Z kim budować świat? Unia Europejska i kryzys multilateralizmu

Debata zorganizowane przez warszawskie biuro ECFR w dniu 26 luteg0 2019 r. 

Panelisci:

Sebastian Dullien Senior Policy Fellow w ECFR, ekspertem ds. handlu,

Maaike Okano-Heijmans – Senior Research Fellow w Instytucie Clingendael, ekspertka ds. Japonii i Chin.

Shujiro Uratą, wykładowca Waseda University, ekspert ds. handlu

Bogdanem Góralczykiem, dyrektorem Centrum Europejskiego Uniwersytetu Warszawskiego, politologiem, sinologiem, dyplomatą, publicystą

 

Poniżej przedstawiamy obszerne fragmenty  debaty. Wystąpienia nieautoryzowane.

Śródtytuły pochodzą od redakcji.

 

Czy Europa może zbudować swoją własną suwerenność

                     

 

Sebastian Dullien,  Senior Policy Fellow w ECFR, ekspertem ds. handlu

 

Wydawało się, że pod względem militarnym jesteśmy takimi karłami, że nie możemy porównywać się ze Stanami Zjednoczonymi, i w razie czego nie będziemy w stanie bronić naszych granic. I jakoś pogodziliśmy się z tą sytuacją. Zaczęliśmy polegać na Stanach Zjednoczonych, ograniczyliśmy nasze wydatki na obronność. Natomiast byliśmy zawsze bardziej dumni, gdyż twierdziliśmy, iż jeśli chodzi o gospodarkę, to jesteśmy bardzo rozwinięci. Natomiast, jeśli chodzi o obronność, to musimy liczyć na innych. Ale niebagatelny wynik, jaki Europa osiąga jest niewątpliwie czymś ambitnym. W sytuacji, kiedy D. Trump objął stanowisko prezydenta w USA okazało się, że wcale nie jesteśmy takimi gigantami, nawet, jeśli chodzi o gospodarkę, ponieważ przestaliśmy mieć aż tyle do powiedzenia.

 

Mamy do czynienia z pewnego rodzaju szantażem ze strony Stanów Zjednoczonych, mamy wyjście Stanów Zjednoczonych z porozumienia z Iranem. Bardzo szybko okazało się, że jeśli Stany Zjednoczone zagrożą sankcjami wobec chociażby spółek utrzymujących jakieś stosunki handlowe z Iranem, to po prostu nie będziemy mieć innego wyboru, jak tylko przyjąć to, co mówią na Stany Zjednoczone. Wszelkie tego typu konflikty ze Stanami Zjednoczonymi pokazują nam, że tak naprawdę czujemy się bezsilni. Stany Zjednoczone zawsze były bardzo zorientowane na Chiny, ale z drugiej strony są również zorientowane na Europę, chociażby ze względu na Niemcy, ze względu na to jak wielki mają potencjał, jak ogromne są aktywa Niemiec. Wydaje się, że wyniki gospodarcze osiągane na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat przez Niemcy są naprawdę niebywałe. A więc USA stwierdziły, że będą postępować naprawdę brawurowo, jeśli chodzi o współpracę z Europą, z Niemcami, a zwłaszcza, jeśli chodzi o przemysł motoryzacyjny i wszelkiego rodzaju cła.

 

Oczywiście Niemcy mogą rozpocząć wojnę handlową z USA w zakresie tych ceł, ale to będzie bardzo niebezpieczne. Po pierwsze Europa jest tu bardziej wrażliwa, ponieważ mamy bardzo wysoką nadwyżkę handlową ze Stanami Zjednoczonymi, a zatem jeśli obniżylibyśmy nasz eksport, a oni obniżyliby swój import, to ponieślibyśmy większe szkody niż Stany Zjednoczone. Kolejna kwestia i największy problem to, to, że istnieje zagrożenie, iż USA wykorzystają swoją potęgę militarną do wywierania presji na Europejczyków, oczywiście  nie w takim sensie, że powiedzą” najedziemy was”, ale w takim, że powiedzą nam: słuchajcie –  art. 5 NATO obowiązuje tylko kraje, z którymi nie wchodzimy w wojny handlowe. Więc USA będą mogły powiedzieć, że jeżeli nie będziecie robić tego, czego od was wymagamy pod względem handlowym, to wycofamy gwarancje dotyczące waszego bezpieczeństwa zewnętrznego. I to  jak się wydaje  również wyjaśnia, dlaczego Europa może nie być zjednoczona w swojej reakcji na spór handlowy ze Stanami Zjednoczonymi.

 

Tutaj szczególnie ciekawa wydaje się sytuacja w Polsce. Wydaje się, że republiki bałtyckie jak Estonia, a nawet inne jeszcze bardziej niż Polska, będą bardziej obawiały się tego ze względu na swoje położenie. Jeśli chcemy być suwerenni musimy podejmować dużo więcej działań niż tylko szczycić się zunifikowaną polityką handlową na szczeblu europejskim.

 

Potrzebujemy trzech rzeczy, które wykraczają daleko poza sam handel. Pierwsza kwestia – jeżeli naprawdę chcemy być suwerenni na arenie ekonomicznej, to musimy być w stanie się bronić. Musimy przynajmniej być w stanie twierdzić z jakąś tam dozą prawdopodobieństwa, że będziemy przynajmniej w stanie przez jakiś czas bronić swoich granic zewnętrznych, lub przynajmniej będziemy w stanie wyrządzić jakąś krzywdę temu, kto zagrozi tym granicom. Jako pacyfista bynajmniej nie nawołuje tutaj do zwiększania wydatków na obronność, ale z pewnością te wydatki powinny być mądrzej zagospodarowane.

 

Musimy się zastanawiać nad potencjałem nuklearnym, jeśli chodzi o obronność Europy.

Wielka Brytania w tym momencie nie wydaje się być wiarygodnym partnerem w tym zakresie, nie wiemy, jakie będą następne jej kroki, ale z pewnością jeszcze jakiś czas temu wliczalibyśmy ją do naszej obronności, ale obecnie trudno na nich liczyć.

 

Kolejna kwestia, na którą musimy zwracać uwagę to to, iż musimy zwiększyć naszą wewnętrzną odporność gospodarczą. Mamy do czynienia z brakiem popytu wewnętrznego w UE, w związku z tym jesteśmy bardziej narażeni na to, żeby być zależnymi od Stanów Zjednoczonych. A więc warto by to, co dzieje się wewnątrz Europy, było bardziej dynamiczne. Musimy się zdecydować na pewne mało popularne wybory. Ci, którzy przyjęli euro muszą poświęcić trochę swej suwerenności fiskalnej, musimy przyjrzeć się kwestii wspólnego długu ( tutaj Niemcy nie są tym za bardzo zainteresowani). Ale dlaczego tego w ogóle potrzebujemy? Potrzebujemy tego, gdyż gospodarka naszego kontynentu musi lepiej funkcjonować, jesteśmy bardzo podatni, ponieważ nawet niewielki wstrząs może doprowadzić do kryzysu, a nie chcielibyśmy znowu mieć kryzysu euro, i nie chcielibyśmy by sytuacja kryzysu z lat 2008 znowu się powtórzyła.

 

I następna sprawa – obecnie polegamy całkowicie na systemie płatności w dolarach USA. Oczywiście euro nie stanie się alternatywą do dolara, jeśli nie popracujemy nad naszą płynnością finansową. Musimy też zbudować wsparcie w społeczeństwie dla umów handlowych, ponieważ musimy brać pod uwagę również tych, którzy są najsłabiej uposażeni,  i musimy do nich docierać. Profity płynące z wolnego handlu są oczywiste, natomiast musimy się upewnić, iż one będą również dotyczyły tych, którym najsłabiej się powodzi. Dlatego też w tym celu musimy wypracować odpowiednie mechanizmy. Wydaje się, że kraje skandynawskie, którym w tym zakresie powodzi się lepiej niż reszcie Europy, stwarzają więcej szans osobom słabo uposażonym, są bardziej opiekuńcze. My musimy powielić ten wzór w Europie kontynentalnej, jeśli chcemy powstrzymać rozwój kolejnego kryzysu i zarazem wykazać pewną odporność na politykę prezydenta Trumpa.

 

Wymienione tematy są bardzo trudne. To są kwestie, z którymi spotykamy się w Europie, co najmniej od dziesięciu lat, To nie są nowe problemy. Pytanie brzmi zatem tak – czy Europa może zbudować swoją własną suwerenność,  i czy UE w połączeniu z Japonią,  może stać się takim strażnikiem porządku międzynarodowego? Uważam, że generalnie może, natomiast wymagałoby to ogromniej woli ze strony Europy a wydaje mi się, że jej teraz w narodzie europejskim nie mamy.

 

Strategia „ Connectivity”

                                            

 

Maaike Okano-Heijmans – Senior Research Fellow w Instytucie Clingendael, ekspertka ds. Japonii i Chin.

 

 

Czy Europa ma jakąś strategie? To jest bardzo dobre pytanie. Japońska strategia „Connectivity” jest pewnego rodzaju odpowiedzią na rozwój potęgi Chin. Jednym z największych wyzwań, przed jakimi stawiają nas Chiny jest właśnie strategia „ Jednego pasa i jednej drogi”. Wydaje mi się, że nie do końca zdajemy sobie sprawę, że UE i państwa członkowskie poświęciły bardzo duzo funduszy na rozwijanie tej strategii, i w październiku ubiegłego roku została wdrożona właśnie ta strategia.

 

Jeśli chodzi o multilateralizm w Europie ja to nazywam takim wyzwaniem A i B. „A” to Ameryka. Ameryka pod rządami prezydenta Trumpa z pewnością stanowi wyzwanie dla zasad handlu międzynarodowego, czy w ogóle dla porządku międzynarodowego. Niektórzy uważają, że Stany Zjednoczone są w danym momencie szansą, inni – że zagrożeniem, ponieważ grozi nam wojna handlowa. Chiny z pewnością również są wyzwaniem. Mamy tu do czynienia ze wzbierającym konfliktem.

 

Inicjatywa BRI (Belt and Road Initiative)  powstała jako wielka nadzieja dla wielu krajów, które nie chciały być pozostawione w tyle. Chciały być uznane pod względem infrastrukturalnym, chciały odgrywać ważną rolę na tym szlaku i Chiny zainwestowały tam bardzo wiele środków, podczas kiedy Europa -  raczej nie. Tym samym Chiny wypełniały jakąś lukę tych krajów pozostawionych samym sobie. Natomiast ta inicjatywa była źródłem  powoli wzbierającego  konfliktu. Dlaczego wzbierającego powoli? Dlatego, że tutaj nie jest tak, jak z prezydentem Trumpem, który jest wyraźnym źródłem konfliktu. Tu źródło tego konfliktu jest dużo bardziej ukryte.

Kolejnym wyzwaniem jest brexit. Dlaczego? Dlatego, że sprawia, iż w Europie powstaje swego rodzaju przerwa. Z pewnością chcielibyśmy by Brytyjczycy pozostali w Europie, przeprosili za cały ten bałagan, jaki zrobili w ostatnich latach. Powinniśmy zainwestować czas i pieniądze, które poszły na brexit, w to, by poznawać lepiej Chiny, zmierzyć się z tymi długofalowymi wyzwaniami dla Europy, a nie zajmować się brexitem. Dlatego też brexit jest ogromnym problemem dla Europy i mam nadzieję, że wszyscy się opanujemy i nie pójdziemy za przykładem brexitu.

Natomiast nasza sytuacja z pewnością jest bardzo trudna, i musimy wybierać czy Stany Zjednoczone będą traktowane jako nasz sprzymierzeniec, czy jako nasz konkurent. Ostatnio uczestniczyłam w bardzo ciekawej konferencji, podczas której przedstawiciel Indii odpowiadał na pytanie – czy jesteście z nami, czy przeciw nam? I to jest odpowiedź, która my powinniśmy być w stanie za kilka lat udzielić, gdyż wydaje się, że tracimy pewność, tracimy przekonanie, że jesteśmy w stanie pójść w dobrym kierunku. Wydaje mi się, że musimy rozwinąć w sobie potencjał, który pozwoli nam nie dać się wtłoczyć w te ramy bilateralizmu, tzn. albo Stany Zjednoczone są naszym sojusznikiem, albo są naszym przeciwnikiem. Mam nadzieję, że z czasem uda nam się to osiągnąć. Jesteśmy w stanie współpracować ze USA w wielu dziedzinach, możemy współpracować z Chinami, ale nie chciałabym by nasza odpowiedź była taka bipolarna – albo Stany Zjednoczone, albo Chiny. To zależy od kontekstu, od konkretnej sytuacji.

Oczywiście wolny handel jest obecnie pod rządami Trumpa pod ogromną presją i to stanowi zagrożenie dla UE. Polegamy w dużej mierze na handlu i chcemy otwartego systemu, dlatego też musimy bardzo dużo pracy wkładać w to, aby utrzymać i pogłębić ten system oparty na czytelnych zasadach. Musimy inwestować w WTO, i rozmawiać jak zreformować Światową Organizację Handlu. Musimy podjąć trudne decyzje także i w tym zakresie, ponieważ ta księga zasad nie zmieniła się w ostatnich latach. Nie mamy odpowiednich regulacji chociażby dotyczących e-handlu, pojawia się tyle nowych sektorów, a za rozwojem tych sektorów nie idzie tworzenie odpowiednich zasad ze strony WTO. Japonia radzi dobrze sobie z rozwojem tych nowych technologii, i nadążaniem za tym, ale my z pewnością będziemy musieli inwestować w to, by przyciągnąć Stany Zjednoczone znowu na swoją stronę. Mamy szczyty WTO i będziemy naciskać na to, by Stany Zjednoczone były z nami. Stany Zjednoczone są ogromnym wyzwaniem dla naszego systemu, ale są również częścią rozwiązania, i dlatego nie możemy się od nich odwrócić.

Długofalowe wyzwanie ze strony Chin. Zapewne w tym temacie można powiedzieć bardzo dużo. Musimy znaleźć sposób na zdyscyplinowanie kapitalizmów narodowych, na wtłoczenie ich w ramy tej nowej sytuacji. Okazało się, że system, jaki rozwijaliśmy w ostatnich nie jest dobry. Z pewnością wszyscy się już o tym przekonali, ale wciąż nie rozumiemy do końca konsekwencji, i trudno przychodzi nam na reagowanie na nie.  A co to oznacza dla naszych relacji z Chinami? Jak się angażować tam, gdzie możemy się angażować, i jak się sprzeciwiać tam, gdzie możemy się sprzeciwiać? Może to wydawać się dziwne, ale te dwie kwestie muszą iść ze sobą w parze. Chiny to nie jest coś białego, lub czarnego. Chiny mają dużo odcieni, musimy nauczyć się z tym żyć, i z tym sobie radzić.

Wydaje mi się, że ta strategia „ Connectivity”, przedstawiona w ubiegłym roku przed UE, to jest coś bardzo, bardzo ważnego. Jest to swojego rodzaju alternatywa dla wszystkich tych krajów, które czują się zagubione, ponieważ Chiny odpowiadają w pewnym stopniu na popyt          chociażby jeśli chodzi o inwestycje infrastrukturalne, czy to w dziedzinie transportu, czy to w dziedzinie dróg, kolei, czy sieci energetycznych. Jedne kraje odpowiadaja na te potrzeby lepiej, inne – gorzej. Z pewnością są kraje, które sprzeciwiają się porządkowi liberalnemu, natomiast jest bardzo wiele krajów, w przypadku których możemy wyrazić zainteresowanie i i uda nam się wypracować dobre kontrpropozycje – a tutaj Japonia była liderem, mimo, że jej rola nie była wystarczająco uznana. Po przedstawieniu inicjatywy  „Belt and Road Initiative” (BRI)  Japonia wyszła ze swoją własną inicjatywą w zakresie wysokiej jakości infrastruktury, która z pewnością jest dobrą kontrpropozycją, i która mówi – tak, pomożemy wam inwestować w zrównoważone pod względem komercyjnym projekty, więc jeśli tego potrzebujecie,  i ma być osiągnięty zwrot z inwestycji, to z pewnością go osiągniecie, my to wam gwarantujemy. Jest to z pewnością dobra kontrpropozycja, która zawiera rozwiązania trwałe w sensie komercyjnym.

Pytanie brzmi, czy ta strategia „ Connectivity” sprawi, że ludzie i inicjatywy się zjednoczą, czy raczej podzieli, w dalszym biegu, ludzi i społeczeństwa. Czy ta strategia będzie bazować na przejrzystości, czy nie? Czy będzie multilateralna, i będzie bazować na współpracy? To są te pytania, z którymi musimy się zmierzyć i znaleźć na nie odpowiedzi, Bardzo ważne jest by UE w to inwestowała, i z pewnością musimy zastanowić się nad tym, jak powiązać inicjatywy proponowane przez Japonię i współpracować, lepiej i mocniej, z Japonią.

Abbe  economics

                                                    

Shujiro Uratą, wykładowca Waseda University, ekspert ds. handlu

Jednym z powodów, dla którego przyjąłem zaproszenie na tę konferencję jest możliwość powiedzenia  o relacjach pomiędzy UE a Japonią w kontekście ostatnio podpisanej Umowy. Na początku chciałbym podkreślić znaczenie tej Umowy opartej na partnerstwie. To jest Umowa typu FTA( Free Trade Agrement) pomiędzy UE a Japonią. Ta umowa z następujących względów jest oczywiście niezmiernie istotna dla Japonii, dla UE, i dla całego świata. Umowa FTA może przydać jakoś i ilość relacjom handlowym. Handel między Japonią a Europą stanowi łącznie 40 proc. handlu światowego, czyli są to bardzo duże wartości. 40 proc. inwestycji w Japonii to inwestycje europejskie, a 10 proc.  handlu w ogóle. Zatem jest to bardzo istotna umowa dla Japonii. Japonia boryka się ze swoimi problemami, np. trudną sytuacją demograficzną i zmniejszająca się ilość obywateli. By poradzić sobie z tymi dość pesymistycznymi prognozami dla japońskiej gospodarki musimy poprawić swoją wydajność. Musimy otworzyć swoją gospodarkę, musimy przeprowadzić reformy strukturalne, a ta umowa FTA pomiędzy UE a Japonią może się do tego przyczynić.

Umowa ta jest jedną z istotnych umów typu FTA podpisanych przez Japonię. TTP ( Trans Pacyfik Partnerhip ) to umowa ze Stanami Zjednoczonymi.  CPTPP, tak się nazywa obecnie ta umowa,  po podpisaniu jej aktualizacji przez prezydenta Trumpa.  A TPP11 –  to  jest aktualna nazwa. Weszła ona w życie w grudniu ubiegłego roku, natomiast umowa między Unią a Japonia weszła w życie w lutym 2019 r.

Japonia negocjowała te umowy i bardzo stawiała na te relacje. Ostateczny sukces tych negocjacji jest świadectwem dobrego przywództwa premiera Abbe, oraz dobrej jakości samych umów. Premier Abbe bardzo aktywnie promował i wspierał proces negocjacyjny. kiedy objął stanowisko w 2012 r. Można powiedzieć, że Japonia straciła dwie dekady przez problemy gospodarcze  a Szinco Abbe wprowadził „Abbe economics”, gospodarkę Abbe, czyli ekspansję międzynarodową i rozbudowę konkurencyjności gospodarki, a także wewnętrzną rozbudowę japońskiej gospodarki. Udało mu się zatem wygenerować przez te lata kapitał polityczny dzięki któremu lepiej przebiegły negocjacje.

Kiedy Trump zaanonsował wyjście z TPP to właśnie premier Abbe zaproponował aby redagować treść TPP11, by w ten sposób popchnąć sprawę do przodu. To są przyczyny, dla których te umowy partnerskie, umowy partnerstwa gospodarczego,  są uważane za bardzo istotne. Są one bardzo konstruktywnym sposobem radzenia sobie z rosnącym protekcjonizmem Stanów Zjednoczonych. Japonia cały czas ma nadzieję, że Stany Zjednoczone z powrotem przystąpią do TPP 12,  i te relacje bardziej będą przypominały te relacje, które aktualnie są  w stosunkach z UE, czy z Australią. I jeżeli razem się zbierzemy i będziemy wywierać presję, akcentując, że są takie umowy, i że musimy stawiać na współpracę, gospodarczą, na podpisanie tych umów, to wtedy ważni gracze gospodarczy w Stanach Zjednoczych zrozumieją, jak pozytywną sprawa byłoby przystąpienie do tych umów i jak dobrze byłoby zmienić nastawienie do nich prezydenta Trumpa. Na razie, niestety, wygląda na to, że jest to mało prawdopodobne, lecz  mam nadzieję, że kolejny prezydent Stanów Zjednoczonych będzie doceniał system multilateralny  w handlu światowym.

Po drugiej wojnie światowej rozwój naszej gospodarki zawdzięczamy właśnie odpowiednim umowom i systemowi handlu światowego, multilateralizmowi, i mam nadzieję, że do tego wrócimy. Chiny aktualnie negocjują umowę FTA z naszym krajem. Chcemy podpisać przekrojową umowę o współpracy ekonomicznej obejmującą kraje ASEAN, czyli kraje tego regionu plus Chiny, Japonia i Korea. Ta umowa, trudna umowa, jest przygotowywana i negocjacje trwają. Japonia, Chiny i Korea sa również zaangażowane w trójstronne rozmowy i jak rozumiem Chiny są bardzo zainteresowane jak najszybszym sfinalizowaniem tej umowy. To ma być dość płytka umowa, nie sięgająca głęboko, i  Chiny raczej chcą utrzymać ten jej płytki poziom.

Prawda jest, że Chiny prowadzą polityką państwowego kapitalizmu. Jest to polityka rozwijającego się państwa z lat 60-tych ubiegłego wieku. Teraz zajmuje się sporami handlowymi między Japonia a Stanami Zjednoczonymi i staram się sprawdzić, czy może to być wskazówką do rozwiązywania tarć handlowych pomiędzy Japonią a Chinami. W latach 60-tych, 70-tych ubiegłego wieku już były takie tarcia pomiędzy Chinami a Stanami Zjednoczonymi. Reakcje Stanów Zjednoczonych względem Japonii były bardziej emocjonalne, bardziej histeryczne. W latach 80-tch były takie tarcia np.jeśli chodzi o branżę samochodową. Pracownicy w USA niszczyli przed kamerami telewizyjnymi samochody, ale teraz tego nie widzimy, teraz oni nie niszczą chińskich produktów. A więc być może Amerykanie w tamtych latach byli bardziej emocjonalni. Może dlatego, że to zdarzyło się po raz pierwszy, a teraz mają do czynienia z drugim doświadczeniem, to te emocje nie są tak intensywne. Dlatego też teraz te tarcia gospodarcze na linii USA -Chiny są o wiele większe niż na linii USA -Japonia, bo przecież Japonia jest sojusznikiem Stanów Zjednoczonych, a Chiny – nie.

Te tarcia, to jest swojego rodzaju walka przeciw ekspansji wysokich technologii z Chin, i ich hegemonii w tym zakresie. Nie jest to tylko starcie czysto ekonomiczne, czysto gospodarcze. Jest to starcie, którego stawką jest dominacja nad całym światem. W oparciu o moje doświadczenia, i badania tych tarć między Stanami Zjednoczonymi a Japonią, powiem, że Stany Zjednoczone chciały otworzyć rynek japoński, i w kilku przypadkach im się udało to osiągnąć. Rząd amerykański znalazł sojuszników w Japonii, znaleźli takie osoby, które ich wspierały w otwieraniu np. rynku finansowego. Wówczas w Japonii trwały reformy strukturalne, byli reformatorzy wewnątrz kraju, którzy aktywnie współpracowali ze Stanami Zjednoczonymi. I to była właśnie historia skutecznego działania. Jeżeli zaś nie było nikogo,  kto wspierałby te działania amerykańskie,  to na gruncie japońskim te pomysłu się nie udawały. Jeżeli uda się znaleźć ludzi w Chinach, może biznesmenów, może naukowców, którzy mają podobne poglądy do naszych poglądów, może nieco zbyt optymistycznych poglądów, a wydaje mi się, że są takie osoby, to wtedy to może zadziałać.

Wywieranie presji na Chiny donikąd nie prowadzi. A taka miękka działalność może przynieść rezultaty, ale oczywiście ona będzie trwała dłużej. Trzeba też powiedzieć, że ochrona praw intelektualnych, praw własności, jest również istotna. Firmy amerykańskie narzekają, że ich własność intelektualna nie jest chroniona. Ale są już teraz firmy chińskie, które też narzekają, na naruszanie ich praw własności intelektualnej przez inne chińskie firmy, I same te firmy zdają sobie sprawę z tego, że taki system być może byłby sensowny. To się zmienia, to trzeba wykorzystać, ale to będzie trwało. Ale mam nadzieję, że Chiny staną się krajem zbliżonych do naszych krajów w tym zakresie, przede wszystkim w zakresie ochrony praw intelektualnych

Artykuł dodano w następujących kategoriach: Konferencje.