Polska – Rosja, Bilans 2014

Konferencja Polsko – Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia zorganizowana w Warszawie w dniu 6 marca 2015 r.

Panel – Konsekwencje wydarzeń 2014 roku dla porządku międzynarodowego

Uczestnicy panelu: Anton Barbaszyn, Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia (Warszawa), Ian Bond, Centre for European Reform (Londyn), Samuel Charap,International Institute for Strategic Studies (Waszyngton), Andriej Kortunow,Rosyjska Rada Spraw Międzynarodowych (Moskwa), Marek Menkiszak,Ośrodek Studiów Wschodnich (Warszawa), Ulrich Speck, Carnegie Europe (Bruksela)

Poniżej zamieszczamy nieautoryzowany skrót wystąpienia Samuela Charapa a także streszczenia tez pozostałych panelistów.

Samuel Charap

Zachód musi znaleźć równowagę pomiędzy koniecznością zareagowania na działania Rosji i równie ważną koniecznością uniknięcia konfrontacji. Prezydent Obama powiedział w lipcu ubiegłego roku, że to nie jest nowa zimna wojna, że to jest problem, który Stany Zjednoczone obserwują. Problem polega na tym, że ten stan nie może się utrzymać. Myślę, że mamy do czynienia z pogorszeniem się sytuacji na Ukrainie, co dowodzi tego, że stolice doprowadzają sytuację do skraju zimnej wojny, której wszyscy starają się uniknąć. Ale moim zdaniem w tym momencie mamy do czynienia z wieloznacznością i nie będzie ona możliwa do utrzymania nawet w średnim okresie. Mamy do czynienia z wyborem pomiędzy nową zimną wojną, która będzie bardzo niebezpieczna, a czymś w rodzaju ustalenia wynegocjowanego porozumienia, które w jakiś sposób będzie zawierało elementy zrewidowanego porządku krajów pomiędzy Wschodem i Zachodem, co byłoby niepokojące dla tych krajów, których on dotyczy.

Instynkt, który nakazuje nam unikniecie zimnej wojny jest słuszny ponieważ zimna wojna z Rosją mogłaby doprowadzic do Armagedomu, ale wiele krajów zachodnich poszło na współpracę z Rosja kierując się innymi priorytetami, takimi jak np. negocjacje z Iranem, czy zwalczanie terroryzmu na Bliskim Wschodzie. Jeżeli Rosja chce uznać te reguły gry to trzeba zrozumieć, dlaczego mamy do czynienia z takimi pustymi negocjacjami dotyczącymi nowego porządku międzynarodowego. Myślę, że status quo jest nieprzyjemny i niebezpieczny. Gospodarki zachodnie są w jakiś sposób dotknięte, tym embargiem, ale nie aż tak bardzo, dlaczego zatem zawracać sobie głowę jakimiś doniosłymi negocjacjami, które mogłyby doprowadzić do nieprzyjemnych sytuacji.

Chodzi zatem o to by znaleźć drogę między tymi dwoma skrajnościami. Jest to kwestia nawiązania współpracy i udzielenia wsparcia rządowi w Kijowie. Chodzi zatem o uniknięcie dramatycznej sytuacji na terenie Donbasu, oraz doprowadzenie do tego by rząd pozostał wypłacalny. Jest to bardzo roztropne i myślę, że są powody ku temu, by została wybrana właśnie taka droga. Prawdopodobnie ewoluuje to w kierunku scenariusza nowej zimnej wojny, której kraje zachodnie starają się uniknąć. Ta cała dynamika biurokratyczna i polityczna, która występuje w Moskwie i w zachodnich stolicach może prowadzić do eskalacji wojny, przy zachowaniu współpracy w sprawach międzynarodowych i globalnych. Powinniśmy pamiętaj, że ta dynamika polityczna występuję po obu stronach, a szczególnie w mocno występuję ona w Moskwie. Ta dynamika jest rozgrywana w czasie rzeczywistym i każda ze stron stara się ją odpowiednio rozgrywać.

Drugi powód poza polityką jest taki, że biurokracje rządowe w coraz mniejszym stopniu są w stanie uniknąć dyskusji na te tematy. Co to oznacza dla współczesnych stosunków? Przeważnie ma to znaczenie z punktu widzenia negocjacji Zachodu z Iranem dotyczącymi jego programu nuklearnego. Co ciekawe Moskwa cały czas współpracuje przy tych zagadnieniach oddzielając je w jakiś sposób od kwestii ukraińskiej. Jest zatem tylko kwestią czasu, kiedy to całe tsunami w jakiś sposób znowu się rozleje.

Jeżeli nawet konflikt na wschodniej Ukrainie zostanie w jakiś sposób zamrożony, jeżeli nie będzie przelewu krwii, nie będzie porozumień, to jednak nadal będzie bardzo trudno wypracować jakieś kompromisowe, „ środkowe” rozwiązanie. Bardzo ciekawe jest to, że ta polityka nie jest związana z kryzysem ukraińskim. Jeżeli chodzi o stosunki z Rosją to w to Stanach Zjednoczonych mogą one nabrać znaczenia w kontekście przyszłorocznych wyborów prezydenckich. Podobna sytuacje mamy także w Moskwie ponieważ nacjonaliści, którzy wrócili z walk na Ukrainie krytykują Putina za to, że zarzucił pomysł o Noworosji, mamy również twardogłowych, którzy naciskają w różnych kwestiach. Jeżeli nawet te siły zostaną za jakiś czas uciszone to będzie bardzo trudno znaleźć jakiś kompromis. Mówię tu o jakiejś pośredniej polityce, którą mogą realizować obie strony a nie jestem pewien czy rzeczywiście czas nam sprzyja pod tym względem

Jeżeli chodzi o presję wywieraną na Rosję to nie jest propozycja krótkotermininową – stoimy bowiem przed koniecznością naciskania na Rosje przez wiele miesięcy, albo wręcz wiele lat. Oczywiście mamy tutaj długofalową dynamikę, ale także wspomnianą polityczną dynamikę, która jest raczej krótkoterminowa.

A zatem nawet w przypadku najlepszego scenariusza wydaje mi się, że jest tylko kwestią czasu kiedy pojawi nowa zimna wojna. Mówię o zimnej wojnie, gdyż jest to znane pojęcie, ale ona będzie zupełnie inna niż ta, którą znamy z historii. Bardzo ważne jest, aby wiedzieć, że to nie jest coś trywialnego. Gdyby była konfrontacja z Rosją na skalę globalną to nie będzie ona bez konsekwencji. Myślę, że największym skutkiem tej konfrontacji byłby koniec Ukrainy takiej, jaką znamy obecnie. Jeżeli nawet czołgi Putina nie wkroczą do Kijowa to potencjalnie będzie ekonomiczny punkt zapalny. Ktoś wysunął metaforę Libii, która wiadomo jak „funkcjonuje” po obaleniu władzy Kadafiego. A zatem można wprowadzić destabilizację w Europie Środkowej.

Jeżeli mówimy o 2007 i 2009 roku, tj. okresie kiedy pojawiły się napięcia między Rosją a Zachodem to naprzód była cyber wojna, potem wojna realna i wojna pokazowa. I mówimy, że Rosja może finansować niektóre partie polityczne w krajach członkowskich w UE, i że możemy mówić o generowaniu pewnych procesów i podnoszeniu ich na niebezpieczne poziomy. Ta nowa zimna wojna może skutkować tym, że Rosja zniszczy wielostronne wysiłki, które były podejmowane w wielu gremiach. Myślę, że Zachód powinien być przygotowany na to, że Rosja podważy, albo zarzuci wiele ważnych procesów. W tym okresie zamknęła pewien kontrakt, który dotyczył dostawy broni oferując dwumiliardową łapówkę dla Kirgistanu, tak oby odrzucił on amerykańską ofertę dotyczącą amerykańskiej bazy wojskowej. Chodziło o zatrzymanie sił NATO, które miałoby się zbliżyć do Afganistanu.

Mówimy o tym procesie, mówimy również o Chinach, o Radzie Bezpieczeństwa ONZ, itd. W tym kontekście powinniśmy brać pod uwagę to, że porządek międzynarodowy jest porządkiem powojennym, chociaż nie wygląda on tak, jak został zaprojektowany w czasach zimnej wojny. W tej chwili nowa zimna wojna może w jakiś sposób odwrócić te 25 lat postępów, z jakimi mieliśmy do czynienia. Powinniśmy też pamiętać, że ten scenariusz może nas cofnąć do starych lat i zagrożenia wojną. Nie jest to może bardzo prawdopodobny rozwój, ale mamy do czynienia z bardzo dużą stawką, o którą toczy się gra. Myślę, że jest coś, co powinno położyć kres interwencji Rosji w jej sąsiedztwie. Byłoby to bardzo wiele kompromisów, bardzo wiele przypadków pójścia na ustępstwa i Zachód być może stwierdzi, że Rosja odgrywa być może większą rolę, niż byśmy tego chcieli.

Andriej Kortunow z Rosyjskiej Rady Spraw Międzynarodowych z Moskwy podkreślił, że ostatnie wydarzenia na wschodzie Ukrainy miały fundamentalne znaczenia dla porządku międzynarodowego. „Jeszcze rok temu wszyscy żyliśmy w całkiem innym świecie, mieliśmy odmienny zestaw przekonań co do tego, co jest możliwe w kwestiach bezpieczeństwa” – powiedział.

Jego zdaniem obecna sytuacja jest jeszcze gorsza niż podczas zimnej wojny. „Sytuacja była wtedy stosunkowo stabilna, bo zasady były stosunkowo jasne i jednoznaczne. Były instytucje dialogu dwustronnego, wielostronnego. Zagrożenie przypadkowym konfliktem było mniejsze niż obecnie” – zaznaczył rosyjski ekspert.

Według Kortunowa obecnego konfliktu dało się uniknąć. „Ostatnie wydarzenia, to eskalacja, która zdarzyła się niechcący. Można było uniknąć tego kryzysu. Problemy w systemie międzynarodowym mieliśmy już dawno temu, jeszcze przed kryzysem ukraińskim. Po drugiej wojnie światowej nie było wystarczającego zaangażowania w doskonalenie systemu międzynarodowego i skumulowaliśmy przypadki niestabilności” – ocenił.

Podkreślił, że dzisiaj fundamentalne pytanie, które czeka na odpowiedź to, czy obecny kryzys rosyjsko-ukraiński „to niefortunne zdarzenie w historii relacji międzynarodowych, aberracja, która nie wpłynie na porządek światowy, czy być może jest to pierwsza oznaka czegoś znacznie poważniejszego”.

Marek Menkiszak z Ośrodka Studiów Wschodnich również ocenił, że obecna sytuacja różni się z od tej z okresu zimnej wojny z Rosją. „Po pierwsze wtedy obie strony były zainteresowane zachowaniem status quo, dziś Rosja stara się ten status quo naruszyć. Przywódcy Rosji chcą zniszczyć niesprawiedliwy ich zdaniem porządek narzucony Rosji po drugiej wojnie światowej” – powiedział.

Ponadto, zaznaczył, większość elit na Zachodzie nadal nie jest w stanie uwierzyć, że konflikt rosyjsko-ukraiński to coś więcej niż tylko konflikt między Moskwą a Kijowem. Jak zaznaczył, kryzys ten ma jednak znacznie szersze skutki.

„Aneksja Krymu może odbić się rykoszetem na przykład w Azji, może wpłynąć na politykę Chin w stosunku do sąsiadów. Chiny uważnie obserwują reakcję Zachodu, czy będzie próbował obłaskawiać Rosję, czy może będzie miał siłę polityczną, by prowadzić politykę odstraszania i uspokajania” – powiedział.

Trzecia sprawa, mówił ekspert, która różni obecny konflikt od zimnej wojny, którą mieliśmy w przeszłości, to ciągłe próby obu stron – Rosji i Zachodu, by jakoś rozłączyć konflikt na Ukrainie od reszty wzajemnych stosunków. „Czyli uznajmy, że Ukraina nas różni, ale współpracujmy w kwestii nierozprzestrzeniania broni nuklearnej, czy walki z Państwem Islamskim” – tłumaczył.

Ponadto według Menkiszaka Rosja nie dąży do zamrożenia konfliktu na Ukrainie; ona chce, by Ukraina okazała się państwem nieudanym, państwem-klęską.

Ian Bond z Centre for European Reform z Londynu ocenił, że wydarzenia z 2014 roku nie były zmianą nie do przewidzenia, jeśli chodzi o relacje Rosji z Zachodem, bo ta zmiana następowała powoli od dłuższego czasu. „W zeszłym roku osiągnęliśmy jednak taki etap, kiedy już nie dało się ignorować, tego co się dzieje” – dodał Bond.

Według eksperta z tego, co się stało na Ukrainie płyną negatywne wnioski. Po pierwsze – mówił – doszło do niebezpiecznego osłabienia prawa międzynarodowego. Aneksja Krymu i obecność rosyjskich oddziałów na wschodniej Ukrainie to jawne złamanie memorandum budapesztańskiego z 1994 roku o gwarancjach suwerenności integralności terytorialnej dla Ukrainy w zamian za oddanie broni nuklearnej Rosji.

Ponadto, zaznaczył ekspert, konflikt ten odsłonił podziały w ramach Unii Europejskiej i NATO, „z którymi te organizacje będą się musiały rozprawić w ciągu najbliższego roku”.

Innego zdania był Ulrich Speck z Carnegie Europe z Brukseli, który ocenił, że zarówno UE jak i NATO zareagowały nieoczekiwanie silnie na wydarzenia na Ukrainie, silniej niż w przypadku wojny w Gruzji.

Według niego Niemcy jednoczyły Europę w kwestii sankcji wobec Rosji. „Putin stracił Niemcy. Putin stracił też Ukrainę, nie ma szans na to, by Kijów chciał wrócić w rosyjską strefę wpływów w dającej się przewidzieć przyszłości. Putin jest też w większości izolowany na arenie międzynarodowej, Rosja straciła zaufanie międzynarodowe” – powiedział Speck.

Jego zdaniem kryzys rosyjsko-ukraiński odnowił NATO. „Przez wiele lat nie było dyskusji o tym, kto jest wrogiem i jak reagować, teraz mamy i mamy reakcje Sojuszu” – dodał. Zwrócił też uwagę, że unijne sankcje poważnie zaszkodziły rosyjskiej gospodarce.

Źródło streszczeń: PAP/ Interia.pl

Artykuł dodano w następujących kategoriach: Analizy, polityka zagraniczna.