Mapa (klikalna)

Hans-Joachim Gießmann

Hans-Joachim Gießmann jest samodzielnym pracownikiem naukowym Instytutu Badań Pokojowych i Polityki Bezpieczeństwa przy Uniwersytecie Hamburskim.

Bezpieczeństwo Polski z perspektywy niemieckiej

 

OD REDAKCJI

Pomysł opracowania, które ukazywałoby miejsce i rolę Polski w polityce bezpieczeństwa państw - jej bezpośrednich sąsiadów, powstał około trzech lat temu. Jego twórcami - w pierwotnym zamiarze - mieli być polscy autorzy, znawcy sceny politycznej, stosunków wewnętrznych i historii otaczających nas krajów. Szczęśliwie zarzucono w porę tę ideę, decydując się na zamówienie poszczególnych tekstów bezpośrednio "u źródeł", czyli u przedstawicieli sąsiadujących krajów. W ten sposób materiał, który trafia obecnie do rąk czytelników, ma charakter dość wyjątkowy. Zawiera bowiem niczym nie zafałszowane poglądy naszych sąsiadów na Polskę, jej przeszłe, obecne i przyszłe znaczenie w polityce.
Na wiele spraw możemy mieć różne spojrzenie, a mimo to, dobrze ze sobą współpracować, o ile uszanujemy poglądy partnerów, a oni - nawzajem - uszanują nasze. To niezbędny warunek w dobie budowania wspólnego bezpieczeństwa w Europie.
W kolejnych numerach "PŚ" przedstawi opinie przedstawicieli wszystkich sąsiadów Polski. Redakcja dziękuje Departamentowi Bezpieczeństwa Międzynarodowego MON za pomoc w zebraniu materiałów.

Wstęp

Dla zjednoczonych i demokratycznych Niemiec szczęśliwym zrządzeniem losu jest okoliczność, iż są otoczone wyłącznie przez miłujące pokój demokracje. Po utrzymującej się przez wieki wrogości w relacjach z sąsiadami, w obliczu wielkiego ciężaru zwłaszcza niemieckiej odpowiedzialności za cierpienia narodów Europy, wykształcenie się stabilnych, partnerskich, wręcz przyjacielskich, w najszerszym tego słowa znaczeniu, stosunków ze wszystkimi sąsiadami, jest wartością nieocenioną, z której Niemcy dobrze zdają sobie sprawę.

Gdy w 1990 r. Timothy Garton Ash naszkicował w swej przenikliwości cztery strategiczne opcje przyszłej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa zjednoczonych Niemiec, wskazując, iż staną się one światowym mocarstwem, będą uprawiać politykę preferującą Rosję, wzmocnią oś niemiecko-francuską lub też zwrócą się ku "rozszerzonej Europie", miał, a zarazem nie miał racji. Prawdą jest, że Niemcy, jak się kiedyś wyraził wysokiej rangi urzędnik Departamentu Stanu, są największym być może beneficjentem europejskiej rewolucji 1989 r. "Otwarta" kwestia narodowa została - wbrew oczekiwaniom - rozwiązana bezproblemowo. Po raz pierwszy od zakończenia wojny Niemcy mogły wytyczyć swe narodowe cele strategiczne bez narzuconych z zewnątrz ograniczeń państwowej suwerenności. Berlin znów stał się niepodzielną stolicą kraju. Ani spory terytorialne z sąsiadującymi państwami, ani jakiekolwiek inne zagrożenia dla integralności państwa nie ciążyły już Niemcom w ich dążeniu do zajęcia równorzędnego miejsca w europejskiej rodzinie narodów. Po raz pierwszy w historii XX wieku, Niemcy nie wzbudzają mimowolnie u sąsiadów uczuć strachu i grozy, lecz i na Wschodzie, i na Zachodzie uważane są za pożądanego partnera w procesie osiągania wspólnych celów - demokratyzacji, umacniania bezpieczeństwa i pokoju, pogłębiania europejskiej współpracy na wszystkich płaszczyznach. Ta komfortowa z historycznego punktu widzenia sytuacja, w jakiej w związku z tym znajdują się Niemcy, budzi wszakże nie tylko zadowolenie, lecz także poczucie odpowiedzialności za to, aby sytuacja znów nie obróciła się na gorsze. I to właśnie jest wzgląd, który ogranicza wybór strategicznej opcji. Oczywiście, z gospodarczego punktu widzenia, Niemcy bez żadnych wątpliwości już dziś są światowym mocarstwem, choćby z racji swej pozycji drugiego pod względem wielkości państwa-eksportera na świecie, najsilniejszego ekonomicznie kraju Unii Europejskiej. Na takiej bazie z pewnością można oprzeć interesy polityczne, jednakże tylko tak dalece, jak dalece niemieckie uzależnienie od międzynarodowych nurtów przepływu towarów i pieniędzy sprzyja chęci posiadania ustabilizowanych rynków światowych, niezawodnych partnerów i przewidywalnych warunków funkcjonowania międzynarodowej polityki gospodarczej. Światowe ambicje polityczne, wykraczające poza tak ograniczoną sferę interesów, bardzo szybko mogłyby się okazać szkodliwe właśnie dla realizacji tychże interesów. Dochodzi tu jeszcze silne umocowanie Niemiec w Unii Europejskiej i transatlantyckich strukturach bezpieczeństwa - instytucjach nadal uważanych przez niektórych naszych partnerów, wzorem lorda Ismaya, za skuteczny instrument kontroli niemieckiej polityki - które w ostatecznym rozrachunku i tak zawężają swobodę wyboru strategicznej opcji przez Niemcy. Zarazem jednak umocowanie to jest decydującą przesłanką, umożliwiającą Niemcom odgrywanie ważnej i kreatywnej roli w stosunkach międzynarodowych, bez stałego narażania się na podejrzenie popadania w wielkomocarstwową, "wilhelmińską" politykę przeszłości. Wola uniknięcia takich podejrzeń wyjaśnia, po pierwsze, dlaczego niemieckie stosunki z innymi państwami oznaczają zawsze ostrożne balansowanie pomiędzy polityką wpływów a równowagą interesów, a po drugie, dlaczego forsowanie własnych interesów środkami innymi niż nacisk gospodarczy lub wykorzystywanie politycznego prestiżu przychodzi Niemcom trudniej niż większości narodów. To dlatego w sferze zainteresowania niemieckiej polityki nie leży, ani wyłączne tworzenie osi z Francją, ani też niemiecko-rosyjskie kondominium, nie mówiąc już o europejskiej polityce wolnej gry sił. Z drugiej jednak strony, polityce niemieckiej nie odpowiada również narażanie na szwank przyjaźni z Francją czy partnerstwa z Rosją, bądź rezygnacja z nowej szansy ogólnoeuropejskiej współpracy. Stąd też trudno jest dostrzec preferowanie jednej tylko opcji spośród opisanych przez Timothy?ego Gartona Asha.

Prawdziwe wyzwanie dla zjednoczonych Niemiec stanowią raczej naciski wynikające z oczekiwań, iż przejmą one kluczową rolę w procesie integrowania się Europy i świata w okresie, gdy same pod wieloma względami obciążone są, po pierwsze, koniecznością dostosowania się do globalizacji polityki i gospodarki, i po drugie, rozwiązywaniem problemów niemieckiego procesu jednoczenia się. Wprawdzie prezydent Roman Herzog słusznie ostrzegał przed zapatrzeniem się w siebie i podkreślał, że Niemcy nie mogą już dłużej wycofywać się na pozycję "pasażera na przyczepkę", lecz muszą zacząć grać swą partię w koncercie wielkich demokracji niezależnie od tego, czy akceptują swą nową rolę, czy też nie. Jedyny wszakże sposób, w jaki Niemcy mogą spełniać tę nową funkcję, został najlepiej opisany ukutym przez amerykańskiego politologa Josepha S. Nyea pojęciem "soft power". "Soft power" oznacza wnoszenie samodzielnego wkładu w dzieło rozprzestrzeniania demokratycznych idei i wartości, umacniania politycznej współpracy na bazie Karty Narodów Zjednoczonych i kodeksu zasad OBWE, przystosowywania zachodniego sojuszu do współczesnych i przyszłych wyzwań w sferze bezpieczeństwa oraz dopełniania się europejskiej jedności.

Nowe stosunki niemiecko-polskie

W realizacji każdego z tych zadań, stosunki z polskim sąsiadem - podobnie jak na zachodzie z Francją - mają decydujące znaczenie. Niegdysiejsza "dziedziczna wrogość" wobec Francji należy raz na zawsze do przeszłości. Porozumienie z Polską, poczynając od historycznej wizyty ówczesnego kanclerza federalnego Willy Brandta w Warszawie, poprzez niemiecko-polskie układy z listopada 1990 r. i czerwca 1991 r. oraz wzajemne gesty pojednania uczynione z okazji 50. rocznicy zakończenia wojny, aż po wizytę prezydenta RFN w dawnym obozie zagłady w Oświęcimiu, odpowiada w pełni interesom Niemiec i ich woli zbudowania podobnie stabilnego partnerstwa i przyjaźni również ze wschodnim sąsiadem.

Bliższy cel polityczny, jakim jest zastąpienie dotychczasowego skrajnego położenia w obrębie zachodniej integracji geopolitycznym położeniem centralnym w NATO, a później również w Unii Europejskiej, jest tu tylko jedną stroną medalu. Równie ważna jest ocena Polski jako aktywnego i stabilnego partnera w umacnianiu europejskiego bezpieczeństwa i kształtowaniu międzynarodowej współpracy gospodarczej przede wszystkim na wschodzie Europy. Opinia sformułowana przez byłego ministra obrony USA, Williama Perry?ego, przy okazji jego warszawskiej wizyty w czerwcu 1995 r., iż w ostatecznym rozrachunku Polska dzierży w swych rękach "klucz do europejskiego bezpieczeństwa", wyraża głębokie przekonanie również niemieckiej polityki.

Szczególne znaczenie Polski dla środkowoeuropejskiej stabilności i europejskiego bezpieczeństwa wynika przede wszystkim ze stosunkowo znacznej wielkości jej terytorium i liczby jej ludności, jej militarnej wagi w skali regionu, oraz geopolitycznego położenia na osi Wschód-Zachód, pomiędzy dotychczasowym obszarem NATO a państwami bałtyckimi i WNP. Wreszcie również z jej bezpośredniego sąsiedztwa z rosyjską enklawą Kaliningradu. Dlatego też sposób, w jaki właśnie Polska zajmie swe miejsce w systemie europejskiego bezpieczeństwa, ma decydujące znaczenie dla tego, jakie perspektywy otworzą się w przyszłości przed tym systemem. Im bardziej przybliża się członkostwo Polski w NATO, tym ważniejszy staje się ów wzgląd dla stabilności i bezpieczeństwa obszarów przyległych do wschodnich, względnie południowo-wschodnich peryferiów Polski. Rozwój sytuacji w istotnej mierze zadecyduje o słuszności założenia amerykańskiego polityka i eksperta od spraw europejskich, Roberta E. Huntera, iż Europa ma historyczną szansę "oparcia bezpieczeństwa całego kontynentu na innej podstawie niż równowaga sił, która wiązała się z wieloma zagrożeniami i katastrofalnymi konfliktami zbrojnymi".

Od przełomu 1989/90 r., wszystkie polskie rządy, bez względu na ich polityczne ukierunkowanie, łączyły zgodnie szybkie członkostwo w zachodnim sojuszu z rozwojem dobrosąsiedzkich stosunków i rozszerzaniem ogólnoeuropejskiej sfery współpracy. Polska, jako pierwszy z krajów Europy Środkowo-Wschodniej, wynegocjowała na przykład ze wszystkimi swymi sąsiadami bilateralne porozumienia o podstawach wzajemnych stosunków. Również opracowanie przyjętego w 1994 r. Kodeksu postępowania państw-uczestników OBWE w polityczno-wojskowych aspektach bezpieczeństwa nastąpiło głównie w efekcie polskiej inicjatywy z listopada 1992 r.

Dążenia Polski, z jednej strony do uzyskania wiążących gwarancji bezpieczeństwa ze strony NATO, z drugiej zaś do rozbudowy kooperacyjnych powiązań zwiększających europejskie bezpieczeństwo, wynikają - patrząc z niemieckiej perspektywy - z trzech opartych na specyficznych, historycznych doświadczeniach, w pełni zrozumiałych, nadrzędnych interesów narodowych:

* po pierwsze , z woli uniknięcia znalezienia się w próżni bezpieczeństwa, w obrębie gry sił europejskich mocarstw lub sojuszy - jak często bywało w polskiej historii - i narażenia się na ryzyko potraktowania jako obiekt w rywalizacji interesów innych państw;

* po drugie , z chęci utrzymania, bądź wzmocnienia zdolności samodzielnego wpływu na wszelkie decyzje międzynarodowej polityki, dotyczące bezpośrednio lub pośrednio Polski, względnie uniknięcia wyłączenia Polski z tego rodzaju procesów decyzyjnych;

oraz

* po trzecie , z woli wyeliminowania w przyszłości ryzyka ponownych rządów dyktatorskich lub autokratycznych poprzez silną integrację z demokratycznym systemem wartości Zachodu.

Żaden z tych interesów nie koliduje z niemiecką wizją przyszłych stosunków niemiecko-polskich i roli, jaką Polska winna odgrywać w przyszłości w europejskiej polityce. Obok wspomnianego już, szczególnego zainteresowania Republiki Federalnej Niemiec funkcjonowaniem w przewidywalnych warunkach zewnętrznego bezpieczeństwa, właśnie uznanie zasadności polskich celów politycznych skłoniło Niemcy, jako pierwsze państwo, do zdecydowanego poparcia intencji Polski zostania członkiem zarówno NATO, jak i Unii Europejskiej. Pewną rolę odegrał tu również fakt, iż zgodnie z wynikami ankiet ponad 80 procent polskiej ludności życzy sobie przystąpienia do NATO, oraz że właśnie Polska, pod różnymi rządami, weszła w ubiegłych latach na nieodwracalny kurs konsekwentnej demokratyzacji społeczeństwa i wprowadzania stabilnych struktur gospodarczo-rynkowych.

Zarazem jednak nie można przeoczyć tego, że intensyfikacja stosunków niemiecko-polskich, a w ostatecznym rozrachunku, dzięki członkostwu w zachodnim sojuszu, kolektywne udzielenie gwarancji bezpieczeństwa i zapewnienie państwowej suwerenności i terytorialnej integralności Polski, nie może - z niemieckiego punktu widzenia - dokonać się za cenę destabilizacji stosunków niemiecko-rosyjskich lub polsko-rosyjskich, względnie stosunków między NATO a Federacją Rosyjską. Mimo iż w oficjalnych wykładniach polskiej polityki, związanych z dążeniem do pełnego członkostwa w Sojuszu, niewiele świadczy o jakichkolwiek zamierzonych intencjach odstraszania Rosji, to jednak krytycznych obserwatorów pewnym sceptycyzmem napełnia fakt, że około trzech czwartych zwolenników NATO w Polsce uzasadnia wolę przystąpienia do Sojuszu przede wszystkim obawą przed militarnym zagrożeniem i wskazuje Rosję jako główne jego źródło. Jeśli ceną za przyjęcie Polski do zachodnich struktur obronnych miałoby być powstanie nowych, niepożądanych napięć i konfrontacja między Rosją i jej zachodnimi sąsiadami źle służyłoby to w średniej perspektywie również niemieckiemu bezpieczeństwu. Dlatego trzeba w Polsce okazać zrozumienie, gdy niemieccy politycy, mimo wyraźnego poparcia dla polskiej polityki bezpieczeństwa, troszczą się równocześnie o stabilizację stosunków niemiecko-rosyjskich i kompromis z moskiewskim kierownictwem, co pozwoli Rosji zaakceptować rozszerzenie NATO właśnie o Polskę. I nie chodzi przy tym wcale o decydowanie ponad głowami Polaków, lecz o utrwalenie stabilnych uwarunkowań tak ważnej dla Niemiec sytuacji bezpieczeństwa w Europie Środkowo-Wschodniej.

Odpowiedzialność Polski dążącej do NATO

Stąd właśnie wyrażona niedawno przez polskiego premiera Cimoszewicza wola wpisania procesu włączania Polski do NATO w szerszy kontekst europejski jest ważnym i wiele wyjaśniającym sygnałem politycznym. Jego słowa, iż, po pierwsze , żadnemu państwu z zasady nie można odbierać możliwości stania się członkiem NATO, a proces przyjmowania, zbliżania się i współpracy państw kandydujących z Sojuszem winien być stopniowy i przejrzysty; że, po drugie , szczególną uwagę należy zwrócić na umacnianie partnerskich stosunków między NATO i państwami nie będącymi członkami Sojuszu, zwłaszcza na stosunki między NATO i Rosją, jak również NATO i Ukrainą; oraz, że, po trzecie , równolegle umacniać należy istniejące już, ogólnoeuropejskie systemy współpracy, zwłaszcza w ramach OBWE, reżimów CFE i Otwartych Przestworzy, mogą stworzyć ową przewidywalną podstawę, pozwalającą uczynić rozszerzenie NATO opartym na porozumieniu procesem europejskim.

Dochodzą do tego samodzielne inicjatywy odprężeniowe w obrębie Europy Środkowo-Wschodniej, pozwalające uśmierzać obawy wschodnich sąsiadów Polski przed znalezieniem się w niebezpiecznej sytuacji bufora pomiędzy dobrze prosperującą i zabezpieczoną pod względem wojskowym "Twierdzą Europa Zachodnia" a niestabilną, wstrząsaną konfliktami Europą Wschodnią. W przyszłości Polska, kierując się choćby tylko narodowymi interesami, ale także w służbie zachodniego Sojuszu, będzie musiała przejąć w Europie funkcję pomostu, niezależnie od tego, czy akceptuje już dziś taką swą rolę, czy też nie.

NATO jest instytucją w trakcie zmian. Jego zdolności militarnego odstraszania nie wystarczają ani do zapobiegania powstawaniu wewnętrznych konfliktów społecznych poza obszarem Sojuszu, ani do ingerowania w te konflikty bez mandatu Narodów Zjednoczonych w sytuacjach wykraczających poza kolektywne zadania obronne zgodnie z Artykułem 5. Traktatu Waszyngtońskiego i Artykułem 51. Karty NZ. Jedyną możliwością prewencyjnego przeciwdziałania im jest umocnienie cywilnych mechanizmów antykryzysowych, tzn. - z pragmatyczno- -politycznej perspektywy - umacnianie międzypaństwowej kooperacji, stabilizowanie polityki kontroli zbrojeń, ustanowienie niezawodnych reżimów ograniczania zbrojeń i budowy wojskowych środków zaufania, postulowanie współodpowiedzialności państw i narodów za zapewnienie demokracji, zapobieganie użyciu siły i zapewnienie pokojowej współpracy. Kolektywny system obronny, jeśli w ogóle potrafiłby zrealizować te cele, nie jest w stanie dokonać tego o własnych siłach. Konieczne jest po to wzajemne przenikanie się instytucji, a przede wszystkim niezbędne są nakładające się i współdziałające reżimy postępowania, nie wykluczające żadnego państwa, wbrew jego własnym interesom. Na zewnętrznych obszarach przecinania się zasięgów tych instytucji, osobista odpowiedzialność państw osiąga szczególny stopień.

Z niemieckiego punktu widzenia, zasadne byłoby oczekiwanie, że Polska i w tym kontekście gotowa będzie dzielić odpowiedzialność w Sojuszu. Przesłanki tego są widoczne. Wymienić trzeba by tu choćby zaangażowanie Polski w umacnianie sfery bezpieczeństwa politycznego OBWE, dążenie do normalizacji bilateralnych stosunków z białoruskim i ukraińskim sąsiadem, wysiłki - częściowo podejmowane wraz z Litwą - w kierunku stopniowej demilitaryzacji regionu kaliningradzkiego. Sprawą decydującą są wszakże niewątpliwie stosunki polsko-rosyjskie.

Pierwszy ważny krok w kierunku uładzenia polsko-rosyjskich stosunków uczyniono już poprzez natychmiastowe przyjęcie decyzji NATO mówiącej, iż w istniejących warunkach stacjonowanie broni atomowej w nowo przyjętych państwach nie jest rzeczą niezbędną. Należy wszakże pamiętać, że decyzja ta w ostatecznym rozrachunku została podjęta nie w Warszawie, lecz w Waszyngtonie i Brukseli. Natomiast pryncypialne odrzucenie przez Polskę dyplomatycznych sondaży ze strony Ukrainy i Białorusi, dotyczących ustanowienia strefy bezatomowej w Europie Środkowo-Wschodniej, musiało - pomijając rozczarowanie w Mińsku i Kijowie - siłą rzeczy zostać zinterpretowane w Moskwie w ten sposób, że Polska nie odrzuca jednak równie kategorycznie ewentualnego stacjonowania broni jądrowej.

Niemiecki autor, jest oczywiście jak najdalszy od czynienia Polsce zarzutu, że nie zajmuje stanowiska, które - patrząc z jej perspektywy - mogłoby utrudnić przyjęcie do zachodniego sojuszu. Problem polega na czymś innym. Wraz z zakończeniem zimnej wojny znaczenie broni jądrowej dla europejskiego bezpieczeństwa całkowicie się zmieniło. Rozszerzenie NATO stworzyłoby szansę ponownego podjęcia dyskusji o przyszłości broni jądrowej w Europie i dla Europy i prowadzenia jej na nowej płaszczyźnie kooperacji w sferze polityki bezpieczeństwa. Białoruś i Ukraina zgłosiły już swój udział w tej dyskusji, rezygnując z posiadania broni jądrowej i wnosząc tym samym, pożądany niewątpliwie również przez Polskę, wkład w stabilizowanie sytuacji w Europie Środkowo-Wschodniej. Ich dobrowolna rezygnacja zasługuje nie tylko na respekt, lecz i uwzględnienie ich narodowych interesów, podług których nie chcą one być w przyszłości otoczone obszarami faktycznego lub potencjalnego stacjonowania takiej kategorii broni, której użycie z ogromnym prawdopodobieństwem doprowadziłoby do ich totalnego unicestwienia.

Akurat w Polsce - oczywiście dotyczy to innych jej uwarunkowań historycznych i geopolitycznych - istnieją wielkie tradycje walki o wolne od broni jądrowej regiony w Europie. Ostateczne rozwiązania tej kwestii - co naturalne - muszą zostać wypracowane przez państwa posiadające tę broń. Niewątpliwie jednak istnieje ścisła współzależność między rozszerzeniem sojuszu kolektywnej obrony, nadal w istotnym stopniu opierającego swą wewnętrzną zwartość na udzielanej przez Stany Zjednoczone gwarancji ochrony atomowej a możliwą reakcją innych państw na ten stan rzeczy, jeśli nie uznają one rozszerzenia za poprawę również własnego bezpieczeństwa. Samo wyciszenie tej współzależności nie rozwiąże istniejącego dylematu. Wyjściem mogłyby być na przykład negocjacje w sprawie atomowego rozbrojenia, prowadzone z zamiarem wyeliminowania, w globalnym wymiarze, wszelkiej broni jądrowej krótszego zasięgu. Gdyby zamiar ów udało się zrealizować za jednym zamachem, zbędna stałaby się wszelka dyskusja wokół tworzenia stref bezatomowych w Europie Środkowo-Wschodniej.

Inny problem dotyczy sposobu współpracy państw, a w szczególności Polski, w dziedzinie bezpieczeństwa na przypuszczalnych przyszłych peryferiach NATO. Także tutaj można już odnotować godne uwagi postępy. Polska i Litwa uzgodniły przedsięwzięcia w dziedzinie współpracy technicznej oraz zawarły umowę w sprawie wykorzystywania wspólnej przestrzeni powietrznej przez samoloty wojskowe. Litwa ma jednak nadzieję na dalej idące polskie poparcie dla jej silniejszych związków z NATO, oraz, w przypadku polskiego członkostwa w NATO, być może także na szersze gwarancje bezpieczeństwa wynikające z bezpośredniego sąsiedztwa z Sojuszem. Inne dyskutowane modele (w tym na przykład idea krzyżowych gwarancji bezpieczeństwa, udzielonych Litwie przez Rosję i Szwecję) zostały przez Wilno kategorycznie odrzucone. Podobnie jak w przypadku Ukrainy, "militaryzacja" dyskusji wokół państw bałtyckich mogłaby stać się ładunkiem wybuchowym dla sytuacji bezpieczeństwa w Europie Środkowo-Wschodniej. Polsce, sąsiadującej bezpośrednio z obu regionami, niechybnie przypadnie tu w przyszłości ważna rola pośrednika.

Możliwości wywiązania się z takiej roli istnieją w wielu różnych dziedzinach. W pierwszym rzędzie należałoby tu wymienić normalizację stosunków politycznych między państwami i rządami, oraz rozbudowę współpracy gospodarczej, dokonywaną - obok zwiększenia obustronnie korzystnej wymiany towarowej - przede wszystkim poprzez intensyfikację regionalnej kooperacji po obu stronach granic państwowych, na przykład w ramach stabilizowania istniejących i tworzenia nowych euroregionów. Ponadto należałoby pomyśleć o rozszerzeniu społecznych i kulturalnych kontaktów w obszarach przygranicznych, tworzeniu partnerstwa miast i ponadgranicznej współpracy młodzieżowej, o realizacji wspólnych projektów, na przykład w dziedzinie ochrony środowiska lub odtwarzania warunków ekologicznych. Lecz także na płaszczyźnie kontaktów i współpracy w sferze polityki bezpieczeństwa inicjatywy są możliwe i pożądane. Przede wszystkim natowskie Partnerstwo dla Pokoju (PfP) stwarza tu dające się poszerzyć ramy. Godnym pochwały przykładem jest polsko-ukraińska inicjatywa powołania wspólnego batalionu do zadań pokojowych, którego sztab w lipcu ubiegłego roku ulokowany został w Przemyślu, w południowo-wschodniej Polsce, i który jesienią 1996 r. odbył pierwsze wspólne ćwiczenia w Nowej Dębie, w Krakowskim Okręgu Wojskowym. Dlaczego więc z zasady niemożliwe miałoby być utworzenie porównywalnych, wspólnych jednostek również z wojskami białoruskimi i rosyjskimi. Codzienna, ponadgraniczna współpraca sztabów i wojsk, mogłaby być postrzegana jako ważny krok w dziedzinie budowy zaufania, redukujący do minimum prawdopodobieństwo wzajemnego fałszywego odczytania wojskowych zamiarów.

Znaczenie polskiej reformy wojskowej

Dalsza możliwość tworzenia klimatu zaufania wynika ze zmian w charakterze sił zbrojnych, zgodnych z ogólnym kierunkiem demokratycznych przemian w społeczeństwie. W ubiegłych latach Polska podjęła ważne kroki w tej mierze. Należy do nich prawne unormowanie zadań wojsk podług kryteriów defensywności, zmiana struktury dowództw i wojsk, oraz przede wszystkim, wprowadzenie i upowszechnienie demokratycznych procedur w sferze planowania, kontroli i weryfikacji budżetu wojskowego oraz aktywności sił zbrojnych. Najbardziej widocznym wyrazem zmian jest zmniejszenie liczebności wojsk, uzbrojenia i wyposażenia wojskowego. W okresie siedmiu lat liczba żołnierzy w czynnej służbie zredukowana została w przybliżeniu o 80 000. Większa część redukcji stanu osobowego o dalszych 90 000 żołnierzy jest oczywiście jeszcze do zrealizowania. Liczba czołgów została zmniejszona niemal o połowę, a liczba śmigłowców bojowych wynosi tylko 75 procent dopuszczalnego limitu. Liczebność systemów broni w głównych kategoriach uzbrojenia sił lądowych i powietrznych kształtuje się po części wyraźnie poniżej limitów ilościowych przewidzianych w traktacie CFE.

Skurczyły się także realne wydatki na obronę, przy czym w przypadku Polski - podobnie jak we wszystkich byłych państwach UW - wydatki budżetowe na utrzymanie personelu stanowią szczególnie pokaźną pozycję, wynoszącą około 70 procent, podczas gdy w dziedzinie wydatków inwestycyjnych do rozdysponowania przewidziano mniej niż jedną dziesiątą budżetu. Ogółem ubiegłoroczny budżet wyniósł niecałe cztery miliardy marek. Wprawdzie rząd przewiduje w przyszłości praktycznie automatyczny wzrost budżetu corocznie o trzy procent powyżej wzrostu budżetu państwa, jednakże - w obliczu ograniczonego ekonomicznego i fiskalnego pola manewru państwa polskiego - przeforsowanie tego zamiaru w Sejmie jest niepewne, zwłaszcza że przedsięwzięcie takie niekoniecznie może liczyć na powszechną akceptację wśród ludności. Według badań ankietowych, zasadniczo mniej niż jedna czwarta wszystkich Polaków popiera wzrost wydatków na obronę, a restrukturyzację wydatków na niekorzyść pozycji na cele socjalne akceptuje zaledwie co dziesiąty polski obywatel.

Stąd też widać wyraźnie, że środki na modernizację polskich sił zbrojnych, w dającym się przewidzieć okresie nadal z konieczności będą pozyskiwane przy wykorzystaniu instrumentów redukcji i oszczędności. Główną rolę odgrywają tu dwa aspekty. Po pierwsze, przestawienie doktryny wojennej z koalicyjnej na dostosowaną do obrony okrężnej było możliwe do zrealizowania tylko poprzez inne rozłożenie akcentów w sferze dyslokacji wojsk, drogą likwidowania nadmiernie rozbudowanych garnizonów na zachodzie kraju. Utworzenie nowej struktury administracyjnej w postaci czwartego okręgu wojskowego można wprawdzie uznać za logiczną konsekwencję zasady obrony okrężnej, jednakże problem restrukturyzacji wojsk od szczebla korpusu i dywizji w dół nie został tym samym oczywiście jeszcze rozwiązany. Kosztowna restrukturyzacja jednostek, według przyjętego w NATO, systemu brygadowego dopiero się rozpoczęła. Można przewidywać, że wraz z przystąpieniem Polski do NATO, zarzucona zostanie zasada obrony okrężnej, w związku z czym uwidocznią się oszczędności w sferze liczebności wojsk, potrzeb w zakresie ich dyslokacji i koniecznej infrastruktury. Natomiast liczyć się trzeba oczywiście z ogromnymi kosztami modernizacji uzbrojenia, dostosowania metod szkolenia i dowodzenia do natowskich standardów oraz zawodowego przygotowania personelu.

Po drugie, niekorzystny wpływ na koszty wywiera znaczny udział żołnierzy z poboru w stanie osobowym polskiej armii. Dysponując około 38 procentami żołnierzy zawodowych, Polska ma najniższy stopień uzawodowienia wojska w skali europejskiej. Oszczędzać należałoby między innymi poprzez systematyczne podwyższanie stopnia uzawodowienia, odchudzanie struktur dowodzenia, stopniowe ograniczanie czasu trwania zasadniczej służby wojskowej oraz liczby żołnierzy z poboru. Pierwsze decyzje w tym kierunku zostały już podjęte. W listopadzie ubiegłego roku rząd postanowił ograniczyć okres zasadniczej służby wojskowej do 12 miesięcy, poczynając wszakże dopiero od 1999 r.

Obszarem najbardziej krytycznym pozostaje modernizacja uzbrojenia i wyposażenia. Patrząc retrospektywnie, pomysły zmierzające do szybkiej wymiany sprzętu poprzez zakup zachodniej techniki bojowej należy uznać za krótkowzroczne z punktu widzenia gospodarki narodowej, a z wojskowego punktu widzenia za zbędne. Ograniczenie wykorzystania narodowych mocy w sferze produkcji zbrojeniowej przyczyniło się do okresowych niedoborów w zaopatrzeniu własnych sił zbrojnych, dodatkowych strat polskiego eksportu na rynkach międzynarodowych oraz do niepokojów społecznych w ośrodkach produkcji zbrojeniowej. Oczekiwanie na zrekompensowanie braków w wyposażeniu przez Zachód było w takim samym stopniu nierealne w przeszłości, w jakim pozostanie również w przyszłości. O ile w przeszłości rolę w tym zakresie odgrywały przede wszystkim aspekty polityczno-prawne, o tyle spodziewane w przyszłości głównie fiskalne i ekonomiczne ograniczenia po stronie państw NATO spowodują, że realistyczne będą raczej skromniejsze oczekiwania. Przy obecnym stanie zdolności produkcyjnych Polski, możliwe do przyjęcia wyjście z trudnej sytuacji prowadzi tylko poprzez kooperację - na przykład w formie bezpośrednich inwestycji i spółek joint ventures z zachodnimi przedsiębiorstwami, przede wszystkim jednak poprzez uruchomienie wspólnych lub wzajemnie kompatybilnych zasobów państw Europy Środkowo-Wschodniej. Zarówno uzgodniona w lutym transakcja kompensacyjna z Republiką Czeską (wymiana śmigłowców bojowych Sokół W 3 na samoloty MiG?29), jak i zawarte ubiegłej jesieni z Ukrainą porozumienie o współpracy w sferze modernizowania artylerii, technologii rakietowej i wyposażenia piechoty wskazują właściwy kierunek. Ponadto przedsięwzięcia te - w większym stopniu niż na przykład eksport i import systemów broni - mogą posłużyć za przykład tworzenia międzynarodowego klimatu zaufania.

Dla wszystkich partnerów Polski - zarówno tych w NATO, jak i jej wschodnich sąsiadów - szczególne znaczenie ma zapewnienie ściśle cywilnej kontroli sił zbrojnych. Długotrwały spór pomiędzy urzędem Prezydenta, rządem a parlamentem wokół podziału kompetencji, w który w pewnym okresie włączono nawet bezpośrednio dowództwo armii, wywołał irytację nie tylko wśród obserwatorów w Niemczech.

Wydaje się, co prawda, że ujawniające się podczas prezydentury Lecha Wałęsy napięcia między jego urzędem a rządem w kwestii sprawowania politycznego kierownictwa i parlamentarnej kontroli nad siłami zbrojnymi zostały przezwyciężone wraz z ustawowym wprowadzeniem 14 lutego 1996 r. nowej struktury ministerstwa obrony i dowództwa polskiej armii. Szef Sztabu Generalnego podporządkowany został ministrowi obrony, a obok Sztabu Generalnego trzy piony: uzbrojenia i infrastruktury, ekonomiczno-finansowy i społeczno-parlamentarny, zintegrowane zostały z ministerstwem obrony jako równorzędne elementy jego struktury, kierowane przez cywilnych polityków. Tym samym spełniony został istotny warunek cywilnej kontroli sił zbrojnych. Jednakże, według wszelkiego prawdopodobieństwa, problematyczna pozostaje nadal sprawa realizacji zasad wychowania (1) w samych siłach zbrojnych, ponieważ socjologiczne przygotowanie zawodowe wielu oficerów na wyższych i średnich szczeblach dowodzenia nadal opiera się na przyswojonych wcześniej zasadach jednoosobowego dowodzenia i rozkazodawstwa (2), opartych na radzieckich wzorcach. Wprowadzenie i utrwalenie etyki indywidualnej odpowiedzialności wymaga - oprócz czasu - konsekwentnej troski klasy politycznej i potrzebuje faktycznego, demokratycznego umocowania sił zbrojnych w cywilnym społeczeństwie, oraz nieograniczonej możliwości kontroli z jego strony.

Niemiecko-polska współpraca w dziedzinie bezpieczeństwa, służy polskiej reformie wojskowej w dwojaki sposób. Po pierwsze, jest ona ukierunkowana na intensyfikację codziennej współpracy armii obu państw - na przykład w formie licznie tymczasem funkcjonujących jednostek partnerskich - oraz na podwyższenie stopnia interoperacyjności sił zbrojnych, a co za tym idzie - na stworzenie przesłanek ściślejszego powiązania obu stron w sferze bezpieczeństwa. Po drugie, wpływa ona korzystnie na rozwiązywanie w polskich siłach zbrojnych problemów związanych z dostosowaniem się do technicznych i szkoleniowych standardów NATO. W samym tylko ubiegłym roku zrealizowano 350 wspólnych przedsięwzięć, przy czym - patrząc z niemieckiej perspektywy - szczególnie trzeba tu zaakcentować przeprowadzenie na obszarze Meklemburgii - Pomorza Przedniego, wspólnego ćwiczenia obrony powietrznej z udziałem 20 polskich samolotów bojowych i czterech jednostek obrony przeciwlotniczej.

Wspólna odpowiedzialność za przyszłość bezpieczeństwa Europy Środkowo-Wschodniej

Zapowiedziane rozszerzenie NATO o środkowoeuropejskich kandydatów, wśród nich o Polskę, stwarza z gruntu nowe uwarunkowania przyszłego kształtowania europejskiego bezpieczeństwa. Samo terytorium Sojuszu powiększy się o przestrzeń odpowiadającą niemalże obszarowi Francji. Ważniejszy wszakże jest realny przyrost potencjału wojskowego NATO o ponad 400 000 żołnierzy, około 4000 czołgów i o blisko 900 samolotów bojowych. Odpowiada to w przybliżeniu - zgodnie z CFE?1A - jednej trzeciej dotychczasowej dopuszczalnej liczebności wojsk rosyjskich, jak również - w odniesieniu do Rosji - zapisanemu w Traktacie CFE limitowi samolotów bojowych oraz prawie dwóm trzecim dopuszczalnej liczby czołgów. Do tego dochodzą - patrząc z rozmaitych perspektyw - głębokie zmiany w regionalnej sytuacji geostrategicznej państw Europy Zachodniej, nowych członków NATO oraz kilku spośród państw Europy Wschodniej pozostających w przyszłości poza NATO.

W Niemczech i Polsce istnieje bez wątpienia zgoda co do tego, że rozszerzenie NATO winno zwiększyć bezpieczeństwo i stabilność Europy i w Europie - zarówno w odniesieniu do członków Sojuszu, jak i państw pozostających poza nim. Jednakże głównie Rosja, choć także inne państwa, które w możliwym do przewidzenia okresie mają niewielkie szanse stania się częścią Sojuszu, najwyraźniej obawiają się odwrotnych następstw rozszerzenia. Jeśli uwzględnić najważniejsze z wyartykułowanych przez nie obaw, wówczas da się ustalić pięć kryteriów, mogących służyć za drogowskaz wspólnego, niemieckiego i polskiego stanowiska w tej sprawie:

1. Rozszerzenie NATO nie może spowodować nawrotu politycznej konfrontacji, niepewności w sferze bezpieczeństwa oraz ponownego wyścigu zbrojeń w Europie.

2. Rozszerzenie NATO nie może prowadzić do powstawania poza obszarem Sojuszu regionalnych stref braku bezpieczeństwa, ani prowokować tworzenia takich stref.

3. Rozszerzenie NATO nie może utrudniać dalszego rozwoju procesu ograniczania zbrojeń konwencjonalnych i rozbrojenia oraz budowy środków zaufania i bezpieczeństwa, jak również dostosowywania istniejących porozumień do zmienionej sytuacji.

4. Rozszerzenie NATO nie może przyczynić się do renuklearyzacji polityki bezpieczeństwa w Europie.

5. Rozszerzenie NATO nie może zakłócić procesu politycznej, gospodarczej i społecznej transformacji, w żadnym z reformujących się państw Europy Środkowo-Wschodniej.

Sojusze służące kolektywnej obronie - nawet jeśli, co oczywiste, po stronie NATO nie istnieje taki zamiar - są zawsze źródłem poczucia zagrożenia i izolacji w państwach wykluczonych z uczestnictwa w nich. W naturze filozofii odstraszania, będącej podstawą kolektywnej obrony, leży to, że zasiewa ona ziarno wzajemnej nieufności i skrytych uprzedzeń państw i narodów. Geograficzne i strategiczne "obszary pośrednie" mogą, tak jak w przeszłości, stać się polem rywalizujących ze sobą wpływów i wątpliwych wizerunków wroga. W sprzyjających warunkach sytuacja taka szybko może wykrzesać iskrę nowego wyścigu zbrojeń i politycznej konfrontacji. Aby uniknąć podobnego zagrożenia, pierwszym i najważniejszym krokiem muszą być niewątpliwie poszukiwania możliwego do przyjęcia sposobu rozszerzenia NATO, prowadzone wespół z największą europejską potęgą militarną poza Sojuszem, do których należy włączyć nie tylko członków i kandydatów do Sojuszu oraz Rosję, lecz także inne państwa Europy Środkowo-Wschodniej. Rozwiązanie takie musi objąć stosowne środki, jednostronne lub wynegocjowane, które będą przeciwdziałać izolacji czy separacji poszczególnych państw europejskich, bądź wtłoczeniu ich w strefę buforową. Logice tych środków odpowiada między innymi wyraźny wzrost znaczenia regionalnych założeń procesu ograniczania zbrojeń i rozbrojenia oraz współpracy w dziedzinie budowy zaufania i bezpieczeństwa.

Nasuwa się tu pytanie, czy tego rodzaju inicjatywy - wychodzące poza dyskutowane dotąd propozycje - mogłyby być wysuwane i rozwijane wspólnie przez Polskę i Niemcy. Autor chciałby na zakończenie poddać pod dyskusję tylko pięć pomysłów, będących impulsem do takich inicjatyw. Można by na przykład rozważyć:

* utworzenie wspólnej, niemiecko-polskiej grupy ekspertów w celu wprowadzania regionalnych środków budowy zaufania i bezpieczeństwa na przyszłych peryferiach NATO w Europie Środkowo-Wschodniej;

* wypracowanie niemiecko-polskiej propozycji rozbudowy udoskonalonych mechanizmów zapobiegania incydentom , na przykład poprzez utworzenie we wschodnich rejonach Polski wspólnej agencji nadzoru obszaru powietrznego Europy Środkowo-Wschodniej z udziałem państw bałtyckich, Białorusi, Rosji i Ukrainy, funkcjonującej pod auspicjami OBWE, a pod względem organizacyjnym w ramach NATO?PdP;

* wysunięcie wspólnej niemiecko-polsko-rosyjskiej inicjatywy utworzenia akademii wojskowej PdP , z siedzibą w Kaliningradzie, jako wspólnej placówki kształcącej, doskonalącej i prowadzącej badania związane z międzynarodowym peacekeepingiem;

* utworzenie wspólnej jednostki ratownictwa morskiego Marynarki Federalnej i polskiej Marynarki Wojennej, otwartej na współpracę z jednostkami SAR innych państw, w tym zwłaszcza państw bałtyckich i Rosji;

czy też

* ustanowienie wspólnej grupy inicjatywnej w ramach NATO? ?PdP do ekologicznego restaurowania terenów opuszczonych baz wojskowych i portów wojennych.

Nie ma jakichkolwiek podstaw, by wątpić w trwałość i powagę woli politycznej Republiki Federalnej Niemiec budowania przyjaznych stosunków z polskim sąsiadem na stabilnych fundamentach. Sposób, w jaki, w nadchodzących latach rozwijać się będą stosunki niemiecko-polskie, będzie przyczyniał się decydująco do umacniania europejskiej stabilności i bezpieczeństwa. Stworzone dotąd przesłanki tego rozwoju dają dość powodów do optymizmu.

 

 

(1) Autor użył w tym przypadku terminu "Innere Führung", określającego w siłach zbrojnych RFN koncepcję wychowania żołnierza-obywatela demokratycznego państwa - przyp. tłum.

(2) Chodzi tu o pojęcie "Befehlstaktik" - dosł. taktyka rozkazodawcza - będące w źródłach niemieckich synonimem tępego wykonywania szczegółowych rozkazów, nie pozostawiających miejsca inicjatywie podwładnego; przeciwieństwem jest stosowana w Bundeswehrze "Auftragstaktik" - dosł. taktyka przydzielania zadań, gdzie sposób wykonania pozostawia się do wyboru osobie realizującej zadanie - przyp. tłum.


HOMEStrona główna - CER Home Page NEXTNastępna strona - Next page

INTERNET CONSULTANT