Mapa (klikalna)

Polskie członkostwo w NATO 1999 - 2000 r Doświadczenia i szanse


Dr Ryszard Bobrowski


12 marca 1999 r w miejscowości Independence w USA Polska wraz z Węgrami i Republiką Czeską została formalnie przyjęta do Paktu Północnoatlantyckiego. Wydarzenie to, o niezaprzeczalnym historycznym wymiarze, oznaczało koniec pewnej drogi przez jaką przeszła Polska po II wojnie światowej, a zwłaszcza po upadku komunizmu w 1989 r.

Wejście Polski do NATO było wielkim sukcesem państwa, jego polityki zagranicznej i bezpieczeństwa, sukcesem kraju choć, nie - co jest paradoksem - pierwszoplanowych polityków. Polska klasa polityczna sprawująca władzę w historycznym czasie jaki nastąpił po "jesieni ludów" 1989 r okazała się bowiem w swej zdecydowanej większości wyjątkowo krótkowzroczna ( patrz jej koncepcje, prognozy i plany polityczne), i zagubiona w świecie, który zastępował ustabilizowany porządek ustanowiony porozumieniami aliantów w Teheranie, Jałcie i Poczdamie kończącymi II wojną światową i przypieczętowany postanowieniami KBWE w Helsinkach 1 1975 roku.

I tak np. postkomuniści spadkobiercy PZPR, rządzącej w Polsce z nadania Moskwy przez ponad 40 la, postulowali rozwiązanie NATO ( Al. Kwaśniewski ), neutralność Polski ( K. Kik), lub powołanie trójkąta Berlin - Warszawa - Moskwa ( L. Pastusiak). Politycy formacji ROAD/UD/UW opowiadali się za dotrzymaniem przez Moskwę porozumień jałtańskich ( A. Michnik), modelem fińskiej neutralności ( J. Kuroń), jakąś forma konfederacji naddunajskiej
( B.Geremek), lub wręcz głosili, iż Polskie członkostwo w NATO jest sprzeczne z polska racją stanu (J.Onyszkiewicz).Długoletni minister spraw zagranicznych K. Skubiszewski konsekwentnie opowiadał się za rozwiązaniem kwestii bezpieczeństwa Polski w ramach KBWE, tj. organizacji pozbawionej jakichkolwiek sprawienie funkcjonujących struktur władzy wykonawczej, nie mówiąc o podstawowej w tej sprawie infrastrukturze wojskowej. Sztandarowa postać polskich przemian, prezydent L.Wałęsa, zaskoczył wszystkich swoją koncepcją NATO -bis., która spotkała się z całkowitym niezrozumieniem tak w kraju jak i za granicą. Wszystko działo się w okresie, kiedy według powszechnej oceny społeczeństwa w kraju miejsce Polski w Europie było na Zachodzie, a nie na Wschodzie ani, tym bardziej, w nieokreślonych i niejasnych strukturach szarej strefy ziemi niczyjej położonej między EWG/Wspólnotą Europejską a ZSRR/Rosją

Trzeba było upływu ponad dwóch lat i powołania centroprawicowego rządu J. Olszewskiego, którego gabinet jednoznacznie przedstawił postulat wejścia Polski do sprawdzonych struktur zachodniego bezpieczeństwa. Rząd J. Olszewskiego sprawował wprawdzie władzę krótko, obalony w Sejmie w czerwcu 1992 r przez późniejszych klientów Sądu Lustracyjnego, ale kontaktów jakie nawiązał z NATO i procesów integracyjnych z Sojuszem nie sposób było już zatrzymać. Dlatego też kolejne rządy RP, poczynając od koalicyjnego H. Suchockiej, poprzez następujące po sobie gabinety SLD - PSL a kończąc na równie koalicyjnym rządzie J. Buzka konsekwentnie prowadziły politykę zmierzającą do uzyskania przez Polskę członkostwa w Sojuszu. Trzeba też oddać sprawiedliwość prezydentowi Polski do 1995 r L. Wałęsie, który po okresie koncepcyjnych zawirowań zdecydowanie działał na rzecz członkostwa Polski w NATO.



Interwencja NATO w Kosowie

25 marca 1999 r., dwa tygodnie po wejściu do Sojuszu, wojsko polskie stanęło wobec problemu uczestnictwa w interwencji zbrojnej NATO w Kosowie. Udział ten uzyskał w Polsce jednoznaczne poparcie - zarówno jeśli chodzi o stanowisko wojska, klasy politycznej i społeczeństwa. Były jednak inne problemy - natury technicznej ( brak odpowiedniego sprzętu
kompatybilnego ze sprzętem NATO - np. samolotów bojowych czy samolotów transportowych - wojsko pojechało na Bałkany pociągami) a przede wszystkim finansowej. Pomimo iż polscy żołnierze nie brali bezpośredniego udziału w bojowych akcjach wojsk NATO ich przygotowanie i postawa spotkały się z pozytywną oceną kierownictwa Sojuszu. Istotniejsze od bezpośredniego udziału były natomiast konsekwencje tej operacji militarnej - konsekwencje wojskowe, społeczne i polityczne.

W płaszczyźnie czysto wojskowej z całą mocą ujawniona została konieczność szybkiej modernizacji sprzętu. Społeczeństwo, po drugie, przyjęło zaangażowanie wojsk polskich poza krajem bez protestów i oporów. Wreszcie, politycznie rzecz analizując, Kosowo pokazało: po pierwsze - bezsilność Europy, tj. brak wspólnej polityki bezpieczeństwo i obrony UE, co tłumaczyć będzie późniejszą rezerwę wielu polskich polityków wobec planów tworzenia europejskich sił zbrojnych, po drugie - wskazało na NATO jako decydujący czynnik bezpieczeństwa w Europie a co za tym idzie podkreśliło konieczność trwałego zaangażowania się USA w sprawy europejskie. Obie te kwestie stały się istotnym czynnikiem polskiej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa.


Reformy w armii

Minione dwa lata pokazały trudności Polski w realizacji zaciągniętych zobowiązań wobec NATO. Jak to ujął lapidarnie ambasador Polski przy NATO w Brukseli A.Towpik" Nie ma powodów do radości, ale też nie ma powodów do paniki".

Trzy ostanie rządy przymierzały się, jak dotąd bezskutecznie, do zreformowania sił zbrojnych. Proces ten jest jednak nieunikniony a członkostwo w NATO reformy te tylko przyspiesza i wymusza. Strategia zmian zmierza do przekształceń w następujących kierunkach;

- z armii przystosowanej do obrony lądowej kraju w armię zdolną do szybkiego reagowania z dala od granic Polski,
- z wielofunkcyjnych i wielozadaniowych sił zbrojnych w armię o celach stricte militarnych pozbywających się wielu swych dotychczasowych funkcji na rzecz sektora cywilnego (takich jak np. prowadzenie księgowości, utrzymywanie magazynów, organizacja zaplecza, zarządzanie nieruchomościami itp.).
- z dużej armii liczącej na początku reform ok 220 tys. żołnierzy w armię o sile 150 tys. wojska( rok 2003), z czego 1/2 jej stanu osobowego to zawodowi żołnierze a z tego co najwyżej 1/3 będzie oficerami.

W sumie zmiany te mają za cel poprawienie zdolności bojowej sił zbrojnych. By doprowadzić do realizacji tych zamierzeń rząd J. Buzka przyjął sześcioletni plan modernizacji wojska. Plan ten zakłada:

a) Osiągniecie przez 1/3 armii standardów wojsk NATO do 2003 r
b) Odejście z kadry WP 6 tysięcy oficerów ( w dzisiejszej armii za dużo jest majorów, ppułk i pułkowników a za mało podoficerów i chorążych)

Zmniejszenie w szkolnictwie wojskowym kadry o połowę, tj. powołanie być może tylko jednego uniwersytetu obrony zamiast 4 obecnych akademii wojskowych i 4 szkół oficerskich
c) Skrócenie służby wojskowej do 10 miesięcy w terminie do 2004 r.
d) Zamknięcie 70 garnizonów
e) Rezygnację z czołgów T- 55, samolotów MIG- 21 i najbardziej wyeksploatowanych okrętów wojennych

Redukcja ludzi i wycofanie starego sprzętu pozwoli w ciągu sześciu lat realizacji programu na oszczędności rzędu 6 mld PLN, tj. ok. 1,5 mld USD


W armiach NATO zakłada się, że od 20 do 30 % sprzętu powinien stanowić sprzęt najnowszej generacji; dziś w Polsce nowy sprzęt stanowi zaledwie 7%.

Stąd zostały już rozpisane bądź wkrótce zostaną rozpisane przetargi na: samolot wielozadaniowy, samolot transportowy, helikopter bojowy, transporter opancerzony, przeciwpancerny pocisk kierowany.

Natomiast MON we własnym zakresie sfinalizuje modernizację najnowszych myśliwców MIG- 29 a także przedłuży techniczny żywot SU- 22.

Aktualnie trwają rozmowy w sprawie udostępnienia polskiej armii używanego sprzętu, m. in. samolotów wielozadaniowych, czołgów i fregat.


Finansowanie reform


Polska wydaje w skali roku na jednego żołnierza 17 tys. USD, a po zakończeniu sześcioletniego programu ma wydawać 30 tys. USD.

Podstawą programu finansowania armii jest tegoroczny budżet MON stanowiący 1,95% PKB. Inne kraje NATO wydają na wojsko więcej - np. Wielka Brytania 2,5%, Francja - 2.15 %. Wstępując do NATO deklarowaliśmy finansowanie wojska na poziomie - 2%, optymiści - więcej, była nawet uchwała sejmowa mówiąca o 3%. Środki na siły zbrojne pochodzić będą nie tylko bezpośrednio z budżetu państwa, ale również z oszczędności wojska - ok. 6553mln PLN, przychodów Agencji Mienia Wojskowego -1300 mln zł i innych przychodów, m. in z udostępniania poligonów - 1650 mln PLN. Do wojska trafi również część pieniędzy z prywatyzacji zakładów zbrojeniowych. Rząd przyjął projekt uchwały o finansowaniu w okresie 6-cioletnim. Poparcie dla projekty deklarują wszystkie partie w Sejmie.

[ 25 maja Sejm uchwalił finansowanie sił zbrojnych Rzeczpospolitej w latach 2001- 2006. Nad ustawą pracować będzie Senat, wymagać ona będzie także podpisu prezydenta).

W ciągu najbliższych 6 lat na potrzeby armii zostanie wydanych 105 mld PLN, tj. ok 26,5 mld USD.

Program ten nie obejmuje finansowania zakupu samolotu wielozadaniowego, na który potrzeba ok. 3 mld USD.

W ramach programu modernizacji sprzętu armia planuje zakupy:

* 10 - 12 samolotów transportu taktycznego

Oferty złożyły: 1. amerykańsko - włoska LM - Alemia Tactical Transport, C- 27 Spartan
2. hiszpańska CASA - CN- 235 , CN - 295
3. ukraiński - An 32B - 200
4. C - 130 Hercules

* 60 - 100 samolotów wielozadaniowych

Oferty: 1. Lockheed Martin, 16 maszyn F 16 wersji AB, lub CD ( użyczenie)
2. BAC System Grippen
3 Dasault Mirrage 2000 - 5.


* 100 czołgów

Oferty: Leopard II A 5


Przemysł zbrojeniowy

Niezależnie od wspomnianego programu modernizacji armii w od dawna trwa proces restrukturyzacji przemysłu zbrojeniowego. W minionych latach powstały co najmniej 3 programy restrukturyzacji tego przemysłu. Dokonuje się ona poprzez:

- prywatyzację - przewidziane są najlepsze firmy, jak "Radwar", "PZL - Okęcie", "Bumar"
- likwidację przez upadłość - np. "Łucznik", "Pionki"
- fuzje - np. Zakłady Mechaniczne "Mesko", "Krasnik", "Presta", "Nitrochem", "Pionki"

Sytuacja polskiego przemysłu zbrojeniowego jest od lat krytykowana przez zainteresowane zakłady i Polskie Lobby Przemysłowe, wspierające ten sektor gospodarki.


Rozszerzenie NATO


Polska, będąca nowym członkiem NATO, od początku swego członkostwa jest zdecydowanym zwolennikiem dalszego procesu rozszerzania Sojuszu na Wschód. Szczególny priorytet został nadany członkostwu Słowacji i Litwy. Stanowisku temu trudno się dziwić - są to nasi najbliżsi sąsiedzi i w interesie Polski leży rozszerzanie strefy bezpieczeństwa wokół polskich granic. Jednak rozszerzenie NATO o Litwę budzi zdecydowany sprzeciw Rosji, sprzeciw jeszcze chyba większy niż miało to miejsce przed pierwszym otwarciem Sojuszu.

Niezależnie od wszystkich innych kwestii dodatkową komplikację stwarza enklawa Kaliningradu. Stało się to szczególnie oczywiste po informacjach " Washington Timesa" o zainstalowaniu na tym terenie przez Rosjan broni jądrowej.

Po tych doniesieniach prasowych polskie MON zażądało przeprowadzenia tam inspekcji, choć z punktu widzenia prawa międzynarodowego Polska nie ma do tego tytułu. Z kolei MSZ, przyjmując deklaracje Rosji, iż nie mam tam tej broni, domaga się przeprowadzenia inspekcji w ramach Traktatu CFE, co zakładają postanowienia traktatu. Do dziś nie ma w tej sprawie stanowiska strony rosyjskiej. Z kolei NATO proponuje Rosjanom wymianę danych o taktycznej broni jądrowej. W/g Z-cy Sekretarza NATO d/s Politycznych K. P. Kleibera otrzymane od Rosjan informacje są " niewystarczające".

Znacznie dobitniej oceniają ten problem eksperci d/s bezpieczeństwa. G. Kostrzewa - Zorbas z Instytutu Nauk Politycznych PAN uważa iż " rozmieszczenie broni w obwodzie kaliningradzkim niesie zmianę układu sił w Europie. Może ona mieć poważne konsekwencje dla decyzji o przyjęciu Litwy, Łotwy i Estonii do NATO. Im silniejsze siły rosyjskie w obwodzie, tym trudniej w wiarygodny sposób bronić terytoriów tych państw". Rezultat - oddalone w czasie. ich członkostwo w NATO

Sekretarz stanu USA , C. Powell nie wykluczył natomiast, iż wybór padnie na kraje bałtyckie. Waszyngton byłby zatem gotów do konfrontacji w tej kwestii z Rosją, ale tego właśnie obawia się wielu europejskich sojuszników.

W świetle powyższych faktów oczywiste jest, iż dalsze rozszerzenie NATO wymaga innego podejścia do tematu niż tylko powtarzanie o popieraniu członkostwa w tej organizacji Słowacji i Litwy. Niestety, tego brakuje polityce polskiej. K.P. Kleiber: " Nie byłbym wcale zdziwiony, aby w 2002 r NATO podjęło decyzję o zaproszeniu jednocześnie kilku krajów do rozpoczęcia negocjacji akcesyjnych. Znaczenie może też mieć kwestia jak daleko posunie się sprawa poszerzenia UE. Są to bowiem - jak sądzę - dwa procesy uzupełniające się wzajemnie."

Krajem, który ma istotny głos w sprawie rozszerzenia UE, a zarazem bardzo dba o dobre stosunki z Rosją, jest Francja. Dlatego też istotne jest aby kolejne kraje wchodzące do NATO miały zdecydowane poparcie Francji. Takim krajem jest Rumunia. Francja zdecydowania popierała kandydaturę Rumunii jeszcze przed pierwszym rozszerzeniem; bezskutecznie. Wejściu Rumunii do NATO nie sprzeciwia się teZ Rosja ( choć oczywiście przeciwna jest dalszemu rozszerzaniu Paktu).

Rumunia w NATO przyczyniłaby się do:

- częściowej modyfikacji stanowiska Francji wobec NATO - Rumunia bowiem postrzegana jest przez Francję jako kraj jej wpływów ( a nie wpływów USA , jak ma to miejsce w przypadku np. Polski)
- zwiększy, w sposób istotny geostrategiczną przestrzeń w Europie pozostającą pod kontrolą NATO ( czego nie można powiedzieć po rozszerzeniu NATO tylko o Słowację i Litwę)
- wzmocni te siły w NATO, które opowiadają się za beziluzyjną polityka Sojuszu wobec Rosji - Rumunia nawet w okresie pełni komunizmu prowadziła niezależną od Moskwy politykę zagraniczną i bezpieczeństwa.

Członkostwo Rumuni w NATO może też uzyskać poparcie nowej administracji amerykańskiej. Dla demokratycznej administracji B. Clintona rozszerzenie NATO miało być premią dla krajów przestrzegających praw człowieka, demokracji, budujących wolny rynek i społeczeństwo obywatelskie. Premia ta, która w pierwotnej wersji nazywała się NACC, w drugiej - "Partnerstwo dla Pokoju" a dopiero w wyniku zdecydowanej presji krajów kandydackich, przede wszystkim Polski, okazała się być się pełnym członkostwem.
Było to myślenie geopolityczne. Administracja republikańska G. Busha bliższe jest, jak można sądzić, podejście geostrategiczne. Tu otwiera się szansa zarówno dla Rumunii, jak i , z innych powodów, dla krajów bałtyckich.

Wszystko bowiem wskazuje na to, iż dla nowej administracji amerykańskiej nie rozszerzenie NATO będzie priorytetem, ale budowa systemu obrony przeciwrakietowej - NMD. Tu jest szansa dla Litwy. O ile bowiem, z logistycznego punktu widzenia, trudno byłoby bronić Sojuszowi, w sposób konwencjonalny terytorium Litwy, to możliwe się to stanie w przypadku objęcia gwarancjami systemu obrony antyrakietowej wszystkich państw Paktu. G.K. Zorbas": Polska winna zaproponować budowę systemu obrony narodowej, już nie tyle narodowego (NMD), ile takiego, który obejmie także sojuszników - tj. także Polskę i ew. kraje bałtyckie".

Pogląd ten podziela szef Biura Bezpieczeństwa Państwa M. Siwiec " System ten powinien objąć wszystkie kraje NATO, oraz kraje współpracujące z Sojuszem".

Oficjalne stanowisko Polski w tej kwestii jest jednak ostrożne. Jak powiedział w Brukseli minister spraw zagranicznych Wł. Bartoszewski: "Polska nie zajęła stanowiska w dyskusji". Poparł to prezydent Al. Kwaśniewski" mówiąc iż "sprawa wymaga dalszych konsultacji"

Wiele wskazuje na to, że europejscy sojusznicy NATO pogodzili się już z szybką budową NMD, gdyż uznali, że jest on potrzebny bo zagrożenie atakiem atomowym ze strony takich krajów jak Irak, Libia, czy Iran za 3 - 4 lata będzie bardzo realne. C. Powell obiecał zresztą sojusznikom, o czym doniosła prasa, że przed podjęciem decyzji przeprowadzi konsultacje z sojusznikami." NMD będzie służył obronie USA, Europy, wszystkich" - podkreślił. Nieoficjalnie Amerykanie zapewniają, że podzielą się swoją technologią. Zważywszy fakt, iż europejskie kraje NATO wydają dziś na obronę mniej niż połowę tego co Amerykanie ( 300 mld USD) i nie będą w stanie sami zbudować ekwiwalentnego systemu obrony przeciwrakietowej definitywne odrzucenie propozycji amerykańskiej wydaje się dziś mało prawdopodobne.


Między NATO a Common European Security and Defense Policy


Projekt wspólnej polityki obronnej w Europie nie jest projektem nowym. W 1954 r. koncepcję Europejskiej Wspólnoty Obronnej odrzucił parlament francuski. W 1964 r. podobnej inicjatywy francuskiej nie przyjęły inne kraje. Niemal przez cały okres powojenny funkcjonowała Unia Zachodnioeuropejska, byt bardziej biurokratyczny niż militarny. Traktat z Maastrich z 1992 r powołujący tzw. II filar Common Foreign and Security Policy dopuszczał możliwość doprowadzenia w przyszłości do Wspólnej Polityki Obronnej. 14.11.198 r na szczycie UE w Portschach Londyn zainicjował współpracę w ramach II filaru postulując stworzenie możliwości przeprowadzenia akcji militarnej przez UE bez udziału Amerykanów. 4.12.1998 na spotkaniu szefów państw w Saint Malo Francja i Anglia uznały, że UE potrzebuje silnych kompetencji w zakresie zapewnienia sobie bezpieczeństwa, a w szczególności " efektywnych struktur, zdolności analizy sytuacji, źródeł wywiadowczych i możliwości strategicznych planowania bez niepotrzebnych duplikacji". 2.06.99 r na szczycie UE w Kolonii zaakceptowano anglo- francuski projekt oraz powołano: Stałą Komisję Polityczno - Obronną z siedzibą w Brukseli, Podkomisję Wojskową (szefowie sztabów generalnych, ew. ich zastepcy), Ośrodek Satelitarno - Analityczny a także zdecydowano, że cała struktura likwidowanej UZE zostanie przejęta przez UE co umożliwi tej ostatniej realizacje " zadań petersberskich". Kolejny szczyt UE , w grudniu 1999 r. w Helsinkach zdecydował o powołaniu do 2003 r europejskich sił szybkiego reagowania ( Rapid Reaction Forces). Siły te mają się składać z 50 - 60 tys. żołnierzy, którzy w okresie 60 dni mają być w stanie osiągnąć pełną zdolność bojową i możliwość pozostawania co najmniej rok w rejonie konfliktu. Do swojej dyspozycji mają mieć 300 samolotów i kilkadziesiąt okrętów. Na późniejszym o rok kolejnym szczycie UE w Nicei podpisano aneks do Traktatu powołujący Europejskie Siły Szybkiego Reagowania (COPSI), Komitet Wojskowy i Sztab.

Reakcje Sojuszu na te wszystkie decyzje zmierzające do powołania europejskich sił zbrojnych nie były i nie są przychylne. E. Buckley z NATO HQ w Brukseli zauważył, iż "mogą się pojawić kłopoty z finansowaniem tego projektu, skoro już obecnie członkowie NATO skąpią pieniędzy na obronność". Były sekretarz stanu USA, H. Kissinger nie bez ironii podkreślił, iż " UE potrzebuje po to Ameryki, aby się od niej emancypować". Podobnych wypowiedzi ze strony różnych polityków amerykańskich było i jest więcej.

Wszystkie są zdecydowanie odrzucane przez polityków francuskich. Minister spraw zagranicznych H. Vedrine po spotkaniu ze swoimi kolegami z NATO w Brukseli powiedział, iż " trzeba zaufać Europie tworząc własną politykę obronną. Unia chce stać się prawdziwym partnerem dla Stanów Zjednoczonych. To jest szansa na umocnienie więzi prze Atlantyk". Wtórował mu szef sztabu francuskiego J-P. Kelche, który w czasie wizyty w Warszawie przekonywał Polaków iż "warto budować Europę obrony" - europejskie struktury i siły zdolne do przeciwdziałania kryzysom na kontynencie. Czas bowiem "wziąć na siebie odpowiedzialność za bezpieczeństwo". Zdolność do samodzielnego rozwiązywania wewnętrznych konfliktów " nie tylko nie zaszkodzi NATO, ale ustabilizuje sytuację, wzmocni wiarygodność Sojuszu Północnoatlantyckiego". Podkreślił, że Francja jest zdecydowana włożyć w europejską inicjatywę obronną swój duży wkład, łącznie ze środkami rozpoznania elektronicznego, dowodzenia i transportu strategicznego. Dodatkowe atuty Francji to w/g niego zdolność do głębokich uderzeń, poważne siły morskie i doskonale przygotowane jednostki.

W kontekście tego nieuniknionego konfliktu interesów i ambicji między NATO ( czyt. USA) a UE ( czyt. Francją) Polska , nowe państwo w Sojuszu i starająca się o członkostwo w Unii, znalazła się w delikatnej sytuacji. "Polska - powiedział minister obrony narodowej B. Komorowski - stara się nie dopuścić do tego, by musiała decydować czy bliższe są jej ściślejsze związki z USA, NATO, w obecnym kształcie, czy też koncepcja obronna UE. Jeśli jednak do tego wyboru dochodzi, odpowiadamy stanowczo - jesteśmy zwolennikami budowania europejskiej zdolności obronnej, ale tylko na tej zasadzie, że jest to filar NATO.

Między tym, co proponują Europejczycy i czego oczekiwaliby Amerykanie nie ma zasadniczych sprzeczności. Zależy nam na poszerzeniu formuły działania NATO na kontynencie przy zachowaniu amerykańskiej obecności a przede wszystkim sprawności funkcjonowania dotychczasowych mechanizmów przesądzających o skuteczności NATO." I dodał " w NATO jesteśmy, a nie jesteśmy jeszcze w Unii."

Polska zgłosiła do sił europejskiego korpusu tzw. "brygadę ramową". Jednostka, w randze brygady, ma wszelkie atuty by działać samodzielnie i pod narodowym dowództwem. Podstawiamy zestaw batalionów. W naszym przypadku jednostki kierowane do eurokorpusu wywodziłyby się spośród obecnych sił reagowania oddanych do dyspozycji NATO.

W podobnym duchu co min. B. Komorowski wypowiadali się także inni polscy politycy. Po wizycie w Warszawie min. obrony Wielkiej Brytanii G. Hoon'a wiceminister R. Szeremietiew stwierdził, iż" ministrowie byli zgodni, że nie należy w siłach UE powielać systemu planowania operacyjnego, lecz korzystać ze sprawdzonego systemu NATO". Z kolei prezydent Al. Kwaśniewski w czasie spotkania przywódców państw Trójkąta Weimarskiego powiedział, że wspólna europejska polityka obronna będzie "dodatkowym filarem stabilizującym NATO" a udział Polski w dyskusji oraz - w pewnej formie - w decyzjach jest oczywisty.

A zatem Polska, nowy członek NATO, stawia raczej na Sojusz niż na europejskie siły zbrojne. Nasza wstrzemięźliwość ma swoje korzenie nie tylko w fakcie, że jesteśmy w NATO a do Unii dopiero aspirujemy, ale przede wszystkim w doświadczeniach kosowskich, które obnażyły wszelkie możliwe niedostatki armii europejskich. Dochodzą do tego obawy, że forsowanie europejskiej inicjatywy obronnej osłabi - jak zauważył A. Hajnicz ze Stowarzyszenia Euroatlantyckiego - "atlantycki most" łączący Europę z Ameryką. Wreszcie, że uda się pogodzić zadania NATO i sił europejskich bez konfliktów ( gdy już teraz widać zarysowane różnice zdań), dublowania struktur i uszczerbku dla sprawności obydwu instytucji.

"Rozwój ESDI leży w interesie Polski jedynie wówczas - podkreśla inny ekspert P. Zurawski - gdy będzie służył utrzymaniu amerykańskiej obecności wojskowej i politycznej na naszym kontynencie poprzez rozwiązanie problemu burden shering - podziału kosztów wspólnego bezpieczeństwa pomiędzy europejskich i amerykańskich sojuszników NATO"

Podzielając w znacznej mierze przedstawione wyżej poglądy należy jednak stwierdzić, iż polska wstrzemięźliwość wobec projektu powołania europejskich sił zbrojnych nie do końca jest uzasadniona. Wspólna Polityka Bezpieczeństwa i Obrony niezależnie od wspominanych wyżej ew. zagrożeń stwarza dla Polski szansę, może nawet wielka szansę, w zakresie polityki zagranicznej i bezpieczeństwa.

Polska jest już w NATO i jest tam, co pokazał konflikt w Kosowie, wiernym i lojalnym sojusznikiem. Realizując w praktyce politykę pronatowską a w dużej mierze i proamerykańska nie musi jednak być bardziej proamerykańska niż Waszyngton ( patrz elastyczność C. Powella na spotkaniu ministrów spraw zagranicznych w Brukseli).

Proces tworzenia europejskich sił zbrojnych jest z pewnością wolny i nie pozbawiony zahamowań czy sprzeczności, ale jest to proces nieuchronny. W procesie tym państwa założycielskie ( ojcowie - fundatorzy) mają bez wątpienia o wiele większą możliwość wpływania na jego przebieg, niż ci, którzy przystępować będą w późniejszej kolejności ( patrz dzisiejszy proces negocjacji w sprawie przyjęcia do UE i konieczność zaakceptowania bez dyskusji przez kandydatów tzw. acquis communotaire). Tym samym, jeśli chodzi o Europejskie Siły Zbrojne, państwa kandydujące dziś do UE mogą zabiegać o równoprawną pozycję ze "starymi" członkami UE, zainteresowanymi powstaniem takiej formacji. A zatem już obecnie państwa aspirujące do Unii mają szanse, w zależności od własnej aktywności, koncepcji i prowadzonej polityki, wywierania wpływu na określenie zasad i reguł polityki bezpieczeństwa i obrony w Europie początku XXI w. Mogą mieć także szanse na ułożenie na nowych zasadach stosunków z krajami obszaru WNP, w tym przede wszystkim z Ukrainą i Rosją. Wreszcie otwiera się tu możliwość włączenia się w procesy integracyjne i fuzyjne europejskiego przemysłu zbrojeniowego i uzyskania ew. dostępu do nowych rynku zbytu.

Byłoby paradoksem Historii gdyby Polska pozbawiona możliwości uczestnictwa w próbach europejskich inicjatyw integracyjnych lat 50 i 60 -tych z powodu przymusowej przynależności do Układu Warszawskiego dziś dobrowolnie rezygnowała, jako wolny kraj, z obecności w procesie powstawania sił zbrojnych Europy i to w przededniu swego członkostwa w Unii Europejskiej. Niezależnie od powyższego Polska nie ma najmniejszego wpływu na kształtowanie się amerykańskiej polityki zagranicznej a tym samym na ew. wycofanie się, lub radykalne ograniczenie, czego nie można wykluczyć, amerykańskiej obecności wojskowej na starym kontynencie. Rodzi to konieczność aktywnej i wielokierunkowej polityki bezpieczeństwa i obronności, tj. zarówno w rozszerzającym się NATO jak i powstających europejskich siłach zbrojnych.

Dwa lata doświadczeń

Uroczystość przyjęcia Polski do NATO, która miała miejsce 12marca 1999 r., była aktem jednorazowym. Nie można jednak zapominać, że przystąpienie do Paktu rozpoczęło tylko długi i skomplikowany proces w ramach którego następuje nie tylko weryfikacja złożonych wcześniej deklaracji, ale również ustalana jest właściwa ranga i znaczenie Polski w Sojuszu Północnoatlantyckim .Dwa lata członkostwa pokazały, że Polska zdała egzamin członkowski, ale zdała przede wszystkim dlatego, że komisja egzaminacyjna była dla nas wyrozumiała .i tolerancyjna Jesteśmy w Sojuszu w dalszym ciągu trochę na kredyt. Każdy surowszy egzamin pokazałby ze jesteśmy z NATO zbyt pasywnym i często milczącym członkiem.

Po upadku komunizmu w Europie i rozpadzie ZSRR NATO straciło oczywistego przeciwnika. Druga połowa lat 90-tych to poszukiwanie nowej koncepcji dla Paktu, nowej ideologii, nowej misji. Stąd nadzieja, ze wraz z przyjęciem nowych członków nastąpi eksport stabilności, poszerzy się strefa bezpieczeństwa, demokracji i wolności. Wydarzenia w Kosowie ( wojna, czystki etniczne), w Rosji ( proces zbierania ziem byłego ZSRR w imię odzyskania imperialnej wielkości) czy ostatnio na Ukrainie ( kwestionowanie przez władze zasad demokracji) nie skłaniają do twierdzenia, ze nowo przyjęte kraje środkowoeuropejskie wniosły wiele nowego do realizacji tej misji Paktu. Uczestnictwo w NATO bez wątpienia zwiększyło ich własne bezpieczeństwo, wątpliwe jednak iż przyczyniło się do przyspieszenia przez NATO daty kolejnego rozszerzenia na nowych, wschodnioeuropejskich członków.

Jesteśmy zatem beneficjentami systemu bezpieczeństwa NATO, nie jesteśmy kreatorami jego polityki. Wykluczyć nie można iż gdyby trzy nowoprzyjęte kraje zdołały opracowywać i wspólnie występować na forum NATO z nowymi ideami czy koncepcjami ( np. z propozycją zakupu tego samego typu samolotu wielozadaniowego dla swych armii) to pozycja ich byłaby znaczniejsza. Pewne jest natomiast iż członkostwo to przyczyniło się do znacznie wiekszej współpracy między Polska, Węgrami i Republiką Czeska niż byłoby to możliwe bez tego uczestnictwa. Płynie z tego pewna nauka i zarazem nadzieja na przyszłość.

Warszawa, marzec 2001 dr Ryszard Bobrowski


HOMEStrona główna - CER Home Page NEXTNastępna strona - Next page


INTERNET CONSULTANT