Tak Polska będzie się bronić przed dronami ze Wschodu. Wiceszef MON zdradza szczegóły

Budujemy polski system antydronowy na wypadek wojny. Będzie to rozwiązanie kompletne, które zabezpieczy zarówno północną, jak i wschodnią granicę Rzeczpospolitej na niespotykaną dotąd skalę – zapowiada wiceminister obrony Cezary Tomczyk w rozmowie z Wirtualną Polską. Wskazuje też, co dalej z zakupami dla wojska z unijnego programu SAFE, a także składa jasną deklarację w sprawie tzw. podatku wojennego i możliwości odwieszenia poboru.

Grzegorz Osiecki i Tomasz Żółciak, Wirtualna Polska: Wejść czy nie wejść do Rady PokojuDonalda Trumpa?

Cezary Tomczyk, wiceminister obrony: Pytanie rodem z Hamleta. Ale prawda jest taka, że w sprawach międzynarodowych musi być pełna zgoda między rządem a prezydentem, bo taki obowiązek nakłada na nas konstytucja. Dzisiaj prezydent Karol Nawrocki zdaje sobie sprawę, jak trudny to jest moment również dla niego, bo nie zawsze jest tak, że wszystkie wybory są łatwe, a każda droga jest prosta.

A jeżeli będzie zgoda między KPRM a Pałacem, że jednak nie wchodzimy w ten projekt, to liczymy się z potencjalnymi konsekwencjami? O cłach odwetowych usłyszał prezydent Francji Emmanuel Macron. 

Polska dokonuje własnych wyborów w oparciu o wyznacznik bezpieczeństwa państwa i Konstytucję RP. Przede wszystkim Polska ma bardzo jasno opisany w konstytucji proces przystępowania do różnego rodzaju ciał międzynarodowych. Wymaga on zgody rządu i ratyfikacji parlamentu. Zapewniam, że prezydent Trump również liczy się z Kongresem amerykańskim i jest od niego zależny w bardzo wielu kwestiach. Przedstawiciele prezydenta wystąpili do Ministerstwa Spraw Zagranicznych o konsultację w tej sprawie i na linii rząd-Pałac Prezydencki decyzja zostanie uzgodniona.

Ale jeśli miałby pan doradzić, to co zrobić?

Gdybym miał doradzić, to rada tutaj jest jedna. Trzeba działać zgodnie z prawem i to też jest pewna droga. Myślę, że strona amerykańska rozumie, że działamy w ramach regulacji, które obowiązują w Polsce, zresztą podobnie jak regulacji, które obowiązują w Stanach. To da prezydentowi jasną ścieżkę działania. 

zy przykład tego, jak się zachowujemy w sprawie Grenlandii, nie jest dowodem na to, że boimy się Trumpowi postawić?

Przykład Grenlandii pokazuje coś zupełnie innego. Każdy ma swoją drogę i każdy ma swoje zadania. Polska ma swoje zadania na wschodniej flance NATO. Najważniejsze w sprawie Grenlandii jest to, żebyśmy mieli wspólną linię w ramach Unii Europejskiej i NATO. To jest zadanie Polski i tutaj jasno mówimy naszym partnerom amerykańskim, co leży na stole, jakie są możliwości.

Ale jaka może być wspólna linia w momencie, kiedy Trump mówi: “dajcie Grenlandię”, a Europa odpowiada: “nie damy”? 

Ta sprawa jest bardziej złożona, niż to, co widzimy w mediach. Musimy sobie zdać sprawę, jaki jest tu przewodni motyw działania. Czy jest nim chęć uprawiania polityki, czy potrzeba geostrategiczna, czy jeszcze jakieś inne przesłanki? Stany Zjednoczone po II wojnie światowej na terenie Grenlandii posiadały wiele baz wojskowych. Było tam ponad 10 tys. amerykańskich żołnierzy, dzisiaj jest ich około 200. W ramach istniejących porozumień mogą zwiększyć swoją pozycję strategiczną i umieścić żołnierzy na Grenlandii. Nic im w tym nie przeszkadza. Skoro ten główny motyw można zrealizować nawet jutro, to znaczy, że być może stoją za tym jakieś inne przesłanki. Niezależnie od tego, jakie one są, nasza najważniejsza rola to nie dać się tej sprawie podzielić. To jest wyzwanie dla Polski.

Jeżeli miałbym szukać realnego wpływu Polski na sprawy międzynarodowe, to właśnie to, żeby była pomostem między Stanami Zjednoczonymi i Europą. Bo mamy rewelacyjne stosunki z Europą, jesteśmy częścią Unii, jednym z jej liderów. A z drugiej strony mamy świetne relacje z Ameryką. Trump i cała administracja amerykańska stawia Polskę za wzór w kwestiach bezpieczeństwa i naszej roli w Europie.

Czy da się trzymać takiej linii? Bo z jednej strony – czujemy oddech Rosji na plecach, z drugiej – Europa jest naszym zapleczem gospodarczym, a Stany Zjednoczone militarnym.

Przed II wojną światową Polska prowadziła politykę, która stała się polityką zgubną, gdzie Polska chciała być jak najdalej od wszystkich liczących się mocarstw. My dzisiaj prowadzimy politykę zupełnie inaczej. Stawiamy na bezpośrednią relację ze Stanami Zjednoczonymi i absolutną remilitaryzację Europy, w której jesteśmy i żyjemy. To jest pod każdym względem jedyna właściwa droga. To znaczy budowanie NATO jako siły, która stoi na dwóch nogach – amerykańskiej i europejskiej. Każdy, kto twierdzi, że trzeba postawić na jedną z tych nóg, to się po prostu myli.

Rok budżetowy został zamknięty. Wydatki na obronę były kolejny raz rekordowe, choć nie dojechały do założonego poziomu. Prezydent, podpisując budżet na 2026 r., wytykał, że nadal nie ma 5 proc.

Mamy wykonanie budżetu MON na poziomie 99,8 proc. Mamy najwyższe w historii wydatki z Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych. Widziałem takiego mema, że prezydent mówi, że to nie jest 5 proc., bo jest 4,8 proc. Można oczywiście różne rzeczy mówić, ale na pewno trzeba mówić prawdę. A prawda jest taka, że mamy po prostu najwyższe w historii wydatki na obronność, największą w historii armię zawodową i największe możliwości pod względem sprzętowym. Polska armia jest po prostu najsilniejsza w historii. Każdy, kto stoi na czele państwa, powinien te fakty nie tylko przyjmować, ale też się nimi chwalić, bo to jego obowiązek i w jakiejś mierze zasługa – stoi na czele Sił Zbrojnych jako ich zwierzchnik. Więc myślę, że – tak jak to się często mówi na prawicy – trzeba po prostu stanąć w prawdzie.

Widzimy procesy, jakie dzieją się w obronności. Wydatki bieżące na utrzymanie armii rosną. Rosną też wydatki na koszty obsługi długu zaciąganego na zakupy zbrojeniowe. W kolejnych latach może pojawić się problem – ilość środków na nowe zakupy będzie maleć. Czy to nie jest powód do podatku wojennego, jak mówił Ludwik Kotecki z Rady Polityki Pieniężnej?

Naprawdę myślimy, że ludzie w Polsce chcą nowego podatku?

Ale to chyba nie kwestia chęci, ale czy tego nie wymaga bezpieczeństwo?

W rządzie nie toczą się żadne prace dotyczące nowego podatku wojennego. Budżet państwa nie będzie jedynym źródłem do budowy armii. Polska osiągnęła to, co chciała – gigantyczne finansowanie z Unii Europejskiej, służące nie tylko remilitaryzacji Europy, ale przede wszystkim budowie potencjału zbrojeniowego. Program SAFE, wynegocjowany za polskiej prezydencji, i środki negocjowane w sprawie wieloletnich ram finansowych to setki miliardów złotych na obronność. Odpowiedź na zagrożenie rosyjskie musi być oczywiście narodowa, ale musi być też europejska. I to się dzieje. Dziś 20 proc. wydatków w państwie to armia i bezpieczeństwo. 20 proc. wszystkich wydatków! Ten konieczny ciężar ponosi każdy polski obywatel i chwała społeczeństwu za to zrozumienie. 

Pytanie, jak długo, bo już pojawiają się głosy, że możliwości obecnego systemu budżetowego wyczerpią się w okolicach 2028 r.

Mamy najwyższy budżet na obronność w historii Polski, finansowanie z SAFE do 2030 r., budżet unijny, środki z NATO, kontrybucję amerykańską. Polska armia jest w dobrych rękach.

Komisja Europejska zajmie się polskim wnioskiem w sprawie SAFEw drugiej kolejności. Nie jest pan rozczarowany?

Nie jestem tym zaskoczony, bo umówiliśmy się z Brukselą na zakończenie rozmów do 30 stycznia. Jeśli polski dokument zostanie rozpatrzony w drugiej kolejności, to raczej dlatego, że złożyliśmy najobszerniejszy wniosek. Jesteśmy największym beneficjentem programu SAFE. Czy naprawdę rozpatrzenie największego wniosku na 43 mld euro dwa tygodnie później ma jakiekolwiek znaczenie? Musimy nauczyć się wierzyć we własne możliwości, ale też własną siłę. 

Jeśli chodzi o programy, zgłosiliście 140 projektów. Myśli pan, że będzie potrzeba ich podmiany?

Wnioski zostały przygotowane przez rząd, wcześniej wzorowo uzgodnione przez Sztab Generalny i Agencję Uzbrojenia. Od samego początku zakładaliśmy, że są różne zadania, które mogą zostać zamienione na rezerwowe. Taka lista również została wysłana do Komisji Europejskiej. Na tym etapie jesteśmy bardzo zadowoleni z całego projektu, bo on będzie absolutnie fundamentalny. Wkrótce opinia publiczna pozna, jak wiele zdolności będziemy mogli zbudować dzięki temu projektowi.

Na jakich rządowych programach SAFE skupia się w największym stopniu? Wiemy o Borsukach czy systemie antydronowym. Co jeszcze?

Powiem o dwóch projektach, bo oba były wskazane przez ministra obrony. Pierwszy to powrót do legendarnego programu “Karkonosze”, umożliwiającego zakup samolotów do tankowania naszych myśliwców w powietrzu. Jeśli czegoś brakuje w naszych zdolnościach bojowych, to m.in. właśnie tego. To są ultranowoczesne samoloty, które swoje magazyny paliwowe mają w skrzydłach, dodatkowo są w stanie przewozić nawet do 300 pasażerów. Są podstawą działalności lotnictwa. Dzisiaj korzystamy z takich samolotów, ale tylko zachodnich, bo takich zdolności nie mamy. Program “Karkonosze” został wstrzymany przez rząd PiS wiele lat temu. Drugi program, realizowany w ramach SAFE, to program w ramach “Tarczy Wschód”, dotyczący zwalczania dronów. Szczegóły będziemy ogłaszać wkrótce. Jesteśmy na etapie, kiedy Agencja Uzbrojenia zakończyła negocjacje z wykonawcami. Sam program “Tarcza Wschód” jest dziś zarówno w dokumentach NATO, jak i UE. Jego finansowanie radykalnie wzrośnie. Nie mogę jeszcze przedstawić szczegółów, ale będziemy mieli bardzo dobre informacje dotyczące naszych zdolności obronnych i możliwości jego finansowania. Pamiętajmy, że mówiliśmy o 10 mld zł. Już teraz wiemy, że to będzie znacznie więcej. Ale będzie o tym mówił sam premier Donald Tusk, jak sprawy zostaną już zamknięte.

Kiedy dodatkowe pieniądze będą uruchomione?

Trzy terminy są dla nas najważniejsze. Do 30 stycznia chcemy zakończyć negocjacje z Komisją Europejską. Potem następny termin to koniec marca i akceptacja na poziomie unijnym Rad Ambasadorów przy UE. Wreszcie maj to już kwestia konkretnych umów, które muszą być zrealizowane do 2030 r.

Kiedy poznamy szczegóły systemu antydronowego? Jak duże będą to wydatki?

Większość środków zostanie wydana w Polsce na polskie systemy bojowe. Po drugie, jeśli korzystamy z rozwiązań zagranicznych, to tylko wtedy, jeśli takich rozwiązań nie mamy w kraju. Trzecie założenie jest takie, że będzie to system otwarty. Jeśli za trzy miesiące pojawi się lepsze polskie rozwiązanie, przejdziemy na nie. To będzie system kompletny, złożony zarówno z sensorów – radarów różnego rodzaju, jak i efektorów – tj. zagłuszanie plus środki niszczące różnego rodzaju. Znajdzie się tam na przykład słynny “Potwór z Tarnowa”, czyli wielolicowy karabin kaliber 12.7 mm, który wyrzuca z siebie nawet 3000 pocisków na minutę. To tylko jedno z wielu narzędzi tego systemu. Budujemy polski system antydronowy na wypadek wojny. Będzie to rozwiązanie kompletne, które zabezpieczy zarówno północną, jak i wschodnią granicę Rzeczpospolitej na niespotykaną dotąd skalę. Europejskie NATO dzisiaj takiego systemu nie posiada i jeszcze nikt nie podjął decyzji o budowaniu takiego systemu na skalę, którą my wkrótce zaprezentujemy.

Jakie drony ten system będzie zwalczał? Tylko te niebezpieczne dla ludności i infrastruktury krytycznej czy także te przemytnicze?

Gdy mówimy o zwalczaniu dronów, używamy różnych efektorów do różnych dronów – zarówno tych, które latają nisko, wysoko, które są odrzutowe, które mają charakter prawie pocisków manewrujących. Program SAN jest warstwą obrony powietrznej państwa, który domyka cały budowany od lat system. 

A jak idzie program “Szpej, mający na celu doposażenie indywidualne żołnierzy w nowocześniejszy sprzęt? Ze strony opozycji słychać, że robicie wokół tego dużo PR-u, ale sam program idzie mniej spektakularnie.

Po poprzednikach zastaliśmy puste magazyny, stalowe hełmy na głowach kilkudziesięciu tys. żołnierzy i brak perspektyw. Żołnierze na granicy z Białorusią nie mieli nawet zimowych kurtek. Program “Szpej” to radykalne zwiększenie finansowania na wyposażenie indywidualne żołnierzy. Ono wzrosło o blisko 3 mld zł w zeszłym roku, wzrosło też w tym roku. Pierwszy rok programu to wypełnianie magazynów wojennych i uzupełnianie tego, co powinno być na stanie żołnierza. Od połowy zeszłego roku to jest już doposażenie żołnierzy i jednostek wojskowych w sprzęt dodatkowy, optoelektronikę, karabiny. Na ten rok mamy dwa główne cele: optoelektronika i zmiana kamuflażu – nowy mundur polowy. Po 30 latach kamuflaż “Pantera M” zamieni się w “Rysia”. Trwają ostatnie prace w tym zakresie i mam szczerą nadzieję, że za kilka miesięcy będziemy mogli przedstawić szczegóły. Dam dwa przykłady. Zabezpieczenie Sił Zbrojnych w kamizelki kuloodporne w 2023 r. wynosiło tylko około 20 proc. Dziś to blisko 70 proc. W 2024 r. zniknął ostatni stalowy hełm z głowy polskiego żołnierza zawodowego. Prawie każdy żołnierz posiada już nowoczesny karabin GROT polskiej produkcji. Wiemy też, co trzeba poprawić. Złożyliśmy również zapotrzebowanie na indywidualne wyposażenie do programu SAFE. 

Bierzecie pod uwagę odwieszenie poboru?

Nie ma takiego planu w tej chwili. Co roku prowadzimy analizy, które pokazują nam, w jakim miejscu jesteśmy, jeśli chodzi o demografię i ochotników. Są kraje, które mają selektywny pobór wojskowy i są kraje jak Polska, które mają model oparty o dobrowolne szkolenia. Dzisiaj polski model dobrowolnych szkoleń daje nam około 40 tys. żołnierzy, którzy wchodzą na stan rezerwy w ramach dobrowolnej, zasadniczej służby wojskowej. Dodatkowo mamy kilka tysięcy osób w ramach “Wakacji z wojskiem” i innych programów. Kraje, które mają przymusowy pobór wojskowy, często realizują szkolenia na poziomie 7-10 tys. żołnierzy. Zawsze lepszy będzie ochotnik niż ktoś, kto jest po prostu wzywany, mimo że nie chce. Dopóki możemy opierać się na ochotnikach, to warto to robić.

W mediach społecznościowych widoczna była krytyka, że szkolenia za bardzo skupiają się na survivalu, a za mało np. na obsłudze broni.

Odróżnijmy dwie sprawy. Szkolenia obronne – te ośmiogodzinne – nie robią z człowieka żołnierza. I nie po to są. Są po to, żeby budować odporność, żeby w praktyce dawać możliwość zapoznania się z Poradnikiem bezpieczeństwa i jego treścią. Druga część, która ma dla nas największe znaczenie, to budowanie rezerwy Wojska Polskiego. Kiedy mówimy o dobrowolnej, zasadniczej służbie wojskowej, o “Wakacjach z wojskiem”, o wejściu do rezerwy, o szkołach, o Legii Akademickiej, czy o podchorążówkach – to mówimy o normalnym szkoleniu wojskowym, prowadzonym według metodyki NATO-wskiej. To droga do bycia żołnierzem Wojska Polskiego, nawet żołnierzem rezerwy. I tam ćwiczy się na różnych typach broni i uzbrojenia. Dlatego musimy te dwie sprawy rozdzielić. Z jednej strony budujemy odporność społeczną – to są właśnie te szkolenia przetrwania, medyczne, dotyczące cyberhigieny i bezpieczeństwa. Z drugiej strony część z tych osób zapewne zasili w przyszłości Wojsko Polskie. Łapiąc tego wojskowego bakcyla, duża część ludzi do nas wraca już na prawdziwe szkolenie wojskowe.

Rozmawiali Grzegorz Osiecki i Tomasz Żółciak, dziennikarze Wirtualnej Polski i money.pl

Źródło: Wp.pl 21.01.26

Artykuł dodano w następujących kategoriach: Media / Press.