które przewiduje, że każde państwo będzie mogło poprosić o to, by głosowanie odbyło się na starych zasadach, czyli w systemie nicejskim). Mimo tego kompromisu Polska realnie traci siłę głosu i zdolność do budowania skutecznych koalicji wewnątrz UE w przypadku promocji/ obrony istotnych, dla siebie i regionu, rozwiązań. Rząd J. Kaczyńskiego przedłożył też UE nieformalną propozycję zbudowania 100 tysięcznej armii UE, która jednak nigdy nie była dalej procedowana, natomiast UE wsparła stanowisko Polski w przełamywaniu blokady na import żywności z Polski wprowadzony przez Rosję.

Jeśli chodzi o relacje RP z najważniejszymi państwami UE to stosunki braci L.i J. Kaczyńskich z Niemcami znalazły się na kolizyjnym kursie. Apogeum tych sprzeczności to oczywiście odwołany udział prezydenta L. Kaczyńskiego w spotkaniu w Niemczech Trójkąta Weimarskiego po opublikowaniu przez bulwarową prasę niekorzystnego komentarza na temat rządzących Polską braci. Merytorycznie rzecz biorąc dominowała przede wszystkim sprawa systemu głosowań w Radzie Unii Europejskiej, którą Polska przegrała, kwestia budowy gazociągu północnego łączącego Niemcy z Rosją, czy tzw. polityki historycznej. W żadnej z tych kwestii Warszawa nie znalazła także poparcia drugiego wpływowego państwa Unii – Francji, która w ramach swojej polityki przeciwdziałania rosnącej roli Niemiec w Europie, nie w Polsce widziała partnera, ale tradycyjnie – w Rosji. Najlepszym tego dowodem była polityka prezydenta N. Sarcoziego w czasie kryzysu gruzińskiego w sierpniu 2008 roku forsującego niekorzystne warunki wstrzymania agresji rosyjskiej na Gruzję, których Moskwa oczywiście nie respektowała. Nie trzeba dodawać iż mało spolegliwa polityka polska wobec głównych stolic UE spotkała się ze zdecydowanie negatywną opinią wiodących krajowych i zagranicznych mediów.

Polityka wschodnia braci L. i J. Kaczyńskich, będąca w dużej mierze realizacją koncepcji paryskiej Kultury ( Ukraina –Białoruś – Litwa: J. Mieroszewski, J. Giedroyć) swoje apogeum miała w czasie wspólnej wyprawy do Tbilisi prezydentów Polski, Litwy, Łotwy i Ukrainy w trakcie kryzysu gruzińskiego. Polska była podmiotem w tej wschodnioeuropejskiej grze, podmiotem, z którym liczono się w zainteresowanych stolicach. Tej roli nie kwestionowali nawet polityczni przeciwnicy braci Kaczyńskich, tacy jak A. Michnik i jego organ, czy wpływowy polityk PO – B. Komorowski ( „jaki prezydent, taki zamach”.). W oczywisty sposób podmiotowa polityka wschodnia Warszawy spotykała się z negatywną reakcją Moskwy, czego tragicznym finałem był 10 04 2010 r. z całą wieloznacznością tych wydarzeń, których wyjaśnieniem nadal nie jest zainteresowany Kreml ( vide odmowa zwrotu resztek wraku samolotu i tzw. czarnych skrzynek, by ograniczyć się tylko do tych dwóch kwestii). Polityce polskiej wschodniej brakowało jednak wsparcia także w innych stolicach ( Kijów – patrz konflikty wewnętrzne i brak reform w państwie, Wilno – odmowa uznania praw dla mniejszości polskiej na Litwie, problemy rafinerii Orlenu w Możejkach).

Świadomi tych ograniczeń bracia L. i J. Kaczyńscy zabiegali o wzmocnienie pozycji Polski przede wszystkim w relacjach z USA – tak na forum organizacji międzynarodowych (NATO), jak i w stosunkach bilateralnych ( tarcza antyrakietowa USA umieszczona na terytorium Polski). Na obu tych polach brak było sukcesów ( odmowa przyznania tzw. „mapy drogowej” dla członkostwa Ukrainy i Gruzji w NATO, głównie za sprawą weta Niemiec i Francji podczas szczytu Paktu w Bukareszcie w 2008 r. i przeciągające się rozmowy z Pentagonem w sprawie warunków zainstalowania tarczy), ale też nie można powiedzieć, że kwestie te zostały za rządów PiSu finalnie negatywnie rozstrzygnięte i zamknięte.

Obraz dopełnia polityka regionalna koncentrująca się głównie wokół Grupy Wyszehradzkiej, z jej okresowymi różnego rodzaju „szczytami”, bez wypracowania jednak jednolitego stanowiska państw regionu we wszystkich najistotniejszych dla państw Europy Środkowej kwestiach. Wyjątkiem były tu zgodne, negatywne poglądy prezydentów Polski Czech wobec projektów pogłębianej współpracy wewnątrz UE.

3. Dorobek ekipy D. Tuska

Odchodzący z polityki polskiej rząd D. Tuska może pochwalić się autentycznym, unijnym sukcesem – mianowaniem premiera na stanowisko Przewodniczącego Rady Unii Europejskiej. Przy wszystkich zastrzeżeniach wobec znaczenia tej funkcji w strukturze władzy UE ( głównie o charakterze koordynacyjno- reprezentacyjnym) jest to najwyższe stanowisko, jakie sprawuje Polak w instytucjach UE. W chwili obecnej trudno przewidzieć czy i jak D. Tusk wykorzysta tę szanse – do promocji tylko swojej osoby, czy także interesów Polski. Dotychczasowe doświadczenia byłego premiera nie pozwalają jednak na zbyt wielki optymizm w tej kwestii zważywszy jego postawę i politykę wobec wielkich tego świata, czego dowodem upokorzenie, jakiego doznał ze strony prezydenta W. Putina po tragedii smoleńskiej czy manifestacyjna spolegliwość wobec polityki kanclerz A. Merkel, której to protekcji zawdzięcza wspomniane stanowisko. D.Tusk to nie jest M. Thacher, która potrafiła rzucić twarde „nie” a mimo to wygrać brytyjskie racje goszczącemu UE w zamku Fontainebleau prezydentowi F. Mitterrandowi. Sytuację pogarsza fakt, iż premier dopiero uczy się konwersacyjnego języka angielskiego i w ogóle nie zna francuskiego – tj. języków niezbędnych w UE dla tak istotnych kuluarowych rozmów i negocjacji. Nie jest też możliwe szybkie nadrobienie tych zaległości, co nie wróży najlepiej na przyszłość.

Jeśli bracia Kaczyńcy toczyli różne boje w UE, to rząd PO – PSL postawił na politykę tzw. „mainstreamu”, tj. włączenia Polski (czyt. podporządkowania) w politykę Brukseli, kształtowaną głównie przez Niemcy i Francję. To podporządkowanie się Brukseli nastąpiło na wszystkich kierunkach i polach – wschodnim ( Partnerstwo Wschodnie), zachodnim ( dystans wobec polityki USA – pospieszne wycofanie wojsk z Iraku, brak szybkiej ratyfikacji pierwotnej umowy z USA o tarczy antyrakietowej na naszym terytorium ), finansowym ( włączenie Polski w finansowy program ratowania pogrążonych w kryzysie państw grupy euro, mimo iż nie należymy do tego grona) czy kulturowym ( wsparcie tzw. ideologii gender i im podobnych rozwiązań lewicowo- liberalnych, obcych polskiej kulturze i tradycji ).

Mimo tej konsekwentnie realizowanej przez 7 lat polityki nie można powiedzieć by Polska była bliżej europejskich centrów decyzyjnych. Unia, która pozornie tylko zażegnała najgłębszy w swojej historii kryzys ekonomiczny rozdarta jest między polityką restrykcji finansowych i oszczędności narzucanej innym przez Niemcy a świadomością konieczności poluzowania jej rygorów i stworzenia polityki prowzrostowej, generującej nowe miejsca pracy, której adwokatem jest Francja, Włochy i kraje południa Unii. Konsekwencją braku tej jedności będzie pogłębiający się podział Unii ujawniający się w różnych konfiguracjach, ale w żadnej z nich Polska, kraj poza sferą euro, nie będzie funkcjonowała w gronie decyzyjnym. Dobitnym tego przykładem było fiasko proponowanego przez rząd D. Tuska paktu energetycznego zdecydowanie odrzuconego przez Brukselę.

To samo dotyczy polityki wschodniej. Partnerstwo Wschodnie, wspólna inicjatywa Polski i Szwecji ( choć nie brak głosów argumentujących, że faktycznym inicjatorem tej polityki byli Niemcy) udowodniło swoją krótkowzroczność i słabość w trakcie przygotowań szczytu UE – PW w Wilnie w listopadzie 2013 r., kiedy to Unia nie potrafiła zaproponować stojącej na progu historycznej, geopolitycznej decyzji Ukrainie niczego więcej poza standardową ofertą przygotowaną dla przeciętnego kandydata. Konsekwencje znamy. Dzisiaj Unia prowadzi, wobec inwazji Rosji na wschodnią Ukrainę i toczącej się tam w istocie otwartej wojny, pomimo formalnie obowiązującego przerwania ognia, politykę pół-środków i pół-uników, tzn. słownie i via tzw. sankcje wspiera Ukrainę a faktycznie unika narażenia się Rosji. Jednakże nawet w tej grze połowicznych rozwiązań i decyzji nie ma już Polski – Partnerstwo Wschodnie zostało zepchnięte w głęboki niebyt, o wszystkim w istocie decydują Niemcy, dopraszający do jakiejś formy współpracy Francję tak naprawdę zainteresowaną zupełnie innym regionem kontynentu – Morzem Śródziemnym a nie Morzem Czarnym. Polska jest teraz co najwyżej konsultowana w tej kwestii, co znaczy tylko tyle, że minister spraw zagranicznych Niemiec przekazuje swemu nowemu koledze z Polski to, co uzna za stosowne a G. Schetyna przyjmie to do akceptującej wiadomości.

Stosunki z Niemcami po 7 letnim okresie rządów PO winny być w jak najlepszej kondycji. To przecież nie kto inny jak minister R. Sikorski wzywał w swym wykładzie w Berlinie by Niemcy brali sprawy w swoje ręce i śmielej kierowali Unią, i to nie kto inny, jak kanclerz A. Merkel zapewniła D. Tuskowi to prestiżowe stanowisko w Brukseli. I istotnie, są one wzorowe i dobre jak nigdy dotychczas tyle tylko, że…. dla jednej strony, tzn. niemieckiej. To Niemcy sprzeciwili się podczas szczytu NATO w Walii propozycji by Pakt porzucił, wobec rosyjskiej agresji na Ukrainą, swą deklaracje z 1997 r o nierozmieszczaniu baz na terenie nowych członków Sojuszu. To także Niemcy zablokowały decyzję Paktu o znaczącej sile tzw. szpicy, tj. jednostek przeznaczonych do błyskawicznego reagowania w przypadku zagrożenia nowych członków Sojuszu, w tym Polski. Według zgodnej opinii ekspertów położony na dnie Bałtyku gazociąg północny blokuje statkom o większym tonażu, wejście do portów Świnoujścia i Szczecina a mimo to nie został on został on położony tak, by tego nie było tej blokady, o co daremnie zabiegała strona polska. Niemcy popierają unijne plany dalszego ograniczenia emisji dwutlenku węgla w państwach członkowskich, co oznacza ograniczenia w stosowaniu tego paliwa przez polską energetykę i w konsekwencji ogromny wzrost kosztów energii dla polskiego przemysłu i gospodarstw domowych. Berlin konsekwentnie odmawia też przyznania praw mniejszości narodowej licznej polskiej diasporze w Niemczech, mimo iż takimi prawami cieszy się mniejszość niemiecka w Polsce od początku u nas procesu ustrojowej transformacji. I to w Niemczech jest uprawiana polityka historyczna, której celem jest zakłamanie prawdy o zbrodniach niemieckich podczas II wojnie światowej i przedstawienie Polaków jako współwinnych, a nie ofiar nazizmu.

Polityka wschodnia rządu D. Tuska zainaugurowana jego wizytą w Moskwie i zaproszeniem W. Putina na Westerplatte w rocznicę wybuchu II wojny światowej zakończyła się wraz z opublikowaniem w sierpniu 2009 roku przez R. Sikorskiego artykułu o zamianie polityki wschodniej na zachodnią ( Polska piastowska PO versus polska jagiellońska PiSu –„Właściwej odpowiedzi na dylematy geostrategiczne i tożsamościowe Polski – dowodził Sikorki- nie oferują jagiellońskie ambicje mocarstwowe”. ), a ostatni gwóźdź do jej trumny został wbity decyzją D. Tuska o rozdzieleniu wizyt premiera i prezydenta RP w Katyniu i tragedią 10 04 2010 r. Od tamtego czasu Polska właściwie nie prowadzi żadnej własnej polityki wobec Wschodu – ani na kierunku rosyjskim, ani ukraińskim, ani białoruskim, ani litewskim, gruzińskim czy jakimkolwiek innym zadowalając się płynięciem w „ głównym nurcie” polityki unijnej. Jak to podkreślił G. Schetyna, nowy „minister w MSZ Polska musi być aktywna i mieć wizję wschodniej polityki zagranicznej. I nie możemy robić jej samodzielnie” – (onet.pl 07 10 14)

Fiasko poniosła też koncepcja rządu D. Tuska prowadzenia „twardych” rozmów z USA i domagania się znacznego wsparcia polskiej armii przez Pentagon. Kolejna, po G. W. Bushu administracja prezydenta B. Obamy nie tylko na to nie wyraziła tutaj zgody, ale potraktowała to jako pretekst do wycofania się z pierwotnego projektu zainstalowania w 2015 r w Redzikowie tarczy antyrakietowej broniącej USA przed atakami, np. Iranu. Zamiast tego zaproponowano nam inne rozwiązanie przewidziane do zainstalowania w 2018 roku, tj,. już po ustąpieniu obecnego prezydenta z urzędu a więc i bez gwarancji realizacji tego projektu przez następną administrację.

Niewiele lepszego można powiedzieć o polityce regionalnej. Grupa Wyszehradzka, sztandarowe osiągniecie epoki postkomunistycznej, która po wejściu jej członków do UE i NATO straciła wiele ze swej pierwotnej dynamiki, faktycznie zakończyła wraz z agresją rosyjską na Ukrainę swój żywot, kiedy to zarówno Węgry, Czechy i Słowacja zajęły, z różnych powodów, stanowisko diametralnie inne niż Polska. Brak świadomości naszych sąsiadów wspólnego zagrożenia ze strony Rosji a zatem i kwestionowanie konieczności podejmowania w fundamentalnej kwestii bezpieczeństwa wspólnych i skoordynowanych działań nie pozwala Polsce liczyć na ich wsparcie i traktować ich jako poważnych partnerów na przyszłość.

4. Gdzie leży Polska

Polska bez prowadzenia podmiotowej polityki na najważniejszym dla siebie kierunku wschodnim, płynąca w głównym nurcie polityki UE, zdystansowana wobec USA i pozbawiona realnej polityki regionalnej, to jest praktycznie to, co rząd D.Tuska przekazuje swoim następcom. Kiedy odrzuci się wszelkie figury retoryczne i geometryczne oraz zbędny sztafaż instytucjonalny stosunków międzynarodowych to Rzeczpospolita połowy drugiej dekady XXI w roku tak naprawdę znajduje się między Niemcami a Rosją. Tzn. w UE, gdzie tylko Niemcy mają nie tylko świadomość celów, które chcą osiągnąć, ale i stosowne ku temu środki, a Rosją, która kierowana twardą ręką Putina popieranego przez ponad 80 proc. społeczeństwa konsekwentnie dąży do restytucji wielkoruskiego imperium.

Konstelacją, która się przed nami rysuje to nie, jak by zdawać się mogło, nowy koncert mocarstw. O nim możnaby ew. mówić gdyby główne państwa UE dysponowały porównywalną siłą do Niemiec, co nie jest prawdą. Francja, przez lata polityczny motor integrującej się Europy nie potrafi po upadku komunizmu na wschodzie kontynentu wyznaczyć sobie innej roli niż podążanie za Niemcami z nadzieją, że powiększająca się o nowych członków Unia utrzyma dotychczasowy podział władzy we wspólnocie i potwierdzi jej polityczny prymat ( vide prezydent J. Chirac – Polska straciła szanse by siedzieć cicho). Wielka Brytania, tradycyjnie dbająca o to, by utrzymać równowagę sił na kontynencie, stoi dopiero przed decyzją o swoim „być, albo nie być”, tj. referendum o swym członkostwie w Unii, a pozostając poza strefą euro nie ma wpływu na wiele kluczowych decyzji wspólnoty. Włochy i Hiszpania są natomiast w zbyt dużych kłopotach politycznych i ekonomicznych by być równoważnym partnerem dla kanclerz A. Merkel. Pozostają więc Niemcy posługujące się instytucjami UE, w których dominują, do realizacji własnych celów ekonomicznych i politycznych.

To, czego jesteśmy obecnie świadkami to rozwijanie dwutorowej polityki Niemiec wobec Wschodu. Podstawowy partner to oczywiście Rosja, mimo krytycyzmu wobec polityki agresji W. Putina i jego popleczników na Wschodniej Ukrainie, jakkolwiek oni się nazywają. Niemcy od lat pracują z uporem godnym lepszej sprawy na projektem tzw. „modernizacji Rosji” w przekonaniu, iż Kreml wykorzysta polityczne, gospodarcze i militarne wsparcie Berlina do kształtowania swojej polityki zgodnej z cywilizacyjnymi standardami Zachodu. Rosja jest też głównym, choć nie jedynym, dostawcą paliw dla gospodarki niemieckiej. W konsekwencji polityka „ Russia first” była, jest i będzie głównym vectorem polityki wschodniej Berlina bez względu na to, kto tam rządzi.

Zmienne są tylko akcenty tej polityki – socjaldemokraci z SPD są otwarcie prorosyjscy, podczas kiedy chadecja, zwłaszcza wahająca się kanclerz A. Merkel, w dużo mniejszym stopniu ufa Putinowi i jego pokojowym deklaracjom. Jak to ujął prezydent Niemiec J. Gauck, stara się on wytłumaczyć Polakom, że nie mają racji krytykując politykę niemiecką wobec Kremla. – Chodzi nam tylko o utrzymanie otwartych drzwi. Potrzebujemy pokoju i stabilności dla wszystkich wolnych krajów w Europie. Dlatego słuszna jest strategia rządu, kanclerz i ministra spraw zagranicznych, polegająca na otwarciu na dialog przy równoczesnym pokazywaniu (Rosji) za pomocą sankcji, że istnieje granica, że nie wszystko jest dopuszczalne ( interia.pl 02 11 14). Tę filozofie potwierdzili byli ministrowie spraw zagranicznych Niemiec, H.-D. Genscher i K. Kinkel, którzy opowiedzieli się za „nowym początkiem” w relacjach Zachodu z Rosją. Bez współpracy z Moskwą nie da się ich zdaniem rozwiązać większości problemów międzynarodowych (pap 13 11 14)

Niemcy są jedynym zachodnim krajem, który wykazuje stałe zainteresowanie południem Wschodniej Europy, czyli Ukrainą. Starają się też angażować w to zainteresowanie inne kraje unijne, czego instytucjonalnym wyrazem jest tzw. „Partnerstwo Wschodnie” formalnie powstałe z inicjatywy Polski i Szwecji, ale faktycznie, jak wiele na to wskazuje, z inicjatywy Niemiec. Powtórzony tu został mechanizm z początku epoki transformacji, kiedy to Berlin, chcąc uśmierzyć niepokój Francji umacnianiem się jego pozycji na wschodzie Europy i dać Paryżowi „ droit de regard” w swoją politykę w tym regionie zaproponował, via H. D. Genscher, powołanie forum konsultacyjnego znanego jako Trójkąt Weimarski ( Niemcy, Francja, Polska) dla realizacji tej polityki. Tak jak Trójkąt Weimarski nie jest instrumentem niemieckim, lecz międzypaństwowym, tak Partnerstwo Wschodnie formalnie rzecz biorąc nie jest narzędziem Berlina, ale UE. Ale Bruksela niewiele może tu zrobić bez aprobaty Niemiec, które w istocie dopraszają dla realizacji tej polityki raz Polskę i Szwecję, innym razem Francję ( vide tzw. format normandzki), lub jak w czasie Szczytu Azja – Europa w Mediolanie Francję i Włochy ( do nadzorowania przez drony przestrzegania rozejmu na granicy Rosji i Wschodniej Ukrainy).

Polski, najbliższego sąsiada Ukrainy, do tego nowego rozdaniu Niemcy już nie potrzebują. Nie życzy jej sobie oczywiście także Kreml.

Szef MSZ G. Schetyna zapewniał przed Mediolanem, że na rozmowach na temat Ukrainy nie zabraknie premier E. Kopacz. – Rozmawiamy z tymi, którzy te spotkania organizują i wierzę, że to spotkanie nie powinno się odbyć bez polskiej obecności – zadeklarował publicznie. Minister A. Trzaskowski, pytany później, dlaczego jednak premier E. Kopacz nie uczestniczyła w Mediolanie w wielostronnych rozmach na temat kryzysu ukraińskiego z udziałem przywódców Ukrainy, Rosji, Niemiec, Włoch, Francji, Wielkiej Brytanii i Unii Europejskiej, o co Polska usilnie zabiegała, kwaśno odpowiedział: “Tak jak się spodziewaliśmy, na tym spotkaniu nie wydarzyło się nic ciekawego”. I uciął – „mieliśmy takie sygnały od naszych partnerów, że to nie jest spotkanie, na którym będą podejmowane jakiekolwiek ważne, wiążące decyzje”.…( onet.pl 17 10 14). I tak oto skończyła się „ partnerska” polityka rządu D. Tuska „płynięcia w głównym nurcie polityki unijnej”, obnażając tym samym totalne fiasko polskiej obecności w obliczu historycznych wydarzeń na Wschodzie.

5. Pusty horyzont

USA jest drugim, obok Niemiec partnerem, którego polityka w tym regionie Europy nie jest obojętna dla Moskwy. Problem w tym, iż region Europy Wschodniej nie jest podmiotem, lecz przedmiotem polityki amerykańskiej pochodnym od innych wydarzeń, lub polityki graczy tego obszaru. I tak dla idealisty prezydenta W. Wilsona ważne było ustanowienie nowego ładu pokojowego po pierwszej wojnie światowej, stąd poparcie dla odbudowy Polski z dostępem do morza. Dla cynika prezydenta. F. D. Roosevelta istotne było zatrzymanie w swoim obozie Stalina podczas wojny z Japonią na Dalekim Wschodzie, stąd jego dalekie ustępstwa kosztem Polski wobec żądań Rosji w tym względzie. Antykomunista R. Reagan popierał Polskę traktując ją jako ważny przyczółek ideologicznej walki z komunistyczną Rosją – tym „imperium zła”. Prezydent G. Bush junior przyjmował do tworzonej na Bliskim Wschodzie koalicji „gotowych i chętnych” wszystkich zainteresowanych, także tych, dlaczego nie, jak to ujął D. Rumsfeld z „Nowej Europy”. Natomiast prezydent B. Obama mimo fiaska tzw. „resetu” polityki z Rosją” z okresu swej pierwszej kadencji nadal potrzebuje jeżeli nawet nie poparcia Rosji to przynajmniej jej neutralności tak na Dalekim, jak i Bliskim Wschodzie, mimo niedawnej porażki koncepcji tzw. czerwonej linii w Syrii, czy kompromitującej USA afery Snowdena, itd.

Dla Ameryki B. Obamy zajęcie Krymu, agresja Rosji na Wschodnią Ukrainę, i notoryczne łamanie przez Kreml podpisanego w Mińsku zawieszenia broni pozostają na dalszym planie wobec problemów łączących się z Bliskim Wschodem ( Państwo Islamskie, bezpieczeństwo Izraela) w związku z tym nie należy spodziewać się większego zaangażowania Waszyngtonu w Europie Środkowo – Wschodniej w okresie końca kadencji obecnej administracji. To, co może skłonić USA do większej aktywności na tym polu to znaczna eskalacji interwencji rosyjskiej na Ukrainie, szybki rozwój grupy BRICS, czy ew. zacieśniająca się kosztem interesów USA współpraca między Rosją a Niemcami na kontynencie. Bez tych elementów polityka amerykańska będzie przede wszystkim polityką kontynuacji a nie zmiany.

Na horyzoncie nie widać też jakiegokolwiek innego ugrupowania regionalnego, które mogłoby pełnić podmiotową rolę na scenie europejskiej. Grupa Wyszehradzka po spełnieniu swej quasi integracyjnej roli regionu ( członkostwo w NATO i UE) w pierwszych latach przełomu postkomunistycznego przechodzi już do historii. Inicjatywa Środkowoeuropejska, (powstała w wyniku ewolucji inicjatyw i działań znanych jako Ós Barcelona – Triest, Pentagonele, Sekstagonale) od początku swego istnienia była bardzo luźnym forum dyskusyjnym łączącym kilkanaście krajów o często bardzo rozbieżnych interesach. Pribałtyka z kolei stopniowo kieruje się ku krajom skandynawskim, przez co sytuuje się coraz bardziej poza głównym spektrum wydarzeń europejskich. Natomiast kraje południa Europy, zarówno członkowie Unii, jak i te do niej aspirujące, zmagają się ze swymi licznymi politycznymi i ekonomicznymi problemami i nie są wstanie same odegrać większej roli w Europie.

To samo, choć z innych powodów, można powiedzieć, można o innych znaczących kandydatach do Unii – Turcji i Ukrainie, tj. projektach przyszłościowych, które, jeśli w ogóle realne, to nie wcześniej niż w perspektywie kilkunastu lat

6. Rosja

Pozostaje zatem Rosja jako aktywny gracz na scenie europejskiej, mimo iż jej terytorium daleko wykracza poza stary kontynent. Rosja, po okresie smuty czasów prezydenta B. Jelcyna i rozwiązaniu ZSRR w Białowieży ( tym najgorszym wydarzeniu, jak chce W. Putin, XX w) konsekwentnie zmierza do odbudowy niegdysiejszego imperium wykorzystując różne instrumenty. Przez lata 90-te miała nim być WNP, która jednak nie spełniła swego zadania i stopniowo zamiera. Nowszym projektem jest Unia Euroazjatycka, jednak byt ten został postawiony pod znakiem zapytania poprzez ukraińską rewoltę. Jeszcze innym środkiem do odbudowy potęgi Rosji i jej pozycji w świecie ma być ugrupowanie BRICS, choć tutaj Rosja ma godnego konkurenta do przewodnictwa w grupie – Chiny. Wszystkie tych te projekty miały bądź mają pomóc Kremlowi w walce z głównym konkurentem na arenie światowej i europejskiej – z USA. Znamienne, że na liście wyzwań dla Rosji nie ma Unii Europejskiej. Unia, jako całość jest dla Rosji nieobecna, dla niej liczą się Niemcy i rusofilscy unijni admiratorzy Rosji, jak Francja, Włochy, Grecja, czy ostatnio Węgry, których ambicjami czy interesami w Rosja może manipulować zgodnie potrzebami Kremla. Do żadnej z tych kategorii nie należy Polska, dlatego też konsekwentnie jest ona lekceważona i ignorowana (casus smoleński, ostatnio ukraiński). Polska jest jednak dla Rosji bardzo ważna, oczywiście nie jako żaden pośrednik między Rosją a Zachodem, ani nie jako pomost do Niemiec, ale jako przeszkoda w procesie podporządkowania sobie Środkowej i Wschodniej Europy.

Dlatego też Polska dzisiaj, jak za czasów A. Bocheńskiego leży między Niemcami a Rosją i ten fakt określa miejsce i nasze możliwości w Europie.

7. Samotna Polska

Podstawowy wniosek, jaki stąd płynie to prosta konstatacja o osamotnieniu Polski. Dlatego też tak pilną potrzebą jest budowa silnego państwa, jako ew. mocnego i pożądanego partnera dla tworzenia różnych zmiennych, najczęściej czasowych i celowych sojuszy w różnych konfiguracjach politycznych, gospodarczych czy militarnych, tak na forum instytucji unijnych, jak i poza nimi. Zasadne jest zatem pytanie o możność i zdolność naszej klasy politycznej do podjęcia i wykonania tej pracy. Każda obiektywna analiza musi wskazać jednak liczne ograniczenia.

Rząd E. Kopacz składa się dużej mierze z ministrów gabinetu D. Tuska, którzy to urzędnicy mieli w przeszłości możliwość pokazania jakości swej pracy dla Polski z wiadomym skutkiem. Sama pani premier jest absolutnym nowicjuszem w tej roli, bez żadnych liczących się doświadczeń na arenie międzynarodowej, bez uznanej siły negocjacyjnej i perswazyjnej. To samo w dużej mierze można powiedzieć o ministrze spraw zagranicznych G. Schetynie znającym politykę zagraniczną jedynie z forum sejmowej komisji spraw zagranicznych, której przewodniczył po odsunięciu go od władzy przez D. Tuska. Sama zaś jego nominacja bardziej natomiast świadczy o trosce rządzącej PO o zrównoważenie gier i interesów partyjnych niż o strategiczne cele państwa.

Prezydent B. Komorowski cieszący się dużym poparciem społecznym jest bardziej „strażnikiem prezydenckiego żyrandola” niż aktywnym uczestnikiem polityki międzynarodowej, co kontrastuje ze sposobem i jakością sprawowania tego najwyższego urzędu w państwie przez jego poprzedników. W konsekwencji nie przyczynia się do umacnianie pozycji Polski na świecie. W polityce wewnętrznej natomiast jest najczęściej jedynie „notariuszem” rządzącej koalicji.

Niestety nadal trwa masowa emigracja z Polski, przede wszystkim ludzi, młodych i wykształconych, którzy nie widzą dla siebie przyszłości w istniejących realiach społecznych i politycznych.

Sytuacje pogarsza dodatkowo zapaść demograficzna, której skutki nie są możliwe do odwrócenia w najbliższych dekadach. Wprawdzie winą za brak podjęcia w odpowiednim momencie stosownej polityki parorodzinnej można obarczyć nie tylko rząd D. Tuska, ale tylko jego rząd miał komfort siedmioletniego sprawowania władzy a tym samym możliwość nie tylko podjęcia, ale i wprowadzenia życie skutecznych i znaczących rozwiązań.

Dramat sytuacji kraju pogarsza brak przemyślanej, długofalowej koncepcji rozwoju kraju, by nie powiedzieć strategicznej wizji dla Polski. Ostatnie strategiczne zadania, wokół których władza jednoczyła rodaków: członkostwo w Unii i NATO zostały zrealizowane ponad dekadę temu i od tego czasu rządzący w istocie ograniczają się jedynie do mniej lub bardziej sprawnego zarządzania krajem (tzw. polityka ciepłej wody w kranie), co wprawdzie gwarantuje im zapewnienie elementarnego pokoju społecznego w państwie, ale nie pozwala na dokonanie kolejnego skoku cywilizacyjnego zmniejszającego dystans w tak wielu ważnych dziedzinach do średniej unijnej.

Te i inne bezsporne fakty prowadzą do jednoznacznej konstatacji o przegrywaniu przez Polskę swojej historycznej szansy. Początek tego procesu trzeba łączyć z porzuceniem koncepcji rządów koalicji sił o rodowodzie solidarnościowym: PO- PIS w 2005 roku. Konsekwencją tego fiaska były kontrowersje dotyczące podpisania przez Polskę Traktatu Lizbońskiego pomniejszającego naszą koalicyjną siłę wewnątrz Rady Unii Europejskiej; wypracowanie przez PiS a następnie odrzucenie przez PO autonomicznej, polskiej polityki wschodniej; upokorzenie Polski przez Rosję w kontekście katastrofy smoleńskiej i w rezultacie upadek autorytetu państwa polskiego i jego instytucji poza krajem przede wszystkim na Wschodzie; przedmiotowa i koncesjonowana rola Polski w tzw. „mainstreamowej” polityce UE ( casus wyeliminowania Polski z unijnych rozmów o Ukrainie); mniejsze zaangażowanie się USA w sprawy Środkowej Europy ( zmiana charakteru i odsuniecie w czasie zainstalowania tarczy rakietowej przez Pentagon w Polsce); odmowa NATO ulokowania w naszym regionie większych jednostek wojskowych dla jego ochrony przed agresywną polityką Rosji.

W rezultacie musimy liczyć się z faktem, iż Polska leży między coraz bardziej asertywnymi Niemcami a agresywną Rosją. Tzn. Unią Europejską różnych prędkości i manifestowanych interesów narodowych modelowaną przede wszystkim przez Niemcy i ich rozliczne, polityczne i gospodarcze racje, a konsekwentnie realizującą plan odbudowy imperium i destabilizującą porządek międzynarodowy Putinowską Rosją skutecznie wykorzystującą ku temu liczne współczesne środki dominacji ( energia, wojna hybrydowa, wojna propagandowa, spolegliwi zaprzyjaźnieni/ sprzedajni politycy (casus Schreodera, Berlusconiego), znani, tzw. pożyteczni idioci ( Depardieux) i inni.

I dopiero w oparciu o te twarde fakty trzeba podjąć i konsekwentnie realizować politykę naprawy Rzeczpospolitej. Nie będzie to jednak łatwe.

dr Ryszard Bobrowski

listopad 2014

Artykuł dodano w następujących kategoriach: Polska.