Mapa (klikalna)

Prace Konwentu Europejskiego

Rozmowa z senatorem Edmundem Wittbrodtem, przedstawicielem Senatu RP, członkiem Konwentu Unii Europejskiej.

- Konwent Europejski jest dużym zgromadzeniem - w obradach bierze udział ponad 200 osób z ponad 20 krajów, w tym trzy z Polski: min. Danuta Hübner, poseł Józef Oleksy i pan senator. Przypuszczam, iż przy takiej dużej liczbie osób każdy mówca składa raczej oświadczenie, niż mamy do czynienia z prawdziwą debatą. Jak w takich warunkach pracuje Konwent?

- Aktywnie w obradach uczestniczy 105 członków Konwentu, gdyż zastępcy nie mogą zabierać głosu, kiedy obecny jest członek Konwentu. Nie jest to aż tak wielka liczba osób, chociażby ze względu na reprezentatywność 28 państw reprezentowanych w Konwencie. To prawie tyle co w naszym Senacie, Parlament Europejski zaś obraduje w sześciokrotnie większym składzie. Prawda, że podczas dwudniowego posiedzenia Konwentu debata zajmuje około 10 godzin, a wypowiedź może trwać zaledwie 3 minuty. Posiedzenia Konwentu odbywały się początkowo raz w miesiącu, potem dwa razy, a obecnie czasem nawet i cztery razy. Nie wiedziałem, że w ciągu 3 minut można tak wiele powiedzieć, tylko że bez zbędnego gadulstwa. To dyscyplinuje. Dłuższe stanowiska przedstawiamy w postaci pisanych kontrybucji. Natomiast prawdziwa debata jest prowadzona w postaci jednominutowych interwencji, po kilku lub kilkunastu wypowiedziach, a głos w niej zabiera na ogół kilku członków Konwentu. Trzeba też pamiętać, że szczegółowe dyskusje merytoryczne prowadzone były w 11 grupach roboczych. Spotykamy się też osobno w grupie parlamentarzystów reprezentowanych w Konwencie, a osobno przedstawiciele rządów, a także w grupach politycznych. Komunikujemy się regularnie poprzez Internet, śledząc proponowane stanowiska i uzgadniając wspólne.

- Brytyjskie pismo "The Spectator" zamieściło niedawno krytyczny artykuł o pracy Konwentu, zarzucając mu m.in. marginalność w reprezentowaniu prawdziwych sił politycznych - większość uczestników Konwentu ma mieć, wg pisma, najlepsze lata swojej politycznej aktywności już poza sobą, dlatego też nie przejmują się zbytnio opinią ogółu przy tworzeniu konstytucji Europy. Ich symbolem ma być przewodniczący Konwentu Valéry Giscard d'Estaing, były prezydent Francji. Czy zgodzi się Pan z tym poglądem?

- Trudno się z tą opinią zgodzić. Oczywiście można mieć zastrzeżenia, czy państwa duże, liczące na przykład 40 milionów mieszkańców, i małe, z milionową liczbą mieszkańców, mogą być reprezentowane przez tę samą liczbę przedstawicieli. W Konwencie jest po dwóch parlamentarzystów z każdego państwa członkowskiego i kandydującego, przy czym jeden reprezentuje koalicję rządzącą, a drugi opozycję w danym kraju. Najliczniejsza jest grupa polityczna chrześcijańskiej demokracji (EPP), potem - nieco mniej liczna - grupa socjaldemokratyczna (PES), a następna - już znacznie mniej liczna - europejskich liberałów (ELDR). Proporcje są podobne jak w Parlamencie Europejskim. Kwestia wieku nie jest moim zdaniem w tym przypadku najważniejsza, bo liczy się przede wszystkim doświadczenie. Jest bardzo wielu byłych premierów i ministrów, jest też 16 członków Parlamentu Europejskiego i dwóch komisarzy. Są m.in. ministrowie spraw zagranicznych Niemiec - Joschka Fischer i Francji - Dominique de Villepin. Natomiast jeśli chodzi o samego przewodniczącego, V. Giscarda d'Estaing, to jest on sprawny i dobrze sobie radzi, wspierany przez dwóch wiceprzewodniczących, Giuliana Amato i Jeana Luca Dehaene, byłych premierów Włoch i Belgii.

- Czy i jak słyszalny jest głos polityków z państw kandydackich? Niedawno przedstawiciele państw Grupy Wyszehradzkiej w Konwencie podpisali apel, by nie spieszyć się z uchwalaniem Konstytucji, tzn. nie przyjmować jej do czasu, kiedy nie będziemy pełnoprawnymi jej członkami (maj 2004). Z kolei minister spraw zagranicznych Niemiec Joschka Fischer miał ostrzec minister Danutę Hübner, że jeśli wraz ze Szwecją i Finlandią będziemy dążyć do zatwierdzenia Konstytucji dopiero po rozszerzeniu Unii, to Francja i Niemcy mogą zacieśnić współpracę w węższym gronie (czytaj - naszym kosztem).

- Politycy z państw kandydackich wypowiadają się na równych prawach jak krajów członkowskich. Mają swego przedstawiciela w Prezydium Konwentu, mogą też używać swego języka narodowego. Jednak wielu przedstawicieli państw kandydujących, w tym cała delegacja polska, jest przeciwna tworzeniu podziału na państwa członkowskie i kandydackie. Przedstawiciele państw kandydujących czasami się spotykają, by jedynie wymienić poglądy. Interesy państw kandydujących są też często różne, inne np. państw małych, a inne dużych. Wszystkie natomiast chcą, aby Konferencja Międzyrządowa przyjmująca Traktat Konstytucyjny odbyła się z ich pełnym udziałem. Sam zresztą też podpisałem się pod postulatem państw skandynawskich, aby po zakończeniu prac Konwentu Traktat mógł być przedyskutowany w poszczególnych państwach. Zajęłoby to około pół roku, co znacznie zwiększy naszą szansę na pełny udział w podejmowaniu decyzji ostatecznych.

- Konwent debatuje m.in. nad podziałem władzy na poszczególnych piętrach europejskiej struktury politycznej, tj. o relacjach między Radą Europejską, Komisją a Parlamentem Europejskim. Jakie jest w tej sprawie stanowisko delegacji polskiej?

- Z formalnego punktu widzenia nie ma oficjalnego stanowiska Polski w sprawie relacji między Radą, Komisją i Parlamentem Europejskim. Nie było debaty na ten temat ani w rządzie, ani w Sejmie i Senacie. Zresztą na ostateczne decyzje zostało jeszcze trochę czasu. Moim zdaniem w interesie Polski leży wzmocnienie metody wspólnotowej, co wiąże się z wzmocnieniem Komisji Europejskiej. Opowiadałem się za powołaniem Prezydenta Komisji przez Parlament Europejski, a w Radzie Europejskiej za wprowadzeniem prezydencji grupowej, np. sprawowanej przez trzy państwa, przedłużonej wówczas do osiemnastu miesięcy. To pozwoliłoby działać skuteczniej i efektywniej, a także lepiej realizować zasadę solidarności. Postawienie na powołanie Prezydenta Rady Europejskiej, co zaproponowali ministrowie spraw zagranicznych Niemiec i Francji, wzmocni metodę międzyrządową, a ponadto może grozić sporami kompetencyjnymi i mogłoby spowodować, że mielibyśmy do czynienia w Unii Europejskiej, np. w sprawach polityki zagranicznej z trzema "twarzami" - Prezydentem Rady, Przewodniczącym Komisji oraz Wysokim Przedstawicielem. Podobnie sprawę widzi pani minister Hübner, a różnimy się z panem posłem Oleksym.

- W jakim stopniu wspólne stanowisko Francji i Niemiec proponujące np. podwójną prezydenturę w UE podzielane jest przez członków Konwentu?

- Wspólne stanowisko Niemiec i Francji, przedstawione przez J. Fischera i D. de Villepina, występujących bezpośrednio po sobie, było bardzo mocno krytykowane przez członków Konwentu. O ile dobrze pamiętam było około pięćdziesięciu wypowiedzi przeciw, a tylko kilka, no może kilkanaście za.

- Jaki jest wkład Polski w prace Konwentu?

- Wypowiadamy się we wszystkich sprawach dyskutowanych w Konwencie. Jesteśmy najaktywniejsi ze wszystkich przedstawicieli państw kandydujących. Jesteśmy za wzmocnieniem dotychczasowych filarów II i III, za zwiększeniem roli parlamentów narodowych, szczególnie w zakresie stosowania zasady subsydiarności, za większą przejrzystością działania instytucji Unii. Podpisujemy się pod wieloma wspólnymi inicjatywami. Popieramy propozycje dotyczące szczególnego traktowania państw sąsiadujących z Unią, widząc w tym szansę na specjalność polską w sprawie wymiaru wschodniego. Jak widać, zajmujemy się nie tylko Invocatio Dei.

- W jednej kwestii stanowisko to jest zdecydowane i wyraźnie jesteśmy za tym, by przyszła Konstytucja Europy zawierała odwołanie do wartości duchowych i religijnych jako źródła tożsamości Europy. Stanowisko to jednak spotyka się ze znaczną opozycją w ramach Konwentu - jakie są zatem szanse na jego przyjęcie?

- Sprawa wartości jest jedną z najważniejszych dla trwałości rozszerzonej Unii Europejskiej. Unia nie może być przede wszystkim związkiem ekonomicznym, bo ten się skończy, gdy nie będzie już interesu finansowego. Państwa Unii łączy wspólne dziedzictwo kulturowe i filozoficzne, w tym chrześcijańskie, wspólnie uznawane wartości. To one miały wpływ na dzisiejszą Europę. Do tej prawdy trzeba nawiązać w Traktacie Konstytucyjnym. Z tym wiąże się też sprawa preambuły. Na mój wniosek grupa polityczna chrześcijańskiej demokracji, której jestem członkiem, zamieściła odpowiednik preambuły z naszej Konstytucji w swojej propozycji Traktatu. Teraz została ona zgłoszona jako całej grupy politycznej na posiedzeniu Konwentu. Propozycję tę poparł rząd włoski i parlament słowacki, popierało ją też wielu członków Konwentu. Były też głosy przeciwne. Jak będzie dalej - zobaczymy. Szanse przyjęcia oceniam na 60-70 procent.

- Minister Hübner oświadczyła niedawno, że w pierwszych 16 kluczowych artykułach Konstytucji zaproponowanych przez redagującego tekst Giscarda nie ma nic, co skłoniłoby polskie władze do ich odrzucenia. Jak inni przyjmują te artykuły?

- Pierwsze artykuły dotyczą kwestii fundamentalnych, jakimi są cele i zasady działania Unii, zawierają też katalog wartości uznawanych w Unii. Są one sformułowane stosunkowo ogólnie, tak że trudno o zasadnicze zastrzeżenia. Nie można np. zakwestionować, że Unia szanuje tożsamości narodowe państw, że opiera się na wartościach poszanowania godności osoby ludzkiej, wolności, demokracji, państwie prawa, na wartościach wspólnych państwom członkowskim, że jej celem jest społeczeństwo żyjące w pokoju, wyznające tolerancję, sprawiedliwość i solidarność, a także, że celem Unii jest popieranie pokoju i pomyślności narodów, którego fundamentem jest zrównoważony wzrost gospodarczy i sprawiedliwość społeczna, pełne zatrudnienie, wysoki poziom konkurencyjności i poziom życia, że popiera solidarność międzypokoleniową i solidarność między państwami. Ponadto nie jest kwestionowana potrzeba włączenia Karty Praw Podstawowych do Traktatu. Także ogólne sformułowania dotyczące kompetencji z zasad ich określania. Jednakże pomimo to do tych artykułów zgłoszonych zostało prawie aż 1200 poprawek. Co prawda wiele było podobnych, ale pomimo to, to musi trochę niepokoić.

- W proponowanym tekście Konstytucji pojawiają się takie pojęcia jak: "subsydiarność" i "lojalność". Czy jest również tam mowa o "solidarności" - oczywiście nie w rozumieniu naszego związku zawodowego, ale o solidaryzmie narodów europejskich?

- Zasada subsydiarności jest niezwykle ważna. Dobre jej stosowanie - w myśl zasady, że jedynie to, z czym nie można sobie poradzić na niższym poziomie jest przekazywane wyżej - spowoduje lepsze osiąganie celów oraz poczucie, że instytucje Unii działają zgodnie z naszymi oczekiwaniami, a nie przeciwko nam. Ze względu na znaczenie tej zasady proponuje się jej kontrolę nie tylko przez Europejski Trybunał Sprawiedliwości, ale również przez parlamenty państw członkowskich. Pojęcie lojalności jest także ważne, gdyż trudno współpracować bez możliwości oczekiwania lojalności od współpartnera. W projekcie jest również mowa o solidarności, która miała ogromne znaczenie w przeszłości, zarówno w sensie ekonomicznym, jak i spójności społecznej. Tego drugiego - według mnie - zabrakło w propozycji i zaproponowałem odpowiednią poprawkę. Sprawa solidaryzmu jest kluczowa dla spójności Unii Europejskiej w następnych dziesięcioleciach.

- Uczestnictwo Polski wśród 8 krajów popierających USA w konflikcie z Irakiem zostało bardzo źle przyjęte przez Francję i Niemcy - dotychczasowe główne siły napędowe integracji europejskiej. Czy i jak bardzo ten "proamerykanizm" przeszkadzać nam będzie w odgrywaniu ważnej roli w tworzeniu nie tylko nowych struktur europejskich, ale i realnym współkształtowaniu polityki europejskiej?

- To prawda, że zostało źle przyjęte przez Francję i Niemcy. Zostaliśmy za to nawet zbyt mocno skarceni przez Francję. Także niektóre inne kraje, jak Grecja, miały o to do nas pretensje. Podczas debaty w Komisji Spraw Zagranicznych Parlamentu Europejskiego, kiedy dyskutowano nad przyjęciem Traktatu Akcesyjnego i przygotowaniem państw kandydackich, parlamentarzysta grecki postawił nam taki zarzut. Jednakże odpowiedź komisarza Güntera Verheugena oraz przewodniczącego komisji, Elmara Broka, ucięły tę dyskusję. Zapytali oni Greka wprost o to, jakie jest stanowisko Unii w sprawie Iraku. Takiego stanowiska niestety nie ma, co świadczy o słabości wspólnej polityki zagranicznej Unii. Myślę, że z ostatnich wydarzeń wnioski wyciągną wszyscy, także Konwent, proponując przyszły kształt Unii Europejskiej. Nie podejrzewam, aby to miało istotny wpływ na nasze przyszłe funkcjonowanie w Unii.

- Czy weźmiemy pełnoprawny udział w Konferencji Międzyrządowej, która jesienią br. przyjmie Traktat Konstytucyjny?

- Takie były obietnice podczas Szczytu Kopenhaskiego w grudniu ubiegłego roku. Jednak tak do końca sprawa nie jest oczywista, bo nie ma do tego podstaw prawnych. Jedną z dyskutowanych możliwości jest to, że Konferencja Międzyrządowa rozpocznie się późną jesienią tego roku, a zakończy swoje prace po 1 maju przyszłego roku, kiedy już państwa kandydujące będą członkami Unii. Takie rozwiązanie jest najbardziej prawdopodobne. Znaczne opóźnienie prac Konwentu raczej nie wchodzi w rachubę, zakończymy pracę w czerwcu, a ostateczne rozwiązanie przyjmiemy najpóźniej we wrześniu. W przyszłym roku będą się odbywały wybory i jest obawa, że nieprzyjęcie Traktatu przez obecnie sprawujących władzę może znacznie opóźnić przyjęcie Traktatu Konstytucyjnego.

- Dziękuję bardzo za rozmowę.

Rozmawiał Ryszard Bobrowski


HOMEStrona główna - CER Home Page NEXTNastępna strona - Next page


INTERNET CONSULTANT