Ameryka i Europa: razem czy osobno?

XV Kongres Polska Wielki Projekt
Warszawa 18 – 19 10. 2025

Poniżej zamieszczany fragmenty wypowiedzi panelistów. Wypowiedzi nieautoryzowane – red.

Adam Bielan, europoseł PiS, b. prezes Partii Republikańskiej
prof. Przemysław Żurawski vel Grajewski
dr Andrzej Krajewski. Dziennik Gazeta Prawna

Czy obecnie mamy do czynienia z rozchodzeniem się Europy i Stanów Zjednoczonych?

Przemysław Żurawski vel Grajewski

Pękniecie jest trwałe, ale linie pęknięć są skomplikowane i różnej głębokości

Sytuacja jest bardziej skomplikowana. Uważam, że to pękniecie jest trwałe, ale nie tak zarysowane. Zważywszy, że mówimy w istocie o demokracjach, demokracjach w tym znaczeniu, że one nie będę podlegały naciskom innych, większych demokracji, jak np. grecka ze strony niemieckiej, to nastroje społeczne i w Niemczech, i w znacznej mierze we Francji, usprawiedliwiają, że to pękniecie jest trwałe. A zanik poczucia zagrożenia Europy Zachodniej to nie jest sytuacja z czasów Zimnej Wojny, gdzie umownie mówiąc czołgi sowieckie stały na Łabie stosunkowo blisko Paryża,  a 1/3 Berlina i połowa Niemiec była pod kontrolą Rosji, tzn., kiedy było czego się bać. A z drugiej strony nie było tego komplikowania przez przywódców amerykańskich wyborców, utrzymujących,  że ponoszenie kosztów obrony Europy, przez tak zdefiniowanym zagrożeniem, jest zasadne i wybory się wygrywało mimo ponoszenia tych kosztów.

Teraz ani zachodni Europejczycy się nie boją, ani Amerykanie nie uważają, że koszty bezpieczeństwa europejskiego powinni ponosić przede wszystkim amerykańscy podatnicy. I to jest sytuacja trwała. Natomiast, to, co komplikuje ten obraz to oczywiście realne i bardzo powszechne poczucie zagrożenia w państwach wschodniej franki NATO, czyli nie tylko w Polsce, i w państwach bałtyckich, ale np. w państwach skandynawskich, także w Rumunii. A na to nakłada się rywalizacja z Chinami i poszukiwanie przez Niemcy, którzy tracą chłonny rynek strefy euro z uwagi na skalę jego zadłużenia, i muszą szukać innych rynków. A jednym z nich, jest czy nie jest, ale wydaje się rynek chiński, co oczywiście musi konfliktować rdzeń Unii ze Stanami.

Do tego dołóżmy kolejną komplikację. O ile Włochy i Hiszpania gotowe byłoby poprzeć przyrost zdolności wojskowych Unii Europejskiej i w tym sensie popierają ambicje francuskie, to przecież nie z zamiarem wypychania Stanów Zjednoczonych, gdyż rozumieją, że USA nikt nie zastąpi. A zatem to hasło autonomizacji bezpieczeństwa europejskiego w wymiarze wojskowym jako hasło francuskie, a wymiarze politycznym, jako odwrotność słynnego pytania lorda Ismaya dlaczego zostało powołane NATO brzmi już teraz nie: to keep Americans in, Rusians out,  and German down,  lecz: to keep Americans out, Russians in , and Germans up. I to expressis verbis zostało przecież zawarte w propozycjach Komisji Konstytucyjnej Parlamentu Europejskiego.

Tak, uważam, że to pękniecie jest trwałe, ale te linie pęknięć są znacznie bardziej skomplikowane i o różnej głębokości. Liczne państwa UE z Polską, Skandynawią, Bałtami i Rumunią będą się orientowały na Stany Zjednoczone tak długo jak będą grały rolę protektora przed agresją rosyjską, przy czym wydaje się, że tylko Polska posiada mentalną zdolność podjęcia rywalizacji, także z Niemcami, nie tylko z Rosją.

Adam Bielan

Spodziewam się bardzo dużych waśni, czy wręcz ostrego konfliktu między administracją Trumpa a większością w PE

Rzeczywiście to my mielimy racje co do polityki rosyjskiej i to stwierdza nawet przewodnicząca KE Ursula von der Leyen. Myślę, że ta druga kadencja Trumpa jest zupełnie inaczej przyjmowana wśród elit brukselskich, i w ogóle europejskich, niż pierwsza. Pierwsza była uznana za wypadek przy pracy, sam Trump nie był ewidentnie przygotowany do rządzenia, oparł się na politykach Partii Republikańskiej, którzy nie byli do końca wobec niego lojalni, więc myślę, że niewiele spośród swoich planów był w stanie zrealizować. Teraz jest zupełnie inaczej. On się do tej drugiej swojej kadencji przygotowywał się już od dłuższego czasu i jego pozycja dzisiaj jest dużo silniejsza niż w poprzedniej kadencji.  Ale też i najsilniejsza od wielu, wielu lat, jeśli chodzi o amerykańskiego prezydenta, gdyż całkowicie zdominował swoją partię – ruch MAGA,  opanował Partię Republikańską, a jednocześnie Partia Republikańska ma większość w obu izbach Kongresu. A zatem do wyborów w listopadzie przyszłego roku może praktyczne realizować swój program, poza kwestią budżetu.

Z całą pewnością liderzy europejscy zakładają, że ta zmiana może być trwała, a co za tym idzie jest i inny ich stosunek do Trumpa. O ile w pierwszej kadencji okazywali mu lekceważenie, o tyle teraz szef NATO  Rutte wysyła do niego takie upokarzające sms-y, nazywa go „tatusiem”, który musi czasem skarcić swoje niesforne dzieci. Więc dzisiaj liderzy europejscy niezależnie od tego do jakiej rodziny politycznej należą prześcigają się w komplementowaniu Trumpa i starają się zbudować z nim jak najlepsze relacje. A szefowa KE poniosła spektakularną porażkę w negocjacjach handlowych z USA.

Co ważne jest też i to, iż Unia niezależnie że zgodziła się na 15% cła zobowiązała się do zakupu węglowodorów do końca kadencji Trumpa czyli do 2028 roku, o wartości 750 mld dolarów. Gdyby to zostało zrealizowane to byłaby to zmiana, która jest dla nas bardzo korzystna. O tym m. in. rozmawiał prezydent Nawrocki podczas rozmów z Trumpem,  czyli wracając do idei Trójmorza,  i  dążąc do tego by Polska stała się hubem dla gazu skroplonego sprowadzanego ze Stanów Zjednoczonych. Pozwoli to uniezależnić nie tylko nasz kraj,  który już jest całkowicie niezależny od dostaw z Rosji, ale również kraje położone na południe od nas, takie jak Słowacja i Węgry.

Na koniec wspomnę o warstwie kulturowej. Tu głośne przemówienie J.D. Vanca, wiceprezydenta USA w Monachium. Ta warstwa kulturowa jest dla Amerykanów niezwykle ważna. Kwestia wolności słowa, i media społecznościowe w szczególności, to będzie źródło olbrzymiego konfliktu między Stanami a UE. Kilka tygodni temu Marco Rubio zagroził personalnymi sankcjami dla urzędników w poszczególnych krajach europejskich, którzy będą wdrażać tzw. DSA, czyli akt o cyfrowych usługach, które będą krępować wolność słowa w mediach społecznościowych. Tutaj spodziewam się bardzo dużych waśni czy wręcz ostrego konfliktu między administracja Trumpa a większością w PE, tj. większością centrolewicowych rządów.

Andrzej Krajewski

Wydaje mi się że ten rozłam zniknie, ale w dłuższym terminie. Zachód jest skazany na siebie

Chciałbym spojrzeć na ten temat trochę inaczej. Wydaje mi się ze ten rozłam zniknie, ale w dłuższym terminie. Zachód jest skazany na siebie, ponieważ świat, w którym egzystuje jest na tyle różny, że Ameryka Północna i Europa są skazane na siebie. Ale naprzód musi przejść cykl przemian, który Amerykanie już mają za sobą, albo ponieśli pewne konsekwencje a Europa jest dopiero na ich początku. Stany Zjednoczone już poniosły konsekwencje gospodarcze globalizacji. I polityczne, i ekonomiczne. Spójrzmy na cykl zdarzeń – początek XX wieku Stany Zjednoczone otwierają się na wprowadzenie Chin do WTO, oddają im na własne życzenie swój przemysł i otwierają się na wypływ wszystkich najcenniejszych aktywów poza Stany Zjednoczone. I ponoszą tego konsekwencje – olbrzymie zubożenie środkowych stanów, zachodnie i wschodnie wybrzeże trzymające się jeszcze jako tako, a cała reszta Stanów Zjednoczonych biednieje. To wypycha do władzy nową elitę polityczną – Trump i jego otoczenie to jest konsekwencja tych zdarzeń. W Stanach Zjednoczonych przemiany, zarówno dotyczące ich ustroju, jak i gospodarki,  zachodzą szybciej. I Trump jest konsekwencją tych zdarzeń, które zaszły przez ostanie 20 lat.

I teraz mamy taką sytuację, że Stany Zjednoczone są już na tyle inne od Europy, że wraz z dojściem do władzy Trumpa następuje rozłam – Europa jest zupełnie inna. Europa nie przeszła jeszcze wszystkich konsekwencji tych zmian jakie zaszły w ciągu ostatnich 20-tu lat. Z kilku powodów. Tutaj wszystko dzieję się wolniej,  mamy elity polityczne, które są nie potrafią utrzymać władzy, jest wiele państw, jest wiele zabezpieczeń socjalnych, takich poduszek bezpieczeństwa, a ponadto UE miała olbrzymią nadwyżkę handlową z USA. UE przegrywa na każdym polu, jeśli chodzi o handel – z Chinami ma olbrzymi deficyt, ale nadrabia to nadwyżką ze Stanami Zjednoczonymi. I Trump zlikwidował tę poduszkę wprowadzając cła. W tym momencie to przyspiesza zmiany, już widzimy, że bardzo blisko przemeblowania sceny politycznej jest Wielka Brytania, jest Francja, częściowo zaszło to we Włoszech, i w Niemczech.

Ale tutaj mamy coś, co będzie się działo w ciągu następnych 5 – 10 lat. I dopiero jak kurz opadnie to okaże się, że Stany Zjednoczone i Europa Zachodnia są sobie całkiem bliskie, że mają zbieżne interesy strategiczne. Natomiast Europa musi przejść przez fazę zmian, które są konsekwencjami ostatnich 20 lat. Nie wiem co one przyniosą , ale na pewno to będą bardzo daleko idące zmiany.  

Stosunek polskich polityków do Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych.  

Adam Bielan

W tej kwestii widać wyraźnie podział w większości rządowej

W tej kwestii widać wyraźnie podział w większości rządowej.  Ten podział wynika z tego, że zdecydowana większość Polaków zdaje sobie sprawę, że w dającej się przewidzieć perspektywie Stany Zjednoczone są kluczowe dla naszego bezpieczeństwa. My chcielibyśmy być oczywiście całkowicie suwerenni i niezależni od pomocy kogokolwiek, ale tak w perspektywie dziesięciu czy piętnastu lat tak oczywiście nie będzie. Ze względu na to, że Trump, odcedzając całą jego czasem dziwną politykę wobec Rosji i sprzeczną retorykę, prowadzi jednak politykę ograniczającą wpływy Rosji w Euroazji, by wymienić choćby porozumienie z Azerbejdżanem i Armenią i wypchnięcie Rosji z kluczowego dla niej regionu świata, to tacy politycy jak Kosiniak – Kamysz i Hołownia znacząco milczą, na pytanie o słowa Tuska z 2023 roku, który przypomnę nazwał Trumpa wieloletnim agentem rosyjskich służb specjalnych. To pokazuje, że tak bardzo doświadczony polityk tak bardzo się pomylił w sytuacji, kiedy wielu polityków zakładało, że Trump może wrócić do Białego Domu. Sądzę, że to jest bardzo ważny czynnik, który może rozłamać obecną koalicję rządową, i tego Polsce i sobie życzę.

Natomiast bardzo trudno przewidzieć co będzie, kiedy Trump zawrze z Rosją porozumienie, które nie będzie dla nas korzystne. Trump rzeczywiście jest nieprzewidywalny i do końca nie wiemy, czy ten ostatni zwrot dotyczący zapowiadanego szczytu Trump – Putin w Budapeszcie zakończy ten konflikt, czy raczej on będzie się przedłużał. Tu jest bardzo wiele zmiennych – jest oczywiście kwestia postawy Putina, ale i też Załęskiego, a przede wszystkim pytanie, czy Trump jest w stanie zmusić Załeskiego do zawarcia pokoju na każdych warunkach upokarzającego Ukrainę. Moim zadaniem – nie.

Natomiast chciałbym zwrócić uwagę na jeden bardzo ważny czynnik w kontekście zbliżających się wyborów za rok do Kongresu, tj, na radykalną zmianę nastrojów, jeśli chodzi o Partię Republikańską. Gdy Trump dochodził do władzy, co z ubolewaniem muszę powiedzieć, bardzo wielu wyborców Partii Republikańskiej tradycyjnie bardziej sceptycznie nastawionych wobec Rosji, było zmęczonych wojną, zmęczonych pomocą i uważało, że tę pomoc należy ograniczyć.

W ciągu ostatnich miesięcy, i to jest pewien paradoks, zważywszy sceny jakie oglądaliśmy na Alasce, które każdego Polaka musiały boleć, to Alaska pokazała wyborcom MAGi, że z Putinem nie można po dobroci, że musi też być wielki kij, który Trump pokazał w postaci Tomahawków. To jest bardzo ważne, gdyż Trump dzisiaj musi się kierować nastrojami wyborców, jeśli chce w drugiej połowie tej kadencji realizować swój plan i ponownie wygrać wybory do obu izb Kongresu. I to jest z naszego punktu widzenia bardzo ważne, gdyż świadczy o tym, że wśród wyborców Partii Republikańskiej ta zmiana też się dokonała.

Przemysław Żurawski vel Grajewski

Opcja unijna nie jest rozwiązaniem, jest zapewnieniem sobie klęski

Wyjdę od pytania co z tego wynika dla Rzeczpospolitej i posłużę się cytatem z tweetu Cezarego Kazimierczaka, który napisał, że bardzo się cieszy, że nie będzie już toalet koedukacyjnych w Stanach Zjednoczonych, ale najbardziej go interesuje to, by wojska rosyjskie nie weszły na linię Bugu. Chce przez to powiedzieć, że nie możemy sobie pozwolić na danie się uwieść temu, że najważniejsze są wymiary obyczajowe czy ideologiczne. Nas tak naprawdę interesuje czynnik siły, i tu musimy być śmiertelnie poważni.

Po pierwsze przyjąć do wiadomości, że błędy jednej strony nie czynią drugiej strony lepszą, ani mniej mylącą się. Chcę przez to powiedzieć, że błędy w polityce Trumpa nie czynią UE mądrą i gotową.  Później musimy policzyć realne siły wojskowe. A realne siły wojskowe wyglądają następująco – Ukraina dysponuje stu dziesięcioma brygadami walczącymi w tej chwili i zaprawionymi w bojach z Rosją. Polska przeliczeniowo mogłaby wystawić dwadzieścia pięć brygad. Brytyjczycy obiecali w tej chwili oddać do mitycznych sił rozejmowych, które nigdy nie powstaną – dwie. Francuzi – dwie, a Niemcy obiecali w 2025 roku Litwinom na rok 2027 – jedną brygadę. I tak wyglądają realia. A zatem siły wojskowe są jakie są,

UE nie zbuduje sił wojskowych porównywalnych do Stanów Zjednoczonych, zresztą opowiada, że je zbuduje od 1991 roku, proszę państwa o zaufanie – nic z tego nie będzie. Żadnej armii europejskiej nie będzie, nikt na to nie da stosownych pieniędzy. Zobaczmy zresztą co się dzieje we Francji – w ciągu ostatnich dwudziestu dwóch miesięcy było pięciu premierów i pięć rządów. Raport Draghiego pokazuje stan gospodarki europejskiej, a jak wiadomo do toczenia wojny potrzebne są trzy rzeczy – pieniądze, pieniądze i jeszcze pieniądze. Tak wygląda realny bilans sił i nikt nie zastąpi Stanów Zjednoczonych. Innymi słowy wybieramy między brakiem zdolności dotąd wykazywanych, brakiem zdolności mentalnej przeciwstawienia się Rosji reprezentowanej przez UE, z Niemcami i Francja na czele, połączonej z brakiem zdolności materialnej. A sytuacją, w której istnieje zdolność materialna, i nie wiadomo jakie będą decyzje polityczne z uwagi na priorytety polityki amerykańskiej czy to Blisko czy Dalekowschodnie oraz fakt, że wszyscy prezydenci amerykańscy muszą brać pod uwagę czynnik wyborczy.

Zatem przypomnę, że było już kilka resetów z Rosją, powiedzmy ocieplenia relacji z Rosją, i politykę, która prowadzona była od trzydziestu paru lat-  słynny „ chicken speech” Buscha starszego w Kijowie, później Busch młodszy spojrzał w oczy Putina i dojrzał szczerego demokratę,  potem – reset. A jeszcze później Biden pierwsze co zrobił, to zniósł sankcje przeciw Rosji za NordStreen 2, przedłużył NewStart i spotkał się z Putinem,  a w końcu powiedział, że magor inclusives, czyli drobne wtargnięcia nie wywołają major relations, innymi słowy zachęcał do ograniczonej agresji, która będzie jakoś tam przetrawiona przez Zachód. Każdy prezydent USA próbuje zbliżenia z Rosją w naiwnej nadziei, że z Rosją da się coś uzgodnić. Myślę, że nie musimy tu w polskim gronie wzajemnie tłumaczyć, że podpis Rosji jest wart tyle ile kartka papieru, na którym został złożony. W związku z czym żadnego pokoju na Ukrainie nie będzie.

Nawet jeśli będzie podpisany to będzie to Hasa Wiórt 2., czyli coś, co było między pierwszą a drugą wojną czeczeńską. Ukraińcy, którzy nie są naiwni, jeśli chodzi o Rosję, doskonale to rozumieją, i my też to tak powinniśmy rozumieć, jak to rozumieją Ukraińcy. To nie ziemie się oddaje a ludzi, którzy na tej ziemi żyją, i którzy na skale będą strzelali w potylice, bo taka jest natura okupacji rosyjskiej, co też wiemy nie od wczoraj, a co nam przypomniano w marcu 2022 roku.

W związku z tym te realia są dosyć twarde, i to, co my możemy z tym zrobić, to po pierwsze nie dać się wmanewrować w pozycję, w którą próbują nas wmanewrować Niemcy, i w której jak wydaje się będzie uczestniczył rząd Donalda Tuska. Tzn. pozycję kogoś, który będzie uwiarygodniał krytykę pozycji Stanów Zjednoczonych. Jeśli nawet Polacy odnoszą się nieufnie to znaczy, że coś jest na rzeczy. Polska nie powinna wchodzić ani w rolę głównego krytyka Stanów Zjednoczonych, ani głównego hamulcowego integracji Ukrainy, bo i tak ani do NATO, ani do UE ona nie wejdzie.

Nie ma potrzeby, żeby Polska była odpowiedzialna za to, i publicznie ochotniczo się zgłaszała na winnego tego rezultatu. Ta gra jest przegrana, z rozmaitych powodów,  trzeba by tutaj długiego wykładu. To, co powinno być naszym celem w tej sytuacji to zachowanie zdolności, poprzez utrzymanie jak najbliższych relacji – co zresztą robi pan Prezydent Nawrocki – tj.  zdolności odziaływania i przekazywania naszego obrazu rzeczywistości decydentom amerykańskim w oczekiwaniu na moment, kiedy oni zderzą się z rzeczywistością i uznają, że z Rosją nie da się porozumieć. Ten tzw. odwrócony Kissinger, tzn., tak jak wtedy oderwanie Chin od Związku Radzieckiego, to teraz oderwanie Rosji od Chin,  nie nastąpi. Przypomnę, że wówczas naprzód były tam incydenty na rzecz Ussuri, nad Amurem, czyli Sowieci i Chińczycy do siebie strzelali,  a później Nixon pojechał do Pekinu i wykorzystał ten rozdźwięk, a nie go wytworzył.  Teraz nic takiego nie nastąpi.

Uważam również, że Putin z wielu względów, także wewnętrznych, nie może zaprzestać agresji, zakończyć wojny, i powrócić tych wszystkich weteranów do społeczeństwa, a później się z nimi męczyć, a także nie może wyhamować gospodarki wojennej. To jest nieprawdopodobne. W związku z tym wojna będzie trwała. Polska utrzymując swój przekaz, oraz utrzymując solidarność w regionie, bo to przecież nas łączy z Bałtami, ma też podstawę do bliskich relacji ze Skandynawami. Bardzo dobrze, że ostatni raz trenowaliśmy na Bornholmie, a ze Szwedami – na Gotlandii. To jest kierunek, który   powinien zostać podtrzymany. I tu Stany Zjednoczone znajdą oparcie w naszym regionie.

 A także Trójmorze, tj. pokazanie np., amerykańskim kongresmanom, czy komukolwiek kto tam się ubiega o głosy wyborców, że nie mamy takich czy innych racji moralnych, tylko jaki ich interes będzie realizowany przez poparcie naszych interesów. Innymi słowy, że poparcie polskiej koncepcji Trójmorza otwiera dla amerykańskiej branży energetycznej, gazowej 180 milionowy rynek konsumentów pod warunkiem, że wyrzuci się z tego rynku Rosjan i ich się ponownie nie wpuści. Nasycanie armii polskiej sprzętem zakupionym w Stanach Zjednoczonych, a nie w Unii Europejskiej za pożyczki, które i tak będziemy musieli spłacać w Niemczech i we Francji w terminie jaki oni nam wyznaczą i to, co oni nam wyznaczą, oraz w ilości i asortymencie jaki oni nam wyznaczą? –  Nie.

To, że kupujemy broń od Stanów Zjednoczonych a armia ukraińska jest zaopatrywana przez Stany Zjednoczone, i też nasycana jest ich sprzętem,  powoduje, że inne armie w naszym regionem będą ze względu na logistykę wojskową, zapewne wzorowały się na dwóch największych armiach, czyli polskiej i ukraińskiej, to znaczy też będą  kupowały sprzęt amerykański. To im nakazuje logika, ale oczywiście nad tym należy popracować. Ale jesteśmy otwarci na współpracę i ten fakt otwiera rynek zbrojeniowy Europy Środkowej na rynek amerykański, który będzie potrzebował protekcji wojskowej. I to są nasze wspólne interesy.

Potrzebujemy także – stawiam taką tezę – że nie było szaleństwem Zalęskiego to, co on robił w 2023 r. , to znaczy, że to był skoordynowany nacisk Berlina i Waszyngtonu ( wówczas Bidena, a zatem Amerykanie brali udział w tej wolcie ukraińskiej), który uderzył w rząd zjednoczonej prawicy w Polsce i doprowadził do jego upadku. A więc w ich interesie leży teraz aby odwrócić ten proces,  także z udziałem dyplomacji amerykańskiej. Tj., istotna jest odbudowa tej współpracy, która przypomnę w roku 2022 i w początkach 2023, nie tylko zatrzymała ofensywę rosyjską, ale zmarginalizowała politycznie Niemcy. Jest naiwnością wyobrażanie sobie, że Niemcy na to nie zareagowały. Powszechnie żartowano wtedy z tych pięciu tysięcy hełmów, i to wtedy pojawił się termin – polityczny Scholzing, czyli obiecać coś i nie dotrzymać. A to nie wzięło się znikąd, to się wzięło z sukcesów współpracy polsko – ukraińskiej, która z tego powodu podlegała naciskom i została zerwana. Jakość politycznej klasy ukraińskiej jest marna, i to widzimy, ale z tego nie wynika, że mamy dokładać własne błędy do błędów popełnionych w Kijowie. A Stany Zjednoczone są istotną dźwignią dla jednych i dla drugich, i są nam niezbędne.

A w związku z tym wybór Ameryki obarczony jest ryzykiem. Tak oczywiście Stany Zjednoczone mogą popełnić kolejny błąd i nie docenić Europy Środkowej, w tym Polski. Tylko że opcja unijna nie jest rozwiązaniem, jest zapewnieniem sobie klęski. Uważam, że Polska znajduje się w systemie amerykańskiej protekcji wojskowej o nieznanym horyzoncie czasowym trwania, który kiedyś się skończy. I to jest ten czas danym nam do wytworzenia struktury regionalnej dostatecznie silnej by przeżyć między Niemcami a Rosją. I że warunkiem niezbędnym do wytworzenia tej struktury jest, z uwagi na potencjał obu narodów, współpraca polsko – ukraińska.    

Jak powinna być nasza polityka wobec UE vi-a-v-s Amerykanów?

Andrzej Krajewski

Stoimy u progu przeformatowania się sceny politycznej 

Struktura UE jest na tyle mocna, na ile mocne są jej części składowe. Tj. tak mocne jest państwo francuskie, niemieckie, włoskie jak mocne ma fundamenty w postaci gospodarki i perspektyw rozwoju klasy politycznej, która może nimi zarządzać. Kiedy te fundamenty zaczynają się chwiać to struktura brukselska, KE, wszystkie związane z tym instytucje, cały aparat urzędniczy przestaje znaczyć cokolwiek. Żeby mieć władzę trzeba mieć narzędzia do egzekwowania władzy. A koniec końców najskuteczniejszym narzędziem do egzekwowania władzy jest siła. Czyli siły zbrojne, policyjne, aparat urzędniczy i jeżeli wydaje się jakiś dekret to on musi być wcielony w życie. Jeżeli elementy składowe zaczynają się sypać to ta władza jest iluzoryczna. To jak władza cesarza Świętej Rzeszy Niemieckiej w Średniowieczu, kiedy był cesarz, ale jego władza nie miała żadnego znaczenia.

Chodzi o to, że Polska jest w tej chwili w takiej strukturze, która zaczyna się zmieniać. Stoimy u progu przeformatowania się sceny politycznej w tych państwach, a jeżeli one się przeformatują to ta struktura też się musi zmienić. Nie ma czegoś takiego, że jak się baza zmieni, to nadbudowa będzie taka sama. Nie ma szans. W tym momencie, jeśli chodzi o Polskę,  ponosimy konsekwencje zapisów wniesionych do Traktatu Lizbońskiego, który zastąpił Konstytucje Europejską. Dano tam furtkę do rozszerzania uprawnień Komisji Europejskiej i dano taki system głosowania w Radzie Europejskiej jaki jest, który powoduję, że jeżeli Francja i Niemcy mówią jednym głosem, to jest to decyzja, która obowiązuje całą UE. A jeżeli te dwa kraje się pokłócą, to Niemcy mogą na swoją stronę przeciągnąć Włochy, i jeszcze kogoś innego, i to zawsze i tak to jest decydujące.

Teraz to jest odczuwalne przy Umowie z Mercosur. Francja była przeciwna tej umowie, ale Niemcy mają takie zdolności koalicyjne, że koniec końców to ich głos, wraz z państwami im sprzyjającymi zawsze przeważa. Właściwie ponosimy konsekwencje tego, że Angela Merkel była tak piekielnie skutecznym politykiem. Traktat Lizboński to jest jej dziecko, ona go tak ukształtowała, że jeżeli zestawi się ze sobą wszystkie kruczki i triki, to koniec końców ostanie słowo zawsze należy do Berlina. To zostało tak ułożone. Niestety, od końca XX wieku znaczenie Francji w UE sukcesywnie spadało. Francja coraz bardziej stawała się słabsza a w tej chwili znajduje się na krawędzi bardzo głębokiego kryzysu politycznego. A Niemcy zachowywały stabilność, bogaciły się i stawały się coraz większą potęgą gospodarczą, co osiągnęło swoje apogeum tuż przed najazdem Rosji na Ukrainę.

 Ale teraz to się też zmienia. Niemcy są w dość głębokim regresie gospodarczym i wygląda na to, że szybko z niego nie wyjdą, nawet jeśli go sfinansują z olbrzymich pożyczek, gdyż mają jeszcze zdolność kredytową. I przez te cztery – pięć lat gospodarka niemiecka może być napędzana pożyczkami, bo już znieśli tę granice długów jaka była zapisana w konstytucji RFN.  Więc teoretycznie Niemcy powinni zdobywać jeszcze przez dwa trzy lata jeszcze bardziej dominującą rolę w Europie. Ale to jest ten moment apogeum. Gdyż co z tego, że mają dominującą rolę w UE, kiedy cała jest struktura zaczyna się chwiać w posadach i jest u progu bardzo daleko idących zmian.

A jeżeli chodzi o sytuację Polski to problemem jest to, że jest to państwo, które istnieje, ale tak naprawdę to są dwa obozy polityczne, które muszą egzystować w ramach jednego państwa. Oczywiście możemy to wszystko logicznie uzasadnić – dlaczego, i jak to się dzieje? Ale koniec końców efekt jest taki, że to państwo polskie nie jest w stanie powołać swego ambasadora. A to przecież jest to kluczowa stolica dla Polski. My wiemy, dlaczego jest to możliwe, ale każdy obserwator zewnętrzy jest zdziwiony, dlaczego polskie państwo nie ma takiej mocy sprawczej, żeby mieć ambasadora w Waszyngtonie, a cóż dopiero prowadzenie skutecznej polityki na obszarze UE, i poza nią. A państwo powinno być zdolne do prowadzenia swojej polityki niezależnie od ekipy rządzącej.

I tutaj mamy dwa problemy. Z jednej strony UE z coraz większą dominacją Niemiec i coraz większymi prerogatywami Komisji Europejskiej, która zagarnia coraz to nowe prerogatywy, ale ten proces nie doprowadzi do zlania się UE w jedno państwo europejskie. Po prostu przekroczyliśmy obszar, gdzie liczba problemów wewnętrznych jest tak olbrzymia, że każda próba jeszcze ściślejszego scalenia tego obszaru zakończy się katastrofą. Natomiast jest kwestia, jak Polska może się w tej sytuacji odnaleźć. A tutaj mamy państwo niezdolne do prowadzenia jednolitej polityki zagranicznej. Więc jesteśmy narodem takiego chaosu, i będziemy tylko reagować na wydarzenia, które się dzieją, i to będzie takie reaktywne postepowanie.

Nawiąże do roli Stanów Zjednoczonych. Nie mamy tutaj możliwości wybrzydzania. Cokolwiek byśmy nie zrobili jest to nasz jedyny gwarant bezpieczeństwa ze względu na jego siłę militarna. Nikt inny nie ma wystarczającej siły militarnej by dać Polsce gwarancje bezpieczeństwa. To trochę przypomina sytuacje z dwudziestolecia międzywojennego. Polska miotała się, manewrowała, uprawiała politykę równego dystansu wobec Berlina i Moskwy, szukała budowy Międzymorza, ale na początku istnienia II Rzeczpospolitej gwarantem bezpieczeństwa Polski została Francja na podstawie traktatu sojuszniczego. Francja była nielubiana przez sanację, te relacje były bardzo złe, ale w końcu, kiedy mieliśmy nóż na gardle, to i tak tylko Francja została jako gwarant bezpieczeństwa. Faktem jest, że była bardzo marnym gwarantem i to się marnie dla II RP skończyło, ale my nie mieliśmy innej możliwości.  I wybrzydzania,  i wyboru.

Teraz też nie mamy wyboru innego gwaranta i w naszym interesie jest tworzenie takich projektów i pomysłów, abyśmy nakłaniali Amerykanów, do tego, aby wchodzili w te projekty na tym obszarze Europy, w którym egzystujemy. Jeżeli Stany Zjednoczone utrzymają się na nogach, i utrzymają swoją pozycję to trzeba stwierdzić, że nie ma takiej sytuacji w Historii by jakieś mocarstwo wycofywało się ze swojej strefy wpływów, kiedy ta strefa bardzo chciała, aby to mocarstwo tam zostało. A Polacy bardzo chcą, aby Amerykanie tutaj zostali.

Jak sobie poradzić z UE ?

Przemysław Żurawski vel Grajewski

Po pierwsze musimy zmienić rząd, inaczej nic się nie da zrobić, reszta to jest myślenie życzeniowe

Jak sobie radzić z UE ? Jako w istocie z zagrożeniem dla suwerenności. Zupełnie odmiennym niż zagrożenie militarne rosyjskie, ale dla suwerenności jak najbardziej realnym. Po pierwsze musimy zmienić rząd, inaczej nic się nie da zrobić, reszta to jest myślenie życzeniowe. Natomiast w istniejącej rzeczywistości, tj. z panem Prezydentem jako zwolennikiem obrony suwerenności Rzeczypospolitej, to myślę, że pan Prezydent ma możliwość zbudowania pewnej wyobraźni regionalnej. Oczywiście z powodu polskiego systemu konstytucyjnego nie zarządza on aparatem państwowym, ale ma zdolność do wprowadzania do debaty publicznej w regionie pewnych praw. Jego aktywność na kierunku bałtyckim i skandynawskim – to był początek.

Mamy inne kierunki i mamy zdolność do zaprezentowania własnej wizji UE, która to zdolność oczywiście nie będzie przyjęta, ale pierwszym i podstawowym zadaniem wizerunkowym jest złamanie opowieści o tym jakoby UE dzieliła się na światłych i postępowych Europejczyków, oraz strasznych populistów o ciągotach autorytarnych. Tak nie jest. Scena polityczna UE dzieli się na obóz kontynuacji pod znanym w Polsce hasłem – żeby było tak jak było tylko jeszcze bardziej, i obóz reform, który nie jest tak spoisty, gdyż wiemy, że jest i EKR, i Tożsamość i Patrioci. Różnimy się co do postaw, np. w sprawie Rosji, niemniej jednak świadomość tego, że obecny model integracji pod hasłem coraz więcej Europy, z dodatkiem jeszcze tzw. Klubu Skąpców, ale za mniej pieniędzy, jest przecież czystym populizmem. Tego się nie da zrobić, tzn. więcej zrobić za mniej pieniędzy i ograniczając racje innych.

Myślę, że możemy wysoko podnieść sztandar polskiej tradycji demokratycznej i fakt, że nasz parlament dwuizbowy to był już rok 1468. Pokażcie mnie inne państwo na kontynencie z taką tradycją. „ „Nie będziemy nikogo więzić kogo prawem nie przekonany” – to przywilej z lat 1423 – 1433 nadany jeszcze przez Jagiełłę. To Paweł Włodkowic wprowadził do świata zachodniego idee tolerancji religijnej i złamał koncepcje nawracania przemocą. To Polska jest ojczyzną tolerancji w Europie. Potwierdzenie tego znajdowaliśmy w 1573 r. pod wrażeniem barbarzyńskiej nocy Św. Bartłomieja w Paryżu. I to my wiemy, jak funkcjonują unie bowiem funkcjonowaliśmy w unii kilkaset lat i wiemy od czego unie umierają, i od czego chorują. Chorują od ambicji najpotężniejszego członu, żeby zarządzać wszystkimi innymi. Nie bez powodu Polacy na tron krakowski zaprosili Wielkiego Księcia Litewskiego, a nie wepchnęli na tron w Wilnie polskiego monarchę, bo inaczej tej unii by nie było. I to potwierdzają wszelkie znane unie.

 A zatem dobrze nas słuchać w zakresie diagnozy tego co się dzieje z Rosją, i czego chce Rosja, bo to my stoczyliśmy z Rosją osiemnaście wojen w naszej historii, i nikt inny tyle ich nie stoczył. Turcja, jako druga – stoczyła tylko trzynaście, ale jej też nie słuchają. W związku z tym dobrze jest korzystać z tego doświadczenia. To nasza tradycja republikańska, tradycja Rzeczpospolitej powinna być punktem wyjścia do stwierdzenia, że nie innych kryteriów wyłaniania grup, które reprezentują obywateli w życiu politycznym jak tylko wolna wola obywateli wyrażona w wyborach. Nie żadne kryteria płci, zawodu, orientacji seksualnej, wieku, miejsca zamieszkania – tak bowiem jest teraz konstruowane tzw. społeczeństwo obywatelskie w tej Konferencji na temat przyszłości UE.

To jest tylko teatr polityczny, którego istotą jest tylko danie pozoru demokratycznego, bo prawdziwy mandat demokratyczny uzyskuje się w wyniku wyborów, które odzwierciedlają całą różnorodność opinii politycznej obywateli. To obywatele są podstawą. I podniesienie także demosu politycznego. Polacy jako jedni z pierwszych byli narodem rozumianym nie jako plemię, tylko jako naród wspólnoty obywateli i jako zbiór poddanych tego samego króla. I przeżyli mimo zniszczenia ich państwa, jako demos, jako naród polityczny, 123 lata niewoli i odtworzyli swoje państwo. A wyobrażenie, że ktoś zniszczy demosy europejskie, jak to jest zapisane w tym projekcie Parlamentu Europejskiego, i w powoływanym przez PE ”Manifeście z Wentotene”, że trzeba zlikwidować narody europejskie, to jest groźna utopia totalitarna, która doprowadzi do nieszczęścia. I z takim przesłaniem Polska powinna wystąpić i wstrząsnąć tą dyskusją. Powinna to zrobić.

Czy w UE zaczęli się na słuchać, czy nie?

Adam  Bielan

Zaczęli i będą się słuchać

Zaczęli i będą słuchać. Zgadzam się z red. Krajewskim, że Unia jest takim kolosem, ale na glinianych nogach. Wystarczy, że w którymś z dwóch krajów, które do niedawna były nazwane motorem UE dojdą siły spoza main streemu.  We Francji za dwa lata może rządzić Marine Le Pain,  albo Bordelle,  a za 3- 4 lata do władzy w Niemczech może dojść AfD. Dojście do władzy,  którejś z tych sił w obu krajach może oznaczać całkowite odwrócenie procesów integracyjnych, a może nawet zakończyć się rozpadem UE. Po drugie uważam, że Trump jest najmniej proniemieckim a najbardziej propolskim prezydentem USA od dekad. Podczas wizyty prezydenta Nawrockiego w Białym Domu padła, i to nie z naszej strony, koncepcja powstania w Polsce Fortu Trump, a koncepcja przekształcenia Polski w hub gazowy też tam padła ze strony amerykańskiej.

Natomiast problem polega na tym, że na czas tej prezydentury, którą moglibyśmy świetnie wykorzystać, przypada czas rządów, nawiązując do słynnego cytatu –   czas dyplomatołów. Mamy bowiem jako premiera człowieka, który nie wycofał się, a miał do tego wiele okazji, z  oskarżeń kierowanych pod adresem Trumpa, i który jest tam teraz persona non grata i nie ma wstępu do Białego Domu, co bardzo utrudnia rozwój naszych stosunków. Prezydent Stubb, prezydent Finlandii, goszcząc u prezydenta Trumpa kilka tygodni temu, zabrał ze sobą premiera Finlandii. Innymi słowy Kartagina musi zostać zburzona, Tusk musi odejść i jeżeli to się stanie to będziemy mogli bardzo dobrze wykorzystać prezydenturę Trumpa, co leży w naszym interesie.              

Artykuł dodano w następujących kategoriach: Ameryka - Europa.