Mapa (klikalna)

Jean Christophe Romer, Thomas Schreiber

Jean Christophe Romer jest profesorem Uniwersytetu Strasburg III im. Roberta Schumana, Thomas Schreiber jest reporterem w Radio France Internationale.

Francja zbyt ostrożna w Europie Wschodniej

Szczyt Unii Europejskiej, który ostatnio odbył się w Madrycie, po raz kolejny nie przyniósł odpowiedzi, których oczekiwały Europa Środkowa i Wschodnia.

Mimo powszechnej akceptacji samego faktu rozszerzenia Unii na Wschód, wyraźnie widać radykalnie różne podejścia do owej "drugiej Europy".

Pomimo liryzmu ministra spraw zagranicznych Francji możemy jedynie żałować, że brak jest odpowiedniej francuskiej polityki przystosowanej do zapotrzebowań. To, co się teraz dzieje, pogłębia tylko słabość polityki Francji wobec Europy Wschodniej widoczną już zresztą od około ćwierć wieku.

Dawno minęła epoka lat sześćdziesiątych, kiedy to generał de Gaulle stworzył podstawy prawdziwej długofalowej wizji stosunków między Wschodem a Zachodem, opartej na trwałości narodów, na "odprężeniu, porozumieniu i współpracy". Prawdą jest, że gdy w końcu wspomnianego dziesięciolecia polityka ta osiągnęła swe granice, Niemcy umiejętnie przejęły pałeczkę, uzupełniając tę współpracę o niezbędne elementy ekonomiczne i tym samym tworząc prawdziwą politykę wschodnią, tzw. Ostpolitik. Od tej pory RFN zaznacza swoją obecność w tym regionie, podczas gdy wiele państw ubolewa nad ostrożnością Francuzów.

Z pewnością przemiany, które dokonały się w 1989 roku, znalazły swój oddźwięk we Francji. Często na przykład zapominamy, że to Francja wystąpiła z inicjatywą stworzenia programu PHARE (Polska?Węgry, pomoc w przebudowie gospodarki).

Perspektywy EBOiR (Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju), kolejnej inicjatywy francuskiej, były ograniczone jeszcze przed jego oficjalną inauguracją, z powodu prowadzonej przez Niemcy czasami samotnej gry w stosunku do owej "drugiej Europy".

Karta Paryska, przyjęta podczas szczytu KBWE (Konferencja Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie) w listopadzie 1990 roku, pozwalała wierzyć w pozytywne przyjęcie idei konfederacji europejskiej, wielokrotnie już przedstawianych przez François Mitterranda. Stąd zrozumiałe rozczarowanie w Paryżu w czerwcu 1991 roku, gdy w Pradze prezydent Vaclav Havel wytłumaczył prezydentowi Francji, iż bez aktywnego uczestnictwa Amerykanów system bezpieczeństwa nie byłby ani pożądany, ani nawet możliwy do zrealizowania. W 1992 roku Europa wchodzi w drugi etap postkomunizmu. Po fazie romantycznej euforii przychodzi konieczność wzięcia pod uwagę przez obie strony aspektów gospodarczych, politycznych i strategicznych. Kraje Europy Środkowej odkrywają siłę podstawowych wolności systemu demokratycznego, ale także słabości tego systemu: bezrobocie, nierówności społeczne, koniec dotacji państwa, tak w gospodarce, jak i w kulturze.

Ze swojej strony, państwa zachodnie, chcąc nie chcąc, muszą przyznać, że kraje Europy Środkowej nie mogą być uznawane za potencjalne "kolonie", lecz że mogą, po okresie dłuższego czy krótszego przystosowania, stać się ich pełnoprawnymi partnerami.

Dwadzieścia pięć lat złych wyborów, niewłaściwych kroków, czasami sprzecznych decyzji, złudzeń, wahań decydentów politycznych i ekonomicznych, publicznych i prywatnych spowodowało osłabienie wpływów francuskich, nawet w krajach uznawanych za najbardziej frankofilskie.

Zapowiedź projektu paktu stabilizacji pozwala Paryżowi ponownie przejąć inicjatywę. Problemy uznawane za najtrudniejsze do rozwiązania, takie, jak obecnie kwestia mniejszości w Europie Środkowej czy stosunków Rosji z krajami bałtyckimi nie powstały dzisiaj.

Podczas pierwszej konferencji na temat paktu stabilizacji w Europie (25?27 maja 1994) obecni w Paryżu ministrowie nie omieszkali wyrazić swojego uznania dla tej inicjatywy dyplomacji francuskiej, tradycyjnie prewencyjnej, przeniesionej wtedy do Unii Europejskiej. Korzyści, jakie z tego paktu wyniknęły, okazały się niewielkie, gdyż w marcu 1995 doszło jedynie do podpisania traktatu między Węgrami a Słowacją, którego ratyfikacja jest obecnie blokowana przez parlament w Bratysławie. W poszukiwaniu gwarancji bezpieczeństwa, w obliczu bezpośredniej lub dalszej bliskości potężnych sąsiadów, Polacy, Francuzi i Niemcy stworzyli Trójkąt Weimarski, podczas spotkania ministrów spraw zagranicznych Francji, Niemiec i Polski w Weimarze w 1991 roku. Celem członków Trójkąta jest wspólna refleksja nad bezpieczeństwem i "kontynuacją procesu zbliżania się między Unią Europejską i państwami stowarzyszonymi". Trójkąt zbiera się regularnie co roku, po kolei w każdym z trzech państw. W tej trójstronnej inicjatywie widać dążenie Polski do pogłębiania swej integracji z Zachodem.

W taki sposób Warszawa chciałaby stworzyć silne więzy z parą francusko-niemiecką, która stanowi siłę napędową konstrukcji europejskiej. Ale Polsce chodzi również - i przede wszystkim - o nauczenie się od Francji, jak znormalizować swoje stosunki z wczorajszym "nieprzyjacielem". Mimo iż stosunki polsko-francuskie nie osiągają satysfakcjonującego poziomu we wszystkich dziedzinach!

Mimo swojego opóźnienia, Francja ma jeszcze wiele do zrobienia w tym regionie, gdzie ciągle wiąże się z nią duże nadzieje. Jej przywiązanie do Sojuszu Atlantyckiego i do konstrukcji europejskiej w ścisłej współpracy ze swoim niemieckim partnerem, nie powinno uniemożliwić jej prowadzenia spójnej, długotrwałej polityki, dla zapewnienia sobie stałej obecności w Europie Środkowej. Polityka "kroku za krokiem" lub "działań pod publiczkę" nigdy nie popłaca. Kontynuacja takiej właśnie koncepcji stosunków z Europą Środkową mogłaby jedynie zaszkodzić interesom Francji, która dysponuje tam licznymi atutami, w szczególności gospodarczymi.

Francuzi, w rzeczywistości bardziej obecni w tej części Europy, niż można by sądzić, w rzeczy samej mają pewne trudności w politycznym wykorzystaniu swoich inwestycji i wiedzy w dziedzinach takich jak szkolnictwo czy administracja lokalna. Francja jest stroną w 20% do 30% bezpośrednich umów podpisywanych przez kraje zachodnie z państwami tego regionu, ale zbyt rzadko jako realizator podjętych operacji i ostatecznie wyciąga z tego jedynie ograniczone korzyści dla swego wizerunku.

Tego typu trudności, szczególnie o charakterze budżetowym, nie powinny uniemożliwiać Francji wyrażania swojej determinacji, nawet wobec partnerów w Unii Europejskiej. Jej znaczący brak zaangażowania w różnych dziedzinach w Europie Środkowej (ostatni przykład: sektor prasowy) pozostawia dużą lukę dla przytłaczającej hegemonii niemieckiej.

Wyodrębnienie priorytetów konieczne jest bardziej niż kiedykolwiek. Taka polityka jest o tyle łatwiejsza do prowadzenia, że w tym regionie istnieje silna tradycja frankofilska. Należy dokonywać wyborów, które odpowiadałyby obecnym interesom Francji, bez uwzględniania za wszelką cenę zdezaktualizowanych odnośników historycznych lub odczuć polityków rozmaitych tendencji co do tego czy innego państwa.

W interesie narodowym leży przede wszystkim rozszerzenie zakresu współpracy oraz zamanifestowanie obecności Francji w najbardziej rozwiniętych krajach tego regionu, tj. w Czechach, na Węgrzech i w Polsce, bez wątpienia najbardziej zaawansowanych w procesie demokratyzacji swych społeczeństw i najbardziej dynamicznych w procesie reform gospodarczych. Do tych trzech państw można dołączyć Słowenię, Estonię i Słowację, których sytuacja polityczna w końcu 1995 zaniepokoiła Brukselę. Jeśli chodzi o innych kandydatów do integracji, nie należy ich pozostawiać samym sobie, lecz wymienione kraje jako pierwsze mogą wejść do Unii Europejskiej.

Wszystko to powinno dziać się w ramach prawdziwej polityki Francji w Europie Wschodniej, aby zainteresowane narody nie przypisywały wszystkich zasług naszym przyjaciołom, sojusznikom, lecz jednak konkurentom zza Renu, którzy w tym kierunku działają z pełną skutecznością.

"Le Monde", 5 stycznia 1996


HOMEStrona główna - CER Home Page NEXTNastępna strona - Next page

INTERNET CONSULTANT