Mapa (klikalna)

Opinie

Żaden z Polaka Europejczyk!1

Mari D. Bergseth

Mari D. Bergseth, antropolog społeczny z Uniwersytetu w Oslo, Norwegia. Praca magisterska Zjednoczona różnorodność. Promotorzy Europy w Strasburgu i ich europejskość oparta jest na badaniach etnograficznych w środowisku praktykantów w Radzie Europy i Parlamencie Europejskim w Strasburgu. Główne zainteresowania: Europa, Karaiby, tożsamości grupowe, etniczność, krajobraz, fenomenologia i antropologia kognitywna. Obecnie pracuje w dziale administracji Instytutu Antropologii Społecznej na Uniwersytecie w Oslo.

Tekst "Żaden z Polaka Europejczyk!" przedstawiający wyobrażenie młodych Europejczyków o europejskości", został wydany w norweskim roczniku antropologicznym "Betwixt & Between" w 2006 roku. Artykuł pokazuje, w jaki sposób Europejczycy różnego narodowego pochodzenia definiują siebie jako grupę dzięki użyciu prototypu grupowego prezentowanego poprzez mit o prawdziwym Europejczyku. Dyskutowana jest również potrzeba wyznacznika grupowego i granic między "nami" a "innymi" w świetle teorii Fredrika Bartha i Benedicta Andersona. Autorka pokazuje, dlaczego młodzi strasburczycy postrzegają Polskę, i inne kraje wschodnioeuropejskie, jako nieeuropejskie, a Polaka jako nie-Europejczyka i analizuje mechanizmy stojące za taką oceną.

Artykuł rzuca antropologiczne światło na tematykę, która do tej pory zdominowana była przez nauki polityczne i dlatego może być również postrzegana jako wkład w debatę na temat roli antropologii w badaniach nad światem zachodnim.

Zamieszczamy artykuł, świadomi zarówno tego, że cytowane w nim opinie "strasburczyków" odzwierciedlają przede wszystkim głosy prasy francuskiej rozczarowanej przegraną ich samolotu Mirage w przetargu na zakup samolotu wielozadaniowego przez polską armię jak i subiektywności jego wniosków, w przekonaniu, że może on wnieść głos do wciąż aktualnej w Polsce debaty na temat tożsamości europejskiej. Będzie to również prezentacja badań dokonanych przez obcokrajowców na temat tożsamości Polaków i miejsca Polski w Europie.

Redakcja




W maju 2005 roku francuski elektorat odrzucił projekt konstytucji dla Europy (UE).2 Ten zdecydowany, choć może nie całkiem zaskakujący sprzeciw był sygnałem ostrzegawczym dla tego, co miałoby być pierwszym krokiem w kierunku europejskiej federacji. We francuskiej gazecie "Libération"3 można było przeczytać, że owe "nie" było "trzęsieniem ziemi, które falą szoku ogarnęło całą Europę".4 Wydawało się, że wszyscy zadają sobie pytanie o to, w jaki sposób mogło do tego dojść. Media doszukiwały się powodu w braku zgodności pomiędzy tym, co proponowała Konstytucja a tym, czego życzyli sobie Europejczycy.5

Uważam, że odrzucenie Konstytucji przez elektorat francuski jest manifestacją tego, co częściowo jest tematem niniejszego artykułu - widocznej niezgodności między zrozumieniem czym Europa jest i być powinna według Unii Europejskiej a tym jak Europejczycy6 sami ją postrzegają. Opisując jak młodzi strasburczycy,7 praktykanci (Trainees) i pracownicy Rady Europy definiują europejskość, chciałabym pokazać, w jaki sposób ich myśli i marzenia w wielu miejscach nie pokrywają się z obrazem zintegrowanej Europy, jaki daje UE. Na podstawie ich wypowiedzi zaprezentuję jedną opowieść o europejskości - mit o prawdziwym Europejczyku. Nie twierdzę, by opinie strasburczyków były identyczne wśród Europejczyków w innych miejscach lub o innym czasie. Przypuszczam, że moi respondenci w Strasburgu mają inny stosunek do Unii oraz inną świadomość na temat europejskości przede wszystkim dlatego, że pracują dla europejskich organizacji oraz poświęcają się kształtowaniu przyszłej Europy. Pojęcie "Europa" używane jest w artykule w stosunku do tej wspólnoty, jaką widzą strasburczycy, chyba, że wyszczególnione jest inaczej. Dlatego też może ono odnosić się zarówno do UE, jak i do "geograficznej" Europy.

Zanim rozpocznę prezentację własnego materiału empirycznego, chcę przedstawić w skrócie projekt UE. W tym kontekście posłużę się pojęciami Jürgena Habermasa: postnacjonalizm i patriotyzm konstytucyjny. Z drugiej strony przedstawię opowieści strasburczyków, na których podstawie powstał model dystynkcji kulturowych (patrz tabela 1). Model ten oraz opowieści dyskutowane są w świetle teorii o wspólnotach wyobrażonych Benedicta Andersona8 oraz teorii Fredrika Bartha9 o tożsamości etnicznej i określaniu granic między "my" a "oni".10

Konstytucja dla kogo?

Traktat ustanawiający konstytucję dla Europy został podpisany przez głowy 25 państw członkowskich UE 29 października 2004 roku.11 Z dokumentem wiązano nadzieje, iż będzie on tym "czymś ekstra", czego brakuje by zmienić polityczną i ekonomiczną współpracę w również unię społeczną - unię tworzoną przez i dla Europejczyków.

Wiosną następnego roku umowa była ratyfikowana przez kolejne państwa członkowskie i proces ten przebiegał bezproblemowo do czasu kiedy Francuzi mieli oddać swoje głosy. Tygodniami trwała debata w mediach i już długo przed otwarciem lokali wyborczych oczywistym było, że o kwestii rozstrzygną procenty. Wieczorem 29 maja rezultat był znany: 54,5% głosujących Francuzów opowiedziało się przeciw przyjęciu konstytucji.

"Dlaczego tak się stało?", "Co poszło nie tak?". Pytań było wiele, prób ich odpowiedzi nie mniej. Podczas gdy niektórzy12 uważali, iż decyzja francuskich wyborców była protestem przeciwko obecnemu rządowi i zapowiadanym przez nich reformom społecznym, inni13 podkreślali, że nawet Francuzi nie są aż tak niedorozwinięci w oddawaniu swoich głosów. Powodem musiało być zatem niezadowolenie Francuzów z samej ustawy jaka została im przedstawiona, a zwłaszcza społeczno-politycznych zmian, które były zapowiedziane. Konstytucja czekająca na ratyfikację była szkicem opracowanym przez polityczną i społeczną elitę, grupę ludzi, którzy być może nie zauważyli pilnego zapotrzebowania na dobre świadczenia socjalne oraz umowy emerytalne. Słyszałam wielu strasburczyków, zarówno francuskiego jak i innego pochodzenia, przyznających, że po prostu nie odpowiadał im zaprezentowany szkic.

Od 1992 roku i ratyfikacji traktatu z Maastricht każdy obywatel kraju członkowskiego UE był również, według litery prawa, obywatelem Europy. Projekt Konstytucji rozbudowuje tę zasadę, wobec czego jest się europejskim obywatelem z mocy prawa. Innymi słowy, europejskie obywatelstwo nie jest przypisane określonemu etnicznemu pochodzeniu, lecz prawnemu ograniczeniu geograficznego i politycznego obszaru, który tworzy Unię.

Podobnie jak UE większość państw składa się z więcej niż jednej grupy etnicznej i niektórzy14 uważają nawet, że słaby związek między ethnos i demos - etnicznymi i politycznymi granicami - jest cechą wyróżniającą współczesne państwa. Habermas twierdzi, że to nie wspólne wartości regulują dziś życie społeczne, ale czynią to wspólne zobowiązania wobec podstawowych prawnych i demokratycznych zasad. To respektowanie praw tworzy tożsamość mieszkańców i wyjaśnia dlaczego dzisiejsze państwa są społecznościami postnarodowymi lub opartymi na patriotyzmie konstytucyjnym.15 Inaczej mówiąc, w przeciwieństwie do tradycyjnego powstawania narodów, gdzie krew, pot i łzy tworzyły podstawę wspólnoty, racjonalizm norm bazujący na konstytucji jest fundamentem wspólnoty europejskiej.16

Dla Unii Europejczyk jest odpowiednikiem obywatela UE, co zgodne jest z habermasowskim rozumieniem obywatelstwa i patriotyzmu. Obywatelstwo demokratyczne jest zakorzenione w czymś więcej niż w narodowej tożsamości, jego korzeń stanowi wspólne zrozumienie i poszanowanie praw.17 Konstytucja stwierdza, iż Europejczyk to osoba "mająca przynależność Państwa Członkowskiego" i osoby te "korzystają z praw i podlegają obowiązkom przewidzianym w Konstytucji" .18 A brzmią one:

"[Prawo do] swobodnego przemieszczania się i przebywania na terytorium Państw Członkowskich. [Prawo do] kandydowania w wyborach do Parlamentu Europejskiego oraz w wyborach lokalnych […]. [Prawo do] ochrony […]. [Prawo do] kierowania petycji do Parlamentu Europejskiego, odwoływania się do Europejskiego Rzecznika Praw Obywatelskich oraz zwracania się do instytucji i organów doradczych Unii […].19

Czy właśnie tego oczekiwali Europejczycy od Konstytucji? Rozdział o prawach Europejczyka nie przypomina zbytnio tego wizerunku Europejczyka i definicji europejskości, jaką prezentują strasburczycy. Komisja Europejska informuje w broszurze na temat pracy Konwentu20, że tekst Konstytucji powinien "odpowiadać potrzebom europejskich obywateli".21 Moje pytanie brzmi: czy propozycja Konstytucji rzeczywiście taka jest, czy może odpowiada ona po prostu potrzebom organizacji nie biorąc pod uwagę życzeń i wizji obywateli? Być może w tym tkwi powód sprzeciwu Francuzów?

Zobaczyć siebie w kontakcie z innym

Uważam, że lepsze zrozumienie powyższej sytuacji można osiągnąć studiując europejskość za pomocą teorii Andersona o wspólnotach wyobrażonych oraz teorii Bartha o etniczności i tożsamości grupowej wyrażanej poprzez kontakt.

Barth pokazuje, między innymi w artykule Pathan Identity and its Maintenance,22 że wyróżniki etniczności Pasztunów nie są jednakowe dla wszystkich Pasztunów. Zależnie od tego, w której części pasztuńskiego terenu23 mieszkają, podkreślane są różne aspekty bycia Pasztunem, aby rozróżnić "nas" - Pasztunów - od "nich", czyli plemienia sąsiedniego. Według Bartha spowodowane jest to tym, że spotykają oni inne grupy w różnych ekologicznych, politycznych, ekonomicznych i organizacyjnych sytuacjach, zależnie od tego, z którym plemieniem sąsiadują. Według mojego rozumienia Andersona i Bartha, we wspólnotach wyobrażonych, tak jak w społeczności Pasztunów, spotykamy świadomość tego, co czyni kogoś członkiem grupy. Wyraża się to w kontakcie z innymi. Mój materiał empiryczny ze Strasburga pokazuje, że te wnioski są jak najbardziej aktualne w postnarodowej Europie. To co europejskie definiowane jest poprzez kontakt z tym co nieeuropejskie, i różne sytuacje ukazują inne aspekty tego co europejskie.

Europejczycy w kawiarni

Po kilku miesiącach w Strasburgu, w najwyraźniej niekończącym się poszukiwaniu odpowiedzi na to co Europejczycy definiują jako europejskie, okazało się nagle, że wizyta w kawiarni może przynieść coś więcej niż tylko ugasić pragnienie i zaspokoić mój głód. Przez wiele tygodni słyszałam jak praktykanci i inni strasburczycy rozmawiają o europejskości i o tym, że sami są Europejczykami. Próbowałam pytać, co bycie Europejczykiem miałoby znaczyć i dawano mi wiele wyjaśnień, które tak naprawdę sprowadzały się do jednego: Być Europejczykiem to być obywatelem kraju europejskiego, najlepiej kraju UE. Jednocześnie z tym trochę nijakim wytłumaczeniem słyszałam historie o tym, że pewne narody i osoby są nieeuropejskie, lecz kiedy prosiłam o określenie tej nieeuropejskości nie otrzymywałam żadnej odpowiedzi.

Właśnie zamówiliśmy jedzenie, kiedy Eric, 30-letni strasburczyk pracujący dla Rady Europy przy wydziale praw człowieka, powiedział nagle:

Polska nie zachowuje się po europejsku. Zachowywać się po europejsku to również kwestia mentalności! Kiedy Polska zdecydowała się wesprzeć USA, pokazała, że nie jest gotowa przystąpić do Europy w pełni. Jeśli nie robi się tego całkowicie, lepiej w ogóle o tym zapomnieć.

Podskoczyłam, gdy zrozumiałam, że Eric właśnie otworzył drzwi do dyskusji, na którą tak długo czekałam. Jednocześnie było w jego wypowiedzi coś jeszcze, co spowodowało wyostrzenie moich zmysłów. Wypowiedz była bardzo nietypowa dla Erika, który prezentował się jako osoba elokwentna i ważąca słowa. Zgrzyt jego wypowiedzi nadał jej proporcji karykaturalnych. Zrozumiałam wtedy, że wkroczyliśmy na naładowane emocjonalnie pole minowe, i że słownikowe definicje europejskości, które wcześniej podawali mi strasburczycy miały za chwilę lec w gruzach. Wypowiedź Erika kipiała uczuciami. Nastawiłam uszy w szpic i rozejrzałam się z nadzieją wokół stołu.

Maria, prawie 23-letnia Cypryjka odbywająca swoje praktyki w Radzie Europejskiej, podskoczyła na krześle po wypowiedzi Erika. Myślałam, że poczuła się dotknięta, gdyż Cypr w dużej mierze był w tej samej sytuacji co Polska. Oba kraje przeprowadziły referendum dotyczące członkostwa w UE tej wiosny. Negatywny stosunek niektórych Cypryjczyków do połączenia wyspy, która od 1974 roku jest podzielona na część wpływów tureckich i greckich, przyczynił się do postrzegania Cypru jako mniej odpowiedniego jako członek UE. Ku mojemu zdziwieniu Maria wsparła wypowiedz Erika i powiedziała:

Europejskość okazuje się w nastawieniu i działaniu! Polska dała jasno do zrozumienia, że jeszcze nie jest gotowa na członkostwo. Oni chcą pertraktować tylko po to, by zapewnić sobie dopływ gotówki i ekonomiczne zyski!

Tygodnie i miesiące przed tym majowym wieczorem europejskie media nasączone były tym, co można by nazwać politycznym niepokojem w Europie. Początkiem tego niepokoju była niezgodność w rozumieniu, jakie były zadania światowego społeczeństwa dotyczące pogoni za bronią masowego rażenia w Iraku. UE była podzielona. Z jednej strony stała Francja i Niemcy, które uważały, że ewentualna inwazja na Irak mogłaby mieć miejsce dopiero po podjęciu uchwały przez Radę Bezpieczeństwa ONZ. Po drugiej stronie stała Wielka Brytania i Stany Zjednoczone, które uważały, że taka uchwala nie jest konieczna. To zdanie było podzielane przez szereg wschodnioeuropejskich państw, w tym przez Polskę. Ta podzielona Europa była powodem, dla którego minister spraw zagranicznych USA Donald Rumsfeldt, nazwał te dwa obozy odpowiednio "starą Europą" i "nową Europą".

Polska stąpała po cienkim lodzie. Polski rząd już jesienią sprowokował rządy UE, kiedy wybrał amerykańskie samoloty F-16 zamiast produkowanego w Europie Grippena lub Mirage. Ta decyzja, wraz z wahającym się stanowiskiem podczas negocjacji Konstytucji, przyczyniła się do wątpliwej opinii na temat tego kraju. Dla wielu strasburczyków Polska stanowiła normatywną definicję tego co nieeuropejskie.

Dyskusja, która nastąpiła po charakterystyce Polski i Polaków jaką przedstawili Eric i Maria odkryła wiele elementów, które przyczyniły się do mojego zrozumienia europejskości. Razem z Marią, Erikiem i mną siedziało w restauracji wielu praktykantów z Rady Europy. Wielu z nich było bardziej niż chętnych do podzielenia się swoim zdaniem w tej sprawie. Nieeuropejskość, tak jak i europejskość, wyraża się poprzez nastawienie i działanie. Kiedy zapytałam czy uznają sprzeciw Duńczyków wobec ratyfikacji traktatu z Maastricht jako zachowanie nieeuropejskie lub słabą manifestację europejskiej mentalności wyjaśnili, że samo takie głosowanie nie było wystarczające, by uznać Danię za nieeuropejską. Antoine, francuski praktykant w wieku Marii, który zazwyczaj stał w cieniu gdy dyskusje stawały się gorętsze (a tę dyskusję za taką uważałam), wyjaśnił, że nie można porównywać odrzucenia przez Duńczyków Maastricht i wyboru jakiego dokonała Polska w sprawie Iraku oraz myśliwców. Argumentował to tym, że Polska, w przeciwieństwie do Danii, odwróciła się plecami do Europy i zawarła umowy ze Stanami Zjednoczonymi - dla Antoine było to równoznaczne ze zdradą Europy. Twierdził dalej, że motywacją Polski zarówno do współpracy z UE jak i jej afiliacji ze Stanami Zjednoczonymi był ekonomiczny zysk. Bruno, pół-Niemiec, pół-Francuz, miał 24 lata i był czwartym praktykantem biorącym udział w rozmowie. Bruno jest z wykształcenia prawnikiem i posunął się jeszcze dalej w swoim opisie Polski, kiedy stwierdził, że bez Unii Polacy wymarliby z głodu, ponieważ "tam to nic nie ma".

Długo po wieczorze w kawiarni rozmyślałam o ocenie Polski jakiej dokonali praktykanci oraz o ich rozważaniach na temat europejskości. "Czy naprawdę jest właśnie tak?" pytałam sama siebie. Po paru dniach rozmyślań rozmawiałam po raz kolejny z Bruno. Dzieliliśmy mieszkanie i Bruno razem z inni współmieszkańcami stanowili pewnego rodzaju grupę kontrolną dla moich odkryć. Gdy rozmawialiśmy do domu przyszła Serena. Była Włoszką w wieku Bruno, studiowała prawo oraz politykę międzynarodową we Włoszech i Francji, a teraz odbywała praktyki w Radzie Europy. Serena była świadkiem wyżej wspomnianej rozmowy w kawiarni i, mimo że nie uczestniczyła w debacie o Polsce, zapamiętała treść rozmowy. Teraz potwierdziła wraz z Bruno, że wrażenie dotyczące europejskości, z którym zostałam po owej rozmowie nie było dalekie od tego, jakie oni mieli. Mimo wszystko nie byłam przekonana. Czy wyjaśnienia Sereny i Bruno odzwierciedlały powszechne odczucia, czy były po prostu odbiciem politycznej agendy młodych ludzi pozbawionych tolerancji? Zdecydowałam się więc skonfrontować moje obserwacje w innej grupie respondentów.

Anne i Céline, parę lat starsze od Sereny i Bruno, pracowały razem jako wolontariuszki w szkole podstawowej przy kampanii informacyjnej na temat UE. Kiedy dyskutowałam z nimi o moim doświadczeniu w kawiarni potwierdziły opinie praktykantów. Céline wyjaśniła:

Są spore różnice między Wschodem a Zachodem. Nie jest to mile powiedziane, ale tak już jest. Powodem tego jest brak wspólnej historii. To w okresie po drugiej wojnie światowej staliśmy się Europejczykami. Tego czasu nie dzielimy na przykład z Polakami.

Anne zgodziła się. Opowiedziała o tym, że w latach 70. i 80. podróżowała dużo zarówno po Europie Wschodniej jak i Zachodniej i miała dobrych przyjaciół w Polsce, z którymi utrzymywała stały kontakt. Wraz z rodziną doświadczyła, że różnice między nimi stopniowo zanikały. Anne opowiedziała o dużych oczekiwaniach, jakie miała wobec zmian, które miałyby nadejść oraz wobec członkostwa Polski w UE. Ostatnio jednak zaczęła wątpić:

Polacy bardzo nas zawiedli gdy nie chcieli kupić europejskich samolotów po tym jak otrzymali wsparcie Unii dla rolnictwa. Pokazali tym brak tolerancji i zrozumienia czym Unia jest.



Mit o prawdziwym Europejczyku

Z czasem opowieści strasburczyków o europejskości ułożyły się dla mnie w jedną opowieść: Mit o prawdziwym Europejczyku. Strasburczycy operowali wyraźnym podziałem między tym, co europejskie a tym, co takowe nie jest. Podział ten w dużym stopniu wyznacza również różnicę między Zachodnioeuropejczykami a Wschodnioeuropejczykami. Dla nich opowieść ta jest modelem różnic kulturowych, gdzie reprezentacja przybiera formę dychotomiczną: jedna cecha stawiana jest w kontraście do innej, tak jak tabela poniżej24 przedstawia to w sposób schematyczny.



Tabela 1. Kontrast pomiędzy prawdziwym Europejczykiem a nie-Europejczykiem - Mit o prawdziwym Europejczyku



Podstawą mojego zrozumienia mitu i jego funkcji, oraz wyjaśnienie dlaczego omawiany fenomen tak nazywam jest definicja: mit nadaje otaczającemu nas chaosowi znaczenie. Wyjaśnia i w ten sposób uzasadnia odmienność.25 Nie jest moim celem dyskutowanie, w jakim stopniu mity ustanawiają prawdę lub nie. Ograniczę się raczej do stwierdzenia, że mit, dla osoby, która używa go na co dzień, tworzy część jej świata i w ten sposób jest częścią jej rzeczywistości.

Wypowiedzi ze spotkania w kawiarni dobrze ilustrują kontrast pomiędzy prawdziwym Europejczykiem jako osoby nowoczesnej a nie-Europejczykiem lub tym, co nieeuropejskie jako niedorozwinięte lub tradycyjne.26 Według wielu praktykantów kraje Europy Wschodniej kandydujące do UE, zwłaszcza Polska, chcą tylko wzbogacić się kosztem zachodnioeuropejskiego dobrobytu. Bruno wyraził się tak:

Polska chce członkostwa ze względu na ekonomiczne zyski. Nie tylko finansowe transfery są dla nich ważne, ale również korzyści w dziedzinie handlu. Europa wpompowała niewiarygodne ilości pieniędzy w ten kraj, a oni chcą tylko więcej i więcej. Ale odpowiedniej mentalności i solidarności nie mają oni wcale.

Według niego, Erika, Marii i Antoine, każdy kraj członkowski powinien przyczyniać się do ekonomicznego wzrostu. To, że Polska, polskie rolnictwo i przemysł potrzebowali ekonomicznego wsparcia, ale nie byli chętni wesprzeć europejskiego przemysłu było dla moich rozmówców dowodem na to, że Polacy nie posiadali tego, czego oczekuje się od Europejczyka. Europejczycy przyczyniają się do wspólnego tworzenia wartości, nie wzbogacają się czyimś kosztem.

Anne i Céline zgodziły się z praktykantami. Uczucie zawodu, jakiego doznała Anne, a które związane było z kupnem myśliwców przez Polaków wskazuje na oczekiwanie wkładu we wspólnotę przy okazji otrzymanej od niej pomocy - oczekiwanie odwzajemnienia.27 Céline uważała, że różnice w europejskości są wynikiem historii. Europejczycy mają wspólną historię, podczas gdy cała reszta nie jest jej częścią. Wyraziła to w ten sposób:

Nie uważam, by należało wymazać różnice między Wschodem a Zachodem, ale powinna nastąpić zmiana w mentalności. Z czasem zapewne zmieni się sposób myślenia na Wschodzie, taką mam nadzieję. Mamy przecież dość różne tradycje i historię.

Céline datuje europejską historię od drugiej polowy XX wieku. W tym okresie, zwłaszcza po drugiej wojnie światowej i aż do wczesnych lat 80. dychotomia Wschód-Zachód była ogromna we wspólnej, europejskiej konstrukcji tożsamości. Wschodnia Europa28, kraje bloku wschodniego, świat zza żelaznej kurtyny to pojęcia, którymi przez 50 lat opisywano tę część Europy, którą cechują komunistyczne rządy, oraz kraje, które były członkami Paktu Warszawskiego. Oparta na tym podziale zachodnioeuropejska tożsamość stawała się stopniowo tożsamością głęboko zakorzenioną we wrogim obrazie dychotomii Wschód-Zachód. Pod koniec lat 80. wydarzenia na Wschodzie wymagały, byśmy my na Zachodzie spojrzeli na siebie i na nich nowym okiem.

Na planie politycznym i organizacyjnym Europa zmieniła się szybko, ale w umysłach ludzi (schemat myślowy) zmiana paradygmatu zabrała więcej czasu. Nawet dziś, podział na Wschód i Zachód jest jak najbardziej aktualny w definicji europejskości podawanej przez strasburczyków. Według mitu o prawdziwym Europejczyku prawdziwy Europejczyk odróżnia się od nieprawdziwego przede wszystkim tym, że ten pierwszy nauczył się działać i myśleć po europejsku poprzez historię.

Ze względu na te historyczne różnice między Wschodem a Zachodem wielu strasburczyków wciąż miało wyobrażenie o dużych różnicach politycznych pomiędzy regionami. Wyobrażenie o tym, że kraje w Zachodniej i Wschodniej Europie miały różne polityczne ideały wychodziło na jaw przy wielu okazjach. Bruno i Eric pracowali razem w oddziale do spraw praw człowieka przy Radzie Europy. Z tego tytułu odwiedzali kraje w Europie Wschodniej i pracowali tam w związku z tematyką praw człowieka. Obaj mówią, że mimo iż nawet kraje zachodnie, jak Francja czy Norwegia, otrzymały ostrzeżenia odnośnie do przestrzegania praw człowieka, mają wrażenie, że na Wschodzie sytuacja ta wygląda znacznie gorzej. Ich wytłumaczeniem, dlaczego to ma miejsce, było to, że w Europie Wschodniej ludzie nie są przyzwyczajeni, by stawiać prawa jednostki ponad inne, zawsze inne względy miały większe znaczenie. Eric skonkretyzował to mówiąc:

To kraj, który w dużym stopniu pozwalał Związkowi Radzieckiemu kierować sobą i dziś wciąż pozwala im dyrygować. Spójrz tylko na relację Polski ze Stanami Zjednoczonymi i stosunek Stanów Zjednoczonych do praw człowieka.

Kraje na Wschodzie są młodymi demokracjami, które według strasburczyków wciąż szukają swojego miejsca w Europie i próbują zrozumieć reguły, które dotyczą europejskiego współdziałania. To również daje podstawy, by zrozumieć komentarz Donalda Rumsfeldta na temat "starej i nowej Europy". Stara Europa, która poprzez historię nauczyła się działać po europejsku, chce stanowić przeciwwagę dla Stanów Zjednoczonych. Dało się to zwłaszcza zauważyć podczas kryzysu w Iraku w 2003 roku, kiedy "nowa Europa" była rozdarta między swoimi nowymi aliantami NATO i USA z jednej strony i UE z drugiej. Spójrz tylko na inwazję na Irak! Młode narody nie były dość silne, by przeciwstawić się presji Stanów Zjednoczonych - powiedział Bruno po komentarzu Erika o tym, że Polska pozwala sobą sterować.

Wspólna historia wykształciła Zachodnioeuropejczyków. Nauczyli się działać dla dobra wspólnoty i przewodziła im myśl, że na korzyści płynące ze współpracy należy zapracować własnym wkładem. Kiedy Bruno powiedział, że motywacją Polski do przystąpienia do UE jest chęć zarobienia na Europie, powiedział on tym samym, że Polakom brakuje tego poczucia wspólnoty lub solidarności, które według niego czyni osobę Europejczykiem. Bruno powiedział: Tam to nic nie ma i wytłumaczył, że Polacy nie mają ani wystarczającej gospodarki ani kultury, by mimo wszystko być solidarni i europejscy. Ten kulturowo, społecznie i ekonomicznie podległy Wschodnioeuropejczyk ukazany jest również przez I.B. Neumanna. Podaje on przykład Rosjanina, barbarzyńcy wlewającego w siebie wódkę, podczas gdy Zachodnioeuropejczyk sączy swoje wino.29

Ostatnia ważna różnica leży w tym, co kieruje wyborem obu. Nie-Europejczykowi, w przeciwieństwie do prawdziwego Europejczyka, brakuje kultury, co z kolei prowadzi do tego, że nie-Europejczyk daje się kierować emocjom, a nie racjonalności. Prawdziwy Europejczyk jest racjonalny i dlatego podejmuje rozważne decyzje, również w napiętych sytuacjach. Nieprawdziwy Europejczyk nie tylko jest nieracjonalny i emocjonalny w swoich wyborach, ale również pozwala, by kierował nim jego stosunek do innych. Pozwalają sobą dyrygować, jak powiedział Eric. Ten kontrast racjonalności był szczególnie wyraźny w konflikcie dotyczącym inwazji na Irak. Ten racjonalny, prawdziwy Europejczyk zachował zimną krew i zdecydował trzymać się poza siłami inwazyjnymi, podczas gdy Polska i inne wschodnioeuropejskie państwa pozwoliły dyrygować sobą uczuciom, jakie mają do Stanów Zjednoczonych i dlatego wsparły i przyczyniły się do inwazji.



Różnorodność jednolita czy wieloraka?

W Konstytucji napisane jest: "Dewiza Unii brzmi: Zjednoczona w różnorodności".30 Znaczy to, że "poprzez UE Europejczycy są zjednoczeni w wysiłkach na rzecz pokoju i dobrobytu oraz, że mnogość kultur, tradycji i języków w Europie jest jej ważnym atutem".31

Innymi słowy UE zawiera tę różnorodność w kulturze i tradycji, którą strasburczycy uznają za nieeuropejską. Strasburczycy mają wyraźne kryteria, by odróżnić kto jest Europejczykiem, a kto nim nie jest. W obrazie Europejczyka w micie o prawdziwym Europejczyku, który zaprezentowałam nie ma miejsca na dywagacje, jeśli chodzi o to, co jest decydującym kryterium dla europejskości. Dewiza ogranicza możliwość operowania takimi sytuacyjnie zależnymi i surowymi kryteriami, ponieważ podkreśla właśnie różnorodność jako to, co europejskie. Mimo iż strasburczycy nie uważali, by różnice między Wschodnią a Zachodnią Europą miałyby się zatrzeć, wymogi dostosowania się są surowe. Czy dewiza "zjednoczona w różnorodności" jest dewizą stosowną?



Europejski prototyp

Tabela nr 1 jest schematyczna i uproszczona, lecz jednocześnie wskazuje na coś bardzo istotnego. Pokazuje, w jaki sposób reprezentacje "nas" i "ich" mają dychotomiczny i stereotypowy charakter.

To stereotypowe przedstawienie jest pewną karykaturą zarówno tego, co europejskie jak i tego, co takie nie jest. Żaden strasburczyk nie był tak europejski jak ich definicje powinny nakazywać i sami zmagali się z tym, by spełnić własne wymagania co do europejskości. Być może takie tworzenie stereotypów jest niezbędne, by uchwycić to, co istotne we własnej grupie i wspólnej tożsamości, by znaleźć jakaś miarę, wobec której możemy mierzyć siebie i innych. Hogg i Abrahams piszą:

Just as we categorize objects, experiences and other people, we also categorize ourselves. The outcome of this process […] [is] self-stereotyping. […] [S]elf-categorization causes self-perception and self-definition to become more in terms of the individual's representation of the defining characteristics of the group, or the group prototype.32

Mit o prawdziwym Europejczyku jest takim prototypem grupy, miarą, której używamy wobec siebie i innych, aby powiedzieć czy "oni" lub my sami jesteśmy Europejczykami.

W micie o prawdziwym Europejczyku podział na "nas" i na "nich" jest granicą europejskości. Jak tabela nr 1 oraz przytoczone przykłady pokazują, różne wyznaczniki granic są aktualne w różnych sytuacjach. Wspólne dla tych sytuacji jest to, że są one zetknięciem - rzeczywistym lub wyimaginowanym (wirtualnym) - tego, co europejskie z tym, co takowe nie jest. Te same kontakty powodują również reakcje na ten wyznacznik i kontrolują w ten sposób czy jest on właściwy. Kontynuując tę myśl możemy powiedzieć, że zawartość wyznaczników jest dynamiczna i może być modyfikowana, pomimo że zawsze będzie istniała granica pomiędzy tym co europejskie a tym, co takowe nie jest.

W Strasburgu żyliśmy w swoistej europejskiej bańce, wyizolowanej od reszty europejskiej rzeczywistości. Niewielu praktykantów było tego samego narodowego lub etnicznego pochodzenia i różnorodność językowa była ogromna. Jedną rzecz mieliśmy jednak wspólną: wszyscy mówili po francusku, mimo że był on tak całkowicie inny od języka ojczystego każdego z nas. Dla nas, i dla wielu innych strasburczyków, francuski był lingua franca lub językiem pomocniczym. W pracy, w sklepie czy z przyjaciółmi, cała komunikacja odbywała się po francusku, i ponieważ wszyscy mówiliśmy tym językiem, nie mieliśmy problemów z porozumieniem się. W życiu codziennym język francuski stal się zatem naszym pierwszorzędnym narzędziem komunikacji i wyznacznikiem naszej europejskości. Wspólny język umożliwił dialog kulturowy: to co nieznane stało się interesujące, nie przerażające, ponieważ mogliśmy tłumaczyć i rozumieć siebie nawzajem podczas kontaktu na neutralnym gruncie.

To kulturowe napięcie i różnorodność tradycji uczyniło jeszcze ważniejszym zdefiniowanie co czyni nas grupą - dlaczego my jesteśmy Europejczykami, a inni nimi nie są? Nie mieliśmy wspólnego języka ojczystego, byliśmy różnego pochodzenia etnicznego i narodowego, i dlatego też niekoniecznie dzieliliśmy historię i tradycję. Mimo to strasburczycy definiowali sami siebie, siebie nawzajem i mnie jako Europejczyków. Dlatego można stwierdzić, że dewiza UE "zjednoczona w różnorodności" jest dewizą stosowną w środowisku praktykantów, mimo iż definicje strasburczyków nie mają zastosowania wobec grupy, którą Unia określa jako Europejczyków. Według mnie zdefiniowanie wyraźnych, zewnętrznych granic stało się dla nas szczególnie ważne właśnie dlatego, ponieważ wewnętrzne granice były dwuznaczne i niewyraźne. To dało swój wyraz w bezwzględnej definicji Polaków jako nie-Europejczyków.

Praktykanci w Strasburgu żyli w Europie wyobrażonej. Mieliśmy zdecydowane zdanie na temat tego, co było, a co nie było europejskie i dlaczego. Jednocześnie, nie znaliśmy zewnętrznych granic tej wyobrażonej wspólnoty, w której żyliśmy. Na pewno nie wiedzieliśmy czy definicje i granice europejskości, które przytaczam powyżej są aktualne dla ludzi żyjących poza Strasburgiem, lub nawet poza naszym środowiskiem. Przypuszczaliśmy, lub wyobrażaliśmy sobie, że są to standardy aktualne dla wszystkich Europejczyków - wspólnota wyobrażona składająca się z ludzi, których nie znaliśmy, z wyraźnymi granicami dla tego co jest wewnątrz, a co wypada poza kategorią "Europejczyk".

Prawna unia, jaka jest przedstawiana w projekcie Konstytucji i innych traktatach, staje się przeciwieństwem tej wyobrażonej wspólnoty. Granice tej prawnej wspólnoty są ściśle zdefiniowane i nie można ich kwestionować ani nimi manipulować. Ze strony Unii utrzymuje się, że Europejczyków łączy zestaw praw i właśnie to czyni z nich Europejczyków. Społeczne kontakty, gdzie językowe i inne nierówności są manifestowane stanowią odstępstwo od prezentowanej przez Unię idei. Dodatkowo, prawa i reguły spisane są językiem, który opanowało niewielu. Wielu praktykantów z wykształceniem prawniczym przyznawało, że prawo i prawniczy żargon nie jest raczej najlepszym środkiem do tworzenia europejskiej wspólnoty. To daje obraz Europy i Europejczyków, który nie nakłada się na ten, który mają strasburczycy.

Sytuacje i wypowiedzi, które stanowiły punkt wyjściowy dla mojego zrozumienia, w jaki sposób Europejczycy zamieszkali w Strasburgu przedstawiają i doświadczają Europejczyków i europejskości, były sytuacjami, gdzie podobieństwo spotyka różnorodność. Na tych spotkaniach nauczyłam się, że bycie Europejczykiem to również bycie Francuzem, Włochem czy Cypryjczykiem. To właśnie podczas spotkań zobaczyliśmy, że mimo różnic w języku i tradycji, mieliśmy wiele ze sobą wspólnego - to czyniło nas Europejczykami i dało nam przesłanki do pojmowania naszej europejskości.

Na koniec należy dodać, że w Strasburgu nie było Polaków, przynajmniej w towarzystwie praktykantów. Nie spotkaliśmy żadnych Polaków, którzy mogliby potwierdzić, lub zaprzeczyć naszym podejrzeniom o tym, że są oni tak różni od nas, bardziej niż Cypryjczyk czy Francuz. Brak kontaktu, wraz z brutalnym traktowaniem Polski przez francuskie i inne europejskie media w tym okresie dały podstawy, by uważać, że Polak nie jest Europejczykiem.



Z języka norweskiego przełożyła: Aleksandra Pytko



1 Artykuł został opublikowany po raz pierwszy pod oryginalnym tytułem Polakk er ingen europeer!, w "Betwixt Between. Sosialantropologistudentens Tidskrift", Sosialantropologisk Institutt Universitetet i Oslo, Oslo 2006, s. 1-14 (przyp. tłum.).

2 Artykuł ten jest częściowo oparty na mojej prezentacji Mit o prawdziwym Europejczyku na konferencji NAF (No&rsk Antropologisk Forening - Norweski Związek Antropologów - przyp. tłum.) w 2006 roku. Chciałabym podziękować grupie roboczej "Technologia, rynek i tożsamość" za komentarze, które pomogły mi w opracowaniu niniejszego tekstu. Dziękuję Christianowi Sřrhaug, Adzie C. Hansom, Mortenowi K. Pettersen i Jonowi Henrikowi Z. Remme za fachowe i konstruktywne komentarze dotyczące samego tekstu.

3 E. Aeschimann, La France crie son non au traité européen, "Libération", 30.05.2005.

4 Tłumaczenia z języka francuskiego są tłumaczeniem autorki na język norweski przetłumaczone na język polski (przyp. tłum.).

5 Por. A. Aeschimann, op. cit.; P. Laurent, Nous avons la main, gardons-la!, "Libération" 28.05.2005.

6 Jak można zauważyć używam pojęcia "Europejczyk" i "europejski" na dwa sposoby: Kiedy strasburczycy opisują Europejczyków i to, co europejskie, jest to termin emiczny; przedstawia ich opisy i definicje. Tam, gdzie odnoszę się do tekstów prawniczych i innych autorów, przedstawiam ich definicje tam, gdzie to niezbędne dla dalszej dyskusji. Poza tym w artykule opieram się na definicji Europejczyka jako "osobie z lub osiedlonej w kraju UE".

7 Autorka używa terminu strasburczyk dla osoby zamieszkałej w Strasburgu (przyp. tłum.).

8 B. Anderson, Imagined Communities, Verso, London [1983] 2003. wyd. pol. Wspólnoty wyobrażone: rozważania o źródłach i rozprzestrzenianiu się nacjonalizmu, tłum. S. Amsterdamski, Znak, Kraków 1997.

9 F. Barth. Pathan Identity and its Maintenance, w: Etnic Groups and Boundaries. The Social Organization of Culture Difference, red. F. Barth, Pensumtjenesten, Oslo [1969] 1994, s. 117-134.

10 Prezentowany materiał empiryczny zebrany jest podczas sześciomiesięcznych badań terenowych w Strasburgu przeprowadzonych wiosną 2003.

11 Komisja Europejska, Traktat ustanawiający konstytucję dla Europy, "Dziennik Urzędowy" C 310 z 16 grudnia 2004. Autorka odwołuje się do norweskich przekładów aktów unijnych. W poniższym tłumaczeniu odpowiednie cytaty zastąpione zostały ich odpowiednikami według oficjalnego polskiego tłumaczenia tychże aktów (przyp. tłum.).

12 La France devient premier pays européen á rejeter la Constitution, "Le Monde", 30.5.2005; Referendum constitution 2005. Un tremblemet de terre dont l'onde de choc atteint l'Europe, "Libération" 30.05.2005.

13 Por. A. Aeschimann, op. cit.; por. "Libération", op. cit.

14 E.O. Eriksen, J. Weigĺrd, Kommunikativ handling og deliberativt demokrati. Jürgen Habermas' teori om poltikk og samfunn, "Fagbokforlaget", Bergen 1999.

15 Por. E.O. Eriksen, J. Weigĺrd, op. cit.; J. Habermas, Citoyenneté et identité national. Réflexions sur l'avenirde l'Europe, w L'Europe au Soir du Sičcle. Identité et Démocratie, red. J. Le Noble i N. Dewandre, Éditions Esprit, Paris 1992.

16 Por. E.O. Eriksen, J. Weigĺrd, op. cit.; por. J. Habermas, op. cit.; M. Kumm, To be a European Citizen: Constitutional Patriotism and the Treaty Establishing a Constitution for Europe w The European Constitution: The Rubicon Crossed?, "ARENA Report" No 3/05, red. E. O. Eriksen, J.E. Fossum, M. Kumm, A.J. Menéndez, ARENA Universitetet i Oslo, Oslo 2005.

17 Por. J. Habermas, op. cit.

18 Komisja Europejska, Traktat ustanawiający konstytucję dla Europy, "Dziennik Urzędowy" C 310 z 16 grudnia 2004, s. 13, 14.

19 Ibidem., s. 14.

20 Konwent jest określeniem "grupy roboczej" składającej się z liderów UE i głów państw członkowskich, której celem było opracowanie konstytucji dla Europy.

21 Komisja Europejska, La convention Européenne. L'avenir de l'union européenne, 2003, s. 3.

22 Por. F. Barth, op. cit.

23 Pasztuni zasiedlają głównie teren graniczny między Afganistanem, Indiami i Pakistanem.

24 Tabela pochodzi z pracy M.D. Bergseth pt. Europeerne. Ulikheter forent i mangfold, Hovedoppgave, Sosialantropologisk institutt, Universitetet i Oslo 2006, i jest zainspirowana przedstawieniem Czechów i Polaków przez Lladislava Holy'ego w T.H. Eriksen Kampen om fortiden. Et essay om myter, identitet og politikk, Aschehoug, Oslo 1996.

25 Por. T.H. Eriksen, op. cit.

26 Zob. tabela 1.

27 M. Mauss, Essai sur le don, w Sociologie et Anthropologie, M. Mauss, PUF, Paris 1997 [1923-1924], s. 143-280, wyd. pol. Szkic o darze, w: Socjologia i Antropologia, M. Mauss, PWN, Warszawa 1973.

28 Używam określenia Wschodnia Europa, Wschodnioeuropejczyk i wschodnioeuropejski, jak i przeciwne Zachodnia Europa, Zachodnioeuropejczyk i zachodnioeuropejski, aby określić obszar, ludzi i fenomeny z tożsamością i pochodzeniem związanymi z regionami, które przed 1989 nazywaliśmy Europą Wschodnią i Zachodnią. Nie chcę w tym miejscu angażować się w toczący się i nierozstrzygnięty spór na temat właściwego nazewnictwa tych regionów (zob. D.J. Zeigler, Post-communist Eastern Europe and the Carthocraphy of Idependence, "Political Geography" nr 5 2002, poz. 21, s. 671-686; J. Hagen, Redrawing the Imagined Map of Europe: The Rise and Fall of the Center, "Political Geography" nr 5 2003, poz. 22, s. 489-517).

29 I.B. Neumann, Uses of the Other. "The East" in European Identity Formation, University of Minnesota Press, Minneapolis 1999.

30 Komisja Europejska, Traktat ustanawiający konstytucję dla Europy, "Dziennik Urzędowy" C 310 z 16 grudnia 2004, s. 13.

31 UE, Zjednoczeni w różnorodności, 2006, http://europa.eu/abc/symbols/motto/index_pl.htm.

32 Hogg & Abrahams cyt. w I.B. Neumann, Uses of the Other. "The East" in European Identity Formation, University of Minnesota Press, Minneapolis 1999, s. 8.


HOMEStrona główna - CER Home Page NEXTNastępna strona - Next page


INTERNET CONSULTANT