Mapa (klikalna)

O potrzebach polskiej polityki zagranicznej na progu rządów centroprawicy w Polsce w 2005 roku


Ryszard Bobrowski

Za błędy królów płacą ich narody
Horacy


Zanim będzie za późno

Polska polityka zagraniczna III Rzeczypospolitej nigdy nie była realizacją świadomej, przemyślanej, jasno sformułowanej i konsekwentnie propagowanej i/ lub bronionej koncepcji politycznej. Twórcami koncepcji tej polityki były nie gremia doradcze, eksperckie, zaplecze intelektualne czy naukowe instytucji konstytucyjnie powołanych do jej formułowania i realizacji, ale pojedynczy politycy (przede wszystkim prezydenci RP i kolejni ministrowie spraw zagranicznych), którzy kierując się własnymi kryteriami, preferencjami i ambicjami podejmowali najważniejsze decyzje. Jest rzeczą oczywistą, że to nie naukowcy czy eksperci odpowiedzialni są za realizację polityki zagranicznej i bezpieczeństwa państwa, jest to zadanie polityków posiadających mandat wyborców, ale to ich praca, ludzi posiadających specjalistyczną wiedzę i stosowne doświadczenie, winna być niezbędnym elementem każdej odpowiedzialnej i pociągającej za sobą konsekwencje decyzji męża stanu, a w każdym razie poważnego polityka. Tymczasem nasza polityka zagraniczna była i jest nie tyle polityką aktywną, tj. wprowadzającą do obiegu międzynarodowego nowe i ważne dla interesów Polski idee, propozycje czy koncepcje zmierzające do realizacji polskiej racji stanu, ile reaktywną, tzn. tylko reagującą na dokonujące się już wydarzenia lub ustosunkowującą się do propozycji innych ośrodków decyzyjnych kierowanych, z różnych pobudek i wyrachowań, pod naszym adresem.

Tymczasem dawno już minął okres, kiedy szczęśliwy splot i zbieg okoliczności na arenie europejskiej i światowej pozwalał nam bezkarnie, bo bez trwałych, negatywnych konsekwencji, uprawiać w tak pasywny sposób politykę zagraniczną. Ostatnim takim "darem niebios" było przyznanie Polsce w Nicei w 2000 r (w wyniku desperackich zabiegów Francji o utrzymanie parytetu równości w RE z Niemcami) znaczącej, instytucjonalnej, formalnie ujętej pozycji w Radzie Europejskiej zapisanej w Traktacie Nicejskim, której nie zdołał podważyć Traktat Konstytucyjny UE odrzucony głosami społeczeństw państw założycielskich byłej EWG - Francji i Holandii.

Nie miejmy jednak złudzeń, że dobry los niezmiennie sprzyjać będzie Polsce. Negocjacje członkowskie z UE, w których z jednej strony narzucono nam długie okresy przejściowe (np. w podejmowaniu pracy przez Polaków poza krajem) i tzw. klauzule bezpieczeństwa, z drugiej - wykluczono z pełnego korzystania z dobrodziejstw rozwiązań unijnych (np. Wspólnej Polityki Rolnej), przebieg Konwentu przygotowujący Traktat Konstytucyjny, nieudane zabiegi o zmianę niekorzystnych dla nas zawartych w nim decyzji - wszystko to pokazało granice naszych sprawczych możliwości i potrzebę innego sposobu formułowania i funkcjonowania polskiej polityki zagranicznej. Proces ten będzie się pogłębiał.

Wyzwania

Nie ma dziś ważniejszej sprawy dla Polski niż wywalczenie podmiotowej i prawdziwie współsprawczej i współdecyzyjnej roli w Unii Europejskiej. Stara Unia 15 państw znajduje się dziś po a) kryzysie irackim, b) rozszerzeniu o 10 nowych członków c) szoku spowodowanym odrzuceniem Konstytucji Europejskiej przez Francję i Holandię d) nieprzyjęciem budżetu na lata 2007-2013 w pierwszym półroczu br., w stanie nie tyle głębokiego kryzysu, ile zagubienia i niepewności co do dalszego swego funkcjonowania i rozwoju w nadchodzących latach. Koalicyjne rządy CDU/CSU-SPD w Niemczech, najsilniejszym członku Unii, które oznaczają brak zdecydowanego przywództwa, niepewność tę tylko pogłębią. Stan ten implikuje dla Polski niewątpliwe zagrożenia, tak bezpośrednie (niebezpieczeństwo utraty znaczących pieniędzy unijnych) jak i perspektywiczne (zatrzymanie procesu dalszego rozszerzania Unii, np. o Ukrainę), ale zarazem stwarza szansę wyraźnego określenia swego punktu widzenia w fundamentalnej dziś kwestii dotyczącej określenia charakteru dalszego funkcjonowania Unii, a tym samym takiego jego kształtowania, który najbliższy będzie polskiej koncepcji Unii i naszych żywotnych interesów.

Nie ma dziś bardziej narażonej na zagrożenia perspektywicznej szansy, jakim jest kierunek wschodni. Odnosi się to do wszystkich naszych wschodnich sąsiadów, najbardziej do Ukrainy, najpoważniej - do Rosji. W przypadku Ukrainy zagrożenie to wynika przede wszystkim z kruchości tamtejszej demokracji i prozachodniej orientacji jej obecnych władz oraz z perspektywy przyszłorocznych wyborów parlamentarnych, które mogą wiele zmienić, w przypadku Rosji natomiast - z racji utrwalania się tam neoimperialnej orientacji Putinowskiej Rosji popieranej, a w każdym razie akceptowanej przez społeczeństwo oraz z oczywistych jej działań zmierzających do izolowania Polki lub wręcz dyskredytowania Polski w Unii Europejskiej i na forum międzynarodowym.

Nie ma dziś bardziej zaniedbanego i pozostawionego innym kierunku polityki zagranicznej niż Południe. Dotyczy to przede wszystkim krajów, które zakończyły już swoje członkowskie negocjacje z Brukselą, tj. Bułgarii i Rumunii, a których obecność w Unii stwarzać dla nas będzie zarówno problemy, jak i szanse budowania wspólnego frontu w obliczu starych, ale i nowych wyzwań przed jakimi stanie Unia. Dotyczy to również krajów kandydackich UE, przede wszystkim Turcji, z racji jej geostrategicznego położenia na rubieżach południowo-wschodniej Europy mających dzisiaj i w nadchodzących latach znacznie większe znaczenie dla wyzwań europejskich niż obszar środkowoeuropejski czy północno-wschodni.

Nie ma wreszcie dziś bardziej jednostronnie popieranego przez Rzeczpospolitą partnera niż USA. Niestety, wiele wskazuje na to, że tak mocne zaangażowanie się polskich władz w popieranie polityki amerykańskiej nie jest doceniane przez Waszyngton w kategoriach polityki realnej. USA nie są bowiem w Polsce strategicznie umocowane ani pod względem politycznym, ani militarnym, ani gospodarczym. Polska jest zbyt małym i zbyt peryferyjnie położonym krajem wobec rozlicznych interesów Ameryki w świecie, by tak dzisiaj, jak i w przyszłości, ulokowała ona tutaj swoje strategiczne bazy czy instalacje wojskowe, poczyniła znaczące, długotrwałe inwestycje i była ważnym podmiotem amerykańskiej polityki zagranicznej.

Gdyby nawet nie było innych wyzwań (a są, np. proces formułowania się europejskich sił zbrojnych, czy kształtowanie się wspólnej polityki zagranicznej Unii), to powyższa lista sugeruje, że stratedzy i sternicy polskiej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa mają i będą mieli o czym i nad czym myśleć. Problem w tym, że politycy ci najprawdopodobniej nie będą mieli na to czasu, a może i chęci (a gdzie czas na knucie, na rozgrywki wewnątrzi zewnątrzpartyjne, na podkładanie sobie kłód i podstawianie nóg, na oportunizm polityczny, na bicie piany i bicie się w… cudze piersi, a nade wszystko na puszenie się i nadymanie, tj. strojenie min wielkich polityków realizujących jeszcze większą politykę? - tj. wszystko to, co przecież znamy, i to nie tylko z odległej przeszłości, lecz z III Rzeczpospolitej).

Bez strategicznej koncepcji

Ktoś powie: przesada, zbyt duże uproszczenie, wręcz nieprawda. Jaki jest zatem - zapytać trzeba wprost - bilans 15 lat kreatywnej polskiej polityki zagranicznej? Oficjalnie zmierza ona od sukcesu do glorii. Jesteśmy i w NATO, i w Unii. Chwalą ją wszyscy! To prawda, są to historyczne wydarzenia, decyzje zmieniające geostrategiczne usytuowanie Polski na kontynencie i przesuwające ją ze Wschodu na Zachód. Tyle tylko, że u podstaw tego historycznego zwrotu nie było żadnej nowej myśli ówczesnych decydentów, żadnej perspektywicznej koncepcji, jedynie biernie dostosowywanie się do pomysłów ówczesnej opozycji, koncepcji dodajmy krytykowanych…. przed objęciem władzy, lub/i korzystanie z łaski niebios, którą nie wiedzieć kto, dlaczego i na jak długo nam załatwił.

Czyż to nie charakterystyczne, że wszystkie inicjatywy regionalne, które zaistniały w Europie w ostatnich 15 latach i w których uczestniczymy, nie są naszymi inicjatywami? Np. Inicjatywę Środkowoeuropejską (via oś Barcelona - Triest, Pentagonale, Sekstagonale) - wymyślili Włosi; Grupę Wyszehradzką - Węgrzy; CEFTĘ - Czesi; Trójkąt Weimarski - Niemcy; Trójkąt Polska-Ukraina-Rumunia - Rumuni; Zgromadzenie Parlamentarne Polska-Litwa - Litwini; a ostatnio nam proponowaną, Wspólnotę Demokratycznego Wyboru - Ukraińcy, itd., itp. Czyż nie jest wielce mówiące, że wszystkie (czytaj wszystkie, co do jednej) polskie propozycje sytuujące nas w szerszym, europejskim kontekście, obojętnie czy to składane oficjalnie w imieniu władz polskich w kancelariach europejskich, jak np. idea "Rady Współpracy Europejskiej" - premier T. Mazowiecki, luty '90 r.; "Partnerstwo dla Rozwoju" - premier W. Pawlak, styczeń '95; czy nieoficjalnie, np. "NATO-bis" - L. Wałęsa, kwiecień '92 - zostały totalnie zignorowane, a w najlepszym razie zbyte kamiennym milczeniem przez ich adresatów…!

Czyż nie powinny dawać do myślenia niepodważalne fakty pokazujące, iż ówcześni sternicy polskiej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa narodowego nie tylko że w fundamentalny sposób mylili się co do miejsca Polski w Europie i dalszego rozwoju wydarzeń na kontynencie (np. przewodniczący Komisji Spraw Zagranicznych Sejmu B. Geremek - wrzesień '89), proponujący konfederację naddunajską, ("Po prostu" , nr 1, jesień 1989), minister spraw zagranicznych; K. Skubiszewski sugerujący zreformowanie komunistycznej struktury, a nie jej likwidację [Rewidujemy Układ Warszawski, ale nigdy z niego nie wystąpimy ( "Contra" , 4/990)] …Zacząć trzeba budowę ogólnoeuropejskiego systemu bezpieczeństwa. Istotna jest tutaj KBWE… Ogólnoeuropejski system bezpieczeństwa zastąpi z czasem system sojuszy w Europie (debata sejmowa o polityce zagranicznej 24.06.1990) Wstąpienie do Organizacji Paktu Północnoatlantyckiego nie wchodzi w rachubę… (debata sejmowa o polityce zagranicznej, 14.02.1992).; minister obrony narodowej P. Kołodziejczyk - postulujący polską zbrojną neutralność ( "Rzeczpospolita" , 29.03. 1991); wiceminister obrony narodowej J. Onyszkiewicz, namawiający do zaniechania do pukania do drzwi NATO: Polska nie zgłaszała i nie zgłasza chęci wstąpienia do Paktu Północnoatlantyckiego i jego struktur wojskowych. I wcale nie dlatego, że moglibyśmy spotkać się z odmową, lecz z obawy przed odtworzeniem w Europie układu dwubiegunowego ( "Polska Zbrojna" , lipiec 1991), ale i formułowali koncepcje dramatycznie niebezpieczne dla Polski: A. Kwaśniewski, tj. zlikwidowanie NATO: Uważam, że NATO jest tworem historycznym, podobnie jak Układ Warszawski … i moim zadaniem powinien ulec daleko idącym przekształceniom lub w ogóle zniknąć ( "Polska Zbrojna" , 23.08.1993), czy L. Pastusiak - maj '95: Trójkąt Warszawski, wtłaczający… osamotnioną Polskę między Berlin i Moskwę!).

Ponieważ wczoraj, jak i dzisiaj, polska polityka zagraniczna miała się, według jej włodarzy, bardzo dobrze, z uporem godnym lepszej sprawy likwidowano nie tylko te instytucje gdzie istniała szansa powstania niezależnej od oficjalnych central myśli o polskiej polityce zagranicznej (Ośrodek Studiów Międzynarodowych przy Senacie RP - 1995), jak również jako tako działające instytucje pomocnicze (Polski Instytut Spraw Międzynarodowych - 1992, niedawno ponownie reaktywowany), ale i de facto bojkotowano autentycznie nowe i niezależne - koncepcyjnie i personalnie - od ówczesnych władz ciała społeczne (np. Klub Atlantycki - 1991).

W konsekwencji działa dziś w kraju ledwie kilka niezależnych ośrodków polityki zagranicznej. Takie instytucje jak Ośrodek Studiów Wschodnich, Polski Instytut Spraw Międzynarodowych, Polski Instytut Zachodni, Centrum Stosunków Międzynarodowych, Fundacja im. S. Batorego czy Fundacja "Polska w Europie", które zaangażowane są w mniejszym lub większym stopniu w organizację debat i seminariów poświęconych polityce zagranicznej i bezpieczeństwa, ale wszystkie te spotkania mają przede wszystkim charakter informacyjny i przeglądowy, a nie formacyjny i kreacyjny, a nade wszystko - i to jest najważniejsze - nie wpływają one w najmniejszym stopniu na proces kształtowania się i realizacji polskiej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa. W rezultacie ich niezależność polega przede wszystkim na tym, że są niezależne od jakiegokolwiek wpływu na polską politykę zagraniczną, niezależne od swych wzajemnych, zamkniętych kręgów uczestników i niezależne od instytucjonalnych kontaktów z najpoważniejszymi ośrodkami myśli politycznej w Europie czy w świecie. Jest to, inaczej mówiąc, swoiste mistrzostwo w niezależności godne stosownego miejsca w księdze Guinessa.

Tymczasem w cywilizowanym świecie, przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych, ale także i w licznych krajach Europy, istnieją organizacje specjalizujące się w formułowaniu i realizowaniu funkcji innowacyjnej, tzw. think tanki. Zajmują się one kompleksowym przeglądem życia publicznego i politycznego, analizują zebrane informacje, przygotowują całościowe programy zmian, które następnie w różnych formach przestawiają zarówno elitom rządzącym jak i społeczeństwu.

W rocznicę 25-lecia "Solidarności", która wywalczyła nam niepodległą Polskę, i której apel z pierwszego jej zjazdu w 1981 roku do narodów wschodnich był tak naprawdę jedynym odważnym i wizjonerskim przesłaniem, jeśli można tak to ująć, polskiej polityki zagranicznej, które przetrwało próbę czasu, godzi się raz jeszcze powtórzyć, iż Polskę czeka długi i trudny proces zdobywania podmiotowej pozycji na scenie europejskiej. Zmagania te wymagać będą od polskich polityków nie uprawianie "politycznej poprawności" i takiego kluczenia, by nikomu się nie narazić, nie uciekania od trudnych, np. unijnych dylematów, nie trzymania się w polityce zagranicznej przeszłości znanych schematów, lecz niekonwencjonalnego myślenia, dynamiki i rozmachu.

Polska nie ma dziś stałych wrogów czy wiecznych przyjaciół; ma interesy - polityczne i gospodarcze, dla których realizacji podejmować musi w Unii Europejskiej i poza nią zróżnicowane, wielopłaszczyznowe inicjatywy i działania. Im szybciej sobie to uświadomimy, im prędzej porzucimy nadrzędność indywidualnych lub partyjnych interesów, tym łatwiej będzie nam walczyć o miejsce Polski w Europie początków XXI wieku. Jaka będzie rola i znaczenie tej Polski w regionie, w nowej Europie i w świecie zależy tylko i wyłącznie od naszych dokonań, zaniechań lub zaniedbań.




HOMEStrona główna - CER Home Page NEXTNastępna strona - Next page


INTERNET CONSULTANT