Mapa (klikalna)

Pascal Boniface

Autor jest dyrektorem Instytutu Stosunków Międzynarodowych i Strategicznych w Paryżu.

Debata we Francji nad rozszerzeniem NATO

 

Stanowisko Francji po objęciu prezydentury przez Jacques?a Chiraca

Po wyborze na prezydenta Francji, Jacques Chirac podjął daleko idącą reformę francuskiego aparatu obronnego znosząc poborową służbę wojskową, potwierdzając wolę restrukturyzacji prze mysłu obronnego oraz zmieniając kształt francuskiej polityki wobec NATO. Mówiono wręcz o "rewolucji strategicznej". Stosunki Francja - NATO zaczęły nabierać radykalnie nowego wymiaru.

Dnia 5 grudnia 1995 roku minister spraw zagranicznych Hervé de Charette ogłosił wolę Francji ponownego członkostwa w Komitecie Wojskowym(1). To zakończenie wyjątkowego statusu Francji, zatwierdzone większością głosów, zostało żywo oprotestowane przez opozycję. Stosunki Francja?NATO wyszły poza obszar consensusu głównych formacji politycznych, stając się przedmiotem bardzo żywej polemiki między rządem a opozycją.

Już w grudniu 1995 roku, prezydent Chirac, przed powrotem Francji do Komitetu Wojskowego, oświadczył na łamach "Time Magazine", iż jest "oczywiste, że Sojusz Atlantycki musi rozszerzyć się na Wschód. Chcę jednak powiedzieć wprost, iż musimy zadbać o zawarcie porozumienia z Rosjanami, co pozwoli na zrealizowanie tego rozszerzenia bez zagrażania im i bez ich poniżania" (2) .

Podczas spotkania z premierem Rosji Wiktorem Czernomyrdinem 14 grudnia 1995 roku przedstawia "stopniowe rozszerzenie" NATO jako "atut dla stabilizacji w Europie". Według rzecznik Pałacu Elizejskiego, Catherine Colonna, prezydent opisał swojemu rosyjskiemu rozmówcy "przyszłą architekturę bezpieczeństwa kontynentu europejskiego", która miałaby opierać się na trzech elementach: Sojuszu Atlantyckim, filarze europejskim i Rosji, z którą, jak to wyraził, pragnie wzmocnienia "autentycznego partnerstwa" (3).

Jednakże proces reintegracji Francji postawił w bardziej delikatnej sytuacji francuski rząd, który z jednej strony stawał się celem coraz ostrzejszej krytyki wewnętrznej, a z drugiej natykał się na bezruch administracji amerykańskiej, wzmocniony w związku ze zbliżającymi się wyborami prezydenckimi.

I tak, podczas spotkania ministrów obrony NATO w Bergen (Norwegia) 25 września 1996 roku, Charles Millon, podkreślając, iż wypowiada się w imieniu prezydenta Francji, zagroził przerwaniem procesu zbliżenia z NATO, jeśli jego żądania dotyczące odnowy Sojuszu nie zostałyby uwzględnione. Wspomniał nawet o groźbie powiązania reformy NATO z rozszerzeniem - Francja miałaby zablokować proces rozszerzania, jeżeli Stany Zjednoczone nie zgodziłyby się na reformę. (4) Już w czerwcu minister spraw zagranicznych powiązał oba tematy w sposób pozytywny, odpowiadając na następujące pytanie:

"Czy uwzględnienie europejskiej tożsamości obronnej stanowi dla Francji warunek wstępny rozszerzenia NATO?

Odpowiedź: To głównie kwestia kalendarza. Rok 1996 musi upływać pod znakiem dostosowywania Sojuszu. Natomiast z punktu widzenia rozszerzenia, rok 1996 nie będzie rokiem wielkich decyzji: jest to okres prac przygotowawczych. Kraje kandydujące przygotowują się. Sojusz tymczasem analizuje działania, jakie może podjąć dla odpowiedniego przygotowania tego procesu, także - i podkreślam to wyraźnie - w zakresie swoich stosunków z Rosją. Ta praca przygotowawcza musi być kontynuowana.

Następnie w gronie sojuszników trzeba uznać, że adaptacja sprzyjać będzie rozszerzeniu, a nie odwrotnie. Odnowione i ożywione NATO łatwiej przyjmie nowych członków. Natomiast, jeżeli struktury Sojuszu nie będą przystosowane, to rozszerzenie mogłoby je osłabić. Przywiązujemy największą wagę do tego, by decyzję o reformie NATO podjęto przed rozszerzeniem, przynajmniej w zakresie głównych kierunków" (5) .

Możliwości działania są jednak dla Francji ograniczone: czyż w latach 1996 i 1997 prezydent Chirac, podczas licznych podróży i przyjęć, nie proponował, by Polska, Czechy, Węgry i Rumunia weszły do NATO i do Unii Europejskiej już w roku 2000? (6) Podczas wystąpienia w polskim Sejmie, 13 września 1996 roku, prezydent Chirac obiecał Polakom pomoc w przystąpieniu do Unii już w roku 2000, akcentując jednocześnie, że życzy Polsce przystąpienia do NATO. W styczniu 1997 roku prezydent Chirac wypowiada się za wejściem Węgier do Unii Europejskiej lub NATO już w roku 2000. "Tak, Węgry wkrótce wejdą do Sojuszu Atlantyckiego, sojuszu odnowionego i rozszerzonego, będącego zasadniczym czynnikiem europejskiej architektury bezpieczeństwa" (7) . Podczas wizyty w Bukareszcie, w lutym 1997 roku, wyraża swoje przekonanie, iż Rumunia znajdzie się wśród państw przyjętych do NATO. Oceniając, że przeszkoda nie jest ani niemiecka, ani rosyjska, lecz raczej amerykańska, stwierdza, iż będzie rzecznikiem sprawy rumuńskiej. "Rumunia stanowi bardzo ważny element we wzmocnieniu południowej flanki Sojuszu"(8). "Francja będzie adwokatem Rumunii".(9)

W kwietniu, podczas wizyty w Czechach, w trakcie spotkania w cztery oczy z prezydentem Havlem, kładzie nacisk na priorytet Sojuszu, który umożliwiłby stworzenie nowego klimatu dla przystąpienia do Unii (10) . Wejście do NATO jawi się więc jako priorytetowe w stosunku do wejścia do Unii. W maju, podczas wizyty we Francji prezydenta Bułgarii, Petara Stojanowa, prezydent Francji oświadcza, że jego kraj "będzie aktywnie popierać przystąpienie Bułgarii zarówno do Unii Europejskiej, jak i do NATO" (11) .

Chęć bycia przyjaznym, tworzenia dobrych stosunków osobistych, skłonność do obietnic popychają Jacques?a Chiraca do składania zapewnień o pomocy dla krajów kandydujących. Postępowanie takie może być opłacalne w stosunku do krajów kandydujących, lecz jednocześnie uniemożliwia Francji uzależnienia procesu rozszerzenia od kwestii odnowy struktur. Trudno byłoby bowiem wyjaśnić krajom kandydującym do NATO, że Francja sprzeciwia się ich przystąpieniu, ponieważ nie uzyskała od Stanów Zjednoczonych ustępstw, jakich oczekuje w odniesieniu do struktur Dowództwa Południowego.

Z tego względu, francuscy przywódcy bardzo szybko przestali wspominać o ewentualnym francuskim veto wobec rozszerzenia, w wypadku braku spełnienia żądania odnowy i europeizacji Sojuszu, zadowalając się - w sposób bardziej wiarygodny - groźbą zahamowania procesu reintegracji. W czerwcu 1996 roku minister spraw zagranicznych oświadczył: "Francja nie będzie uzależniała rozszerzenia NATO od postępu w procesie odnowy Sojuszu. Niemniej jednak, rozszerzenie będzie łatwiejsze, jeżeli Sojusz, do jakiego przystępować będą nowi członkowie, będzie strukturą odnowioną. Dlatego kładłem w Berlinie nacisk na konieczność podjęcia podstawowych decyzji dotyczących odnowy Sojuszy już w grudniu" (12).

Stanowisko Charlesa Millona było podobne. Takie też złożył oświadczenia: "Jeżeli uda nam się zreformować nie tylko strukturę militarną, lecz także polityczną Sojuszu, wówczas Francja zajmie ponownie swoje miejsce i to w całkowitym wymiarze. Lecz jeżeli Sojusz nie zostanie zreformowany i pozostanie przy obecnych strukturach, to Francja będzie nadal uczestniczyła w Sojuszu w ograniczonym zakresie, jaki nakreśliliśmy 5 grudnia 1995 roku i nie posunie się dalej" (13) . Pięć dni później minister obrony oświadczył: "Przyjęcie nowych krajów znajduje się już w centrum europejskiej konstrukcji, podobnie jak odnowa Sojuszu. Jednakże celem każdego rozszerzenia jest łączenie, a nie dzielenie. Rozszerzenie jest sprawą nie kwestionowaną, lecz jego tryb musi być przedmiotem szczególnie uważnej analizy"(14).

Tymczasem stanowisko rządu francuskiego popierające rozszerzenie NATO (często powiązane z rozszerzeniem Unii Europejskiej) zostało już właściwie sformułowane. Podczas konferencji prasowej w Bonn, 12 lutego 1996 roku, premier Francji oświadczył: "Jeżeli chodzi o Sojusz Atlantycki, to nasze niezmienne stanowisko - i to jest także stanowisko wszystkich naszych europejskich partnerów - sprowadza się do stwierdzenia, iż kraje, które przystąpią do Unii Europejskiej - sporządziliśmy ich listę, jest ich około dwunastu - są także powołane do przystąpienia do Sojuszu Atlantyckiego. Ta lista jest także sporządzona i znana".

13 lutego 1996 roku w Moskwie Alain Juppé oświadczył dziennikarzowi "Izwiestii": "Rozszerzenie Unii Europejskiej, tak jak i NATO, jest naturalnym procesem i traktujemy je pozytywnie. Rosja nie powinna upatrywać w nim zagrożenia, albowiem chcemy jednocześnie wzmocnić stosunki między Sojuszem a Rosją". Premier przypomniał przy tej okazji, że siły zbrojne NATO i Rosji współpracują przy realizacji planu pokojowego w byłej Jugosławii i przypomniał - wobec niechęci opinii rosyjskiej - propozycję podpisania karty między NATO a Rosją.

11 października minister spraw zagranicznych, Hervé de Charette, przedstawił rozszerzenie NATO jako "obowiązek", który jest odpowiedzią na oczekiwania krajów Europy Wschodniej, lecz który jednocześnie musi uwzględniać "troski Rosji"(15).

Tymczasem 20 października, po przyjęciu ministra spraw zagranicznych Rosji, Andrieja Kozyriewa, oświadczył, że kwestia NATO jest "ważna i trudna, i wymaga pogłębionej refleksji". (16)

Troską władz francuskich jest więc zadowolenie krajów Europy Wschodniej bez jednoczesnego drażnienia Moskwy. Prezydent Francji, podczas wspólnej konferencji prasowej z prezydentem Polski, 12 września 1996 roku, oświadczył: "Ta reforma jest już bardzo zaawansowana. Uważam, iż powinna zostać doprowadzona do końca przed najbliższym szczytem Sojuszu w przyszłym roku. Dlatego też uważam, że przystąpienie Polski i innych krajów Europy Środkowej i Wschodniej może się całkiem naturalnie dokonać w jednym ciągu. Terminy, jakie zostały wymienione, nie stanowią problemu. I wreszcie powtarzałem już to wielokrotnie, że rozszerzenie NATO nie może w żadnym wypadku być traktowane przez Rosjan jako brak poszanowania dla nich, niebezpieczeństwo lub akt poniżenia. W związku z tym NATO i Rosja powinny jednocześnie podjąć rozmowy w celu sporządzenia karty lub zawarcia porozumienia, aby uniknąć nieporozumień w tej dziedzinie. Podkreślam z całą mocą: Francja gorąco popiera przystąpienie waszego wielkiego narodu do Sojuszu Atlantyckiego i UZE. Rok 1997 powinien w sposób nieodwracalny rozpocząć proces przystąpienia Polski do NATO. Pragnę, by te negocjacje zostały jak najszybciej uwieńczone sukcesem". (17)

Na szczycie OBWE, 2 grudnia 1996 roku, prezydent Chirac opowiedział się za wzmocnieniem organizacji w celu zapewnienia paneuropejskich ram dla rozszerzenia NATO. Ciągle kieruje się on troską o doprowadzenie do rozszerzenia NATO - co jest decyzją nieuniknioną - tak, by Rosja nie potraktowała tego jako zagrożenie. "OBWE, dodał, będąc jedyną organizacją gromadzącą na równych prawach i obowiązkach wszystkie kraje, których dotyczy bezpieczeństwo Europy, wraz z Stanami Zjednoczonymi i Kanadą, jako jedyna może utożsamiać niezbędny, paneuropejski wymiar bezpieczeństwa" (18).

W rzeczywistości Francja przeszła ze stanowiska niechęci wobec rozszerzenia do woli maksymalnego rozszerzenia NATO. Obecnie obawia się, że rozszerzenie zostanie ograniczone z powodu trudności, jakie napotyka Waszyngton w uzyskaniu akceptacji Senatu dla innych krajów poza Polską, Czechami i Węgrami oraz z uwagi na wolę Niemiec ograniczenia tego procesu do najbliższych sąsiadów.

Rządzący Francją uważają za ryzykowne ograniczenie rozszerzenia do trzech krajów najczęściej wymienianych jako przyszłych członków. Paryż uważa, że nie ma potrzeby, by dziś określać granice rozszerzenia i stwarzać wrażenie, że istnieją kraje wykluczone a priori . Z tego też względu dyplomaci francuscy kładą nacisk na artykuł 10 Traktatu Waszyngtońskiego, umożliwiający zaproszenie do przystąpienia do Paktu "każdego innego państwa europejskiego, które może korzystnie przyczynić się do rozwoju zasad niniejszego Traktatu i do bezpieczeństwa regionu Północnego Atlantyku", przy czym definicja ta obejmuje, przynajmniej potencjalnie, wszystkich ewentualnych kandydatów do przystąpienia do NATO. Choć sam rytm poszerzania struktury NATO może być zróżnicowany ze względu na specyfikę geograficzną, militarną czy polityczną, nikt nie może się czuć wykluczony a priori . Rozszerzenie musi obejmować zarówno Północ, jak i Południe, albowiem ryzyko destabilizacji jest znacznie większe na Południu niż na Północy.

W sferze geostrategicznej ogromnie ważną rolę odgrywa Rumunia, której nowy rząd podejmuje zwiększone wysiłki, by zbliżyć się do Zachodu. W przypadku Unii nie ma możliwości natychmiastowej odpowiedzi, w związku z czym przystąpienie do rodziny Zachodu możliwe jest tylko przez NATO. Francuzi uważają, że krajów Europy Środkowej i Wschodniej nie można trzymać z dala od NATO w chwili, gdy cały świat mówi o rozszerzeniu.

Stanowisko sfer pozarządowych

Znamienne jest, że poza kierownictwem rządowym niewiele osób z czołówki politycznej wypowiada się na temat rozszerzenia NATO. Można to łatwo wytłumaczyć. Ci, którzy odpowiadają za konkretne dziedziny, nie chcą składać zbyt wiążących deklaracji w tak delikatnej kwestii, która nie jest najważniejsza dla Francji. Pozostali nie widzą celu w wypowiadaniu się na temat zagadnienia, którym sami Francuzi nie są zainteresowani, lub o którym nie posiadają zbyt szerokiej wiedzy. W wewnętrznej dyskusji politycznej niewiele jest miejsca dla polityki zagranicznej, a i ono w odniesieniu do NATO zarezerwowane jest dla stosunków Francja?NATO.

Nie ma się więc co dziwić, że wśród nielicznych polityków nie pełniących funkcji rządowych, dwie osobistości, zarazem pierwszoplanowe i nietypowe, wypowiedziały się na ten temat: Michel Rocard z lewicy i Valéry Giscard d?Estaing z prawicy. Obaj zajmowali wysokie stanowiska (pierwszy był premierem w latach 1988?1991, drugi prezydentem w latach 1974?1981). Obaj - po zastanowieniu - zrezygnowali z kandydowania w wyborach prezydenckich w 1995 roku. Obaj, nie będąc już w "siłach rezerwowych Francji" na najwyższe stanowiska wykonawcze, pragną jednak zachować rolę przewodników moralnych lub intelektualnych, mają swobodę działania i wyrażania opinii, zarówno wobec własnych ambicji, jak i formacji politycznych. Szczególnie upodobali sobie politykę zagraniczną. Mogą podkreślić swoją inność i status, wypowiadając się w sposób całkowicie dowolny na zasadnicze tematy, które jednak nie znajdują się centrum wydarzeń bieżących zaprzątających głowy "zwykłych" przywódców.

Obaj politycy wyrazili zastrzeżenia do procesu rozszerzenia. 9 lipca 1996 roku były prezydent Valéry Giscard d?Estaing, wówczas przewodniczący Komisji Spraw Zagranicznych Zgromadzenia Narodowego, zaapelował do rządu o "wznowienie dyskusji w ramach NATO na temat celowości rozszerzenia systemu na Wschód". Giscard d?Estaing uważał - co sformułował w komunikacie wydanym po przesłuchaniu ministra spraw zagranicznych Hervé de Charette?a - że przyjęcie nowych członków spowodowałoby "izolację i zantagonizowanie Rosji w stosunku do Europy". Sugerował, by Francja przedstawiła "rozwiązanie alternatywne, polegające na udzieleniu przez NATO gwarancji wojskowych na wschodniej granicy Polski i innych zainteresowanych państw". 18 stycznia 1997 roku, na zakończenie kilkudniowej wizyty w Rosji, uznał, że NATO winno połączyć swoje ewentualne rozszerzenie w Europie Wschodniej z przyznaniem zdecydowanych gwarancji bezpieczeństwa dla Rosji. Według Giscarda d?Estainga taka gwarancja powinna być "wyprzedzająca lub przynajmniej jednoczesna z decyzją o rozszerzeniu" i "zawierać ten sam stopień zobowiązań" co rozszerzenie Sojuszu o nowych członków. Gwarancje te mogłyby obejmować "obowiązkowe konsultacje" lub "wspólne ustalenia" między NATO i Rosją co do rozwijania infrastruktur wojskowych Sojuszu na terytorium nowych członków - uważa były prezydent Francji. (19)

Dla Michela Rocarda jedyny poważny problem dla bezpieczeństwa w Europie stanowi Rosja, jako niepewna demokracja, gdzie wszystko zależy od zmian opinii (20). "Czy w tych warunkach jest pilne i rozsądne, aby dawać narodowi rosyjskiemu i jego przywódcom, w dalszym ciągu posiadającym przecież około dziesięciu tysięcy głowic atomowych, świadectwo braku zaufania? Pokazywać, że wzmacniamy się wokół ich granic, że stwarzamy sobie możliwość szybkiego rozlokowania broni strategicznej dokładnie dookoła nich? Czy nie można wytłumaczyć Polakom, Węgrom, Czechom, Słowakom i Rumunom - nie wolno nigdy oddzielać Węgier od Rumunii, teraz gdy następuje między nimi spektakularne pojednanie - że ich prawdziwe bezpieczeństwo zależy od zgody między Zachodem a Rosją? Poważny i zobowiązujący traktat o bezpieczeństwie między Sojuszem Atlantyckim i Rosją musi być warunkiem wstępnym dla rozszerzenia NATO. Brak zrozumienia tego faktu oznacza wystawienie się na ryzyko utraty pokoju. Nadszedł już czas, by wziąć się w garść, zwolnić nieświadomie uruchomiony mechanizm i naprawdę zapewnić bezpieczeństwo połowie świata".

Kolejna nietypowa postać - Philippe Seguin. On także sformułował pewne zastrzeżenia. 20 grudnia 1996 roku, przed wielką francusko-rosyjską komisją parlamentarną w Moskwie, przewodniczący Zgromadzenia Narodowego oświadczył, że rozszerzenie NATO "nie może być przedmiotem rozważań tak długo, jak długo będzie traktowane jako zagrożenie dla Rosji". "Nic bardziej niebezpiecznego, a w każdym razie niekonstruktywnego niż odtworzenie, w siedem lat po upadku muru berlińskiego, nowego podziału, którego linia w gruncie rzeczy zostałaby przesunięta tylko o kilkaset kilometrów na wschód".

Wśród innych osobistości zajmujących się zagadnieniem obronności, Paul Quilčs także wyraził swoje zastrzeżenia: "Rozszerzenie to sprawa Stanów Zjednoczonych, które, ponownie nakreślając mapę Europy, poza NATO i jego członkami pertraktują bezpośrednio z Rosją i krajami kandydującymi" (21) . I wreszcie Hubert Védrine, były sekretarz generalny Pałacu Elizejskiego i przyszły minister spraw zagranicznych, oświadczył, że rozszerzenie NATO nie wydaje się być przemyślane, nie zostało podjęte z poważnych względów geopolitycznych, "lecz z uwagi na zgodność pragnień byłych państw komunistycznych, które chcą czuć się w pełni krajami Zachodu i na wolę Ameryki, by pełnić rolę lidera w Europie" (22) .

Po wyborach parlamentarnych w 1997 roku

Czy nowy rząd francuski, powołany po wyborach w czerwcu 1997 roku i składający się z przedstawicieli pluralistycznej lewicy, w której odnajdujemy zarówno socjalistów niechętnych wobec rozszerzenia NATO, jak i ekologów, komunistów i członków Ruchu Obywatelskiego wrogich wobec samego NATO, może całkowicie odwrócić proces rozszerzenia?

Podczas kampanii wyborczej lider socjalistów, Lionel Jospin, stwierdził, że nie ma dziedzin zastrzeżonych, lecz wspólnie dzielone kompetencje. Powiedział też, iż nie miał zamiaru pozostawiać monopolu prezydenckiego na władzę decyzyjną w sferze obrony narodowej i polityki zagranicznej.

W trakcie dwóch okresów instytucjonalnej kohabitacji między prezydentem a większością rządową o innej orientacji politycznej (1986?1988; 1993?1995) prezydent Francji potwierdzał swoją nadrzędność w tych dziedzinach, czego nie kwestionowali premierzy. I tak, z uwagi na sprzeciw Françoisa Mitterranda, Jacques Chirac musiał podczas pierwszej kohabitacji zgodzić się na to, by nie rozpoczynać realizacji programu ruchomej rakiety naziemnej, by nie dawać pozytywnej odpowiedzi na amerykański wniosek o udział Francji w programie Inicjatywy Obrony Strategicznej i nie zmieniać francuskiej doktryny w zakresie przedstrategicznej broni atomowej. Podczas drugiej kohabitacji Edouard Balladur z tego samego powodu nie podjął wznowienia prób atomowych, mimo że był do tego przychylnie nastawiony.

Jednakże trzecia kohabitacja ma inny charakter niż dwie poprzednie. Pierwsze miały miejsce po wyborach parlamentarnych odbywających się w ustalonym terminie, 5 lat po rozpoczęciu kadencji prezydenckiej. Dziś nowa większość powstała po rozwiązaniu parlamentu decyzją szefa państwa, zaledwie dwa lata po wyborach prezydenckich. Oznacza to, że prezydent wyszedł osłabiony z tej próby. Czy sojusz socjalistów, komunistów i zielonych doprowadzi do sformułowania nowej polityki wobec NATO? Czy komuniści i ekolodzy zażądają potwierdzenia swojego programu?

Jest mało prawdopodobne, aby aż tak bardzo wpływali na wybory dokonywane przez nowy rząd. Wyzwania polityczne są takie, że powodzenie nowego rządu ciążyć będzie znacznie na przyszłości tych formacji. Nie leży więc w ich interesie, by się przelicytowywać w dziedzinie drugorzędnej w stosunku do innych, ich zdaniem ważniejszych spraw.

Jednakże nowy rząd przejął sprawę stosunków Francja - NATO i wstrzymał proces reintegracji. Najprawdopodobniej jednak, gdyby poprzednia większość utrzymała władzę i prezydent nie musiał dzielić się uprawnieniami w zakresie polityki zagranicznej z lewicowym rządem, to i tak sam by przerwał ten proces, z uwagi na brak postępu w procesie europeizacji Sojuszu. W kwestii rozszerzenia nowy rząd przyjął jako swój punkt widzenia prezydenta i wykazuje pozytywne stanowisko co do samej zasady. Nawet jeżeli rozszerzenie będzie obejmowało tylko trzy kraje, a Paryż chciałby, aby lista ta była dłuższa, to Francja nie mogła w Madrycie tego procesu zablokować tylko dlatego, że nie jest on dostatecznie szeroki.

Rozszerzenie NATO dokonuje się więc na warunkach, jakie pragnęli uzyskać Amerykanie, zarówno co do terminu, jak i listy przyjętych kandydatów. Francja wycofała swoje zastrzeżenia, albowiem wie, że nie wystarczą one do odwrócenia lub zmiany biegu wydarzeń, który zaakceptowała, żałując jedynie, iż proces rozszerzenia ma wymiar tak ograniczony.

Francja notabene przedstawiła w Madrycie jednolite stanowisko, chociaż prawdą jest, iż podczas przygotowań do szczytu miała miejsce delikatna próba sił. 22 czerwca 1997 roku, zanim jeszcze w tej sprawie wypowiedział się Pałac Elizejski, Ministerstwo Spraw Zagranicznych przez swojego rzecznika poinformowało: "Nie przesądzając o ocenie prezydenckiej, wydaje się, że nie są spełnione warunki dla kontynuowania procesu reintegracji ze strukturami wojskowymi". Szybko jednak incydent ten ustąpił miejsca wspólnemu stanowisku, wzmocnionemu amerykańską postawą na szczycie G8 w Denver. Potem, podczas przygotowywania szczytu madryckiego, postawa ta została tak z lewa, jak i z prawa uznana za "hegemoniczną".

W tych warunkach debata parlamentarna na temat ratyfikacji decyzji o rozszerzeniu przewidywanym w Madrycie może zawierać elementy zaskakujące. Tradycyjnie już we Francji ratyfikacja umów międzynarodowych nie stwarza problemu, bowiem to, co rząd wynegocjował, a prezydent zaakceptował, parlament akceptuje bez większych dyskusji. Lecz może to być sytuacja nieco "płynna" i nie należy wykluczyć, że koalicja przeciwników (tych, którzy są za NATO, lecz uważają, że w Madrycie Pakt rozszerzono niedostatecznie oraz tych, którzy są przeciwni procesowi rozszerzenia w ogóle, a także prawicy z tego samego powodu pragnącej zaszkodzić rządowi oraz lewicy działającej przeciwko prezydentowi) może zewrzeć szeregi, by głosować przeciwko ratyfikacji.

 

(1) Wg "Année strategique" 1997, s. 11?15.

(2) "Time Magazine", 4 grudnia 1995.

(3) AFP, 14 grudnia 1995.

(4) Francja uzależnia reformę NATO od jego rozwoju , "Le Monde", 2 października 1996.

(5) Wywiad dla "Le Monde", 2 czerwca 1996.

(6) Zob. Pascal Boniface, Zalety i granice woluntaryzmu w polityce zagranicznej , w: Polityka zagraniczna prezydenta Chiraca - "Relations Internationales et Stratégiques" nr 25, wiosna 1997, s. 19?26.

(7) "Le Monde", 17 stycznia 1997.

(8) "Le Figaro", 24 lutego 1997, NATO: Chirac adwokatem Rumunii .

(9) "Liberation", 24 lutego 1997, Rumunia: Chirac wyciąga rękę, lecz nie wizy .

(10) "Le Figaro", 4 kwietnia 1997 roku, Chirac opowiada się za zjednoczoną Europą .

(11) "Le Monde", 4?5 maja 1997, Paryż będzie aktywnie popierał wejście Bułgarii do NATO .

(12) "Le Figaro", 10 czerwca 1996.

(13) Wywiad dla niemieckiego dziennika "Stuttgarter Zeitung", 7 października 1996.

(14) 12 października 1996, wystąpienie ministra obrony przed Aspen Institute.

(15) AFP, 12 października 1995.

(16) AFP, 20 października 1995.

(17) "Propos sur la défense", wrzesień 1996, nr 61, s. 55.

(18) W październiku 1996 roku podczas podróży do Szwajcarii, minister obrony Charles Millon stwierdził: "W kontekście rozszerzenia NATO ważne jest, by nadać OBWE większą rolę".

(19) AFP, 18 stycznia 1997.

(20) NATO: Uwaga, niebezpieczeństwo , "L?Express", 13 marca 1997.

(21) Impas w rewolucji strategicznej , "Le Monde", 14 grudnia 1996.

(22) Hubert Védrine, Fortepian lub taboret , "Le Débat", maj 1997, s. 180.


HOMEStrona główna - CER Home Page NEXTNastępna strona - Next page

INTERNET CONSULTANT