Mapa (klikalna)

BIAŁORUŚ - CO DALEJ?

W dniu 24 marca br. Fundacja im. Stefana Batorego zorganizowała w Warszawie debatę pt. "Po wyborach prezydenckich na Białorusi" z udziałem polityków i ekspertów z Białorusi, Estonii i Polski. Poniżej zamieszczamy wypowiedzi panelistów z sesji pt. "Prognoza rozwoju wydarzeń" . Śródtytuły pochodzą od redakcji, wypowiedzi nieautoryzowane.

Jarosław Romańczuk
Czas jest po naszej stronie
Centrum Analityczne "Strategia", Mińsk.

Mówienie o przyszłości koalicji opozycji na Białorusi to jest po części spekulacja. Sformułowanie tej koalicji to nie był cud, po prostu został wykonany kawał rzetelnej pracy zarówno przez partie koalicji jak i organizacje pozarządowe, którym zależy na przemianach w społeczeństwie białoruskim, które rzeczywiście jest społeczeństwem totalitarnym. Praca polityczna w takiej rzeczywistości wymaga wielkiej odwagi cywilnej. Ludzie aktywni w opozycji, w partiach politycznych jednoznacznie są za tym, aby koalicja wyborcza przetrwała, żeby się wzmocniła, żeby stała się centrum przemian demokratycznych. To, że 19 marca na placu Października było 30 tys. osób jest zasługą koalicji, partii politycznych i jej liderów. To jest osiągnięcie i na tym musimy budować.

Otwarte pozostaje pytanie o możliwość dołączenia do koalicji jedynej partii, która do niej nie weszła, tj. Partii Socjaldemokratycznej i Aleksandra Kazulina, który uzyskał poparcie 800 tys. wyborców. Dlatego podstawowym zadaniem dla koalicji będzie teraz włączenie jego do koalicji. Są oczywiście różne głosy na temat jego miejsca i funkcji w tej opozycyjnej koalicji, ale jeśli on nie wejdzie, to alternatywą będzie powstanie jeszcze jednej koalicji, czyli tego, do czego dąży Łukaszenka. Władze robią wszystko, żeby do takiej zjednoczonej koalicji nie doszło. Dlatego my musimy zrobić wszystko, by wznieść się ponad partyjne podziały i doprowadzić do niej. Rozmawiałem i z Kazulinem, i z ludźmi ze sztabu Milinkiewicza na temat tej szansy i mogę powiedzieć, że są różnice, jeśli chodzi o kwestie taktyczne, ale konfliktów ideowych czy strategicznych nie zauważyłem.

Nasi przyjaciele, z Zachodu, z Polski, mogą nam w tym pomóc, pośrednicząc w dialogu i uświadamiając politykom, że ta jedność jest podstawą zwycięstwa demokracji na Białorusi, a jakaś inna koalicja, jakaś inna konfiguracja byłaby krokiem do tyłu. W 2002-2003 roku była grupa osób, która nazwała się Europejską Koalicją, ale jej powstanie wynikało raczej z indywidualnych ambicji polityków niż z jakiejś dalekosiężnej wizji, za którą stoją realne siły, i która rokuje nadzieje na przetrwanie. Dlatego też kieruję apel do polskich polityków, którzy mają autorytet wśród białoruskich polityków, o udzielenie pomocy białoruskiej opozycji demokratycznej w wypracowaniu strategii dalszych działań tak, by stały się centrum demokratyzacji kraju. To jest bardzo ważne.

19 marca była wśród ludzi, którzy zebrali się na placu, chęć działania. Ignorujemy władze, ignorujemy białoruskie KGB, musimy tak postępować, by Łukaszenka uwierzył, że opozycja jest siłą, która może przejąć władzę w swoje ręce. I tu jest dylemat - czy Minkiewicz i koalicja pozostanie w systemie prawa, które obowiązuje dzisiaj na Białorusi, czy też 26 kwietnia, kiedy jest organizowany Marsz Czarnobyla, w którym uczestniczy znacznie więcej ludzi, zdecydować ma się na bardziej radykalne kroki i zmusić władze do podjęcia politycznych zmian. Ani Milinkiewicz, ani Kazulin nie wygrali tych wyborów prezydenckich, ale teraz jest czas, by przekazać ludziom prawdę o tym, co się działo i co proponujemy jako alternatywę rządów Łukaszenki. Wielu wyborców, którzy oddali swoje głosy na Łukaszenkę, tak naprawdę nie głosowało na niego, ale za stabilnością. Dlatego też musimy ludziom tłumaczyć, że opozycja nie proponuje destabilizacji władzy państwowej, do czego doprowadziła pomarańczowa rewolucja na Ukrainie - stąd Majdan jest dla Białorusi złym przykładem - ale proces reform.

Dotarcie do ludzi z obiektywną informacją jest jedną z podstawowych rzeczy. Jeśli zdołamy zorganizować kampanię informacyjną o tym, co się stało, o tym, kim jesteśmy, co proponujemy, to będziemy w stanie doprowadzić do wyborów prezydenckich znacznie wcześniej niż za 5 lat. Jedną z cech tej kampanii było to, że rzeczywiście dotarliśmy do serc i dusz większej liczby ludzi niż miało to miejsce w 2005 roku. To, że Łukaszenka skradł nasz program ekonomiczny i gospodarczy świadczy o tym, że jest pogrążony w kryzysie intelektualnym, że przejmując deklaratywnie nasze słownictwo chce się podobać biznesowi, przedsiębiorcom, których raptem jest 180 tysięcy.

Co może zrobić Polska, będąc członkiem Unii Europejskiej? Rosja aktualnie przewodniczy Grupie G8, przewodniczy też jednej ze struktur Rady Europy, a zatem Rosja ma pewne zobowiązania wobec tych organizacji. Jeśli Rosja ma ambicje bycia europejskim krajem i chce działać w ramach praw właściwych dla tych organizacji, musi postępować według ich reguł. Polska powinna rozmawiać z Rosją o Białorusi. Są bowiem instrumenty za pomocą których i Zachód, i Unia Europejska, i Polska jako członek Unii, może oddziaływać na Rosję i na Białoruś. Takie dyplomatyczne wsparcie jest bardzo ważne. Myślę, że UE coraz bardziej upewnia się w tym, że Polska miała rację, przyjmując właśnie taką linię polityczną wobec władz na Białorusi.

Unia winna utworzyć pewne limity na prace sezonowe dla Białorusinów. Jeśli władze w ramach represji za działalność opozycyjną wyrzucają ludzi z pracy, to my, opozycja moglibyśmy tych wyrzuconych kierować, w ramach tych kwot, do pracy na Zachodzie.
Byłoby to bardzo ważne, szczególnie dla ludzi, dla ich rodzin z małych miejscowości, znacznie ważniejsze niż uruchomienie Radia dla Białorusinów nadawanego…. po rosyjsku przez Deutsche Welle. Uczciwie powiem, że szukam kogoś, który słuchałby na Białorusi Deutsche Welle i nie mogę znaleźć.

Wsparcie informacyjne jest rzeczywiście potrzebne, wparcie gazet, agencji informacyjnych, zwłaszcza że gazety, partie polityczne i koalicja będą działać w podziemiu. Polska pomoc będzie tu bardzo potrzebna, bo polska opozycja działała przecież w podziemiu, ma doświadczenie, chociaż dużo ludzi już o tym zapomniało, ale myślę, że może uświadomić waszym partnerom z Unii Europejskiej jak to jest pod dyktaturą. Polskie partie polityczne - PiS, PO, SLD - mają swoje odpowiedniki na Białorusi i poprzez nie, poprzez pracę z ludźmi w regionach, mogą przekazywać prawdę o tym, czym jest Unia Europejska, czym jest polityka polska, czym jest białoruska opozycja. Dziś w naszych mediach wróg nr 1 to Stany Zjednoczone, wrogiem nr 2 jest Polska. Poza tym ważna będzie pomoc organizacji pozarządowych. Polskie "NGO" mają bardzo duże doświadczenie.

My, jako opozycja jesteśmy natomiast przeciwni sankcjom ekonomicznym. Wątpimy w efektywność takich sankcji, tym bardziej że nie mając dostępu do mediów nie będziemy mogli wytłumaczyć społeczeństwu, jakimi przesłankami kieruje się Unia, rozważając taką możliwość.
Czas jest po naszej stronie. W ciągu roku gospodarka będzie w takim stanie, że znacznie więcej ludzi będzie podzielało nasze poglądy. Jeśli Rosja daje 13-14 proc. do naszego PKB, to mamy do czynienia z unikalną sytuacją w świecie. Nie ma w historii takiego przykładu, żeby obcy kraj dawał tyle pieniędzy dla innego państwa. Oczywiście Rosja chce, aby Białoruś została częścią Rosji. Rozeszły się pogłoski, że Rosja będzie inwestowała w swojego Janukowycza, żeby potem mieć jakiś dodatkowy wpływ na Łukaszenkę. Musimy być na to przygotowani i musimy inwestować w proces demokratyczny, w tę koalicję, w scenariusz, który doprowadzi do zwycięstwa. Czas jest po naszej stronie. Teraz i Polska, i Unia Europejska muszą zrozumieć, że jedność polityki i na szczeblu dyplomacji, i na szczeblu organizacji pozarządowych, i na poziomie partii politycznych, jest podstawą do zwycięstwa demokracji na Białorusi, zwycięstwa nie za pięć lat, lecz znacznie szybciej.

Adam Eberhardt
Zadecyduje gospodarka
Polski Instytut Spraw Międzynarodowych, Warszawa.

Jak wiadomo głównym celem opozycji demokratycznej w tych wyborach było przełamanie bezalternatywności, tj, sytuacji, w której opozycja w zasadzie nie istnieje w świadomości społecznej. To kreowanie się opozycji w czasie wyborów można porównać do kładzenia fundamentów, bazy do dalszych działań. Na ten proces należy patrzeć w dwóch różnych kontekstach - z jednej strony jest twardy elektorat antyprezydencki, który winien być aktywizowany, z drugiej - większość, która głosuje, akceptując stabilność bazy ekonomicznej kraju. Te dwa elementy wzajemnie się napędzają. Opozycja, która wychodzi na plac mówiąc: nas poparło nie 6 proc., ale 30 do 35 społeczeństwa od razu stawia się na pozycji z góry przegranej. Ale używa też argumentu, który jest bardzo ważny, mianowicie przedstawia fakt wykreowania lidera, co jest istotne. Milinkiewicz jest osobą, która może pełnić tę funkcję i pod tym względem te wybory nie zostały zmarnowane. Tu jednak pojawia się pytanie o relacje między nim a innym kandydatem opozycji - Kazulinem. Już zresztą pojawił się ten problem, gdy Kazulin mówił, że należy zaprzestać wiecowania. Jestem przekonany, że duże ambicje Kazulina, który nie odżegnuje się od współpracy w opozycji, będą wykorzystywane, tzn. będą instrumentem podziału opozycji przez władze.

Władze białoruskie są rzeczywiście silne, wydaje się, że nie ma dla nich żadnych zagrożeń. Dużo się przed wyborami mówiło, że władze są słabe, czego wyrazem jest przykręcanie przez nie tzw. śruby. Wydaje mi się, że jest trochę inaczej, że Łukaszenka zdaje sobie sprawę z faktu, iż lepiej jest zapobiegać chorobie, niż ją leczyć. Dlatego mieliśmy przed wyborami do czynienia z procesem "przykręcenia śruby", tzn. dodatkowym zastraszaniem społeczeństwa. Nie chodzi tu o racjonalność tego zachowania. Dzisiejsze wybory Łukaszenka wygrałby nawet przy większej swobodzie czy tolerancji dla opozycji, ale konsekwencje dla niego byłyby straszne, gdyby ta opozycja rzeczywiście się wykreowała. Łukaszenka nie jest przecież politykiem, który chce za pięć lat, tj. po zakończeniu trzeciej kadencji odejść i zamieszkać na daczy pod Mińskiem, zostawiając rządy komukolwiek. Dlatego też wierzę w to, co mówił przed wyborami, kiedy zapewniał, że będzie się starał, by z opozycji nie pozostał kamień na kamieniu. Przytoczę charakterystyczną anegdotkę: milicjant zapytany przez zwierzchnika, ilu jest demonstrantów na placu Październikowym, odpowiedział - nie widzę żadnego. Władze białoruskie walczą z opozycją białoruską przez negowanie jej istnienia. Jest to naprawdę bardzo efektywny sposób walki z opozycją. Jeżeli przyjmiemy oficjalne wyniki wyborów, to wynika z nich, że kandydat opozycji uzyskał 6 proc. poparcia, a pięć lat temu, w czasie wyborów, które były wielką klęską opozycji demokratycznej, jej kandydat, Chanczary, uzyskał 15 proc. To nie jest tak, że opozycja dzisiaj jest rzeczywiście słabsza, to jest po prostu próba przedstawienia, więcej - wbicia społeczeństwu białoruskiemu do głowy przekonania, że opozycja na Białorusi już nie istnieje. Proszę bardzo - kiedyś to oni mieli 15 proc., a dzisiaj w samym Mińsku dostają nie więcej niż 10 proc. Gdyby istotnie tak było, to by znaczyło, że na plac Październikowy wyszło jakieś 30 proc. elektoratu Milinkiewicza w tym mieście. Jest to dość duża mobilizacja opozycji - można jej pod tym względem pogratulować.

Czy są jakieś możliwości zmiany? Wiemy, jakie są ograniczenia opozycji, wiemy, jak władza jest zdeterminowana. Popatrzmy zatem na czynniki międzynarodowe. Jeśli chodzi o politykę Zachodu, to wiadomo, że sankcje ekonomiczne nie wchodzą w grę, bo one uderzają w społeczeństwo, przykład Kuby na przestrzeni ostatniego półwiecza pokazuje, jak one są efektywne. Restrykcje wizowe dla nomenklatury - oczywiście tak, niech nie jeżdżą na francuską Riwierę czy na wakacje do Turcji, ale to ma charakter absolutnie symboliczny. To, czym Zachód dysponuje, to działania o charakterze długofalowym. Należy powoli wciągać Białoruś, należy starać się dawać Białorusi te wszystkie udogodnienia, które są możliwe - w przypadku pomocy UE - jak na Ukrainie. Np. ulgi wizowe, praca sezonowa, itp. Mam świadomość tego, że będzie to ogromnie trudne z jednego podstawowego powodu - sam Łukaszenka nie jest zainteresowany takimi przywilejami dla swojego społeczeństwa. Jemu nie zależy na tym, aby granica słabła, odwrotnie - jemu zależy, aby ta granica była jak najbardziej trwała i solidna.

I wreszcie nie wierzę w to, że Łukaszenka płaci lub będzie płacił Moskwie jakieś rachunki.

Rosja popiera Łukaszenkę i Rosja będzie go popierać, ponieważ w Rosji przeważa myślenie geopolityczne. Doświadczenia Ukrainy, doświadczenia Gruzji, są dla niej bardzo wymowne. Rosja nie nauczyła się dotąd grać z opozycją, każdy nowy prezydent może mieć swobodę manewru. Weźmy przykład Mołdawii - Woronin, lider partii komunistów Mołdawii, przychodził do władzy jako kandydat prorosyjski. Dzisiaj to jest, poza prezydentem Gruzji, największy wróg Rosji na obszarze postsowieckim. Łukaszenka ma jedną ważną cechę - on nie może się odwrócić na Zachód, a każdy inny prezydent będzie mógł to zrobić. Rosja będzie go zatem popierała i on znakomicie zdaje sobie sprawę z tego, że będzie miał zawsze poparcie rosyjskie i o to poparcie nie musi zabiegać.
Z czym zatem wiążę swoje nadzieje? Z pewnymi czynnikami mentalnymi w elicie rosyjskiej, która, podejrzewam, ma już dosyć oszukiwania przez Łukaszenkę. W Rosji zmienia się też po trosze sposób postrzegania obszaru postsowieckiego, co było już np. widoczne w kwestiach podwyżek gazowych. Białorusi to zostało oszczędzone, gdyż nadal płaci 1/5 ceny rynkowej. Nie dlatego, że przed wyborami nie chciano zrobić przykrości Łukaszence, bo gdyby chcieli to zrobić, to uczyniliby to właśnie przed wyborami i przed nimi Rosja byłaby twarda, a nie dzisiaj. Zostało to Białorusi oszczędzone, ponieważ przeważył taki oto romantyzm - przecież razem tworzymy państwo związkowe, Łukaszenka jest nasz, to nasz człowiek. Ponadto Łukaszenka lobbuje w Rosji, lobbuje w regionach rosyjskich, lobbuje w grupach przemysłowych itd.

Co się zmieni? Duże nadzieje wiążę z przystąpieniem Rosji do Światowej Organizacji Handlu. Rosja przystąpi do niej znacznie szybciej niż Białoruś. Jeżeli Rosja przystąpi do WTO to, po pierwsze, będzie zagrożony rynek rosyjski, tzn. białoruskie produkty, które dzisiaj masowo są eksportowane do Rosji, będą konkurować z produktami chińskimi, amerykańskimi, europejskimi, itd. Wraz z przystąpieniem Rosji do WTO unia celna z Białorusią staje się częściowo nieakceptowalna dla Białorusi, ponieważ wiadomo, że Rosja przyjmie zupełnie inne stawki, ma przecież wrażliwe dla siebie towary. Tutaj dostrzegam duże możliwości. Po drugie - nastąpi wzrost cen energetycznych. Podniesienie ceny gazu z 50 dolarów do 200 znaczy dla budżetu białoruskiego wzrost wydatków o ponad 3 miliardy. Oznacza to zatem albo bardzo duże pogorszenie się standardów życia społeczeństwa, albo absolutną nieopłacalność produkcji, która trafia dziś na rynek rosyjski.

Nie zgadzam się jednak z twierdzeniem, że Rosja jest instrumentem polityki wobec Białorusi, bo Rosja nie będzie takim instrumentem, gdyż to absolutnie odrzuca i jest w tym dość konsekwentna. Jest natomiast inna zależność - Białoruś jest instrumentem polityki wobec Rosji. Prowadząc politykę wobec Rosji, można traktować Białoruś jako probierz dla wcielanej przez Rosjan w życie polityki czterech przestrzeni z programu strategicznego partnerstwa z Unią Europejską.

Jeżeli oczekujemy zmian na Białorusi, to w pierwszej kolejności decydować będą czynniki zewnętrzne, które wpłyną na ewolucję sytuacji makroekonomicznej, co z kolei zmieni pasywność społeczeństwa. Jeżeli na te zmiany będzie przygotowana opozycja białoruska, a mam nadzieję, że tak, to wszystko to będzie się wzajemnie napędzało. Jeżeli w takiej sytuacji dojdzie do zmniejszenia się popularności prezydenta, to wówczas dojdzie też i do dezintegracji obozu władzy, a to dopiero warunkuje jakieś zmiany polityczne na Białorusi.

Robert Tyszkiewicz
Informacja, edukacja i pomoc bezpośrednia
Szef Zespołu Parlamentarnego Sejmu RP na rzecz Solidarności z Białorusią.

Co nam się udało do tej pory zrobić w polskim Sejmie i jakie mamy zamiary w zakresie wpierania procesów demokratycznych na Białorusi? Chcielibyśmy bardzo, aby wreszcie powstały w polskim parlamencie, w polskim rządzie, instytucje, które w sposób systemowy zajmą się wspieraniem procesów demokratycznych u naszego wschodniego sąsiada. Mam takie przeświadczenie, że praca ta będzie wymagała dużo uporu i może nie będzie w krótkim czasie owocowała w jakieś wielce spektakularne efekty, ale są dwa czynniki, które pozwalają mi być w krótkim czasie umiarkowanym optymistą. Po pierwsze, mamy pełny consensus między dwoma największymi środowiskami w Sejmie, tzn. PO i PiS w sprawie polityki wschodniej. Dzięki temu ten zespół powstał i jest wola polityczna. Po drugie, Białoruś jest trendy, jest modna, co budzi szczerą radość, ale i chęć wykorzystania tego po to, aby w tym czasie zbudować jak najwięcej trwałych rozwiązań, ważnych dla białoruskiej demokracji.
Nie powstała bilateralna grupa parlamentarna polsko-białoruska, ponieważ postanowiliśmy nieutrzymywać oficjalnych kontaktów z niedemokratycznie wybranymi organami białoruskiej władzy. Powstał jednak taki zespół złożony z naszych parlamentarzystów. Poniekąd odpowiednikiem naszego zespołu parlamentarnego jest powołany w Kancelarii premiera zespół międzyresortowy. Ta struktura została powołana po to, aby koordynować i opiniować działania prowadzone przez rząd w zakresie wspierania procesów demokratycznych nie tylko na Wschodzie, ale w ogóle. Współpraca między tymi zespołami jest dobra. Jest wreszcie budżet, gdzie jest zapisanych 85 milionów złotych, które mają być wydatkowane po zasięgnięciu opinii tego zespołu międzyresortowego, i do których to pieniędzy mogą aplikować zarówno organizacje pozarządowe, jak również mogą być użytkowane przez odpowiednie resorty. Nie jest to wiele, ale jest.

W moim przekonaniu polska polityka wobec Białorusi powinna się opierać na trzech przestrzeniach aktywności i w tym zakresie chcielibyśmy w naszym zespole parlamentarnym przygotować pewne projekty. Te trzy przestrzenie to edukacja, informacja i pomoc bezpośrednia. Wydaje się, że możemy, pozostając w zgodzie z polityką Unii Europejskiej i z polskim interesem narodowym, prowadzić aktywną działalność w tych trzech kierunkach. Cechą charakterystyczną polskiej polityki wobec Białorusi była kompletna reaktywność, tzn. reagowaliśmy na to, co tam się działo, natomiast nie było jakieś czytelnej i aktywnej polityki czy wizji, a w każdym razie ja nie potrafię jej zrekonstruować.
W obrębie polityki informacyjnej jest to wsparcie wolnych mediów. W obrębie projektów edukacyjnych są to rozmaite programy stypendialne, a także projekt, który ja nazywam Wschodnią Viadriną, tzn. uniwersytet europejski na wschodniej granicy Unii, który mógłby być miejscem wspólnego studiowania młodzieży z Unii Europejskiej, z Polski, czy z Litwy i młodzieży białoruskiej. I to, co jest najtrudniejsze, tj. pomoc bezpośrednia, co będzie wymagało czegoś w rodzaju shadow action. Białoruska opozycja może być zmuszona do działalności w warunkach nielegalnych, a my musimy być przygotowani do tego, aby znaleźć narzędzia pozwalające skutecznie świadczyć pomoc nawet w tych warunkach. My z naszym doświadczeniem powinniśmy się wstydzić, jeżeli takich sposobów nie znajdziemy.

Postanowiliśmy, by nasz Sejm był liderem parlamentów Europy w sprawie Białorusi, w związku z czym planujemy w ciągu najbliższego czasu konferencję międzyparlamentarną w Sejmie, na którą chcemy zaprosić podobne do naszego zespoły z krajów UE i krajów sąsiadujących. Chcielibyśmy podczas tej konferencji wypracować coś w rodzaju mapy drogowej dla parlamentów, tak żebyśmy mieli wobec naszych rządów kilka wspólnie zdefiniowanych przestrzeni działania. Rozpoczynamy pracę nad bardzo trudnym zagadnieniem, do której chcielibyśmy zaprosić wszystkie środowiska pozarządowe, jeżeli mają stosowne doświadczenia, tj. nad przygotowaniem tzw. specustawy, tj. takiej polskiej Democracy Act, która pozwoli alokować środki w strefie, jeśli można tak to ująć, nie do końca otwartej. Taka ustawa wydaje mi się niebywale potrzebna i sądzę, że jak najprędzej powinniśmy na ten temat rozpocząć rozmowy, aby być skutecznym.

Paweł Kazanecki
Czas nielegalnej opozycji
Wschodnioeuropejskie Centrum Demokratyczne, Warszawa.

To, co jest novum na Białorusi, to fakt, iż po raz pierwszy od wielu lat mamy do czynienia z sytuacją, która jest nieprzewidywalna. Po raz pierwszy opozycji białoruskiej udało się przejąć na Białorusi inicjatywę polityczną. Przez ostatnie 10 lat, od 1996 roku, inicjatywa, tak naprawdę, zawsze należała do władz i tak naprawdę jedynym czynnikiem, który rozgrywał wewnętrzną sytuację polityczną to była władza i władza. Tzn. głównym czynnikiem, którego Łukaszenka się obawiał była jego własna administracja. Trzeba przypomnieć, że przez ostatnie kilka lat prawie dwa tysiące osób trafiło do więzień - urzędników, dyrektorów fabryk, i to był główny wróg polityczny, którego reżim się bał. Opozycja była raczej zmarginalizowana i nie posiadała żadnej inicjatywy politycznej.

Dzisiaj ta sytuacja się zmieniła i zmienił ją przede wszystkim kongres sił demokratycznych, który się odbył w październiku ubiegłego roku. Od tego momentu władze tak naprawdę nie wiedzą jak reagować. Najprostszą reakcją jest milczenie i władza stara się przemilczeć istnienie alternatywnego lidera dla społeczeństwa; jednak nie do końca jej się to udaje i cały proces wyborczy tak naprawdę to milczenie złamał. Druga rzecz, na którą chcę zwrócić uwagę, to fakt, iż po raz pierwszy społeczeństwo tak naprawdę zaczęło mówić swoim głosem, mimo iż władze wprowadziły bardzo drastyczne sankcje - wymienię np. 5 lat więzienia za kontakt z mediami zagranicznymi, 3 lata więzienia za działalność w niezarejestrowanej organizacji, i oczywiście wystąpienie szefa służb białoruskich, który zaczął straszyć karami kilkunastu lat więzienia za działalność terrorystyczną i nawoływanie do masowych wystąpień.
Mimo tej atmosfery i zwiększonej kontroli poprzez zakłady pracy nad poszczególnymi obywatelami jednak olbrzymia grupa ludzi wyszła na ulice. 20-30 tys. osób na placu Październikowym to kolejny element nieprzewidywalny. Jest to naprawdę duży sukces.

Ważnym czynnikiem są też namioty, które stały w Mińsku. Okazało się bowiem, że są młodzi ludzie, niekoniecznie przez kogokolwiek sterowani, nawet przez samą opozycję, którzy powiedzieli - dosyć, my tak dalej nie chcemy żyć.

Dużym sukcesem jest nie tylko ten wiec, ale również tłumne spotkania Milinkiewicza z wyborcami. Tzn. aktywizacja jest nie tylko w Mińsku, ale poza nim. Np. kilkaset osób na spotkaniu w Lidzie, w której po pierwsze, nie ma struktur opozycyjnych, a po drugie, która po prostu spała od wielu, wielu lat. 6 tysięcy osób na wiecu poparcia Milinkiewicza w Homlu, gdzie też nie było masowych wystąpień od 10 lat. To o czymś świadczy. Tzn. coś się dzieje w tej chwili w społeczeństwie białoruskim i mówienie obecnie o społeczeństwie białoruskim jako o społeczeństwie, które popiera Łukaszenkę, któremu się dobrze żyje i nie chce żadnej zmiany, odchodzi do historii.

Wraz z tymi wyborami na Białorusi zaczął się pewien proces polityczny. Proces długoterminowy. To nie jest proces, który będzie miał swój finał za miesiąc czy za dwa, ale może to się stać za dwa, lub trzy lata. Co to za proces i co może się tak naprawdę dziać w ciągu najbliższego czasu? Myślę, że po wyborach opozycję czeka bardzo ciężki proces wzmocnienia swoich struktur. Z jednej strony opozycja rzeczywiście ma nową twarz, twarz w dużym stopniu rozpoznawalną w społeczeństwie białoruskim i przede wszystkim twarz rozpoznawalną na Zachodzie wśród zagranicznych polityków. To też jest bardzo ważny czynnik. Do tej pory jedynym rozpoznawalnym politykiem był prezydent Łukaszenka. Na dzień dzisiejszy jest to olbrzymi kapitał opozycji - rzeczywiście ma człowieka, wokół którego może się zjednoczyć.

Teraz trzeba zastanowić się, kto rzeczywiście pracował i kto ma odwagę w trudnych, zmienionych warunkach politycznych na Białorusi dalej nazywać się opozycjonistą. Tu już nie ma co się zastanawiać, czy opozycja będzie pracować legalnie, czy nielegalnie, w podziemiu czy oficjalnie - musimy sobie jasno powiedzieć: przy dzisiejszym prawodawstwie na Białorusi opozycja będzie pracowała w podziemiu, podobnie jak i niezależne media. Dziś mamy ostatnie jeszcze partie polityczne, które są legalne, ale one otrzymały już dokumenty, które ostrzegają je przed działaniem bezprawnym, co może być podstawą do zamknięcia tych partii w dowolnym momencie. Jednocześnie w takiej samej sytuacji znajdują się organizacje pozarządowe, które są sparaliżowane strachem wywołanym grudniowym dekretem zabraniającym wielu rodzajów działalności. Jedyne, co tak naprawdę zostanie, to jednolita i zjednoczona opozycja, która będzie miała odwagę działać w podziemiu, tzn. odważni ludzie, który nie będą się bali tego, że raz na tydzień będą aresztowani, i tego, że za każde słowo i każdy swój czyn będą karani, a być może przez część społeczeństwa, i to znaczną część społeczeństwa, będą traktowani jako gorsi.

Uprzytomnijmy sobie jeszcze jedną rzecz. O ile w Polsce bycie w opozycji, bycie w podziemiu łączyło się z pewnym prestiżem, przecież lubimy wszelkie konspiracje i mamy tradycje walk wolnościowo-opozycyjno-konspiracyjnych, to na Białorusi tych tradycji nie ma. Na Białorusi prestiżowe dla każdego obywatela jest bycie w milicji, a więc wśród tych, którzy biją. Powiedzmy to sobie otwarcie. Oznacza to, że dla wielu tych ludzi bycie w opozycji będzie oznaczało bycie wyrzutkiem społecznym. To jest szczególna odwaga, tzn. podjęcie decyzji, której nie akceptuje wielu obywateli Białorusi. To są ludzie, którzy dzisiaj zostaną nazwani narkomanami i pijakami, ponieważ wraz z likwidowaniem miasteczka namiotowego zostały rozrzucone strzykawki, narkotyki i butelki po wódce, a wszystko to zostało sfilmowane przez telewizję białoruską.

W tej sytuacji nasz gest, stosunek naszego społeczeństwa do tego wszystkiego, co będzie się działo na Białorusi, do rozwoju tamtejszej opozycji jest kluczową sprawą.

Różnica między tymi, którzy tworzyli to miasteczko namiotowe, a tymi, którzy organizowali wiec 19 marca, jest też różnicą pokoleniową. Opozycja będzie przechodziła teraz wielką zmianę opozycji, tj. ewolucję pokolenia, które przez 10 lat było w opozycji, ale w tej legalnej opozycji, parlamentarnej, a często pozaparlamentarnej, ale jednak legalnej. Niekoniecznie wszyscy z nich będą teraz gotowi przejść do podziemia. Natomiast ci młodzi ludzie, którzy siedzieli w namiotach, są na to gotowi, ponieważ oni nie będą akceptowali tego, w jaki sposób reżim traktuje społeczeństwo białoruskie.

Co zatem powinno być zrobione przez wspólnotę europejską, przede wszystkim przez nas, Polaków? Myślę, że pierwszą, najważniejszą rzeczą jest to, że polski rząd nie może działać sam, jego misją nie może być wysyłanie misjonarzy przeciw Łukaszence. Musi pomyśleć o międzynarodowej, długofalowej polityce wobec reżimu Łukaszenki, bo tylko ona może być skuteczna i przynieść rezultaty.


HOMEStrona główna - CER Home Page NEXTNastępna strona - Next page


INTERNET CONSULTANT