Mapa (klikalna)

Rosja - inny projekt cywilizacyjny

dr Marek Cichocki

Filozof, politolog, publicysta. Był dyrektorem programowym Centrum Stosunków Międzynarodowych. Autor książki „Porwanie Europy". Obecnie pracuje jako dyrektor programowy Centrum Europejskiego Natolin.

Niemieckie elity polityczne zdają sobie coraz wyraźniej sprawę z tego, że nie można kontynuować pewnej formy polityki kanclerza Schrödera wobec prezydenta Rosji, która w sposób zupełnie niezrozumiały i ostentacyjny ignorowała nowych członków Unii Europejskiej, szczególnie Polskę, która w sprawach wschodnich jest dość istotnym podmiotem. Te deklaracje znalazły swoją formułę w stwierdzeniu, iż w przyszłości, może nawet niezbyt odległej, niemieccy politycy lecąc do Moskwy będą zatrzymywać się w Warszawie. Oczywiście te deklaracje należy przyjąć z zadowoleniem, aczkolwiek dodam, iż z pewnym niepokojem obserwowałem jakąś formę dziwnej euforii z tytułu tych wypowiedzi po stronie polskiej, euforii wynikającej z faktu, że ktoś przestanie nas ignorować. Była to radość z czegoś, co powinno być absolutnie normalne, i co nie powinno być jakimś szczególnym gestem drugiej strony. Mówię o tym dlatego, iż doceniając tę rodzącą się świadomość elit niemieckich, iż trzeba wprowadzić pewną korektę do polityki wschodniej Niemiec, szczególnie wobec Rosji, nie uważam zarazem, by była to sprawa przesądzająca, jeśli chodzi o najbliższe lata o polityce wschodniej i Polski, i Niemiec, jak również i całej Unii Europejskiej.

Prawdziwy problem leży bowiem gdzie indziej, jest znacznie głębszy i nie sprowadza się tylko do tego, czy ktoś w drodze do Moskwy będzie zatrzymywał się na konsultacje w Warszawie, czy nie, choć to też jest rzeczywiście istotne i czego nie lekceważę. Prawdziwy problem wynika z odmiennego charakteru naszych polityk wschodnich, czyli tkwi w tym, jak postrzegamy Europę Wschodnią, a w tej Europie Wschodniej jak postrzegamy zwłaszcza Rosję. Kiedy patrzę na polską i niemiecką politykę wschodnią, to wydaje mi się ona trudnym konglomeratem łączącym z jednej strony wspólne, zbieżne interesy wynikające najczęściej po prostu z położenia geopolitycznego, a z drugiej strony wyraźnie przeciwstawne logiki czy wyraźnie przeciwstawne sposoby myślenia o Europie Wschodniej, a zwłaszcza wyraźne przeciwstawne sposoby myślenia o Rosji.

Ta wspólnota interesów jest bardzo istotna, w ostatnich latach w pewnych momentach wyraźnie dochodziła do głosu, np. w sprawie Kijowa, gdzie wizyta Joschki Fishera była pewnym sygnałem włączania się Niemiec w proces autonomizowania się Ukrainy, czy jeszcze bardziej pewne działania niemieckiej polityki, które zaowocowały w kluczowym momencie wyborów na Ukrainie. Rada Ministrów Unii Europejskiej nie pozostała wówczas całkiem niema w tej kwestii. Dzięki wsparciu ze strony Niemiec udało się doprowadzić do tego, iż UE dała pewien sygnał ludziom na Ukrainie, że Europa nie pozostaje niema i ślepa na to, co się tam dzieje.

Inny przykład, który może niektórym ludziom w Polsce wydać się kontrowersyjny, to sprawa programów radiowych dla Białorusi, które mają być przygotowywane przez radiostację Deutche Welle w Niemczech. Ta wspólnota jest też oczywiście podkreślana poprzez potrzebę wspólnego bezpieczeństwa w Europie Środkowo-Wschodniej wobec zagrożeń, które pojawiają się w Europie Wschodniej; nie mają one oczywiście charakteru militarnego, tylko raczej społeczny czy ekonomiczny.

Z drugiej strony mamy jednak do czynienia z bardzo poważnym problemem, którym są inne logiki. Polska logika, nie tylko zresztą polska, bo dotyczy ona też krajów bałtyckich czy Finlandii, wyznaczana jest przez to, co ja bym określił jako egzystencjalne doświadczenie bliskości Rosji, i nie bierze się tylko i wyłącznie z historii. To nie są tylko i wyłącznie doświadczenia historyczne, ale także doświadczenia dnia codziennego, np. te doświadczenia, pewne wydarzenia, jakie miały miejsce w Moskwie, a których ofiarami padli polscy dyplomaci i polski dziennikarz. To nas zasadniczo różni w sposobie patrzenia na Europę Wschodnią, przede wszystkim na Rosję, od Niemiec, gdzie, jak to nazwał ładnie i trafnie w swojej książce Panajot Stapilis „w niemieckiej polityce wschodniej w stosunku do Rosji przeważa zawsze taki sposób patrzenia, w którym Rosja postrzegana jest przede wszystkim jako wielka brama, przez którą Europa ma dostęp do Azji, do Azji jako rezerwuaru bardzo istotnych z punktu widzenia Europy źródeł energii i surowców". I myślę, że to powoduje, że tak trudno jest nam w pewnych sytuacjach porozumieć się. Z jednej strony jest nasze doświadczenie, które pokazuje nam, że Rosja jest innym projektem cywilizacyjnym. Mówię to całkowicie świadomie i poważnie. I być może pod tym względem jest projektem niezmieniającym się. Z drugiej zaś spojrzenie Niemiec na Rosję jako na bramę, która pozwala Europie na dostęp do bardzo istotnych surowców.

Z punktu widzenia polskiej logiki pytania, kto rządzi dziś w Rosji są mniej ciekawe. Są mniej ciekawe dlatego, że pokazują słabość wschodniej polityki Zachodu, to jest koncentrują się właśnie na pytaniu - kto rządzi w Moskwie? W jakiej jest on kondycji zdrowotnej, czy rzeczywiście jest on tym partnerem, z którym będziemy mogli rozmawiać? itp. To oznacza nie dostrzeganie przez Zachód w Rosji pewnego fenomenu, nie postrzeganie tam pewnego istotnego projektu, lecz tylko widzenie jakieś persony trzymającej wszystkie nitki poruszające całą tę strukturę.

Unia Europejska, rozszerzona Unia Europejska, jest pewną nadzieją na to, by te nieprzystawalności, o których mówiłem, mogłyby być łagodzone. Sądzę więc, że na przyszłość w mniejszym stopniu, z polskiego punktu widzenia, będzie ważne to, aby poprzez bilateralne relacje pomiędzy Warszawą a Berlinem niwelować te nieprzystawalności. To, co to mnie drażni w dotychczasowej polityce wschodniej kanclerza Schrödera, to nie to, że byliśmy w niej pomijani czy ignorowani, ponieważ w polityce tego typu sytuacje trzeba po prostu z zimną krwią znosić, ale raczej skutki tej polityki, tzn. otwieranie przed rosyjską dyplomacją przestrzeni do dzielenia Unii Europejskiej na lepszych i gorszych członków rozszerzonej Unii. A to był ten element, który w niemieckiej polityce ostatnich lat był dosyć konsekwentnie pomijany i ignorowany, co musiało dziwić, zważywszy na fakt, iż z drugiej strony niemiecka dyplomacja była bardzo wyczulona na próby dzielenia Unii Europejskiej, które płynęły z drugiej strony, tzn. ze strony Stanów Zjednoczonych. Myślę, że UE powinna po rozszerzeniu zdać egzamin, opierając się próbom dzielenia jej, które płyną zarówno ze strony Rosji, jak i ze strony Stanów Zjednoczonych.


HOMEStrona główna - CER Home Page NEXTNastępna strona - Next page


INTERNET CONSULTANT