Mapa (klikalna)

Jean Thyrard

Autor jest absolwentem Centrum Studiów Dyplomatycznych i Strategicznych w Paryżu (1944), członkiem Society of Competitive Personals; napisał wiele opracowań o tematyce wosjkowej i z dziedziny obronności. Słuchacz Europejskiego Instytutu Obrony i Bezpieczeństwa, Polityki Międzynarodowej oraz Forum Przyszłości. Kawaler Państwowego Orderu Zasługi.

"Huzar - Weimar": w stronę trójstronnej woli budowania podstaw europejskiej konstrukcji

Integracja z NATO i Unią Europejską, prywatyzacja priorytetowych branż, program restrukturyzacji sił zbrojnych i przemysłu zbrojeniowego - oto główne zadania, które Polska wyznaczyła sobie na najbliższe lata. Cóż za ambitne przedsięwzięcie dla narodu, który dopiero uczy się gospodarki rynkowej, tym bardziej że aby móc grać na podwórku starszych, należy przyjąć i stosować zasady skomplikowanej i trudnej gry - w przeciwnym razie można, ku własnemu zaskoczeniu i bez ostrzeżenia znaleźć się na karnej ławce.

Cóż za ambitne przedsięwzięcie także dla Europy, właśnie poszukującej własnej tożsamości, dążącej do zbudowania swojego systemu bezpieczeństwa, badającej, czy rozszerzenie na Wschód może odbyć się przy aktualnie istniejących ramach prawnych, czy też nowa Europa powinna otrzymać nowe prawo. Jakże ogromna jest to szansa dla Polski i Europy, które mogą otworzyć sobie nawzajem szersze rynki wewnętrzne, marzyć o powiększeniu swojego znaczenia w WTO, po warunkiem jednak? Po warunkiem, iż podczas tego przejściowego okresu zarówno Polska jak i Europa, uwrażliwione emocjami wywołanymi spotkaniem po latach, nie dadzą się zauroczyć swemu wielkiemu amerykańskiemu bratu, który z tej pięknej odnowionej Europy chętnie uczyniłby sobie ucztę końca wieku.

Polacy, Niemcy, Francuzi! Czyż nie nadeszła już najwyższa pora, aby zareagować, otworzyć oczy, wziąć się w garść, znaleźć logiczną, jednoczącą filozofię i zbudować, na początku chociażby na bazie Trójkąta Weimarskiego, globalny projekt obronności? Aspekty operacyjne, gospodarcze i polityczne takiego projektu mogłyby posłużyć za punkt odniesienia w procesie rozszerzania Europy oraz tworzenia i codziennego wdrażania już nie tożsamości, lecz rzeczywistej europejskiej struktury obrony i bezpieczeństwa.

Z tego właśnie punktu widzenia interesująca wydała mi się kwestia, w jaki sposób projekt taki jak "Huzar" mógłby w ciągu najbliższych miesięcy wyjść poza relację dostawcy/klienci. Otóż projekt ten musi przestać być traktowany jak zwykły projekt zaopatrzenia w sprzęt wojskowy. Powinien za to stać się jednym z pasów transmisyjnych poruszanym przez wszystkie żywotne siły, które tak jak zębatki są w stanie wprawić w ruch to, co wielu nazywa prawdziwą osią polityczno-ekonomiczną rozszerzonej Europy.

Z operacyjnego punktu widzenia należy podkreślić, iż w momencie integracji Polski ze strukturami NATO (dobiegły już przecież końca negocjacje po szczycie madryckim w lipcu 1997 i ratyfikacja powinna nastąpić na początku kwietnia 1999 roku, z okazji pięćdziesiątej rocznicy powstania Sojuszu) sytuacja geostrategiczna uległa znacznej zmianie.

Zmniejszyła się liczba zagrożeń w Europie i szwadrony radzieckich czołgów znacznie przesunęły się na wschód. Zasłona pancerna ukierunkowała się na WNP, pozostawiając na granicach państw Europy Środkowej, Wschodniej i Bałkańskiej pewien lęk co do głęboko ukrytych, nie wyrażonych lub nawet jeszcze nie określonych intencji Świętej Rosji.

Faktem jest, że uzbrojenie Europy Zachodniej przygotowane dla odparcia najazdu owych czołgów na tereny nazywane Teatrem Środkowoeuropejskim, jest dziś nadmierne w stosunku do rzeczywistych zagrożeń. Jest ono także nadmierne dla prowadzenia misji ustanawiania i utrzymania pokoju, a jednocześnie Europa nie jest wystarczająco przygotowana do wysyłania większych oddziałów poza swoje bazy. Ale to już zupełnie inna historia.

W związku z tym Europa Zachodnia w ogóle, a szczególnie Niemcy i Francja podjęły niedawno decyzję o restrukturyzacji swoich sił zbrojnych w kontekście nowych stojących przed nimi zadań. W konsekwencji, w sposób naturalny rozmaity sprzęt znajdzie się w magazynach, zostanie zniszczony lub oddany do dyspozycji rządów i odstąpiony w ramach porozumień obronnych lub zamiast sprzętu nowego. Czyż nie jest to potencjalne źródło zaopatrzenia dla polskiego wojska poszukującego możliwości podniesienia poziomu swojego wyposażenia? Czyż nie można w tym upatrywać możliwości szybkiego przygotowania się do stawienia czoła zagrożeniu, które znalazło się u polskich granic? Czy tu także nie można by dokonać prostych oszczędności?

Ministrowie obrony Niemiec, Francji i Polski, działając w ramach inicjatywy zintensyfikowania trójstronnej współpracy polityczno-wojskowej (1), położyli nacisk na swą "szczególną odpowiedzialność za konstrukcję europejskiej struktury bezpieczeństwa, na zamiar trzech państw pogłębienia współpracy i zaproponowania pewnego modelu pozostałym partnerom". W związku z tym, czy poza dążeniem do standaryzacji z wyposażeniem NATO nie chodzi tutaj o priorytetowe poszukiwanie natychmiastowej interoperacyjności sił polskich z obecnymi lub przyszłymi siłami francusko-niemieckimi? Pamiętajmy przy tym, iż ta interoperacyjność musi zostać przeanalizowana także z punktu widzenia wspierania i logistyki, co nierozerwalnie wiąże się z aspektami operacyjnymi?

Podobnie należałoby, może w ramach "pełnego wykazu celów długoterminowych" (2), zebrać pod sztandarem Weimaru specjalistów operacyjnych trzech krajów, aby wspólnie opracowali główne zarysy najbardziej kompromisowej koncepcji obronnej, która umożliwiłaby ustalenie podstawowych zasad działania: misji do przeprowadzenia oraz środków, których trzeba będzie w razie potrzeby użyć.

W kontekście tego, co stwierdzono powyżej, nikt nie mógłby oświadczyć z pełną mocą, że projekt "Huzar", potraktowany w sposób odizolowany, odpowiada rzeczywistej konieczności operacyjnej, podczas gdy byłoby rzeczą na pewno wysoce pożądaną, by określić przyszłą politykę polskiej armii w zakresie zwalczania czołgów i innych pojazdów, traktując ten projekt w szerszej perspektywie. Tutaj także można posłużyć się doświadczeniem operacji prowadzonych na zewnątrz przez specjalistów niemieckich, czy, w większym stopniu, francuskich. Należałoby także krok po kroku przeanalizować prawdziwe potrzeby, wynikające z nich rozwiązania oraz środki, które należy zastosować. Ważne jest także, aby każdy przestał ślepo wierzyć jedynie we własną krótkoterminową wizję, gospodarczą, wyborczą czy inną, wydobył się z zaklętego kręgu pobożnych życzeń i wszedł w woluntarystyczny świat działania.

Czy dziś można nadal rozdzielnie traktować zagadnienia obrony przestrzeni powietrznej, obrony powietrznej, obrony przeciwlotniczej? Bez wątpienia nie. Obrona strategicznych osi morskich, obrona przestrzeni podmorskich, obrona wybrzeża - czy te zagadnienia także mogą być traktowane rozdzielnie? Bez wątpienia nie. I wreszcie, nie wchodząc w zawiły problem, jakim jest określenie miejsc lub celów witalnych dla Europy, dla których zbyt wcześnie byłoby mówić o polityce wspólnego bezpieczeństwa pod nuklearnym parasolem europejskim, rzeczywistość wykazuje, iż długą drogę należy pokonać przed rzuceniem się całym ciałem w wir walki ze zjawiskami towarzyszącymi. Bez wątpienia tak.

Z ekonomicznego punktu widzenia interesujące byłoby przeanalizowanie projektu "Huzar" z jak najbardziej globalnej perspektywy.

Polska koalicja rządowa, po wprowadzeniu kilku poprawek, prawdopodobnie przyjmie piętnastoletni plan restrukturyzacji sił zbrojnych i przemysłu zbrojeniowego. Wsparty budżetem wynoszącym od trzydziestu do czterdziestu miliardów złotych (w zależności od źródła), plan ten zakłada upodobnienie Polskich Sił Zbrojnych do wzorców zachodnich w celu przystosowania ich do standardów natowskich. Zakłada także restrukturyzację przemysłu zbrojeniowego, tj. pozostawienie tylko około dwunastu przedsiębiorstw skoncentrowanych wokół czterech lub pięciu głównych biegunów.

Łatwo przewidzieć, jak wielki przewrót nastąpi w tym bardzo niejednolitym sektorze przemysłowym, w większości pracującym na potrzeby wielkich radzieckich konglomeratów powstałych w wyniku zimnej wojny. Łatwo przewidzieć, jak wielki przewrót nastąpi w sektorze, który w wyniku pokoju uległ znacznemu osłabieniu.

Łatwo też przewidzieć, jak wielki przewrót dokona się w sektorze, który w tym końcu wieku przestał być uznawany za strategiczny. Łatwo przewidzieć, jak wielki przewrót nastąpi w czasie, gdy wszelka koncepcja obrony narodowej jest zależna od sprywatyzowanego kompleksu przemysłowego, swobodnie przechodzącego z rąk do rąk. Chyba, że Polska postawi warunek, aby całość uzbrojenia przeznaczonego na wyposażenie Polskich Sił Zbrojnych pochodziła tylko i wyłącznie z polskich zakładów produkcyjnych. Nie będzie wówczas mowy ani o podwykonawstwie, ani nawet o produkcji części zamiennych. Lecz czy można w sposób szczery mówić o przyszłości i twierdzić, iż decyzje podjęte dzisiaj są i pozostaną nieodwołalne?

Zupełnie logiczne wydaje się, iż Polska liczy na pomoc swych europejskich partnerów w Sojuszu, którzy w różnych formach powinni aktywnie uczestniczyć w tym projekcie (kooperacja, przejmowanie udziałów, joint-venture itp.). Przy okazji nie należy zapominać, iż Polska przechodzi bezpośrednio do etapu importu kapitału, do zapraszania inwestorów, pomijając etap dominujący na świecie do połowy lat dziewięćdziesiątych i polegający na utrzymaniu równowagi handlowej opartej na przepływach importowych i eksportowych.

Trzeba także zdać sobie sprawę z faktu, iż Polska pragnie grać zarówno na szachownicy zagranicznej jak i krajowej i jeśli otwiera się ona na nową dla niej strefę ekonomiczną, jaką jest Unia Europejska, to także po to, by chronić i promować własne zasoby regionalne.

Co do reszty Europy, w szczególności Francji i Niemiec, jej partnerów weimarskich, Polska nie może być przez nich traktowana jako potencjalna strefa eksportu, lecz jako integralna część jednolitej strefy ekonomicznej. Każdy rodzaj działalności musi więc przyjmować postać współpracy partnerskiej, której formy określą sami uczestnicy.

Ponieważ chodzi o przedsiębiorstwa powiązane z obroną narodową, to przecież można sobie wyobrazić, że podczas spotkań ministrów odpowiedzialnych za tę obronę, porządek obrad zawiera punkt i działania, które mogłyby być podjęte wspólnie lub równolegle przez przedsiębiorców tego sektora z Niemiec, Francji i Polski.

Można sobie także wyobrazić stałe forum wymiany, a nawet coroczną konwencję grupującą cały ten sektor wraz z podwykonawstwem i rekonwersją.

A dlaczego by na początek nie spróbować połączenia przemysłu pracującego na potrzeby wojsk lądowych poprzez stworzenie związku zawodowego, który byłby od razu korespondentem i partnerem takich organizacji, jak GICAT (3) we Francji lub Föderkreis des Heeres w Niemczech?

W późniejszym czasie cały sektor mógłby zostać połączony i takie pragmatyczne podejście pozwoliłoby na stworzenie pełniejszych form współpracy partnerskiej, a nawet częściowej lub całkowitej integracji polskiego przemysłu zbrojeniowego z przyszłym europejskim przemysłem zbrojeniowym. Czyż tego typu reorganizacja na skalę europejską nie jest w chwili obecnej sprawą niezwykle pilną? Polska powinna zdać sobie sprawę z faktu, iż właśnie stoi przed pewną szansą i że pierwszy wspólnie zrealizowany program może stanowić ważny krok w kierunku integracji. Pragmatyzm nakazuje bowiem działanie stopniowe, poprzez realizację poszczególnych programów, nie zaś szturmowy atak.

Aby zakończyć już omawianie kwestii ekonomicznych, chciałbym jeszcze zaznaczyć istotny fakt, iż propozycja francusko-niemiecka dotycząca wyposażenia "Huzara" w rakietę HOT umożliwi Polsce wejście do klubu prekursorów przyszłej europejskiej agencji uzbrojenia.

Otóż system broni HOT jest programem zarządzanym przez nową OCCAR (4) , pierwszy twór Francji i Niemiec, mający za zadanie zmianę dynamiki funkcjonowania zakładów przemysłu zbrojeniowego tych krajów oraz efektywności całego systemu produkcyjnego w Europie, a także stopniowe tworzenie wewnętrznego, europejskiego rynku zbrojeniowego. Czyż nie należałoby przynajmniej spróbować delikatnie zignorować odczuwalne u nas amerykańskie naciski stworzenia w Europie natowskiej agencji zbrojeniowej?

I wreszcie, z politycznego punktu widzenia, projekt "Huzar" ma także wiele zalet. Przypomnijmy sobie fakty. W styczniu 1963 roku Niemcy i Francja przypieczętowały pojednanie Traktatem Elizejskim i od tego dnia wiele szczytów francusko-niemieckich odbyło się po obu stronach Renu, a ostatni miał miejsce w tym dobrym miasteczku Weimar, które od XVIII wieku służy za pomost między Polską a Francją. Około trzydziestu lat później, w kwietniu 1991 roku, zostają nawiązane pierwsze kontakty trójstronne w jednej z sal zamku weimarskiego, jeszcze rozbrzmiewającej konwersacjami Goethego i Napoleona. Trzej ministrowie spraw zagranicznych konkretyzują wówczas wolę Niemiec i Polski zbudowania wspólnego pojednania. Kohl, Mitterrand i Wałęsa spotykają się po raz pierwszy w Gdańsku 21 września 1993 roku, nadając oficjalną rangę "Trójkątowi Weimarskiemu", a celem szczytu Chiraca, Kohla i Kwaśniewskiego w lutym 1998 roku będzie zdynamizowanie stosunków trójstronnych mających stanowić siłę napędową procesu rozszerzenia Europy. Zdynamizować, to oznacza być może także podejmować konkretne decyzje. Spowodować, by Trójkąt Weimarski przejawiał oznaki rzeczywistego istnienia wpisane we wspólne kalendarium.

Wydaje się więc, że szczyt ten może stanowić dobrą okazję do omówienia projektu "Huzar" nie tyle w jego pierwszym rozumieniu, jako projekt zbrojeniowy, lecz głównie pod kątem tego, czym on jest jako symbol. Zważywszy, iż jest to pierwszy większy program przezbrajania polskich sił zbrojnych, nie bez znaczenia są jego konsekwencje operacyjne i ekonomiczne.

Niemcy i Francja proponują rozwiązanie realistyczne i możliwe do natychmiastowego wdrożenia, stanowiące podstawę do solidnej partnerskiej współpracy, europejskie rozwiązanie dla Europy.

Dla Polski przyjęcie propozycji francusko-niemieckiej stanowi jednoznaczne wpisanie się w "proces integracji dla utrzymania pokoju" (5) .

Dla wszystkich trzech partnerów jest to zarysowanie przyszłego prawnego konturu rozszerzonej Europy, chociażby refleksja nad przyszłością artykułu 223 Traktatu Rzymskiego blokującego dziś kwestie obrony Wspólnoty.

Wreszcie wybór rozwiązania francusko-niemieckiego to przede wszystkim dowód wielkiego wzajemnego zaufania.

Czy projekt "Huzar" nie będzie stanowił pierwszego kroku, który pozwoli Europie dwudziestego pierwszego wieku na wyrażenie swych prawdziwych potrzeb, zjednoczenie sił i gospodarek, aby zbudować i "żyć jasną polityką gospodarczą w poszerzonej przestrzeni bezpieczeństwa" (6) , po to, by wznosić i zapewniać jej pokój?

"Musimy i możemy uczynić więcej" (7) . A zatem, dlaczego nie mamy przejść do czynów?

 

 

(1) Warszawa, 3 lutego 1997.

(2) Alain Richard, minister obrony Francji: Europejska tożsamość obronna , "Le Monde", 4 sierpnia 1997.

(3) GICAT: Zgrupowanie Przemysłowców Działających na Rzecz Uzbrojenia Lądowego.

(4) OCCAR: Wspólna Organizacja Współpracy w sferze Uzbrojenia.

(5) Prof. Bronisław Geremek, "Relations internationales et stratégiques", nr 27, Jesień 1997.

(6) Prof. Bronisław Geremek, "Relations internationales et stratégiques", nr 27, Jesień 1997.

(7) Jacques Chirac, Warszawa, wrzesień 1996.


HOMEStrona główna - CER Home Page NEXTNastępna strona - Next page

INTERNET CONSULTANT