Mapa (klikalna)

Biznes - Ekonomia - Finanse

Dorównujemy najlepszym

Rozmowa z Leszkiem Pawłowskim, Prezesem Centrum Naukowo-Produkcyjnego Elektroniki Profesjonalnej RADWAR w Warszawie.

Polska myśl naukowo-techniczna

- Centrum Naukowo-Produkcyjne Elektroniki Profesjonalnej RADWAR SA jest jednym z największych zakładów przemysłu zbrojeniowego w Polsce. Zarazem jest to jeden z polskich zakładów, który śmiało staje w szranki zagranicznej konkurencji, gdzie bynajmniej nie znajduje się na straconych pozycjach. Z czego czerpie siły firma, która Pan prezes kieruje?

- Jest wiele przyczyn tej pozytywnej sytuacji. Po pierwsze historia i doświadczenie ponad pięćdziesięciu lat naszej działalności, i to działalności na bazie własnych opracowań. Pierwsze radary powstały zaraz po wojnie na bazie naszych własnych opracowań i przy wykorzystaniu naszej myśli naukowo-technicznej. Potem oczywiście przyszła informatyka, systemy i coraz większe doświadczenia, które są ważne dla każdej firmy, zarówno, jeśli chodzi o opracowywanie nowych rozwiązań, jak i działalność na rynku. Po drugie zawsze stawialiśmy, tak jak i dziś, na rozwój własnej myśli technicznej. My w zasadzie nie kupowaliśmy licencji: posiadamy własne technologie, posiadamy wiedzę, którą ciągle rozwijamy, przyjmujemy młodych ludzi, których kształcimy, stwarzamy im możliwości rozwoju. Oni wyjeżdżają, śledzą najnowsze trendy w branży i efekt jest taki, że staramy się nadążać za tym, co dzieje się na świecie.

- Jak silne jest to zaplecze badawczo-naukowe?

- W tej chwili zatrudniamy 250 inżynierów, z których znaczna część to młodzi informatycy. Stawiamy na rozwój i nie szczędzimy na to środków. W rezultacie nie odbiegamy od poziomu światowego, jeśli chodzi o myśl techniczną. Nasz sprzęt był badany i sprawdzany przez wielu klientów. Nie zawsze przekłada się to na natychmiastowe kontrakty, ale generalnie opinia o naszych produktach jest pozytywna i startujemy na równi z innymi.

- Oferta CNPEP RADWAR SA jest bardzo szeroka i obejmuje m.in.: systemy radiolokacyjne, systemy automatyzacji dowodzenia, przeciwlotnicze systemy artyleryjskie i rakietowe, systemy identyfikacji swój-obcy, systemy ochrony informacji, sprzęt pola walki, itp. Które z tych produktów uznałby Pan za najciekawsze czy najważniejsze?

- Przede wszystkim systemy obrony przeciwlotniczej, w skład której wchodzą systemy radiolokacyjne, czyli radary jako źródło informacji - średniego czy dalekiego zasięgu, dalej systemy dowodzenia, czyli przetwarzania informacji i wypracowywania najkorzystniejszych sytuacji do podejmowania działań i na koniec systemy kierowania ogniem. Biorąc bowiem pod uwagę całą obronę przeciwlotniczą to wiadomo, że naprzód musimy wykryć przeciwnika, potem musimy te informacje o jego wykryciu przetworzyć, a po jej przetworzeniu wypracować najwłaściwszą decyzje, tzn. zdecydować, która bateria ma go zniszczyć i to w sposób automatyczny. Czyli jest to cała linia produktów składająca się na system ochrony przeciwlotniczej. Są to systemy krótkiego czy średniego zasięgu, ponieważ w tej dziedzinie się specjalizujemy.

- Niezależnie od produktów dla wojska Radwar oferuje również sprzęt dla użytku cywilnego, np. dla monitorowania ruchu drogowego. Jak istotna jest to pozycja w ofercie firmy?

- Dla nas jest to bardzo ważny produkt, on bowiem zapewnia bezpieczeństwo na drogach. Jest on interesujący i ciekawy, stanowi naturalne rozwinięcie naszej podstawowej produkcji. W naszej grupie kapitałowej w ich produkcji specjalizuje się spółka w Ostrowi Mazowieckiej. Radary policyjne czy fotoradary żyją oczywiście własnym życiem, ale powiązania między naszymi produktami istnieją.

- Od lat RADWAR współpracuje z wieloma ośrodkami naukowymi i firmami, zarówno krajowymi jak i zagranicznymi. Aktywnie uczestniczy też w realizacji projektów wielonarodowych, także w ramach dużych programów natowskich oraz realizacji offsetu. Chciałbym prosić o kilka przykładów tych realizacji.

- Urządzenia, które produkujemy, są technicznie bardzo skomplikowane, a zakres ich jest bardzo szeroki. Nie bylibyśmy w stanie wszystkiego wykonać, dlatego też współpracujemy z różnymi ośrodkami w kraju, a także stopniowo z partnerami za granicą. Wymienię tu Państwowy Instytut Telekomunikacji, WAT, Politechnikę Warszawską, czy inne mniejsze jednostki. W ramach takich programów powstało wiele urządzeń - np. Loara, która powstawała w wielu ośrodkach, a w składzie której znajduje się jeden z najlepszych na świecie radarów śledzących firmy Ericsson, przy którym współpracowali również nasi konstruktorzy. Jeśli chodzi o szersze programy to współpracowaliśmy z Amerykanami, firmą Lockheed Martin, przy budowie systemu ASOC - tj. cywilno-wojskowym systemie do kontroli ruchu powietrznego, współpracowaliśmy również w systemach IFF w układzie NATO, tj. w zakresie współdziałania wojsk sojuszniczych, podobnie jak byliśmy zaangażowani przy organizowaniu wielu wspólnych ćwiczeń wojskowych. Były np. takie ciekawe ćwiczenia, w czasie których sygnał z radaru amerykańskiego był transmitowany do naszych urządzeń i odwrotnie - sygnał z naszych radarów kierowany był do środków ogniowych amerykańskich i to funkcjonowało z bardzo pozytywnym rezultatem. Współuczestniczymy też w słynnym programie AGS-a, mamy nawet wspólnie z PIT wspólnego przedstawiciela przy tym programie.

- Programy offsetowe nie cieszą się u nas dobrą opinią. Czy podziela Pan ten krytycyzm. A jeżeli tak, to co trzeba w nich zmienić?

- W pewnym sensie podzielam go, ponieważ te programy offsetowe, które były, czy nadal są, zupełnie nie spełniły naszych oczekiwań.

- Dlaczego?

- Było wiele przyczyn, ale główna to ta, że za bardzo uwierzyliśmy, iż jest to jedyne rozwiązanie, że program offsetowy da nam wiele nowych technologii. Nie zgadzałem się i nie zgadzam się z takim myśleniem. Po pierwsze raczej trudno jest pozyskać tą drogą nowe technologie, po drugie sama ustawa offsetowa była źle przygotowana. Jeśli podpisujemy offset to jego warunki winny być ściśle określone, tzn. co, z kim, i za co. A nie tak jak jest, że naprzód podpisujemy kontrakt na sprzęt, a dopiero później zaczynamy szukać potencjalnych partnerów do realizacji tego offsetu. Powinno być to rozwiązane na zasadach handlowych i niekoniecznie ubrane w słowo offset. My kupujemy taki i taki sprzęt od was, ale wy kupcie to i tamto od nas. Jak Malezyjczycy chcieli kupić czołgi to powiedzieli od razu ile oczekiwań z ich listy ma być spełnionych, a jak nie, to nie mamy o czym rozmawiać. Takie postawienie sprawy od razu daje wymierne rezultaty. Po drugie - nie spodziewajmy się, że dostaniemy od nich najnowsze technologie, a szczególnie od Amerykanów. Dzisiaj nikt ich nie przekaże, chyba że ma w tym jakiś wspólny interes, czyli, że są jakieś powiązania kapitałowe, to wtedy rzeczywiście się tak dzieje, np. w Europie w wielkich firmach.
Co robić? Kiedyś miałem taki pomysł, który realizowaliśmy, iż w takich przypadkach, to armia winna zamawiać potrzebny jej sprzęt w jakiejś wybranej firmie i dopiero ta firma powinna zaczynać współpracę z firmą zewnętrzną, gdyż ona łatwiej wynegocjuje warunki, bo będzie lepiej wiedziała, co chce otrzymać od partnera, niż urzędnicy ministerialni, którzy nie są bezpośrednio związani z produkcją. Powinna odbyć się szersza dyskusja, ale z przedsiębiorcami, którzy bezpośrednio znają te problemy, i zmienić to podejście, ale nie do offsetu, tylko do pozyskiwania nowych technologii w ramach systemu coś za coś.

- Czy Radwar uczestniczy w jakimś programie offsetowym?

- Nie, nie uczestniczy. Początkowo bardzo się do takiego programu przygotowywaliśmy, ale jak zobaczyliśmy bliżej jak to funkcjonuje to szybko wycofaliśmy się z tego projektu uznając, iż jest to bardziej przedsięwzięcie natury propagandowo-medialnej, niż konkretnej.

- Potwierdzeniem wysokiej jakości wyrobów CNPEP RADWAR SA są uzyskane cywilne i militarne certyfikaty jakości (odpowiednio: ISO-9001, AQAP-2110), a także umieszczenie firmy na liście dostawców sprzętu dla paktu NATO); nadany "kod dostawcy dla NATO" to NCAGE 0226H. Czy firma jest tylko na liście natowskich dostawców, czy tez faktycznie jest tym dostawcą?

- Poza drobnymi realizacjami jeszcze nie. To wynika z pewnej specyfiki naszej działalności. My nie produkujemy prostych urządzeń, my tworzymy wyspecjalizowany sprzęt, który w zasadzie nie jest używany w państwach NATO i trudno wtedy pozyskiwać zamówienia czy części do nieswojego systemu.

Iluzje otwartego rynku

- Polska, jako członek UE, otworzyła swój rynek dla zagranicznych producentów także w sektorze przemysłu zbrojeniowego. Jak duże jest to wyzwanie czy zagrodzenie dla naszych producentów?

- Ja do końca nie wierzę, iż w tej dziedzinie rynek jest całkowicie otwarty. Po pierwsze jest to bardzo wąski rynek, na którym działa niewielu producentów, i nie ma takiego prostego przełożenia z dużego rynku cywilnego. Tego nie da się przeprowadzić. Po drugie - w dużych urządzeniach, w systemach, takich jakie my produkujemy, żaden z krajów Europy Zachodniej nie złoży istotnych zamówień poza swoimi granicami. Będzie zamawiać u swoich dostawców. Nie znam żadnych większych realizacji tego typu. Natomiast drobniejsze urządzenia typu elementy systemu - np. optyka, czy elementy nawigacji, lub podsystemy mogą oczywiście wchodzić w grę. Nie wyobrażam sobie, żeby np. armia niemiecka czy amerykańska zamówiła sobie system obrony przeciwlotniczej na przetargu i kupiła go gdziekolwiek. Myślę, iż nie do końca jest to tak interpretowane, i nie do końca jest to właściwie rozumiane.

- Zachodni producenci doskonale to jednak rozumieją i wchodzą na nasz rynek.

- Oczywiście, i tu można mówić o naszych obawach i o tym jak się zachowuje MON...

- ...MON mówi krótko - my chcemy sprzętu o najwyższej jakości.

- Każdy by tak chciał, tylko ten sprzęt o najwyższej jakości można kupić gdzieś na przetargu i potem mieć kłopoty np. z serwisem czy częściami, albo można kupić w firmie polskiej, która nawiąże współpracę z firmą zagraniczną i też dostarczy najlepszego sprzęt, ale będzie znacznie mniejszy problem z późniejszym serwisem, z eksploatacją, itp. A niezależnie od tego będziemy mieli również rozwój u tego polskiego producenta, który wnosi podatki do naszego budżetu, tego samego budżetu, z którego zakupy realizuje MON.

- Przykład czołgów pokazuje, że jest inaczej - wojsko chce stare niemieckie, zmodernizowane Leopardy, a nie nasz nowy Twardy, bo Leopard jest ekonomiczniejszy w obsłudze i ma lepsze osiągi.

- To jest takie trochę uproszczone myślenie. Oczywiście, jeżeli dzisiaj jeden czy drugi dowódca chce je kupić, to kupi. Ale jeśli wcześniej zaplanuje, że mu taki czołg będzie potrzebny i zamówi czołg z odpowiednimi parametrami, to przemysł zrealizuje to zamówienie. Problem w tym, że my działamy z dnia na dzień. Dziś jest mi potrzebne to i to, to kupuję. Dziś nikt nie robi urządzeń na tzw. półkę. Na Zachodzie jest tak samo - Bundeswehra wymyśliła takie czołgi, zamówiła je w przemyśle, który je wykonał i wojsko dostało to, co chciało. Gdyby nasze wojsko pięć lat temu zamówiło w Bumarze czołg o takich i takich parametrach, to oni zrobiliby jeszcze lepszy czołg, tylko trzeba go było zamówić.

- To dlaczego tak się nie stało?

- Myślę, że wynika to z dwóch powodów. Po pierwsze po trosze utracono perspektywę długoterminowego działania. Hasło kupowania na wolnym rynku doprowadziło do zaniechania planowania rozwoju. Po drugie z wojska odeszło wielu analityków, którzy potrafili np. przygotować. z pięcioletnim wyprzedzeniem parametry, tj. założenia taktyczno-techniczne na sprzęt, który za te 5 lat będzie potrzebny. Łatwiej jest bowiem kupić gotowy produkt, niż opracowywać jego założenia i ponosić jeszcze za to odpowiedzialność. Wiem jednak, że w MON o tym się mówi, i że jest przygotowywany cykl takich wcześniejszych zamówień obejmujących okres całego życia produktu.

Konsolidacja przemysłu obronnego

- Centrum Naukowo-Produkcyjne Elektroniki Profesjonalnej "RADWAR" SA wchodzi w skład grupy kapitałowej BUMAR zrzeszającej firmy polskiego przemysłu obronnego. Właścicielem większościowym CNPEP "RADWAR" SA jest BUMAR Sp. z o. o. Jak Pan prezes ocenia z perspektywy już kilku lat funkcjonowanie tej grupy?

- Proces ten, który został zapoczątkowany w 2002 r. zaczął się wiele lat za późno, ale dobrze, że w ogóle został zapoczątkowany. Tak się przecież dzieje na świecie. Firmy chcą się łączyć, nie dlatego, że im tak się podoba, ale dlatego, że walka o rynki jest coraz trudniejsza, wymagająca wielu nakładów; opracowywanie nowych urządzeń, a właściwie systemów wymaga dużych kapitałów, czy to własnych, czy w oparciu o kredyty bankowe. Mała firma nie ma tu żadnych szans. Ta konsolidacja się sprawdziła, ale my działamy tutaj po polsku - tzn. nie do końca konsekwentnie, zmieniają się rządy, zmieniają się koncepcje itp.
Powołanie grupy Bumar było bardzo dobre i celowe i dało efekty, przede wszystkim w eksporcie. Skoro mamy wielokrotnie zwiększony eksport, to te liczby świadczą same za siebie. Oczywiście wiele spraw, które miały być załatwione, ciągle czeka na realizację, co wynika z wielu przyczyn, także obiektywnych. Myślę, że ten proces powinien być realizowany dalej, a następny krok to rozmawianie z Europą. Powinniśmy bowiem wchodzić zarówno w konkretne programy, jak również i w powiązania kapitałowe, bo tylko wtedy będziemy partnerem. Jeśli działamy osobno, to nie do końca jesteśmy takim partnerem, z którym można realizować projekty, wymagające najnowszych technologii.

- A widzi Pan z ich strony wolę takiego otwarcia?

- Tamci menedżerowie to ludzie z dużym doświadczeniem, oni oczywiście chcą wykorzystywać sytuację, czasami nasze słabości, i realizować to, co dla nich jest wygodne. Ale nie patrzymy na to. Patrzmy na to tak, by robić to systemowo i mądrze i nie być jakimś elemencikiem, małym trybikiem, tylko być ich partnerem.

- Czy i kiedy powstanie polski koncern, czy polskie koncerny zbrojeniowe?

- To de facto już się dzieje. Mniejsza o nazwę. Po prostu koncern czy holding, inaczej - firma, która skupia ileś tam podmiotów, dysponuje odpowiednio dużym kapitałem i jest w stanie rozmawiać z bankami, które mogą udzielić np. kredytu na produkcję czołgu wartości np. 200 mln dolarów, czy zainwestować w rozwój innego urządzenia 100 mln dol. To już tak powoli się dzieje. Bumar już się staje takim koncernem. Ale wszystkie procesy muszą być do końca doprowadzone. W tej chwili przygotowywana jest nowa strategia 2007-2010, która stanowi kolejny krok do przodu, ale idzie to bardzo powoli. Jest jednak wielu ludzi z dużym doświadczeniem; na tym naprawdę trzeba się znać, i rządzący powinni umiejętnie wykorzystać ich wiedzę dla dobra sprawy.

- Czy i w jakim stopniu te działania konsolidacyjne znajdują zrozumienie i wsparcie ze strony władz, czy to ustawodawczych, czy administracji państwowej?

- Generalnie mówiąc jest wsparcie ze strony administracji, ale długo to trwa. Zrozumienie jednak jest, i są plany na przyszłość. Jeśli natomiast chodzi o władze ustawodawcze, to jakiegoś większego zainteresowania czy wsparcia z tej strony raczej nie odczuliśmy. Przemysł zbrojeniowy sam powinien funkcjonować, natomiast wsparcie potrzebne jest w tej chwili do zakończenia procesu konsolidacji. Po prostu teraz potrzebne są odpowiednie decyzje organizacyjne, natomiast później potrzebne będzie wsparcie na świecie, tj. promocyjne. Standard światowy w tej branży to ok. 40-procentowy eksport. Przecież ten sprzęt kupują inne państwa. A tu potrzebne są dobre stosunki z państwem, które dostarcza ten sprzęt, jak również pewne działania, nazwijmy je marketingowe. Ta forma wsparcia ze strony władz jest zresztą powszechnie stosowana, np. prezydent Bush kiedy jeździ po świecie to rozmawia o dostawach samolotów, czy innym sprzęcie, itd. Nie mówię, że nasze władze tego nie robią, ostatnie kontrakty to już duży krok do przodu ze strony rządu, co napawa pewnym optymizmem.

Potrzeba działań promocyjnych

- W dzisiejszej gospodarce globalnej nieunikniona jest obecność w świecie, tj. zarówno uczestnictwo w targach międzynarodowych, jak i przyjmowanie zagranicznych delegacji przemysłowców i polityków u siebie. Jaką politykę w tym względzie prowadzi Pana firma?

- Promocja i pokazywanie się w świecie to jeden z podstawowych naszych elementów. Prowadzimy ją dość intensywnie, nie szczędzimy tutaj środków, przy czym trzeba powiedzieć, że nie bylibyśmy sami w stanie prowadzić tak mocnej promocji; dlatego też tutaj grupa Bumar jest pomocna. Targi, uczestnictwo w wystawach, to wszystko jest bardzo drogie. Ponadto dzisiaj nie handluje się bezpośrednio, ale za pośrednictwem agentów i przedstawicieli w danym kraju, co też kosztuje. Dzięki temu, że wspólnie działamy, to jesteśmy reprezentowani praktycznie na wszystkich większych targach w świecie.
Oczywiście tu na miejscu przyjmujemy delegacje z różnych krajów - przyjeżdżających czy to na nasze zaproszenie, czy w ramach oficjalnych wizyt państwowych, rządowych czy ministerialnych delegacji. W dniach 11-13 lipca z wizytą w Polsce przebywał wiceminister obrony i lotnictwa, zastępca Inspektora Generalnego ds. Wojskowych Królestwa Arabii Saudyjskiej, książę Khaled Bin Sultan Bin Abdulaziz Al Saud. Wizyta ta była kontynuacją wizyty króla Arabii Saudyjskiej Abdullaha złożonej pod koniec czerwca. 12 lipca książę Khaled spotkał się z Ministrem Obrony Narodowej Aleksandrem Szczygłą. Przedmiotem rozmów było m.in. uzbrojenie obu armii oraz współpraca przy szkoleniu oficerów. Książe odwiedził naszą firmę.
Wcześniej, w dniach 17-18.05 br. przebywał w Warszawie w ramach oficjalnej wizyty Minister Obrony Republiki Słowackiej František Kašický. Drugiego dnia wizyty delegacja Ministerstwa Obrony Republiki Słowackiej odwiedziła naszą firmę. Rozmowy ze słowackim Ministrem prowadzili prezesi zarządu Radwaru i Bumaru. Zaprezentowano ofertę Grupy Bumar, a następnie przedstawiono propozycję Radwaru i Przemysłowego Instytutu Telekomunikacji w zakresie zagadnień, którymi jest zainteresowana strona słowacka. Największe zainteresowanie delegacji wzbudziły systemy automatyzacji dowodzenia obroną przeciwlotniczą, przeciwlotnicza platforma rakietowa POPRAD, przeciwlotnicze zestawy artyleryjskie LOARA i BLENDA oraz mobilna małogabarytowa stacja radiolokacyjna MMSR, którą zaprezentował podczas wizyty na wydziale produkcyjnym kierownik Zakładu Badawczo-Rozwojowego.
Niezależnie od tych wizyt na najwyższych szczeblach mamy także wizyty specjalistów i te wizyty są dla nas bardzo ciekawe, często zresztą organizujemy dla naszych gości wyjazdy na poligony, na pokazy strzelań.

- Co to jest Radwar Business Park? Jaka jest istota projektu i stopień zaawansowania?

- Nazwa jest bardzo ładna, ale pod nią kryje się modernizacja starych budynków. Z dawnych czasów mamy w swoich zasobach dwa budynku postawione w technologii typu "Lipski". Kiedyś wykorzystywane były na biura, ale od jakiegoś czasu są nam one niepotrzebne. Doszliśmy do wniosku, że obecnie trzeba dokonać znacznej modernizacji tych budynków, przerobić je na nowoczesne biurowce, wprowadzić je na rynek nieruchomości i po prostu zarabiać na nich, co dziś jest powszechną praktyką. W tym roku rozpocznie się przebudowa i modernizacja tych budynków biurowych położonych przy ulicy Poligonowej 3. Zostaną one połączone w nowoczesny kompleks o powierzchni 23 tys. m2, z czego ponad połowa przeznaczona zostanie na biura, resztę zaś zajmą powierzchnie usługowo-handlowe; m. in restauracja, banki oraz podziemny parking. Projekt już jest, w tej chwili jest zatwierdzany w Urzędzie Miasta i po wydaniu decyzji ruszy modernizacja, która potrwa ok. 2 lat. Ta inwestycja nie jest związana z finansami firmy, będzie finansowana z zewnątrz. Po jej zakończeniu powstaną tutaj dwa naprawdę ładne i bardzo funkcjonalne biurowce.

- Rozmawiamy w sali, która zdobią różne trofea, puchary i nagrody przyznane Radarowi. Jak widać firma niezależnie od swej podstawowej działalności jest również sponsorem różnych imprez czy wydarzeń?

- Od dawna sponsorujemy przede wszystkim organizacje wojskowe typu sportowego, ale również kombatanckie. Fundujemy również nagrody dla zwycięzców różnych konkursów, współpracujemy też ze szwadronem konnym, który niedawno widzieliśmy na defiladzie w Warszawie z okazji święta Wojska Polskiego. Wiadomo, że budżety takich organizacji są bardzo skromne, że trzeba im pomoc, i robimy to.

- Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał R. Bobrowski


HOMEStrona główna - CER Home Page NEXTNastępna strona - Next page


INTERNET CONSULTANT