Mapa (klikalna)

Partnerska Polska w solidarnej Europie?

Ryszard Bobrowski
dr Ryszard Bobrowski - wydawca, redaktor naczelny

1 maja 2004 r. 8 krajów środkowoeuropejskich (Czechy, Estonia, Litwa, Łotwa, Polska, Słowacja, Słowenia, Węgry) oraz dwa śródziemnomorskie (Cypr, Malta), przystąpiły do Unii Europejskiej. Pomimo że w przeszłości tak ówczesna EWG, jak i jej następczyni - UE przyjmowały kolejnych nowych członków, to jednak dopiero przy obecnym jej rozszerzeniu, zwanym big bangiem, możemy mówić o historycznym przełomie trwale zapisującym się w dziejach Europy. 1 maja kładzie bowiem kres niesławnym porozumieniom jałtańskim z 1945 r. dzielącym kontynent na wolny, demokratyczny i kapitalistyczny Zachód oraz zniewolony przez ZSRR, niedemokratyczny i komunistyczny Wschód. Podział ten, po prawie 60 latach, dobiegł wreszcie swego kresu, co jednak nie znaczy, że znikają jego konsekwencje i skutki. Spuścizna narzuconego siłą komunizmu długo jeszcze ciążyć będzie nad losami narodów tej części Europy, a sam proces zrastania się podzielonego dotychczas kontynentu nie będzie wolny od problemów, zahamowań, a być może także i od gwałtownych zwrotów.
O ile 1 maja 2004 roku jest wydarzeniem historycznym i doniosłym, to trudno uznać ten dzień za pełne zwycięstwo czy wielkie święto jednoczącej się Europy. Po pierwsze dlatego, że poza Unią pozostają Rumunia, Bułgaria czy narody byłej Jugosławii, którym trudno odmówić europejskiej legitymacji. Po drugie z powodu przyjętych zasad finansowych akcesji, tj. warunków nie tyle wynegocjowanych, ile de facto narzuconych krajom kandydackim, których nie tylko nie można porównywać ze znacznie hojniejszymi warunkami oferowanymi przez Unię krajom wstępującym w latach poprzednich, ale które stawiają pod znakiem zapytania możliwości wykorzystania przez nowe państwa członkowskie nawet tych ograniczonych środków finansowych, jakie teoretycznie są, czy raczej mogą być im dostępne. Po trzecie wreszcie - z racji forsowanej ponownie w Unii koncepcji tzw. Europy dwóch prędkości, która, jeśli zostanie zrealizowana, przyczyni się nie - jak dotychczas - do stopniowego wyrównywania poziomów cywilizacyjnych i dawania szans przyspieszonego rozwoju krajom członkowskim, ale odwrotnie - do pogłębiania podziałów i trwałego zróżnicowania Europy na ograniczone, decyzyjne centrum i podległe mu peryferia. "Europa dwóch prędkości" wpisuje się tutaj na listę takich dezintegrujących Europę inicjatyw jak "Confederation Européenne" byłego prezydenta Francji F. Mitterranda, "Kół koncentrycznych" byłego Przewodniczącego Komisji Europejskiej J. Delorsa czy "Kerneuropy" deputowanych parlamentu niemieckiego W. Schaublego i K. Lammersa. Wszystkie one, pomimo różnych nazw i stosowanej retoryki, miały na celu skoncentrowanie realnej władzy UE w wąskim kręgu dotychczasowych decydentów, przy jednoczesnym jej ograniczeniu dla innych.
Trudno też uznać, by polska klasa polityczna wchodziła do UE z wysoko podniesionymi sztandarami. Jest gorzkim paradoksem naszej najnowszej historii, iż przyczyniając się za cenę tak dużych społecznych wyrzeczeń (vide pokojowa rewolucja i transformacja "Solidarności") do podważania rezultatów jałtańskiej zmowy, nie wnieśliśmy nic do dyskusji o przyszłości pojałtańskiej Europy. O ile bowiem w przypadku debaty o sprawach bezpieczeństwa i obronności w Europie polscy politycy lat 90. wypowiadali się często (patrz np. pomysły zreformowania Układu Warszawskiego, rozwiązania Układu Warszawskiego i NATO jako reliktów zimnej wojny, powołania NATO-bis itp., by wymienić najbardziej znane przykłady), to w przypadku głośnych debat przygotowujących reformy wewnątrzunijne (np. Wspólna Polityka Rolna, Fundusze Strukturalne, Traktat Konstytucyjny) polscy politycy uznali, że ich głos w tych sporach jest po prostu zbyteczny. W rezultacie ani na początku lat 90., ani też później nie określiliśmy naszej strategii: Polska w jednoczącej się Europie, podobnie jak i zasad polityki gospodarczej wobec firm unijnych, w konsekwencji czego nie mieliśmy skutecznej taktyki negocjacyjnej z Brukselą (patrz np. tzw. klauzule bezpieczeństwa, kilkuletnie zakazy pracy dla Polaków w krajach Unii) i wchodzimy do UE, która może stać się nie Unią naszych marzeń - tj. Unią niwelującą historyczne podziały i konflikty kontynentu, solidarną w działaniu oraz rozwijającą cywilizacyjnie tworzące je narody i społeczeństwa, ale Unią, gdzie pod szczytnymi hasłami jedności europejskiej rozgrywać się będzie walka o wygrywanie partykularnych interesów najsilniejszych graczy.
1 maja 2004 jest natomiast powodem do satysfakcji dla "Przeglądu Środkowoeuropejskiego", który od początku lat 90. jednoznacznie się opowiadał za pełnoprawnym, partnerskim członkostwem Rzeczypospolitej Polskiej tak w NATO, jak i w EWG, wbrew koncepcjom licznych oponentów tych idei, wbrew politykom o powszechnie znanych nazwiskach okupującym, niestety, pierwsze strony gazet.

HOMEStrona główna - CER Home Page NEXTNastępna strona - Next page


INTERNET CONSULTANT