Mapa (klikalna)

Priorytety Narodowego Banku Polskiego

Andrzej Gincburg. Rozmowa z Jerzym Stopyrą, Pierwszym Zastępcą Prezesa NBP

Raport Międzynarodowego Funduszu Walutowego

- Niedawno Międzynarodowy Fundusz walutowy opublikował "Raport" poświęcony polskiej gospodarce. W "Raporcie" Dyrektorzy Funduszu w kilku miejscach odnoszą się do polityki NBP. I tak, chwalą oni NBP za osiągnięcie stabilności cen i kontynuację rozluźniania polityki monetarnej w miarę jak spadają oczekiwania inflacyjne. Zarazem jednak przestrzegają przed nadmierną ostrożnością w ocenie presji inflacyjnej, czyli innymi słowy - zachęcają Radę do odważniejszego cięcia stóp? Czy zgodzi się Pan Prezes z tym sądem?

- Bank centralny zawsze powinien kierować się ostrożnością w swoim postępowaniu. Przede wszystkim dlatego, że zmiany stóp procentowych determinowane przez Radę Polityki Pieniężnej wpływają na procesy gospodarcze, na inflację, na różne procesy pieniężne z opóźnieniem ponad 4 kwartałów. Innymi słowy Rada Polityki Pieniężnej, podejmując jakąkolwiek decyzję dotyczącą poziomu stóp procentowych, musi mieć wyobrażenie prognozy dotyczącej sytuacji gospodarczej naszego kraju za rok albo półtora roku.
Możliwość popełnienia błędu w takich prognozach jest dosyć duża. Po pierwsze nie wiemy, jaka będzie polityka budżetowa państwa w roku 2005, jaka będzie jej polityka fiskalna - mówi się tylko o jej nieznacznym poluzowaniu, po drugie - Polska, wchodząc w przyszłym roku do UE, może stać się beneficjentem funduszy strukturalnych kierowanych do poszczególnych sektorów gospodarczych, ale nie wiemy, ile tego będzie, bo nie wiemy, jaka będzie zdolność absorbcyjna naszej gospodarki. To może być kilka miliardów euro, a może być tylko kilkaset tysięcy. Widać zatem dużą skalę niepewności związaną z istotnymi czynnikami, które wpływają na politykę pieniężną. Dlatego też bank centralny, mając tego świadomość, musi być ostrożny, konserwatywny w swoim postępowaniu. Zresztą tak postępuje nie tylko NBP, tak zachowują się wszystkie znane banki na świecie.

- Jednakże, jak można przypuszczać, dyrektorzy MFW są świadomi tych wszystkich ograniczeń, a mimo to w "Raporcie" można wyczytać zachętę do większej śmiałości przy obniżaniu stóp w obecnym stanie gospodarki.

- Jeżeli dobrze czytać "Raport" MFW, to należy zwrócić uwagę nie na ten fragment, który Pan przytoczył, ale na to, co dyrektorzy mówią w odniesieniu do polityki fiskalnej. Oni tam stwierdzają, że rząd stoi przed koniecznością przeprowadzenia reform w zakresie wydatków, czyli reform w systemie finansowym państwa, i zakładają, że rząd takich reform dokona. Jeżeli reformy będą przeprowadzane, jeżeli to spowoduje zmniejszenie strony wydatkowej w budżecie na rok 2004 i deficyt będzie mniejszy, to stopy procentowe będą same spadały. Inwestorzy rynkowi sami bowiem zobaczą, że tzw. policy mix, czyli koordynacja polityki pieniężnej z fiskalną, poprawia się w stosunku do tego, co mamy w roku 2003, i sami pozytywnie zareagują. Trzeba jednak te sygnały zobaczyć, na razie na nie czekamy.

- W innym miejscu Dyrektorzy popierają strategię NBP nieinterweniowania na rynkach walutowych (w obronie złotówki), gdyż uważają, że pozwala to rozwiązać problemy związane z ryzykiem wielkich przepływów kapitałowych. Jednocześnie zachęcają nas do znalezienia satysfakcjonującego rozwiązania dysputy pomiędzy NBP a rządem na temat spożytkowania rezerwy związanej z kursem walutowym, czyli do jakichś ustępstw ze strony NBP w kwestii częściowego choćby przeznaczenia rezerwy rewaluacyjnej na potrzeby budżetu państwa w 2004 roku. Czy podziela Pan ten pogląd?

- NBP, Zarząd i Rada Polityki Pieniężnej od wielu lat miały świadomość tego, że rozszerzenie swobody wahań kursu walutowego, wahań, które by wynikały z czynników rynkowych, jest kluczowym elementem dla poprawienia efektywności polityki pieniężnej. Dlatego też zarówno w mechanizmie ograniczonego pasma wahań kursowych, który do roku 2000 dopuszczał te wahania do plus-minus 15 proc., jak i potem, po przejściu na kurs płynny, było to wszystko uwarunkowane chęcią zwiększenia efektywności polityki pieniężnej i polityki stopy procentowej. Kraje, które poszły inną drogą, które broniły wąskiego pasma kursowego, mają z tytułu właśnie dużych zmian w napływie krótkoterminowych kapitałów zagranicznych bardzo poważne problemy z prowadzeniem polityki pieniężnej. My na szczęście uniknęliśmy tej pułapki. Do momentu, kiedy Polska będzie miała uzgodnione warunki wejścia kursu polskiego złotego w tzw. mechanizm ERM 2 [mechanizm ograniczający wahania kursu walutowego wokół ustalonego z UE parytetu - red.], będzie prowadzona polityka aktywnego kursu walutowego.
Jeśli chodzi o problem rezerwy rewaluacyjnej, to jest on sztucznie postawiony. Ta rezerwa jest zapisem księgowym wynikającym z tego, że wycena po aktualnym kursie rezerw walutowych banku centralnego jest dokonywana jako różnica między tą wartością po aktualnym kursie a wartością rezerw po kursie zakupu, po jakim się te waluty nabyło. Jest to zapis księgowy, bilansowy. Przekazanie tego zapisu w przypadku banku centralnego jako dochodu budżetu państwa nie jest niczym innym jak kreacją "pustego" pieniądza.
Jest to różna sytuacja w porównaniu z sytuacją w firmie - w przedsiębiorstwie, gdzie rzeczywiście różnice kursowe są rozliczane z wynikiem finansowym. W przedsiębiorstwie, chcąc zapłacić podatek od zwiększonego zysku z tytułu różnic kursowych, musi się sprzedać odpowiednią część swoich rezerw walutowych, zamknąć pozycję i wziąć pieniądze z rynku. Bank centralny tego nie robi. Zyski z tytułu różnic kursowych są finansowane emisją pieniądza. A zatem jest to emisja pustego pieniądza. To dotyczy nie tylko Polski, ale również krajów europejskich. W ramach tzw. systemu rachunkowości finansowej ESA-95 dochody banku centralnego w krajach piętnastki, wynikające właśnie z tych różnic kursowych, nie są zaliczane jako dochody budżetu państwa, są zaliczane jako finansowanie, po to by podkreślić fakt, że spożytkowanie tych pieniędzy jako dochód budżetu państwa, które można potem wydać, jest kreacją pustego pieniądza.

- Nowy minister finansów nie mówi już o rezerwie rewaluacyjnej, wysuwa natomiast pomysł wcześniejszej spłaty części naszego długu zagranicznego. Czy NBP może wyrazić na to zgodę?

- Prezes Balcerowicz powiedział na posiedzeniu Komisji Finansów Publicznych, że jest możliwa do uzgodnienia pomiędzy bankiem centralnym a ministerstwem finansów opcja wcześniejszego wykupu polskiego długu, poprzez wykorzystanie części rezerw walutowych banku centralnego. Jest to przedmiotem dyskusji i negocjacji między bankiem centralnym a ministrem finansów.

- W przypadku kiedy do budżetu nie będzie można wpisać, jak wszystko na to wskazuje, tego, co planował b. minister Kołodko, tj. środków z rezerwy rewaluacyjnej, bardzo prawdopodobny będzie wzrost deficytu budżetowego do 5, a być może nawet do 6 procent PKB. Czy NBP może podjąć jakieś działania, by pomóc rządowi nie przekraczać tej granicy?

- Wpisywanie dochodów budżetowych poprzez dopisywanie czy zwiększenie wpłaty z zysku banku centralnego z tytułu rezerwy rewaluacyjnej jest sztucznym zabiegiem. Jak już powiedziałem, z punktu widzenia statystyki międzynarodowej te dochody budżetowe ze zrealizowanej rezerwy nie powinny być dochodami budżetu państwa. Zgodnie z normami międzynarodowymi i tak, i tak ten deficyt budżetowy, nawet w ujęciu zaproponowanym przez min. Kołodkę, powinien być powiększony, tzn. te 33 mld zł powinno być powiększone o te 9 mld z tytułu rezerwy rewaluacyjnej. Z punktu widzenia ekonomicznego pokazanie większego deficytu nie zmienia sensu ekonomicznego tej wielkości, tej nierównowagi finansów publicznych, jest tylko bardziej czytelnym, transparentnym pokazaniem rzeczywiście stanu finansów państwa w roku 2004.

- Po ostatnich zmianach w swoim składzie rząd publicznie zadeklarował prowadzenie "twardego dialogu" z bankiem centralnym. Na co rząd może tutaj liczyć, jaki może być wynik tej "męskiej" rozmowy?

- Z pewnością rząd może liczyć na "męską rozmowę".

Wejście do strefy euro

- Dyrektorzy MFW doceniają cel wcześniejszego przystąpienia Polski do strefy euro, za czym opowiada się m. in. prezes NBP. By to zrealizować, Polska - argumentują - będzie musiała przeprowadzić poważne reformy wydatków i poprawić perspektywy zatrudnienia. Tymczasem reformy proponowane przez rząd nie koncentrują się przede wszystkim na problemie redukcji wydatków, ale dążą do zwiększenia przychodów, i nie noszą oznak żadnej rewolucji, która pozwalałaby w istotny sposób zmniejszyć przedsiębiorcom koszty pracy, a tym samym zwiększyć zatrudnienie. Tym samym data przyjęcia przez nas euro przesuwa się gdzieś na rok 2010 lub później? Czy tak?

- NBP nie ma jeszcze pełnego obrazu tego, co pan premier Hausner chciałby zaproponować jako tzw. pakiet reform finansów publicznych. Z jednej strony jest mowa o pewnym częściowym ograniczeniu wydatków, co oczywiście jest jakimś postępem w stosunku do tego, co było jeszcze w 2002 roku, ale oczywiście z punktu widzenia tzw. kryteriów konwergencji z Maastricht im później ta reforma będzie wdrażana, tym później będzie możliwe zmniejszenie strony wydatkowej budżetu, a tym samym tym później będzie możliwe zmniejszenie deficytu finansów publicznych, poniżej 3 proc. PKB, co jest jednym z kryteriów z Maastricht.
Z punktu widzenia banku centralnego wydaje się, że najważniejszym czynnikiem, który powinien rząd w okresie przejściowym, czyli od chwili wejścia do UE do przystąpienia do unii walutowej, brać pod uwagę, to jest fakt, iż im dłuższy ten moment przejściowy, tym będzie większa niepewność, czy naprawdę rząd jest zdeterminowany w wykonaniu kryteriów konwergencyjnych. Im szybciej rząd da jasny sygnał, iż jest zdeterminowany wypełnić te wszystkie kryteria, tym trudniej potem będzie krajom dzisiejszej Unii Walutowej powiedzieć, że Polska jest nieprzygotowana do wejścia do strefy euro.
Uważam bowiem, że problem wejścia do strefy euro to nie jest tylko problem naszego przygotowania do wejścia, ale również, że to jest pytanie, czy kraje strefy euro są przygotowane na rozszerzenie. Biorąc pod uwagę to, co się dzieje dzisiaj z Paktem Stabilności i Rozwoju, to wydaje się, że kraje dwunastki najpierw będą musiały w swoim własnym gronie poradzić sobie z koordynacją polityk fiskalnych poszczególnych krajów z polityką pieniężną. Europejskiego Banku Centralnego. Aby kraje dwunastki niejako do tego zobligować, winniśmy pokazać im, że my jesteśmy gotowi - tak, by rozszerzenie mogło nastąpić bardzo szybko. Dla nas ważne jest, by Polska pokazała, że jest gotowa w miarę szybko wstąpić do strefy euro, gdyż w moim przekonaniu będzie to obligowało kraje strefy do tego, by we własnym zakresie przeprowadziły niezbędne reformy, po to ażeby pełne rozszerzenie stało się sukcesem, a nie było klęską.

- Liczne wypowiedzi przedstawicieli środowisk finansowych strefy euro wskazują na to, że dwunastka tak naprawdę nie jest zainteresowana naszym szybkim zastąpieniem złotówki przez euro. Odwrotnie - wskazuje się na liczne trudności związane z tym procesem, argumentując, iż tylko nieliczne kraje kandydackie, przede wszystkim małe (Słowenia, Estonia, może Węgry) będą w stanie wypełnić kryteria z Maastricht w roku 2007.

- To się bierze właśnie z tego, że dwunastka do dzisiaj nie rozwiązała swoich problemów z realizacją Paktu Stabilności i Rozwoju. Jeżeli my będziemy gotowi, to będziemy, jak powiedziałem, pośrednio wywierali presję na rozwiązanie przez nich swoich spraw wewnętrznych. Z punktu widzenia interesów Polski trzeba pamiętać, że Polska, mimo że będzie członkiem Unii Europejskiej po 1 maja 2004, ale nie będąc członkiem strefy euro, będzie nadal krajem narażonym na istotne wahania kursowe. Dla naszych eksporterów, dla których się otworzy rynek unijny, te wahania naprawdę mogą być bardzo istotnym elementem ryzyka transakcyjnego w ich handlu z Europą Zachodnią. Dlatego też, by to ryzyko zminimalizować, tym szybciej powinniśmy tam wejść i tym krótszy powinien być ten okres przejściowy.

- Czy zakładając pozytywny scenariusz rozwoju sytuacji gospodarczej w Polsce, rok 2007, jako nasza data przyjęcia euro, jest możliwy?

- Nie chciałbym wróżyć z fusów, ale wygląda na to, że na podstawie formalnych kryteriów, które Polska powinna spełniać jako kraj, który chciałby być członkiem unii walutowej, to - przy założeniu utrzymania równowagi makroekonomicznej, wydaje się, że nie powinno być problemów z wypełnieniem kryterium inflacyjnego. To, co wydawało się być przez kilka ostatnich lat kością niezgody między rządem a bankiem centralnym, czyli polityka wysokości stóp procentowych, nie jest obecnie problemem, Polska bowiem już wypełnia kryterium dziesięcioletnich stóp procentowych.

- A dług publiczny?

- Dług publiczny na razie również jest poniżej 60 proc...

- Dzisiaj...

- ...dzisiaj. Jeżeli nie będzie reformy finansów publicznych, to kryterium to może być oczywiście zagrożone, ale ono będzie zagrożone wtedy, kiedy będzie zagrożone z kolei czwarte kryterium, czyli deficyt sektora finansów publicznych. Jak ten deficyt będzie na poziomie 5 czy 4 proc. i będzie się utrzymywał przez parę lat, to rzeczywiście dług będzie narastał i może przekroczyć poziom 55 proc., czyli ostrzegawczy, a nawet dojść do poziomu 60 proc., co wówczas by oznaczało, że zgodnie z Konstytucją budżet musiałby być zrównoważony. To mogłoby oznaczać - jak powiedział w czasie ostatniej Komisji Finansów Publicznych prof. Orłowski - bez reformy finansów publicznych, budżet katastrofy. Z tym się zgadzam.
Te dwa kryteria z Maastricht - deficytu budżetowego i długu publicznego, będą najtrudniejsze do wykonania i w zależności kiedy uda nam się te kryteria osiągnąć, wtedy będzie można mówić o jakimś realnym terminie wejścia Polski do strefy euro.

Reforma finansów publicznych

- Zdaniem przedstawicieli MFW niezbędna jest teraz poprawa parametrów finansowych. Chodzi im przede wszystkim o reformę systemu wydatków społecznych, tak aby powstrzymać pogarszającą się sytuację w finansach publicznych i zahamować narastanie zadłużenia publicznego. Czy NBP zajmuje stanowisko wobec planowanej reformy finansów publicznych, a jeśli tak - to jakie?

- Rada Polityki Pieniężnej przedstawiła swoją opinię do pierwszego projektu reformy finansów publicznych, którą przygotował wicepremier Kołodko. Obecnie nie mamy jeszcze ostatecznego dokumentu, który by prezentował nową koncepcję wicepremiera Hausnera, także trudno jest się do tego odnosić w szczegółach, natomiast generalnie RPP podkreśla, że im szybciej będzie przywracana równowaga w zakresie finansów publicznych, tym stopy procentowe będą po prostu niższe i to jest taki trade-off, taki czynnik coś za coś. Nie ma tutaj jakiegoś cudownego narzędzia czy instrumentu, który pozwoliłby mieć i wysoki deficyt budżetowy, i niskie stopy procentowe, które by bezinflacyjnie pobudzały wzrost gospodarczy. Tego się zrobić nie da.
Same stopy procentowe bez reformy finansów, bez zreformowania struktur gospodarczych też niewiele pomogą gospodarce. Weźmy przykład Japonii - Japonia przez wiele lat ma najniższe stopy procentowe na świecie, ale ma też bardzo niski wzrost gospodarczy. Przez pewien okres była w recesji, teraz jest w fazie stagnacji. I to od dłuższego czasu. Dlaczego? Dlatego że nie dokonały się tam pewne niezbędne reformy strukturalne, które by odbiurokratyzowały cały system. Patrzmy na te kraje i uczmy się na błędach innych; bądźmy po prosty mądrzejsi o popełnione błędy w innych krajach.

- Dość powszechne jest narzekanie przedsiębiorców na trudności w uzyskaniu kredytów, w sytuacji kiedy bankom tak naprawdę bardziej opłaca się lokować swoje środki w pewne obligacje Skarbu Państwa, niż przeznaczać je na zawsze obarczone jakimś ryzykiem kredyty dla firm. Czy i w jakiej mierze NBP może przyczynić się do zmiany tej polityki?

- Gdyby Pan zapytał o to rok czy pół roku wcześniej, to bym rzeczywiście powiedział, że jest coś takiego, że banki komercyjne bardzo ostrożnie obchodzą się z obniżkami kredytowych stóp procentowych. Kiedy bank centralny obniża swoje stopy, to nie ma automatycznego mechanizmu obniżania stóp w bankach komercyjnych. Dawniej brało się to z kilku czynników: z wysokiego ryzyka kredytowego i z tego, że banki musiały tworzyć bardzo duże rezerwy na tzw. stracone kredyty. Wydaje się jednak, że od paru miesięcy polityka banków komercyjnych uległa pewnej, bardzo istotnej zmianie. Wystarczy przejść się po ulicach Warszawy i zobaczyć plakaty: bank, którego nazwy nie wymienię, oferuje kredyty mieszkaniowe na poziomie 5,55 proc. Jeżeli rząd jeszcze pół roku temu ogłaszał za swój wielki sukces uruchomienie kredytów mieszkaniowych na poziomie 8 proc., to dzisiaj rynek znacznie zweryfikował tę ofertę.
Z tego punktu widzenia banki wydają się prowadzić dzisiaj bardziej otwartą politykę kredytową, niż to robiły jeszcze parę miesięcy temu. Przyczyna problemu, o który Pan pyta, leży gdzie indziej. Przyczyna jest w tym, że podmioty gospodarcze nie chcą brać kredytów.
Jeżeli my pytamy podmioty gospodarcze, jakie są przyczyny, przeszkody uniemożliwiające im rozwój ich działalności, to przeszkoda w postaci drogiego kredytu jest gdzieś na szarym końcu...

- ...to nie jest główny czynnik?...

- ...tak, nie jest; okazuje się że są to przede wszystkim bariery biurokratyczne, niepewność co do systemu prawnego, skomplikowany system zabezpieczeń itd. To wszystko powoduje, że bez jasnej wizji, jak ten rynek ma funkcjonować w najbliższej przyszłości, inwestorzy bardzo ostrożnie biorą kredyty, nawet na te 7-8 proc. To nie jest problem kosztu wzięcia kredytu, tu jest problem tego, że inwestycja, która ma być sfinansowana tym kredytem, może się po prostu nie zwrócić. A zatem ja tutaj roli NBP nie widzę.
Przedsiębiorcy bardzo wyraźnie wskazują na inne czynniki niż drogi kredyt jako bariery w rozwoju działalności. Stworzenie tutaj jasnych, klarownych, stabilnych reguł działania jest sprawą o podstawowym znaczeniu. Np. znany powszechnie przypadek byłego prezesa Opimusa - Kluski - pokazuje nam drastyczny przypadek czegoś, co jest być może wierzchołkiem góry lodowej, a być może jest to marginalny przykład. Jest to jednak jeden z dowodów na to, że prowadzenie biznesu w takich niestabilnych warunkach prawnych wydaje się być naprawdę ryzykownym przedsięwzięciem.

- Nieodosobnione są też głosy przedsiębiorców, iż trudno uzyskać kredyt w zagranicznych bankach, których centrale nie kierują się przy podejmowaniu decyzji bynajmniej dobrem czy interesem polskich przedsiębiorstw. Czy w sytuacji, kiedy nasz system bankowy znajduje się w większości w rękach kapitału zagranicznego, mamy do czynienia z prawidłowym rozwiązaniem?

- Jak obserwuję dynamikę akcji kredytowej w bankach, to nie spostrzegam jakiejś takiej prawidłowości, że akcja kredytowa w bankach polskich albo w bankach państwowych rośnie szybciej niż w bankach komercyjnych. Ponieważ mamy generalnie niechęć przedsiębiorców do zaciągania kredytów, to wydaje mi się, że takie postawienie sprawy jest fałszywe. Gdyby przeprowadziłoby się taką analizę, to można by to zrobić tylko w takiej sytuacji, gdyby rzeczywiście ruszył popyt na kredyt. I wtedy by się okazało, jaka część banków udziela tych kredytów, a jaka jest tutaj bardzo wstrzemięźliwa. Banki mają swoją strategię działania, np. chcą mieć w swoim portfelu określony poziom obligacji, tj. pewnych aktywów, minimalizują inne, tzw. ryzykowne - ja bym tego nie wiązał z akcjonariatem.

- Jakie jest stanowisko NBP wobec ew. dalszej prywatyzacji sektora bankowego, np. PKO BP czy BGŻ?

- Rząd jest tutaj właścicielem i rząd powinien mieć tutaj określoną strategię. Bank centralny jest tylko regulatorem, nadzorcą nad sektorem bankowym. Zadaniem banku centralnego, jako nadzorcy, jest przede wszystkim dbanie o to, by ten rynek był efektywny, sprawny i bezpieczny. Komisja nadzoru bankowego czuwa nad przestrzeganiem prawa przez banki, nad prowadzeniem takiej działalności, która zabezpiecza depozyty klientów. Mówimy tutaj o pieniądzach milionów osób, o instytucjach, które by funkcjonować sprawnie, muszą się cieszyć publicznym zaufaniem.

Rada Polityki Pieniężnej

- W przyszłym roku wygasa mandat Rady Polityki Pieniężnej funkcjonującej w obecnym prawnym i osobowym kształcie. Co jakiś czas pojawiają się głosy polityków nawołujące do zmiany jej dotychczasowych uprawnień - tj. albo ich ograniczenia, albo odwrotnie - rozszerzenia, dodając jej np. obowiązek dbania o stan polskiej gospodarki. Czy i jak ta rosnącą niepewność co do losów Rady może wpłynąć na zaufanie do polskiej złotówki?

- Obecny zakres działalności RPP zdefiniowany w Ustawie o NBP jest dokładnie taki, jaki jest w statucie Europejskiego Banku Centralnego. Polska zgodnie z wymogami negocjacyjnymi z UE dopasowała w 1998 r. statut banku centralnego właśnie w taki sposób do wymogów UE, żeby był on zgodny ze standardami funkcjonowania EBC. Tutaj nie ma żadnej różnicy. Dodawanie czegoś do obecnego zakresu działania RPP może być, wręcz przeciwnie, naruszeniem zgodności naszego prawa z prawem unijnym. Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, gdyby dzisiaj, kiedy wszyscy stwierdzają zgodność i zharmonizowanie z prawem europejskim, ktoś chciał zmieniać jedną z kluczowych ustaw w takim kierunku, a tym samym tworzyć niezgodności z prawem unijnym. Byłaby to zbyt duża nieodpowiedzialność.

- Premier Miller pytany przez dziennikarza radiowego o problemowe stosunki rządu z RPP powiedział, że w przyszłym roku wygasa jej mandat w obecnym składzie, a to oznacza, że z nową Radą ułożą się one inaczej (czytaj - po myśli rządu).

- Trudno mi jest powiedzieć, co miał na myśli pan premier, mówiąc o przyszłej Radzie, ale jestem przekonany, że ktokolwiek by był powołany do RPP w 2004 roku, będzie musiał realizować bardzo jasno określone zadanie - tym zadaniem jest stabilność cen. Jestem przekonany, że nowi członkowie Rady właśnie to będą mieli przede wszystkim jako cel, podejmując decyzje w sprawie stóp procentowych.

- Wspomniał Pan Prezes o Europejskim Banku Centralnym. Chciałbym zapytać o rolę i miejsce NBP w Radzie Gubernatorów. Czy będzie to rola równorzędna, zgodna z dzisiejszymi uprawnieniami członków EBC, czy też banki centralne tych dziesięciu nowo wstępujących państw będą jakoś inaczej umocowane?

- W momencie wejścia Polski do Unii Europejskiej NBP staje się członkiem europejskiego systemu banków centralnych. Europejski system banków centralnych składa się z Europejskiego Banku Centralnego i z centralnych banków narodowych krajów UE, które niekoniecznie muszą być w strefie euro (tj. Wielkiej Brytanii, Danii i Szwecji - red.). Prezes NBP oczywiście będzie zapraszany na posiedzenia Rady Gubernatorów EBC, ale do momentu, kiedy Polska nie będzie członkiem EBC i dopóki prezes NBP nie stanie się formalnym członkiem Rady Gubernatorów, przez ten cały czas głos prezesa banku NBP będzie tylko głosem doradczym, stanowiskiem w dyskusji.
W tym okresie przejściowym nasz bank centralny będzie prowadził w sposób niezależny politykę pieniężną, realizowaną przez Radę Polityki Pieniężnej. Dopiero w momencie wejścia Polski do strefy euro, tj. w chwili zastąpienia polskiej waluty walutą euro, nastąpi z mocy prawa przeniesienie kompetencji w zakresie polityki pieniężnej z RPP na Radę Gubernatorów EBC, której członkiem będzie prezes NBP. Wtedy oczywiście zniknie RPP.

- Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał R. Bobrowski


HOMEStrona główna - CER Home Page NEXTNastępna strona - Next page


INTERNET CONSULTANT