Mapa (klikalna)

Potrzeba rewolucji gospodarczej

Rozmowa z dr. Andrzejem Malinowskim, Prezydentem Konfederacji Pracodawców Polskich

Biała Księga

- Konfederacja Pracodawców Polskich jest jedną z kilku organizacji zrzeszających polskich przedsiębiorców. Jak można, skrótowo rzecz ujmując, przedstawić jej najważniejsze zadania i cele?

- KPP zrzesza federacje i związki pracodawców. I jako organizacja pracodawców działa na ich rzecz. Można rzec, że jest organizacją lobbingową. Nie ma w tym nic nagannego, rzeczywiście KPP stara się występować w sprawach środowiska pracodawców wobec władz państwowych, ustawodawczych i administracji.
Najważniejszym partnerem pracodawców są pracobiorcy, siłą rzeczy więc najwięcej do załatwienia jest na styku organizacja pracodawców - związki zawodowe. Tak się składa, że w naszej konfederacji są zrzeszone firmy, w których związki zawodowe wciąż stanowią znaczącą siłę. Porozumienie z nimi, wypracowanie kompromisu, niekiedy - wspólne działanie wobec władz, to są najistotniejsze obszary. Uważamy, że interes pracownika może nie jest tożsamy z interesem przedsiębiorcy, ale są dziedziny wspólnego zainteresowania, choćby wola utrzymania zdrowej firmy, która jest w stanie rozwijać produkcję, zwiększać dochody i utrzymywać miejsca pracy. Oczywiście, naszym celem nie jest działalność społeczna, tylko dbałość o interesy naszych członków, czyli pracodawców. Jednak właśnie dzięki nam mają oni możliwość załatwienia więcej, niż gdyby działali w pojedynkę.

- Ostatnio Konfederacja wydała tzw. Białą Księgę będącą podsumowaniem trwającego pół roku Kongresu "Pracodawca polski w 2004 r.". Do kogo adresowana jest ta publikacja i co życzyłaby sobie Konfederacja za jej pomocą zrealizować?

- Polscy przedsiębiorcy na półtora roku przed akcesją nie byli jeszcze do tego dostatecznie przygotowani. Postanowiliśmy więc zorganizować ów kongres, który by ujawnił, pomógł zdefiniować problemy, jakie czekają przedsiębiorców wraz z wejściem Polski do Unii Europejskiej. Chcieliśmy też ustalić, co jeszcze da się zrobić, by po maju 2004 nie zginęli wskutek akcesyjnego szoku. Dyskusja w czasie Kongresu ujawniła ogromną liczbę spraw, które trzeba załatwić, by polski przedsiębiorca mógł stawić czoło konkurencji europejskiej. Większość z nich to są wszelkiego rodzaju bariery administracyjne, które być może uda się usunąć. Opis tego biurokratycznego otoczenia biznesu i proponowane środki zaradcze znalazły się właśnie w naszej Białej Księdze.

- W Białej Księdze przedstawiono krytyczną ocenę właściwie wszystkich aspektów funkcjonowania biznesu w Polsce. Nie ogranicza się ona jednak do wyliczenia największych przeszkód na drodze polskiej gospodarki, takich jak wysokie koszty pracy, skomplikowane i niespójne przepisy, restrykcyjny fiskalizm itp., ale proponuje ona zasady "Nowego prawa przemysłowego". Czy mógłby Pan poświęcić kilka słów tej kwestii?

- Zauważyliśmy, że w ciągu lat polskiej transformacji kolejne rządy, niezależnie od swojej barwy politycznej, konsekwentnie redukowały sferę wolności gospodarczej, która była sprawczą siłą polskiego cudu gospodarczego z początku lat 90. Plasterek po plasterku odcinano przedsiębiorcom wolność gospodarowania, wyposażając biurokrację w coraz potężniejsze prerogatywy i narzędzia. Recesja ostatnich lat to nie tylko skutek kryzysu finansowego w Rosji w 1998, nie tylko efekt zbyt wysokich stóp procentowych - to przede wszystkim konsekwencja braku wolności gospodarczej. Kiedy to zauważyliśmy, zaczęliśmy rozważać, jak wrócić do źródeł, jak znów tchnąć ducha przedsiębiorczości w wiotczejący organizm gospodarczy Polski - i okazało się, że w pierwszym rzędzie trzeba znów dokonać rewolucji gospodarczej, może raczej - dokończyć tamtą i stworzyć prawdziwą konstytucję polskiej gospodarki, która odegra rolę motoru napędowego.

- Pracodawcy dyskutowali niedawno o gospodarce z premierem Millerem, szefem władzy wykonawczej, jednym z najważniejszych decydentów w Polsce. Jak przebiegało to spotkanie?

- Premier zdaje sobie sprawę, że bez partnerskiego potraktowania przedsiębiorców i bez ich przychylności nie uda mu się wyprowadzić gospodarki na prostą. Trzeba więc ich nie tylko wysłuchać, nawet życzliwie, ale także spełnić postulaty. Najważniejsze dla nas jest to, że główny postulat KPP - ustawa o wolności gospodarczej - stał się pierwszoplanowy także dla rządu. Premier uznał nasze argumenty, że dobry klimat i dobre prawo dla przedsiębiorczości to obok systemu podatkowego gwarancje wzrostu gospodarczego. Klimat buduje się latami, ale ustawy można wprowadzić szybko. Rząd chce skierować ustawę o wolności gospodarczej do Sejmu już we wrześniu. Mam nadzieję, że premier będzie dyscyplinował ministrów.

- Jednym ze skutków tego spotkania było rozpoczęcie dyskusji na temat wprowadzenia w Polsce podatku liniowego. Już wiemy, że rząd nie będzie go proponował Sejmowi na rok 2004, ale nie wyklucza wprowadzenia go w roku 2005. Decyzje w tej sprawie mają podjąć, jak to wynika z doniesień prasowych, de facto związki zawodowe, co byłoby ewenementem w skali światowej. Czy taka procedura jest normalna?

- W Polsce najważniejsze decyzje gospodarcze i społeczne, zwłaszcza te, które dotyczą pracobiorców i pracodawców, muszą być przepuszczone przez instytucję dialogu społecznego, czyli Trójstronną Komisję do Spraw Społeczno-Gospodarczych. Pieczęć Komisji, która wymaga jednomyślności wszystkich stron, musi znaleźć się i na projekcie budżetu, i na projektach ustaw podatkowych. Oczywiście, parlament może potem majstrować przy tych dokumentach, ale jest to już dla niego trudniejsze. Komisja, która pracuje opierając się na ustawach, nie jest ciałem społecznym, rząd dyskusje na forum komisji traktuje z największą powagą. Myślę, że o ile dogadamy się ze związkami zawodowymi, na co są pewne szanse, to rządowi będzie o tyle łatwiej w Sejmie.

Impas w Komisji Trójstronnej

- Konfederacja uczestniczy w Komisji Trójstronnej, której rola zdaje się rosnąć. Czy podziela Pan ten pogląd, a jeśli tak, to jaką rolę ma ona do odegrania w kształtowaniu polityki gospodarki narodowej?

- W Komisji Trójstronnej reprezentowane są cztery organizacje pracodawców i trzy związki zawodowe. Ponieważ jest to potężna siła, z jej opinią, jak już mówiłem, musi liczyć się parlament. Ponieważ wszystkie ważniejsze akty prawne dotyczące gospodarki, proponowane przez rząd, są akceptowane przez Komisję, to w tym sensie ma ona kluczową rolę w kształtowaniu warunków gospodarowania w Polsce.

- Jak przebiegło lipcowe spotkanie Komisji?

- Przedsiębiorcy przedstawili projekt Rady Przedsiębiorczości dotyczący kompleksowych zmian w polskiej gospodarce. Obejmuje on cztery zasadnicze obszary. Po pierwsze, zastosowanie instrumentarium, które powinno jak najszybciej ożywić gospodarkę, po drugie, reformę finansów publicznych ze szczególnym uwzględnieniem systemu podatkowego, który naszym zdaniem też może się przyczynić do ożywienia gospodarki. Nie posługujemy się tutaj modnym ostatnio terminem podatku liniowego, ale wprowadzamy pojęcie podatku powszechnego. W naszej propozycji jest wprawdzie jednolita stawka podatkowa w wysokości 18 proc., ale uwzględniamy różne potrzeby społeczne i dlatego też proponujemy kwotę wolną od podatku w wysokości 4000 zł. Trzeci obszar to są niezbędne zmiany prawne, a czwarty - prywatyzacja, tzn. przede wszystkim jej szybkie zakończenie, które warunkować będzie odpowiednie zmiany w strukturze gospodarczej.
Dla nas podstawową sprawą jest odpowiedź na pytanie, jak możliwie szybko doprowadzić do ożywienia gospodarczego, ponieważ bez niego nie uda się żadna reforma finansów publicznych. Reforma ta musi być reformą kompleksową, a zatem musi również dotyczyć całej sfery wydatków, przede wszystkim tych, w których występuje marnotrawstwo grosza publicznego. Reforma ta nie uda się, jeżeli nie będzie miała akceptacji społecznej. Każdy rząd coś tam ciął, ale były to działania podejmowane bez ładu i składu. W związku z tym dzisiaj będzie trudno przekonać kogokolwiek do samoograniczeń w imię jakichś dalekich korzyści. Potrzebne jest nam zatem ożywienie gospodarcze.
Tutaj niezbędne są dwa posunięcia: po pierwsze zagwarantowanie autentycznej wolności gospodarczej, która umożliwi ponowną eksplozję przedsiębiorczości w Polsce, i temu powinna służyć ustawa o wolności gospodarczej przygotowywana w tej chwili wspólnie z nami przez rząd. Opiera się ona na sprawdzonej zasadzie: "co nie jest prawem zabronione, jest dozwolone". Konsekwencją tego będą bardzo nieliczne koncesje i zezwolenia, ograniczenie różnego rodzaju działań kontrolnych itp. Po drugie, dla rozwinięcia przedsiębiorczości niezbędne jest ożywienie rynku. Polskie przedsiębiorstwa nie miały szansy na akumulację kapitału; w konsekwencji nie mają środków na inwestycje i zarazem mają trudny dostęp do kapitału zewnętrznego, ponieważ sprywatyzowane banki, których centrale znajdują się poza granicami kraju, nie są zainteresowane współuczestniczeniem w rozwoju procesu gospodarczego. Jednak nawet zakładając, że ten kapitał już będzie dostępny, trudno sądzić, by potencjalni inwestorzy rozpoczynali duże projekty, kiedy nie ma popytu na ich produkty. A zatem podstawą jest wzbudzenie popytu wewnętrznego. Dzisiaj musimy to zrobić sami, w przyszłości możemy oczekiwać wsparcia ze strony popytu unijnego. Uważamy, że proponowany przez nas podatek powszechny spowoduje pojawienie się na rynku dodatkowych pieniądze, które z kolei stymulować będą popyt wewnętrzny, a ten wywoła tak bardzo nam potrzebne ożywienie gospodarcze.

- Jak te propozycje KPP przyjęła strona związkowa?

- Cóż, związkowcy powiedzieli, że jest to niesprawiedliwość społeczna. Okazuje się, że w dalszym ciągu oni mają bardzo statyczne podejście do gospodarki. Pomimo że mamy gospodarkę rynkową, uważają iż, jeśli chodzi o dochód narodowy, to rynek powinien przejmować na siebie część funkcji redystrybucyjnych. A zatem w Komisji Trójstronnej nie doszło do porozumienia. Przy czym, co muszę zdecydowanie powiedzieć, negatywną rolę odegrał tutaj rząd. Do rozmów z nami delegowano wiceministra finansów, który publicznie deklaruje się jako zdecydowany przeciwnik podatku liniowego. Ministerstwa nie interesowały dalsze konsekwencje jego wprowadzenia, a rząd był niezwykle oporny na prośby o przedstawienie racjonalizacji wydatków budżetowych. My zaś przedstawiliśmy całą listę tych wydatków i to wydatków, co podkreślę, nie w obszarze społecznym. Ministerstwo Finansów realizuje dziś politykę pod hasłem "jak zwiększyć dochody budżetu" i nie chce zgodzić się z naszym twierdzeniem, iż powinniśmy przede wszystkim przyczyniać się do zdynamizowania wzrostu gospodarczego. Rozmawialiśmy zatem jak gdyby różnymi językami.
Wygląda na to, iż wicepremier Jerzy Hausner doszedł do wniosku, iż nieuzgodnienie kwestii podatków poważnie zablokuje prace Komisji Trójstronnej. W zaistniałej sytuacji pracodawcy szukać będą tych dodatkowych środków poprzez znaczne obniżenie kosztów pracy. To oczywiście uderzy w związkowców. Tym samym dużo jest do wyjaśnienia w rozmowach między rządem a związkowcami.

Kołodko bez Kołodki

- Zastąpienie wicepremiera Kołodki przez wicepremiera Hausnera zrodziło nadzieję na zasadniczy przełom w pracach Komisji Trójstronnej. Czyżby to było błędne domniemanie?

- Pracodawcy byli zdecydowanie przeciwni propozycjom Kołodki, dotyczącym reformy finansów publicznych, ale w tej chwili wygląda na to, że będą one realizowane. Mamy zatem do czynienia z paradoksem - mamy Kołodkę bez Kołodki. Poza zmianą podejścia do tzw. rezerwy rewaluacyjnej tam się nic nie zmieniło - jest to skostniała, statyczna struktura, która ma takie same skostniałe poglądy na gospodarkę.

- Co zatem dalej z naszą gospodarką?

- Co dalej? Przede wszystkim konsekwentnie należy realizować filozofię prymatu pobudzania wzrostu gospodarczego i w tym celu należy utrzymać zwierzchnictwo polityki gospodarczej nad narzędziowo traktowaną polityką fiskalną. Być może potrzebne są zmiany wewnątrz Ministerstwa Finansów, skąd powinni odejść ludzie, którzy tego nie rozumieją. Może w ogóle należałoby zbudować je od nowa z ludźmi, którzy mają zupełnie inne spojrzenie na sprawy kraju? Bez tej rewolucji nic się nie zmieni.

- 1 maja 2004 Polska stanie się członkiem Unii Europejskiej. Jak wielkim wyzwaniem będzie to członkostwo dla naszych przedsiębiorców? Co polska gospodarka, jej kapitanowie, mogą wnieść do gospodarki europejskiej?

- Integracja polskiej gospodarki z wielkim rynkiem europejskim będzie się dokonywać rękami polskich przedsiębiorców. To nie biurokraci będą tę integrację realizować, tylko nasze firmy. Państwo polskie musi im stworzyć odpowiednie warunki, by nie polegli w starciu. Nie boimy się tej perspektywy, nasi przedsiębiorcy są świetnie wytrenowani, bojowi, nie mają kompleksów. W Republice Federalnej Niemiec rozważano już zwrócenie się do Brukseli o specjalne środki na przygotowanie niemieckich przedsiębiorców ze wschodnich landów na nadejście polskiej konkurencji. Okazuje się, że Niemcy doskonale znają zalety polskich konkurentów. Żeby tak nasze władze wiedziały to samo... Oczywiście, jest duża grupa firm, które mogą nie przeżyć po 1 maja 2004. Ale wydaje mi się, że stanowią zdecydowaną mniejszość. Naprawdę, damy sobie radę, byle nam nie przeszkadzano, i byle usunięto nam spod nóg te kłody, które wcześniej tam rzucono.

- Czy Konfederacja Pracodawców Polskich współpracuje z podobnymi organizacjami w UE i jak ew. zmieni się ta współpraca po 1 maja 2004 roku?

- Oczywiście, jest współpraca zarówno w ramach BIAC, który jest organizacją doradczą przy OECD, jak w ramach UNICE. Myślę, że za rok ta współpraca się pogłębi. Będzie coraz więcej wspólnych spraw do załatwienia.

- Dziękujemy za rozmowę - redakcja.


HOMEStrona główna - CER Home Page NEXTNastępna strona - Next page


INTERNET CONSULTANT