Polska wobec Rady Pokoju

Inicjatywa prezydenta USA Donalda Trumpa

Jest oczywiste, że żyjemy w czasie przełomu historycznego, tj. w okresie dokonujących się przemian znanego nam świata, tj. tego z przełomu XX i XXI wieku. Są liczne przykłady tego przełomu i liczne przyczyny tych zmian. Z pewnością należy do nich agresja Rosji na Ukrainę i ciągnąca się już cztery lata wojna. Bez względu na to czy, kiedy i jakim zawieszeniem działań ona się zakończy w żadnym przypadku nie będzie to oznaczyło końca tej wojny a jedynie dłuższą, czy krótszą przerwę. Podobnie jak atak bojówek Hamasu ze strefy Gazy na Izrael i jego zmasowana odpowiedź, to kolejny element destabilizacji, który mimo zawartego, de facto wymuszonego, przez Stany Zjednoczone zawieszenia broni nie doprowadził do pokoju między Izraelem a Palestyńczykami. Innym, kolejnym ważnym czynnikiem jest prowadzona via fait accompli strategia Komisji Europejskiej narzucająca krajom członkowskim (z pominięciem Traktatów UE ), i wbrew ich woli, niekorzystnych dla nich polityk ( np. klimatycznej, imigracyjnej, energetycznej. itd.) i degradującą pozycję UE na arenie polityki światowej. Wreszcie prezydentura Donalda Trumpa realizująca jego hasło wyborcze „ „America first” i „Make America Great Again” , która doprowadziła, poprzez politykę podnoszenia ceł, do destabilizacji handlu światowego, a wraz z deklarowanym zamiarem siłowego przejęcia Grenlandii, autonomicznego terytorium Danii, do zachwiania strukturami NATO.

W ten przełom wpisuje się też pewnością propozycja prezydenta Trumpa powołania nowego gremium międzynarodowego, tzw. Rady Pokoju. Pierwotnie pomyślana jako ciało nadzorcze dla sprawowania kontroli nad kruchym rozejmem między Hamasem a Izraelem w strefie Gazy z czasem stała się większym projektem na rzecz stabilizacji pokoju nie tylko na Bliskim Wschodzie, ale de facto na całym świecie. Stąd zarzuty, iż Rada ma w istocie zastąpić ONZ i być swego rodzaju funduszem powierniczym gromadzącym środki na odbudowę leżącej w gruzach strefy Gazy.

W konsekwencji większość krajów Europy Zachodniej odmówiła, pod różnymi pretekstami, przystąpienia do tej inicjatywy Trumpa, podczas kiedy inne, także te dyktatorskie, jak Rosja czy Białoruś, wyraziło swoje, choć warunkowe zainteresowanie.

W ciekawej sytuacji, wobec tego zaproszenia prezydenta Trumpa znalazła się Polska. Prezydent Karol Nawrocki podczas Forum w Davos był na ceremonii podpisania założycielskiego dokumentu Rady, jednak go nie podpisał, ponieważ akcesja do instytucji międzynarodowej wymaga od prezydenta RP, zgodnie z Konstytucją, także akceptacji rządu i parlamentu. W konsekwencji tego zawieszenia decyzji Polski w mediach nie brak opinii, często sprzecznych, zalecających lub odradzających włączenie Polski do tego amerykańskiego przedsięwzięcia.

Lekcje Historii

Nawet pobieżne spojrzenie na karty Historii powinno nam przypomnieć podstawowe fakty. Każda zasadnicza przebudowa stosunków i relacji międzynarodowych w Europie oznaczała albo schyłek lub wręcz upadek Rzeczpospolitej, lub odwrotnie – jej rezurekcje i dynamiczny rozwój. Tak było w epoce ekspansji żywiołów germańskiego i rosyjskiego, co skończyło się rozbiorami I RP, tak było w wyniku rozstrzygnięć I wojny światowej, która przyniosła nam niepodległość, podobnie jak i w rezultacie wybuchu i konsekwencji II wojny światowej, jakie pogrzebały II Rzeczpospolitą i przyniosły powstanie PRLu. I z podobnym fenomenem mieliśmy do czynienia w okresie pokojowych rewolucji satelitów z bloku sowieckiego w 1989 roku wyznaczających koniec monopolu władzy partii komunistycznych i trudną kohabitacje z ancien regimem sił demokratycznych i prozachodnich ( akces III RP do NATO i UE).

To, co łączy te tak różne wydarzenia to obecność lub jej brak, polskich władz w gremiach decydujących o biegu wydarzeń w tych decydujących momentach. Nie było nas przy negocjacjach o kolejnych rozbiorach I RP – musieliśmy je tylko zaakceptować. W Wersalu był i Roman Dmowski i Ignacy Paderewski, a na polu bitewnym z Rosją – Józef Piłsudski. Pakt Ribbentrop – Mołotow bez naszej wiedzy przesądził o losie II RP, podobnie jak bez naszego udziału rozstrzygnęli o Polsce nasi sojusznicy w Teheranie i Jałcie. Tymczasem nawet jednorazowy, w istocie symboliczny, udział Polski udział w negocjacjach 2+ 4 ustanawiających nowy porządek w pokomunistycznej Europie gwarantował nam traktatowo uznanie przez zjednoczone Niemcy zachodniej granicy,

Dokonujące się obecnie przemiany i przeobrażenia w Europie w żaden sposób nie dowodzą, iż mamy dostęp, czy choćby realne posłuchanie u głównych tutaj graczy. Pomimo toczącej się wojny za naszą wschodnią granicą polska dyplomacja nie była obecna w czasie negocjacji Mińsk I i Mińsk II, ani w tzw. Formacie normandzkim. Opinia publiczna nic nie wie o tym by Polska była w jakikolwiek sposób konsultowana przez Niemcy czy Francja przed ich negocjacjami z prezydentem Putinem poprzedzającymi napaść Rosji na Ukrainę 22 lutego 2022 roku. A przecież to, czego Rosjanie żądali w tym ultimatum to także wycofania Polski ze struktur Zachodu, przede wszystkim z NATO. Z kolei płynięcie w głównym nurcie UE przez kolejne rządu Donalda Tuska w niczym nie zapobiegły sukcesywnemu zawłaszczaniu władzy, wbrew Traktatom unijnym, przez Komisję Europejską i wymuszaniu na nas realizacji ich błędnych i kosztownych dla RP polityk. To samo niestety dotyczy ciągnących się negocjacji dotyczących pełnoskalowej i krwawej wojny na Ukrainie, w których Polska przez obie strony, tj. i przez władze w Kijowie, jak i w innych stolicach zachodnich, traktowana jest jako obszar tranzytowy i punkt przerzutowy broni (vide Amerykanie pod administracja demokratów) oraz jedynie jako obszar UE ( Ukraińcy ) do wykorzystania, zagospodarowania z pominięciem władz Polski.

Tym samym w świetle powyższych faktów zasadne jest pytanie czy, a jeśli tak, to jaki ma Polska interes w przystąpieniu do Rady Pokoju, do której jest zaproszona przez prezydenta Trumpa. Jak wiemy swoje desinteresement, mimo otrzymanego zaproszenia, wyraziły już czołowe kraje europejskie, także skandynawskie, a zasady funkcjonowania Rady nadal są ogólnikowe. W imię zatem jakich racji Polska powinna przystąpić do tej Rady?

Interes Polski

Otóż jest ich kilka, i są one niebagatelne.

Jak wiemy z Historii z Polską jest, od czasu wymazania I Rzeczpospolitej z mapy Europy, zasadniczy problem, ponieważ jest ona, po swojej rezurekcji, albo za mała, albo za duża dla sąsiadujących z nią państw. II Rzeczpospolita była wprawdzie obszarowo dużym państwem, ale gospodarczo i politycznie słabym co skończyło się jej zagładą w 1945 r. Koncesjonowana przez ZSRR i akceptowana przez naszych zachodnich aliantów PRL nie ogrywała na kontynencie żadnej podmiotowej roli, mimo jej okazjonalnych inicjatyw, np. Planu Rapackiego z 1957 r., czy udziału naszej dyplomacji w KBWE z 1975 r. III RP jest członkiem Trójkąta Weimarskiego, ale jest tam ramieniem wyraźnie słabszym i nie jest traktowana partnersko przez pozostałych członków, tj. Francję i Niemcy. Polska jest zdecydowanie największych członkiem Grupy Wyszehradzkiej, ale jej obawy i interesy bardzo często nie są podzielane przez Czechy, Słowacje i Węgry, tj., znacznie mniejsze od niej państwa. Jako członek UE Polska należy do średnich państw, jak Hiszpania, we tej wspólnocie, ale jej głos nie jest brany pod uwagę przy podejmowanie decyzji rzeczywiście dużej wagi przez dominujące w Unii Niemcy i Francję, a nawet Włochy, jak to było w przypadku niedawnej umowy handlowej UE z krajami Mercosur. Państwem o porównywalnej wielkości w Europie jest sąsiadująca z nimi Ukraina, ale po pierwsze broniąc przed Rosją swej niezależności nie jest ona dziś pewna ani zakresu swego terytorium, ani nawet niepodległego bytu, a po drugie – jej aktualne władze z prezydentem Zalenskim nie uważają Polski za równego sobie partnera stawiając na USA, a przede wszystkim na Niemcy. W konsekwencji Polska stoi przed pytaniem i dylematem – gdzie może partnersko bronić swoich interesów i gdzie/ na jakim forum realnie brać udział w procesach decyzyjnych kształtujących nowy porządek międzynarodowy.

I dlatego potencjalne partnerstwo Polski w Radzie Pokoju, gdzie będzie mogła nie tylko bezpośrednio przedstawiać Waszyngtonowi swoje racje, ale i zabierać głos w debatach ustanawiających reguły porządku międzynarodowego, jest niezmiernie istotne.

To samo w dużej mierze odnosi się do niekończących się rozmów o przerwaniu wojny na Ukrainie. Polska kraj nie tylko mający długą granicę z Ukrainą, będący hubem transportowym dla Kijowa i stanowiący podstawowe zaplecze walczącej z rosyjską agresją Ukrainy, jak realnie nie uczestniczyła, tak nadal nie bierze udziału decyzyjnych gremiach i rozmowach dotyczącym tej tak ważnej także dla nas kwestii. Ani bowiem Ukraina, ani Francja czy Niemcy ( co pokazała niesławna podróż w osobnym wagonie, a nie wspólnie z prezydentem Macronem i kanclerzem Mercem w pociągu do Kijowa, premiera Tuska ) nie życzą sobie naszej tam obecności. Polska oczywiście nie będzie brała udziału w negocjacjach między Ukrainą i USA, ani tym bardziej między Ukraina, Rosją i USA, a Rada Pokoju nie jest forum dla tych rozmów, tylko zabezpieczeniem realizacji ich postanowień, ale stanowisko i rola USA w każdym tu formacie będzie miała decydujące znaczenie. Stąd nasza obecność w Radzie Pokoju, inicjatywie amerykańskiej, pozwoli na asertywną obecność Polski w tych trudnych a tak ważnych dla nas negocjacjach i wypływających z nich konsekwencjach.

Nie konferencje, nie organizacje międzynarodowe, tylko wielkie mocarstwa
zadecydują teraz o nowym układzie sił w świecie

Rada Pokoju nie jest oczywiście cudownym panaceum na polski problem wynikający z faktu bycia państwem średniej wielkości (tj. za małym dla dużych, za dużych dla małych), ale może być użytecznym instrumentem, takim politycznym lewarem pozwalającym uczestniczyć, powyżej faktycznej naszej wagi w tej toczącej się grze ustanawiający nowy porządek międzynarodowy. Skoro wspomniane wyżej formaty nie zapewniają realizacji naszych podstawowych praw i narodowych interesów, a inne jak – Trójmorze czy Trójkąt Lubelski są de facto jedynie ich potencjalną możliwością, to uczestnictwo w Radzie Pokoju, a wewnątrz niej – bliska współpraca z wiodącym liderem i mocarstwem światowym, Stanami Zjednoczonymi, które na nowo kształtują swoje relacje ze starym kontynentem, a przede wszystkim z Europą Środkową, jest jedną z nielicznych szans, której nie powinniśmy stracić.


dr Ryszard Bobrowski
Warszawa, styczeń 2026

Artykuł dodano w następujących kategoriach: Polska.