Mapa (klikalna)

Kultura - szansą Polski

Rozmowa z Andrzejem ZakrzewskimMinistrem Kultury i Sztuki RP

-Jest oczywiste, że żyjemy w przełomowych czasach. W przeszłości, podobne wielkie zmiany znajdowały swój wyraz artystyczny na trwale zapisując się w kulturze narodu - by wspomnieć etiudę rewolucyjną F. Chopina powstałą na wieść o powstaniu listopadowym czy poezje poetów czasów wojny i powstania warszawskiego (K. K. Baczyński, T. Gajcy). Okres po uzyskaniu niepodległości w 1918 r. to przecież czas prawdziwej erupcji talentów i dzieł artystycznych. Tymczasem ani wybuch "Solidarności", ani późniejsza wojna z narodem, podobnie jak i mijające dziesięciolecie trzeciej RP nie wydały dzieł podobnej rangi. Jak Pan sądzi, Panie Ministrze, jakie są tego przyczyny?
-Nie wiem, czy wszystkim ważnym wydarzeniom historycznym towarzyszyć muszą świadectwa literackie. Czy na przykład odzyskanie niepodległości po 123 latach narodowej niewoli i politycznego rozbioru w listopadzie 1918 r. zaowocowało "wybuchem" poezji, nie mówiąc już o prozie? Tych chyba rzeczywiście niezbyt wiele umiałbym w pamięci odnaleźć. Natomiast nie zaprzeczy Pan chyba, że w ciągu ostatniego dwudziestolecia w polskiej literaturze pojawiły się bardzo ważne dzisiaj dzieła i autorzy. Nie chcę nikogo urazić poprzez pominięcie go - a do swej pamięci stuprocentowego zaufania nie mam - ale, proszę tylko spojrzeć na listę książek nominowanych w ciągu kilku ostatnich lat do nagrody "Nike". To są naprawdę duże talenty.
-W okresie komunistycznym Polska miała kilka znanych produktów eksportowych - np. wódkę, szynkę czy węgiel. Tak naprawdę jednak to, czym światu dorównywaliśmy, to był dorobek naszej kultury - filmy twórców szkoły polskiej, inscenizacje teatralne J. Grotowskiego czy K. Świniarskiego, plakat polski, muzyka J. Lutosławskiego czy K. Pendereckiego, by wymienić tylko kilka nazwisk. Polskie dokonania były i są częścią europejskiej kultury, mimo iż jako kraj byliśmy odcięci od integrującej się, zachodniej części Europy. Czy dzisiaj, kiedy negocjujemy nasze członkostwo w UE, wykorzystujemy te atuty, albo, inaczej mówiąc, czy mamy politykę promocji kultury polskiej w świecie, a jeśli tak - jakie są jej najważniejsze elementy?
-To prawda - jeśli chcemy do Wspólnej Europy wchodzić jako równorzędny partner krajów zachodnich, mało tego: jeśli chcemy te kraje czymś "podbić" - to tylko kulturą. Wie Pan, nawet najlepsza wódka - ba, z etykietką z wizerunkiem Chopina - pita pod wyśmienitą szynkę może się znudzić. A od Paryża po Tokio i od Londynu po Toronto mamy co chwila dowody tego, że Penderecki i Chopin jeszcze długo pozostaną naszymi najlepszymi "towarami eksportowymi".
Czy mamy politykę promocji kultury polskiej w świecie? Szczerze mówiąc, właśnie tworzymy jej podstawy. Dość oczywiste są jej cele, nie do końca wiemy, jak "technicznie" - jeśli wolno mi użyć tego słowa - ją realizować. Przyznam, że włosy stanęły mi dęba - proszę tego zwrotu nie traktować jako przejawu megalomanii - kiedy dowiedziałem się, że w tej kwestii Ministerstwo Kultury nie współpracuje z MSZ-em. Ale mogę Pana z satysfakcją poinformować, że właśnie nadrobiliśmy zaniedbania na tym polu i 6 października zostało podpisane odpowiednie porozumienie, w którym m.in. przewiduje się powołanie Polskiego Instytutu Kultury, który właśnie zajmie się tą sprawą na podobnej zasadzie, jak czynią to znane w świecie Instytut Goethego czy British Council.
-Ministerstwo Spraw Zagranicznych zna tytuł i funkcje tzw. konsula honorowego, przyznawanego osobom szczególnie zasłużonym dla Polski poza krajem w różnych dziedzinach życia. Co stoi na przeszkodzie by, zgodnie z tym wzorem, MKiS przyznawało ludziom wybitnie oddanym promocji kultury i sztuki poza krajem np. tytuł honorowego mecenasa kultury polskiej?
-Po pierwsze - wielu konsulów honorowych uzyskało tę godność właśnie w uznaniu zasług dla kultury polskiej. Są to osoby naprawdę wyjątkowe - poświęcające nie tylko swój czas, ale i pieniądze, Polsce i polskiej kulturze. Nie widzę więc sensu - ani możliwości formalnych - powielania tego rozwiązania. Poza tym, współpracujemy z szeregiem innych osób na całym świecie, które zajmują się promocją polskiej kultury.
-Mówiąc o obecności kultury polskiej w świecie myśli się głównie o świecie zachodnim. Tymczasem winna ona być także obecna na Wschodzie, nie tylko z racji historycznych. Skądinąd wiemy, jak dużą rolę odegrał np. j. polski w ZSRR, przybliżając Rosjanom osiągnięcia europejskiej kultury. Nasze przyszłe członkostwo w UE otworzy tu nowe możliwości. Jednak, jak słychać, niezwykle trudno dotrzeć jest dzisiaj tamtejszemu czytelnikowi do polskiej prasy czy książki. Jak duże są szanse, by ten stan zmienić?
-Sytuacja polskiej książki na Wschodzie ulega ostatnio zdecydowanej poprawie. Coraz aktywniej pracują tamtejsi tłumacze literatury polskiej, coraz większe jest też zainteresowanie nią wśród czytelników. Staramy się z nimi współpracować i wspierać ich działania. Odbyło się z nimi przed kilkoma tygodniami spotkanie. Najlepszym wręczyłem odznaczenie "Zasłużony dla Kultury Polskiej".
Jeśli natomiast chodzi Panu o dostęp na Wschodzie do książek w języku polskim - no cóż, to już jest "biznes". Również i tam. Jeśli są osoby, które potrafią zarabiać na sprzedaży naszych książek, to one to robią. Ministerstwo nie będzie - i nie powinno - się do tego mieszać. Zupełnie inną kwestią jest umożliwianie Polakom mieszkającym w państwach, które powstały w wyniku rozpadu "Imperium Zła", dostępu do polskich książek. Dekompozycja Związku Sowieckiego, jego atomizacja, rozpad, ale też i kondycja - nie pozostał bez wpływu na to ostatnie. To jest rzeczywiście zadanie państwa polskiego i zajmują się nim takie instytucje, jak Ministerstwo Edukacji Narodowej, Senat czy "Wspólnota Polska". Jak one to robią - nie mnie w tym miejscu oceniać.
Pewną barierę i jakby ciszę, które powstały po okresie zadekretowanej przyjaźni, przerwie "Nowa Polska" pismo, którego pierwszy numer właśnie dotarł do rosyjskich księgarni. Skupia ono wybitne grono polskich intelektualistów, prezentuje niezwykle ważne teksty, finansowane jest w całości przez Ministerstwo Kultury. To mały fragment polityki kulturalnej naszego państwa. Ale zarazem niezwykle ważny.
-Przez cały okres komunistyczny istniały u nas dwa rządy - rząd w Warszawie i rząd dusz, ten ostatni nie sprawowany oczywiście przez partyjnych dygnitarzy. Istniały też dwie kultury - oficjalna PRL-u i emigracyjna - tworzona na wygnaniu. Ta druga wydała dzieła wybitne - ich lista jest równie długa jak długa była lista cenzorskich zapisów na nie władz PRL-u. Dziś Polska jest wolnym krajem, ale poza jej granicami nadal znajduje się wielu twórców. Co MKiS robi, by przybliżyć ich twórczość krajowemu odbiorcy i włączyć ich w ogólny obieg kultury.
-Nie mogę się tu z Panem zgodzić. Kultura - tak, jak w tej chwili nie jest ani lewicowa, ani prawicowa - tak jak kiedyś nie była krajowa i emigracyjna. Prawdziwa kultura polska jest jedna. Gustaw Herling-Grudziński czy Czesław Miłosz - niezależnie od tego, gdzie w jakim okresie tworzyli swe dzieła - są postaciami wręcz pomnikowymi polskiej kultury. To wszystko. Warunki polityczne się zmieniają, kultura jednak pozostaje. Jest to pewna prawda, wskazująca nam właściwą hierarchię wartości.
Gdy w pamiętnym grudniu 1991 r., na Zamku Królewskim w Warszawie Prezydent na Uchodźstwie Ryszard Kaczorowski przekazał insygnia władzy II Rzeczypospolitej nowo wybranemu Prezydentowi Lechowi Wałęsie, powstała nowa relacja na płaszczyźnie: kraj - emigranci. Pytanie - czy jeszcze wciąż emigracja? A może Polacy żyjący poza Krajem? Ta nowa relacja dotyczy właśnie i kultury. Przepływu ludzi i dzieł. W polskich księgarniach w Toronto, Paryżu i Wilnie bogata jest księgarska oferta. Niczym nie różni się od tej, którą widzi się w warszawskich księgarniach. Trzeba tylko - tam, jak i tu nad Wisłą - chcieć przekroczyć jej progi. A tego - powtórzę - nie zadekretuje się w urzędzie.
-Przywódcy polityczni demokratycznego świata, np. Francji niezmiennie troszczyli się, pełniąc swe urzędy, o rozwój narodowej kultury - gaulista G. Pompidou postawił Centrum Sztuki Współczesnej, socjalista F. Mitterrand zbudował nową operę i gmach biblioteki narodowej, słynną piramidę Luwru itd. Natomiast rządzący dziś Polską politycy, często z tytułami naukowymi w kieszeni, planują - jak donosi prasa - wprowadzenie podatku VAT na czasopisma i książki, co w krótkim czasie doprowadzi do tego, że zalewające dziś Polską różne "harlekiny" staną się lekturą obowiązkową w szkołach. W imię jakich i czyich ambicji Polska musi być mistrzem Europy w "urynkowianiu" narodowej kultury? Jakie jest stanowisko MKiS w tej kwestii?
-Centre George Pompidou - przez wielu paryżan nazywane "fabryką" czy "rafinerią" - czy Piramida w Luwrze to nie są chyba najlepsze przykłady. Wiele kontrowersji wzbudzały zarówno ich formy artystyczne, jak i celowość ponoszenia tak ogromnych wydatków. Ale Francję na takie kontrowersje stać, nas - nie. Rozumiem jednak, o co Panu chodzi i - na szczęście - nie do końca się z Panem zgadzam. Przykładem, że nie jest z tym u nas najgorzej, niechaj będzie propozycja wprowadzenia podatku VAT na książki. Powtarzana od kilku już lat, dotychczas nie jest brana pod uwagę. Ja również obiecałem, że nie dopuszczę do jej realizacji. Podtrzymuję tę obietnicę.
-Znany ekonomista, prof. J. Winiecki, przeciwstawił się, w dyskusji o źródłach finansowania kultury, pomysłom czynienia ulg podatkowych firmom czy przedsiębiorstwom sponsorującym wydarzenia z dziedziny sztuki czy kultury. Prawdziwa sztuka, argumentował, zawsze obroni się sama, miernocie natomiast nie pomogą nawet pieniądze podatnika. Jak Pan Minister postrzega ten problem ze swego urzędu?
-Zgadzam się z profesorem Winieckim - prawdziwa sztuka zawsze obroni się sama. Nawet gdyby Mickiewicz dostawał ministerialne dotacje, to nie napisałby "Dziadów" lepiej. Jednak jej twórcy muszą się z czegoś utrzymywać. Są oczywiście tacy, którzy twierdzą, że poeta ma tym lepsze pióro, im bardziej pusty ma żołądek. Jednak nawet oni nie przekonają mnie, że prawdziwym geniuszem, jest ten, kto w ogóle nie je. Bo on długo pisać nie będzie. A uważam, że to właśnie nie z pieniędzy podatnika - bezpośrednio przez Ministerstwo Kultury rozdzielanych - powinni korzystać twórcy. Jednym z rozwiązań są pieniądze tych, którzy je mają i chcą je na ten cel przeznaczyć. Dlatego jestem orędownikiem prywatnego mecenatu, który dzisiaj brzydko nazywamy "sponsoringiem".
-Jak jest dziś, a jaka powinna być, rola państwa w zachowaniu dziedzictwa narodowego i rozwoju kultury?
-Polityka kulturalna państwa jest jednym z najważniejszych - obok, między innymi, edukacji - elementów polityki społecznej państwa. Także zagranicznej. Jest więc jednym z podstawowych zadań państwa wspieranie rozwoju kultury i dbałość o zachowanie dziedzictwa narodowego. Z dość oczywistych przyczyn - finanse, finanse! - nie jesteśmy w stanie we właściwym stopniu wypełnić tego obowiązku. Właśnie dlatego w pierwszych dniach mego urzędowania - znając rozpaczliwy stan budżetu Ministerstwa - deklarowałem, że podstawowym moim zadaniem będzie zachowanie istniejącego "stanu posiadania".
Poza tym, możemy na przykład - co nie pociąga za sobą negatywnych dla budżetu państwa efektów, a w niektórych przypadkach umożliwia wręcz poprawę sytuacji finansowej - tworzyć jak najbardziej sprzyjające rozwojowi kultury i jej twórcom prawo. Dowodem tego niechaj będzie chociażby nowy projekt prawa autorskiego czy dotyczący kinematografii.
Takie widzę realne możliwości działania i tak staram się postępować.
-Niedawno Sejm RP przyjął Ustawę zmierzającą do ochrony języka polskiego przed obcymi naleciałościami. W czasie debaty poselskiej jej projekt został zgodnie obśmiany przez polityków UW i SLD zarzucających mu tworzenie sztucznych tworów, np. tłumaczenie nazwy własnej Margaret Astor. Tymczasem we wspomnianej już, demokratycznej Francji, podobna ustawa chroniącą język narodowy została już dawna przyjętą, i to olbrzymią większością głosów. Więcej - z inicjatywy francuskiej UE wprowadziła ograniczenia skali emisji produkcji Holywoodu w telewizjach państw członkowskich. Dlaczego rządzący dziś Polską politycy wykazują tak mało zrozumienia dla rezultatów ich działań lub zaniechań - w perspektywie 5 czy 15 lat.
-Posłowie, używający w debacie nad wspomnianym przez Pana projektem, argumentów o "Małgorzacie Astor" chcieli - jak sądzę - przestrzec przed absurdem obowiązku tłumaczenia wszelkich nazw własnych. Nie widzę w tym jakiegokolwiek przejawu braku odpowiedzialności, ale - zdrowy rozsądek. Na szczęście nie grozi nam konieczność wymyślania polskich odpowiedników tejże "Margaret Astor" czy "Johnny Walkera". A o poczuciu odpowiedzialności, w które Pan powątpiewa, świadczy fakt, że Parlament nad taką ustawą pracuje.
-Jak dużą szansą lub odwrotnie - zagrożeniem dla polskiej kultury będzie nasze ew. członkostwo w UE. Czego powinniśmy się tu obawiać, a w czym upatrywać naszej największej korzyści?
-Wiele osób boi się wejścia do Unii - twierdzą, że polskiej kulturze grozi "rozmycie się" w wielonarodowej, unijnej mieszance kultur. A ja jednak jestem pewien, że wejście Polski do tego elitarnego klubu, jakim jest Unia Europejska, jest dla nas ogromną szansą. Im bliżej Unii jesteśmy, tym większą wagę powinniśmy do naszej kultury przykładać, bo - tym więcej możemy dzięki niej zyskać. Polska nie musi być zdominowana przez kulturę francuską czy niemiecką. To właśnie my zyskujemy szansę zaprezentowania im naszej kultury.
Jednym z najważniejszych zadań, jakie stawia przed nami perspektywa wejścia do struktur europejskich, jest promocja polskiej kultury, a przez to - promocja Polski. O tym już mówiliśmy, ale chciałbym powtórzyć: o wiele szybciej odnajdziemy się w Unii promując polską kulturę, niż np. traktory, wódkę czy śmietankę.
-Bardzo dziękuję za rozmowę
Rozmawiał R. Bobrowski
HOMEStrona główna - CER Home Page NEXTNastępna strona - Next page

INTERNET CONSULTANT