Mapa (klikalna)

Jaka Ukraina?

Tadeusz A. Olszański - Ośrodek Studiów Wschodnich, Warszawa

Pomarańczowa rewolucja na Ukrainie, tysiące ludzi protestujących dniem i nocą mimo śniegu i mrozu w centrum Kijowa, pokojowe rozwiązanie konfliktu politycznego i zwycięstwo kandydata opozycji - Wiktora Juszczenki w trzeciej turze wyborów prezydenckich, to wszystko już przeszło do historii. To, czego nie znamy, to konsekwencje tej rewolucji, zmiany, jakie czekają Ukrainę, przyszłość tego kraju. O komentarz w sprawie nowego rządu, dalszych losów pomarańczowej rewolucji, umowy konstytucyjnej oraz stosunków Ukrainy z Rosją i światem zachodnim zwróciliśmy się w bezpośredniej rozmowie do znanego eksperta do spraw Ukrainy, Tadeusza A. Olszańskiego z Ośrodka Studiów Wschodnich w Warszawie - redakcja.

Nowy rząd

Zacznijmy od tego, że w dniu, w którym rozmawiamy (11 stycznia), nie może być jeszcze nominacji nowego premiera, ponieważ Wiktor Juszczenko nie jest jeszcze zaprzysiężonym prezydentem. W moim przekonaniu mamy dwoje poważnych kandydatów na ten urząd, tj. Petra Poroszenkę i Julię Tymoszenko. Trzecim liczącym się kandydatem jest Anatolij Kinach. Wymieniany niekiedy Ołeksandr Moroz dość szybko będzie w opozycji wobec Wiktora Juszczenki, ponieważ jego partia i jego program jest programem bardziej socjalistycznym niż socjaldemokratycznym, podczas kiedy program "Naszej Ukrainy" jest programem centroprawicowym. Moroz i Juszczenko byli sojusznikami przeciw Leonidowi Kuczmie. Kiedy tego przeciwnika zabraknie, oni w naturalny sposób staną się konkurentami politycznymi.
Jeśli chodzi o Julię Tymoszenko to można oczekiwać, że jej kandydatura będzie zaproponowana parlamentowi, ponieważ takie są uzgodnienia umowy koalicyjnej Juszczenki z Tymoszenko; można również oczekiwać, że ta kandydatura będzie miała bardzo duże trudności z zatwierdzeniem przez parlament, przede wszystkim ze względu na obawy przed jej nadmiernym temperamentem politycznym, nieprzejednaniem i brakiem skłonności do kompromisu. Ponadto podczas ostatniego kryzysu politycznego w demagogicznym zapędzie obraziła projanukowyczowskich deputowanych, a poparcie przynajmniej części z nich będzie niezbędne, gdyż Juszczenko nie ma większości w parlamencie. Mianowanie jej premierem, kiedy w Federacji Rosyjskiej jest oskarżana o korupcję na wielką skalę, byłoby też wyzwaniem pod adresem Moskwy. To też trzeba brać pod uwagę.
Z drugiej strony jest Poroszenko, bliski współpracownik Juszczenki, znacznie mu bliższy niż Tymoszenko. Jest to polityk z pewnym doświadczeniem, od dwóch i pół roku szef komisji budżetowej parlamentu, dobrze przygotowany do efektywnego rządzenia państwem. Problemem jest jednak to, że Poroszenko jest jednocześnie wielkim przedsiębiorcą, a zatem mianowanie go na stanowisko premiera kłóciłoby się z ideą rozdziału przedsiębiorczości od polityki.
Wreszcie Anatolij Kinach być może będzie tą kompromisową propozycją, która oznaczać będzie, że realnym premierem będzie Juszczenko. Kinach był już po Juszczence premierem i nie tylko nie popsuł tego, co Juszczence udało się zrobić w gospodarce, ale nawet umocnił pewne pozytywne tendencje. Nie ma on wielkich, osobistych ambicji politycznych poza reprezentowaniem wielkich, ale nieoligarchicznych ukraińskich przedsiębiorców. Jest to technokrata, doskonały wykonawca i w ustroju prezydenckim, jaki mamy na Ukrainie, tzw. premier techniczny, tzn. premier od zarządzania, a nie od rządzenia, nie jest złym rozwiązaniem.
W Kijowie mówi się też o innej możliwości: premierem zostałby ktoś mało znany, a Poroszenko i Tymoszenko byliby wicepremierami. Także w takim wariancie realnym szefem rządu do wyborów parlamentarnych byłby Juszczenko.
Jeśli chodzi o kluczowe resorty, to praktycznie nie ma tu przecieków. Gdy mowa o stanowisku ministra spraw zagranicznych, to są oczekiwania, że to stanowisko może objąć Borys Tarasiuk, co utrudniłoby odbudowę stosunków z Moskwą, a to będzie jednym z pierwszoplanowych zadań rządu Juszczenki. Tarasiuk już raz musiał ustąpić ze stanowiska ministra spraw zagranicznych, ponieważ Moskwa w ogóle nie chciała z nim rozmawiać. Mówi się też o kandydaturze Antona Butejki, byłego wiceministra spraw zagranicznych i byłego ambasadora, który zrezygnował ze służby dyplomatycznej w proteście przeciwko polityce Kuczmy. Butejko nie jest, w przeciwieństwie do Tarasiuka, politykiem partyjnym. W przypadku rozważań o możliwym ministrze obrony mówi się o powrocie Jewhena Marczuka. Marczuk latem ubiegłego roku zdecydował się nie bronić przeciwko kolejnej presji Moskwy, sugerującej jego zdymisjonowanie (w przeciwieństwie do dwóch poprzednich ataków, które skutecznie odparł). Marczuk położył ogromne zasługi dla reformowania armii ukraińskiej, opracował dobry program i sprawnie go realizował, dlatego też jego powrót na to stanowisko nie byłby zły. Marczuk jest także człowiekiem spoza wojska i nie należy do "mafii" generałów, której przedstawicielem jest obecny minister - Kuźmiuk.
Bardzo mało wiemy o kandydatach na inne ważne resorty, jak gospodarka czy finanse. Nie wiemy, kto będzie szefem administracji prezydenta, ani kto będzie sekretarzem Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony. Łatwiej jest natomiast wymienić osoby, które muszą dostać jakieś poważne stanowiska za swoje zasługi dla Juszczenki. To jest np. Ołeksander Zinczenko, główny koordynator kampanii wyborczej, to jest Jewhen Czerwonenko, odpowiedzialny za bezpieczeństwo Juszczenki w czasie kampanii wyborczej, to jest Roman Bezsmertnyj, jeden z szefów sztabów wyborczych, o którym mówiło się swego czasu jako o szefie kancelarii prezydenta. To, czy szefem tego urzędu zostanie ktoś z pierwszej linii, czy ktoś mniej znaczący, będzie sygnałem tego czy administracja prezydenta, która jest organem niekonstytucyjnym, będzie w dalszym ciągu jednym z kluczowych ośrodków kierowania państwem, czy też zostanie zredukowana do roli kancelarii prezydenta, jaka istnieje np. w Polsce. W historii tego urzędu widać bowiem wyraźnie, że jego pozycja zależy od tego, kto stoi na jego czele. Kiedy szefem był tutaj Wołodymyr Łytwyn był to sprawny organ ekspercko-doradczy, ale kiedy w 2002 roku stanął na jego czele Wiktor Medwedczuk, to w krótkim czasie stał się on niemalże równoległym rządem.

Przyszłość pomarańczowej rewolucji

Ta rewolucja była rzeczywiście wyrazem ogromnego pragnienia zmian, ale pragnienia bardzo różnych zmian. Czego innego chcieli protestujący studenci, czego innego drobni przedsiębiorcy, a czego innego ludzie ze wsi (wieś jednak w ogóle nie wzięła udziału w tych wydarzeniach). Jest ogromne oczekiwanie, że Juszczenko przywróci ład i dobrobyt, przy czym ten ład i dobrobyt często są pojmowane przez znaczną część starszego pokolenia w kategoriach lat władzy wczesnego Breżniewa czy późnego Stalina. Znaczna część społeczeństwa chce przede wszystkim - ujmując rzecz hasłowo - chleba, kiełbasy, wódki oraz bezpieczeństwo na ulicach. Ale studenci pragną przede wszystkim wolności słowa i "uczciwej polityki", a przedsiębiorcom chodzi przede wszystkim o ograniczenie korupcji, stabilizację prawa i ograniczenia samowoli organów kontrolnych. Pytanie brzmi - czego chce Juszczenko i do czego dążą otaczający Juszczenkę ludzie? Są tu przecież wielcy przedsiębiorcy, z których przynajmniej część chce zostać jeszcze większymi przedsiębiorcami. Juszczenko będzie ograniczony tym, że nie ma i nie będzie miał własnej (bez uciekania się do sojuszy z zapleczem b. prezydenta) większości w parlamencie. Będzie on musiał także intensywnie przygotowywać się do wyborów parlamentarnych, które są za rok i dwa miesiące.
Nie należy zatem oczekiwać tego, że rząd Juszczenki dokona w krótkim czasie rewolucyjnych zmian. O bardzo głębokich zmianach, politycznych czy gospodarczych będzie można mówić, jeżeli po wyborach parlamentarnych już projuszczenkowska koalicja będzie miała wystarczającą większość w parlamencie do przeprowadzenia daleko idących zmian ustawodawczych. To jest możliwe, nie jest jednak przesądzone. W międzyczasie nastąpi pewne rozczarowanie będące naturalnym skutkiem bardzo wysokiego poziomu nadziei, jakie rozbudziła "pomarańczowa rewolucja". Jest niebezpieczeństwo czystek personalnych w strukturach władzy o skali znacznie przekraczającej niezbędną skalę zmian personalnych. Popieranie Janukowycza może stać się pretekstem do usuwania ludzi tak czy inaczej niewygodnych. Już mamy takie sygnały.
Tak naprawdę nie znamy programu Juszczenki. W kampanii wyborczej właściwie nie było dyskusji programowej. Były hasła typu - oczyścimy Ukrainę z bandyckiej władzy. To jest świetne hasło na kampanię, ale co ono znaczy w kategoriach realnej polityki to się dopiero będziemy dowiadywali. Jednym z "papierków lakmusowych", które pokażą, jaka będzie naprawdę polityka gospodarcza Juszczenki, będzie sprawa prywatyzacji Kryworyżstali. Ten największy w Europie kombinat hutniczy, został w czasie kampanii wyborczej sprywatyzowany zgodnie z prawem - ale prawo zostało zmienione właśnie po to, by taka prywatyzacja była możliwa. W efekcie kombinat sprzedano oligarchom ukraińskim po zdecydowanie zaniżonej cenie po to, by nie kupili go oligarchowie rosyjscy.
Juszczenko w czasie kampanii zapowiadał rewizję tej prywatyzacji, mówi się m.in. o zmuszeniu nabywców do dopłacenia kilkuset milionów dolarów.

Nowy system konstytucyjny

Za osiem miesięcy powinny wejść w życie zmiany w konstytucji Ukrainy, uchwalone w grudniu przez parlament. Sądzę, że tak się nie stanie, gdyż data 1 września 2005 r. obwarowana jest wcześniejszym przyjęciem wstępnie uchwalonego drugiego projektu zmian konstytucyjnych dotyczących samorządu. A ten drugi projekt jest źle napisany, wewnętrznie sprzeczny, i nie sądzę, by został uchwalony. A skoro tak, to reforma konstytucyjna wejdzie w życie z dniem 1 stycznia 2006 r., czyli realnie wejdzie w życie już po wyborach parlamentarnych. I to jest dobre rozwiązanie, ponieważ wprowadzanie rządów parlamentarnych, przy obecnym składzie Rady Najwyższej Ukrainy, byłoby wprowadzeniem permanentnego kryzysu rządowego. Ten parlament, w tym składzie, w tej konfiguracji politycznej, nie jest w stanie stworzyć stabilnej większości zdolnej podtrzymywać i wspierać rząd.
W najbliższych tygodniach zobaczymy też, na ile Juszczenko będzie skłonny nieformalnie wprowadzać niektóre zwiększone uprawnienia rządu. Tych najbliższych kilka miesięcy potrzebne jest Juszczence do daleko idących zmian kadrowych w strukturach państwowych, zwłaszcza tych, które podlegają bezpośrednio prezydentowi. Np. inspekcja podatkowa, która jest dość nowoczesną służbą, praktycznie jest opanowana przez jedną z partii politycznych, SDPU(o), partię Medwedczuka.
Zawarte porozumienie o reformach konstytucyjnych, które krytykowała Julia Tymoszenko, jest korzystne dla Ukrainy. W dniu, w którym Juszczenko godził się na kompromis, władza nie leżała już na ulicy. Tymoszenko ma rację, że w pierwszych dniach protestu można było przejąć władzę siłą. W dniu, w którym ona poprowadziła tłum na budynek administracji prezydenta, można było zaryzykować szturm na gmachy publiczne. Jednak sukces był mało realny bez rozlewu krwi, a tego nie chciał nikt. Ale kilka dni później, kiedy wszyscy zgodzili się na mediacje, kiedy był dany jasny sygnał wspólnoty międzynarodowej przyniesiony przez polskiego prezydenta i Javiera Solanę reprezentującego Unię Europejską, że społeczność międzynarodowa oczekuje pokojowego rozwiązania, a jednocześnie otoczenie Kuczmy otrząsnęło się z pierwszego szoku, na takie rozwiązanie było już za późno. Tym bardziej że determinacja Majdanu (wiec-obozu w centrum Kijowa) powoli słabła. Juszczenko od początku dążył do rozwiązania kompromisowego, bo on i jego umiarkowani doradcy, zdawali sobie sprawę, że po pierwsze - nawet niewielki rozlew krwi może doprowadzić do sytuacji, w której Kuczma zdecyduje się na "rozwiązanie siłowe" (stan wyjątkowy), a Zachód zaakceptuje takie rozwiązanie, a po drugie - że on potrzebuje objąć władzę legalnie, więc kompromisowo. Juszczenko nie jest człowiekiem walki, on jest człowiekiem kompromisu. Inaczej niż Julia Tymoszenko, która rzeczywiście jest "przywódczynią barykad".
Ale i ona zdawała sobie sprawę, że sama nie będzie w stanie rządzić. Ponadto w przypadku siłowego przejęcia władzy w Kijowie reakcja Doniecka, gdzie Janukowycz jest autentycznie popularny, byłaby trudna do przewidzenia. Przyjęte rozwiązanie w sumie umocniło jedność kraju i daje Juszczence mocny mandat zarówno wewnętrzny, jak i - co bardzo ważne - międzynarodowy.

Stosunki z Rosją i ze światem zachodnim

Głównym przegranym pokojowej rewolucji w Kijowie jest Rosja. Rosja jeszcze tej gorzkiej pigułki nie przełknęła. O tym dopiero będzie można mówić wtedy, kiedy prezydent Putin pogratuluje Juszczence zwycięstwa. Prezydent Putin wbrew części swoich doradców, którzy zdawali sobie sprawę z tego, że ani Janukowycz nie jest takim korzystnym rozwiązaniem dla Rosji, ani Juszczenko nie jest tak groźnym, nadmiernie zaangażował się w popieranie Janukowycza. Wizyty na Ukrainie, przedwczesne gratulacje, liczne nierozsądne wypowiedzi. Teraz to prezydent Rosji ma kłopot, jak się z tego wycofać, gdyż dobre stosunki z Ukrainą są ważne także dla Rosji. Juszczenko zapowiedział, że pierwszą oficjalną wizytę złoży w Moskwie, ale jak dotąd nie został tam zaproszony. Jest jednak prawdopodobne, że do ich pierwszego, nieoficjalnego spotkania dojdzie w Polsce, na uroczystościach wyzwolenia obozu zagłady w Oświęcimiu, co powinno ułatwić rozwiązanie pewnych problemów.
Kiedy minie pierwszy okres powyborczej gorączki, kiedy ktoś z otoczenia Putina zapłaci dymisją za tak niefortunne wciągnięcie prezydenta Rosji w grę wyborczą na Ukrainie, Rosja będzie z Ukrainą rozmawiać o gospodarce, o takich konkretach jak kwoty na rury stalowe, jak stawki na tranzyt ropy i gazu, jak ułatwienia dostępowe do portu w Odessie, jak cła i podatki, itp. Będą to dość chłodne, ale sądzę, że poprawne stosunki dwóch suwerennych państw.
W konsekwencji Ukraina pozostanie tam, gdzie jest, i będzie nadal uprawiała politykę w znacznej mierze zdeterminowaną swą sytuacją geopolityczną: jako bliskiego sąsiada Rosji, jako państwa bardziej czarnomorskiego niż środkowoeuropejskiego i jako państwa należącego do świata prawosławno-słowiańskiego. Tego nie da się przekreślić. Ukraina będzie dalej starać się zbliżać jednocześnie do Unii Europejskiej i utrzymywać więcej niż poprawne stosunki ze Stanami Zjednoczonymi i bliskie, aczkolwiek za prezydentury Juszczenki chłodne, stosunki z Rosją, bo nie ma innego wyjścia. Będzie też usilnie starać się o uznanie jej gospodarki za gospodarkę rynkową przez Unię Europejską oraz o członkostwo w WTO (tu główną przeszkodą jest stan rokowań z USA).
Członkostwo Ukrainy w NATO wydaje się realne, bo po stronie NATO jest wola dalszego zbliżenia z Ukrainą, a nawet jej przyjęcia do tej organizacji. Ale możliwość przyjęcia Ukrainy do NATO jest funkcją stosunków natowskich z Rosją. Jeżeli Rosja nie postawi stanowczego weta - jest to realne, jeżeli je postawi - jest to nierealne.
Jeśli chodzi o członkostwo Ukrainy w Unii Europejskiej, to tu problem jest inny, i przede wszystkim jest to problem UE. Nikt Ukrainy do UE nie zapraszał, i nikt tego w najbliższych latach nie zrobi, ponieważ Unia musi najpierw uporać się z kilkoma podstawowymi problemami. Unia musi zdecydować, czy chce być państwem federalnym, czy organizacją międzypaństwową. Jeśli ma być państwem, będzie musiała określić swoje ostateczne (docelowe) granice. Jest też problem reformy unijnej polityki rolnej. Nie ma mowy o przyjęciu Ukrainy do UE bez przeprowadzenia głębokiej reformy wspólnej polityki rolnej, bo Unia nie ma takich pieniędzy, żeby objąć tą polityką ukraińskie rolnictwo. Wreszcie sytuację zmieniło rozpoczęcie negocjacji z Turcją. Unii nie stać ani intelektualnie, ani organizacyjnie, ani finansowo na jednoczesne przyjmowanie dwóch tak ogromnych krajów. Rozpoczęcie negocjacji o członkostwie z Turcją odracza sprawę członkostwa Ukrainy do ich zakończenia, tj. na jakieś piętnaście - dwadzieścia lat. A jest to okres, który w analizie politycznej nie poddaje się już rozsądnemu prognozowaniu. Za dwadzieścia lat to w gruncie rzeczy znaczy nigdy.
Jest też inny aspekt tego zagadnienia. Ukraina rozumie, że dopóki kluczowym działem jej gospodarki jest czarna metalurgia i rolnictwo, zbyt ścisłe zbliżanie się do Unii jest dla niej niebezpieczne. Powtórzenie wskazywanej przez UE metody "restrukturyzacji" (tj. likwidacji) hutnictwa byłoby dla niej katastrofą. Z kolei rolnictwo ukraińskie, po wprowadzeniu poważnych zmian własnościowych, potrzebuje już tylko stosunkowo niewielkiego napływu kapitałów, by stać się groźnym konkurentem nie tylko polskiego, ale i francuskiego czy w ogóle europejskiego rolnictwa, ponieważ w Europie nie ma gleb porównywalnych z ukraińskim czarnoziemem. Ukraina niegdyś żywiła pół Europy; dziś znów może wyżywić ćwierć kontynentu. Ta perspektywa nikogo w Brukseli nie zachwyca.
Rosja pozostanie zatem najważniejszym sąsiadem Ukrainy i każda polityka ukraińska będzie się musiała liczyć z Rosją, ale i podobnie - każda polityka rosyjska będzie się musiała liczyć z Ukrainą. Dzięki tej "buforowej" pozycji, dzięki konieczności balansowania między Rosją a Zachodem, Ukraina ma jeszcze jedno wyjście: może poczekać. Już dotychczasowe spowolnienie transformacji i fakt, iż nie doszło tam do "skokowych" reform, tak jak w krajach środkowoeuropejskich, pozwoliło Ukrainie przeczekać bezkrytyczny zachwyt neoliberalizmem, a także dekoniunkturę światowego przemysłu ciężkiego i zachować swój potencjał. A dopóki Azja wschodnia potrzebować będzie ogromnych ilości stali, ten potencjał Ukrainy, nawet jeśli przestarzały, jest bardzo cenny. I daje możliwość samodzielnego programowania i finansowania przemian gospodarki, przekształcania państwa. Może wolniej, ale samodzielnie i na własne ryzyko, co jest jednym z atrybutów rzeczywistej niepodległości.

HOMEStrona główna - CER Home Page NEXTNastępna strona - Next page


INTERNET CONSULTANT