Mapa (klikalna)

Klaus Bachmann

Dokąd zmierza Unia Europejska?

Reforma instytucji

(...) Debata o reformach instytucji UE rozpoczęła się oficjalnie na szczycie w Kolonii i ma zostać zakończona w 2000 roku z myślą o rozszerzeniu UE o sześć lub ewentualnie jedenaście krajów. W takim stanie, w jakim są instytucje UE teraz, można przyjąć maksymalnie pięć krajów bez większych wstrząsów. Parlament będzie miał kilkudziesięciu posłów więcej, Polska miałaby osiem głosów w Radzie, a każdy z dużych krajów z dwoma komisarzami oddałby jednego na rzecz nowych członków. W komunikacie końcowym szczytu berlińskiego mowa jest jeszcze o sześciu nowych członkach do roku 2006. To było, jak wiadomo, przed wojną o Kosowo. Teraz nie będzie już chodziło tylko o to, aby podział głosów w Radzie i mandatów w Parlamencie (obecny system krzywdzi duże kraje) był proporcjonalny, ale też o to, aby umożliwić rozszerzenie Unii nie o sześć, ale w dalszej perspektywie o trzynaście lub piętnaście krajów.
Najlepszy towar, który zachodnia Europa ma w tej chwili do zaoferowania krajom bałkańskim, środkowo- i wschodnioeuropejskim, to integracja europejska, idea wspólnej, stabilnej, demokratycznej Europy. Ta idea jest czymś więcej niż strefą wolnego handlu lub Wspólnym Rynkiem. Jeżeli tak jest, jeżeli Europa zachodnia (a z nią Polska) nie chce za parę lat przyjmować tysięcy kolejnych uchodźców, imigrantów gospodarczych i zagrożeń ekologicznych, to nie może się ona ograniczać do powtórki z PHARE i do paru umów handlowych.

Tożsamość i granice Europy
Nawet specjalistom trudno jest się poruszać w gąszczu nieustannie zmieniających się zapisów traktatowych UE. Im bardziej Unia się rozszerza, tym bardziej potrzebuje czegoś w rodzaju Magna Charta, konsensusu minimalnego, praw wspólnych dla wszystkich Europejczyków, kodyfikowanej tożsamości. Zalążek takiego podstawowego konsensusu w sprawach wartości został już wprowadzony do traktatu z Amsterdamu. Niektórzy nazywają ideę takiej "Karty" konstytucją, narażając się w ten sposób na zarzut, jakoby pragnęli znieść narodowe konstytucje i wskrzesić jakieś superpaństwo. Mglista niegdyś idea stanów zjednoczonych Europy wiele jednak straciła na aktualności i nośności.
W Europie nie ma wspólnej przestrzeni publicznej, nie ma europejskiej opinii publicznej, nikt nie czyta europejskich gazet, wszyscy czytają angielskie, niemieckie, hiszpańskie i francuskie. Wybory do Parlamentu Europejskiego pokazują dobitnie, że nie ma ani europejskiego społeczeństwa, ani europejskich wyborców, wybory są dominowane przez tematy wewnętrzne każdego społeczeństwa. Państwa narodowe się zmieniają, ale one nie obumierają, a legitymizacja UE w oczach obywateli państw członkowskich wynika w głównej mierze z pełnomocnictw narodowych parlamentów i rządów.
Dotychczasowy biurokratyczny model, w którym przedstawiciele rządów pełnią faktycznie funkcję legislacyjną, na co dzień sprawuje władzę bardzo trudna do kontrolowania Komisja, a weryfikuje to wszystko Parlament i Izba Audytorów, przeżył się. Coraz popularniejsza staje się teraz propozycja wzmocnienia Parlamentu i przeniesienia uprawnień Rady do jakiejś Izby Wyższej, w której zasiadaliby przedstawiciele delegacji narodowych parlamentów. Parlament byłby wyrazicielem europejskiego ludu, Izba Wyższa uosabiałaby państwa narodowe, i stworzyłaby podstawy europejskiej opinii publicznej (jak proponował np. szef niemieckiego MSZ, Joschka Fischer). A europejska Magna Charta zawierałaby podstawowe prawa i wartości łączące wszystkich Europejczyków i zasady funkcjonowania instytucji UE. Od niej zaczęłyby się dalsze piętra integracji, kończąc na uczestnikach wszystkich filarów UE i unii monetarnej.

HOMEStrona główna - CER Home Page NEXTNastępna strona - Next page

INTERNET CONSULTANT