Mapa (klikalna)

Adolf Bocheński

Granice aliansu

Pierwszą konsekwencją, którą powinniśmy wyciągnąć z przeglądu stosunków polsko-francuskich, jest przeświadczenie, że interes francuski wymaga, aby mając do wyboru dwu sprzymierzeńców, z których jeden jest silniejszy, a drugi słabszy, wybierać tego kandydata na sprzymierzeńca przeciw Niemcom, który zdaje się być silniejszy. Trzeba też przyznać kierownikom polityki francuskiej, że prawie żaden - z wyjątkiem Napoleona III - przy wszystkich popełnianych błędach, nie sprzeniewierzył się tej podstawowej zasadzie. Oczywiście ideałem byłoby dla Francji, gdyby i silniejszy, i słabszy jej sprzymierzeniec bronili ją razem przeciw Niemcom. Jeżeli jednak zachodzą między nimi jakieś sprzeczne interesy, Francja popiera raczej silniejszego przeciw słabszemu jak odwrotnie.

Czy można robić z tej praktyki zarzut polityce francuskiej? Sądzę, że nie. Jedynym obowiązkiem jej kierowników jest bowiem dbać o obronę Francji i jej wspaniałej kultury przed niebezpieczeństwem inwazji. Nie możemy wymagać od naszych przyjaciół znad Sekwany, aby dbali o Polskę więcej niż o Francję. Ale niemniej ta linia polityczna implikuje w sobie znaczne ograniczenie naszego aliansu. W obecnej swej fazie rozwojowej przymierze Francji z Polską odnosi się już właściwie wyłącznie i tylko do ewentualności sporów polsko-niemieckich. Gdyby spory polsko-niemieckie pojawiły się znów z dużą siłą na widowni dyplomatycznej, można być pewnym, że Polska znalazłaby dyplomatyczne poparcie u Francji. Piszemy dyplomatyczne, poparcie wojskowe bowiem nie byłoby już tak pewne. Trudno tu ustalić, czy to poparcie szłoby i tym razem w parze z próbami narzucenia Rzeczypospolitej opieki w rodzaju tej, którą sprawował w Warszawie za czasów Napoleona p. Serra, trudno też ściśle określić, w jakiej mierze wskutek odnowionego antagonizmu polsko-niemieckiego odrodziłyby się briandowskie flirty Francji z Niemcami. Wydaje się niemniej pewne, że poparcie dyplomatyczne dla Polski w razie konfliktu z Niemcami byłoby ze strony Francji niewątpliwe. Natomiast o ile chodzi o wszystkie inne problemy polskiej polityki zagranicznej - poparcie naszego zachodniego alianta byłoby już co najmniej wątpliwe. O ile chodzi zwłaszcza o spory mogące np. wybuchnąć między Polską a Rosją, możemy być prawie pewni, że Francja wybrałaby raczej stronę swego silniejszego sojusznika, jak tego, którego uważa za słabszego.

W roku 1920 gen. Weygand i wielu innych oficerów francuskich przybyło do Polski celem udzielenia jej porady wojskowej w walce z Rosją Sowiecką. Pomoc ta oczywiście ani w części nie dorównywała pomocy, którą otrzymali Denikin, Wrangiel i Kołczak. Sprawa ta staje przed nami w dziwnie jaskrawym świetle, gdy porównamy wysiłki aliantów, by zatrzymać na Syberii legiony czeskie walczące w białej armii Kołczaka, ze śmiesznie słabą i nieudaną interwencją, aby Czechosłowacja zgodziła się przepuścić amunicję do Polski. Tak było wtedy, gdy biała Rosja, z którą Francja chciała się sprzymierzyć, właściwie jeszcze nie istniała. Dziś jednak jest rzeczą naturalną, że Francji bardziej jak wówczas zależy na pomocy rosyjskiej. Zależy jej na niej bardziej - jak na pomocy polskiej. W roku 1920 gen. Weygand i towarzysze czynili wysiłki, by powstrzymać zjawienie się Czerwonej Armii w Niemczech. Możemy być pewni, że dziś, w razie poważnych konfliktów zbrojnych w Europie, gen. Braconnier i towarzysze uczyniliby wszystko, aby Czerwona Armia właśnie znalazła się w Niemczech.

Fakt, że Francji bardziej zależy dziś na pomocy wojsk i aeroplanów sowieckich jak polskich, nie oznacza zresztą bynajmniej, aby Francja miała Rosji w razie niebezpieczeństwa energiczniej bronić jak np. Polski. Sądzimy bowiem, że wobec nastrojów panujących we Francji jest dziś rzeczą wprost niemożliwą, aby kraj ten nie napadnięty, wystąpił czynnie w obronie kogokolwiek. Oznacza to tylko, że dla Francji ważniejsza jest obrona przez wojska sowieckie jak przez wojska polskie. We wszystkich więc problemach, w których interesy Rzeczypospolitej będą stały na przeszkodzie pojawieniu się wojsk sowieckich w Europie Środkowej, polityka francuska będzie przeciw nam. Nie chodzi tu jedynie o sprawę paktu wschodniego z przemarszem sowieckim przez nasze terytorium. Zupełnie zasadniczą dla Francji jest również sprawa połączenia terytorialnego między ZSRR a Czechosłowacją. Również sprzeczna z interesem Polski byłaby niewątpliwie polityka francuska, popierająca wysiłki p. Titulescu w kierunku przepuszczenia wojsk sowieckich przez terytorium rumuńskie. Z tego punktu widzenia między współpracą polsko-rumuńską a rumuńsko-francuską zachodzi zasadnicza sprzeczność.

Dla wszystkich, którzy wierzą w "wieczny pokój" na naszej granicy wschodniej i w dobrą "vulę" Hradu praskiego, te sprawy nie przedstawiają dużego znaczenia. Byli przecież publicyści, którzy przewidywali zezwolenie na przemarsz wojsk sowieckich przez Polskę. My jednak musimy je wziąć pod uwagę, jako poważne ograniczenie zakresu działania przymierza polsko-francuskiego. Otóż ograniczenie przymierza polsko-francuskiego jedynie do ewentualnych sporów polsko-niemieckich najlepiej je sytuuje w naszym systemie politycznym. Jest to przymierze niepełne, odnoszące się tylko w części do zagadnień politycznych Rzeczypospolitej, będące w wyraźnej sprzeczności z innymi zagadnieniami. Jedynie rozkład Rosji na kilka państw narodowych mógłby uczynić to przymierze zupełnym i spowodować, aby Francji naprawdę bardziej zależało na pomocy polskiej jak na rosyjskiej. Na razie nie jest ono bynajmniej dla Polski czymś jedynym, czemu należałoby wszystko inne poświęcić. Jest tylko ważnym ogniwem naszego łańcucha politycznego. Tak. Jednym z ogniw.

Drugie stwierdzenie, które musimy tu postawić odnośnie do przymierza polsko-francuskiego, nie ma już tak bezpośredniego związku z wyżej przeprowadzonym przeglądem historycznym. Będzie ono jednak zupełnie zrozumiałe i pewne dla każdego, kto zna choć trochę Francję współczesną. Stosunek Francji do jej aliantów jest dziś bardziej pasywny jak aktywny. Francja jest krajem zbyt cywilizowanym i zbyt demokratycznym, by móc łatwo decydować się na spieszenie ze zbrojną pomocą swym aliantom zagrożonym przez Niemcy. Kto spędził we Francji lata 1926?1930, ten wie dobrze, jak przedstawiały się tamtejsze nastroje w stosunku do możliwości konfliktu zbrojnego między Polską a Niemcami. Stosunek Francuzów do problemu pomorskiego był właściwie stosunkiem głębokiego wstrętu i obrzydzenia. Francuzi zaczęli właściwie silnie interesować się Gdynią i Pomorzem dopiero w chwili, kiedy Niemcy przestali tej prowincji na serio zagrażać i kiedy bardziej zainteresowali się swoimi prowincjami nadreńskimi. Trudno jednak spodziewać się, aby odnowienie antagonizmu niemiecko-polskiego nie miało spowodować na nowo tego nastawienia. Rząd francuski, który w latach 1927?1930 zarządziłby mobilizację w obronie Polski, byłby rządem zmiecionym z powierzchni ziemi w ciągu 24 godzin.

Kiedy w tym okresie czasu Franclin-Bouillon spytał się w parlamencie Arystydesa Brianda, co by rząd uczynił w razie wybuchu zbrojnego zatargu między Polską a Niemcami - Briand odrzekł: "Rząd Republiki Francuskiej uczyniłby wszystko, by przywrócić pokój". To pasywne nastawienie Francji w stosunku do jej aliantów odnosi się zresztą nie tylko do Polski, ale w tej samej mierze i do Rosji, i do Czechosłowacji. Nad brzegami mętnej Wełtawy zdają sobie z niego dziś aż za dobrze sprawę. Francja może służyć swym sprzymierzeńcom kredytami, może im pomagać interwencją dyplomatyczną, np. u Stolicy Apostolskiej, gdzie jest specjalnie dobrze widziana. Trzeba się jednak pożegnać z nadzieją czegoś więcej.

Alians polsko-francuski mógłby się stać aliansem pełnym w razie rozkładu Rosji Sowieckiej i zniknięcia tego naszego rywala na Quai d?Orsay i w razie zamiany generacji, która widziała wojnę światową, na generację młodą - bardziej zdolną do wysiłku wojennego. Oba te procesy niewątpliwie nastąpią. Dopóki jednak nie nastąpiły, możemy przywiązywać do przymierza z Francją tylko tę wartość, którą ono istotnie przedstawia. Najbardziej może podkreślenia godny jest także fakt, że wzmocnienie lub osłabienie przymierza polsko-francuskiego zależy tylko w minimalnej mierze od tego lub innego nastawienia Polski do Francji. Jan Kazimierz pisywał do Ludwika XIV niesłychanie upokarzające listy. A przecież Ludwik XIV nie zawahał się opuścić tego tak uprzejmego partnera, gdy posiadał widoki na uzyskanie bardziej korzystnych sprzymierzeńców. Losy tradycyjnego aliansu Polski z Francją zależą w dużej mierze od wyniku dziejowego antagonizmu między Rosją a Polską. O ile nastąpi istotnie rozkład Rosji na kilka państw narodowych, przyszłość przymierza polsko-francuskiego będzie pewna. Ale jeżeli stosunek sił wróci do norm XVIII i XIX wieku, albo nawet pozostanie nie zmieniony, można być usposobionym dość pesymistycznie.

Podróż marsz. Rydza Śmigłego do Paryża była jednym wielkim triumfem. A przecież nie nastąpiła ona bynajmniej po okresie zbyt wielkich ustępstw Polski dla polityki francuskiej. O takiej podróży nawet nie mogliśmy marzyć, gdy polską politykę zagraniczną prowadził p. Zaleski. Naiwnym byłoby bowiem przypuszczenie, że polityka francuska może się w zasadniczych liniach zmieniać w zależności od większej lub mniejszej ustępliwości Polski. Te rzeczy są zależne od konstelacji międzynarodowych, względnie od wielkich zmian historycznych. Polityka francuskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych jest czymś ogromnym i wspaniałym. Trudno nie odczuwać podziwu dla tego znakomitego narzędzia racji stanu, którego wynikiem jest kariera francuska. W polityce tej współdziała ogromna ilość mniejszych lub większych czynników. Jednym z takich czynników są stosunki z Polską, ściślejsze lub odleglejsze, zależnie od sytuacji. Ale w polityce polskiej jest także mnóstwo czynników i stosunki z Francją są także tylko jednym z nich. Dlatego nonsensem byłoby podporządkować wszystko koncepcji aliansu francuskiego - który notabene dzięki temu podporządkowaniu nie stanie się ani o trochę ściślejszy. Generalnie najważniejszą dla Rzeczypospolitej sprawą są jej stosunki z sąsiadami, przede wszystkim kwestia antagonizmu niemiecko-rosyjskiego. O ile postulaty z dziedziny stosunku Polski do jej sąsiadów schodzą się z pewnymi tendencjami polityki francuskiej, suche ramy aliansu wypełniają się nagle żywotną treścią. O ile znów się rozchodzą - nie możemy ani podporządkowywać swoich najżywotniejszych spraw mitowi tradycyjnego aliansu, ani żądać od Francji, aby postępowała sprzecznie ze swoją racją stanu.

Między Niemcami a Rosją , Wydawnictwo Nałęcz, Warszawa 1994, s. 78?83, na podstawie wydania "Polityki", 1937.


HOMEStrona główna - CER Home Page NEXTNastępna strona - Next page

INTERNET CONSULTANT