Deklaracja prezydenta Trumpa o możliwości przeniesienia części z wycofywanych z Niemiec wojsk do Polski wywołała szereg pytań o możliwość takiego ruchu. Okazuje się jednak, że rozmowy w sprawie zmiany charakteru obecności wojsk USA w Polsce są prowadzone od dłuższego czasu i mają szansę finalizacji. Jak mogą się zakończyć?
Po deklaracji prezydenta Donalda Trumpa o tym, że „rozważa” redukcję wojsk w Niemczech Pentagon szybko wydał komunikat mówiący o wycofaniu 5 tys. żołnierzy. Z doniesień medialnych, w tym Reutersa, wynika że może chodzić o wycofanie jednego brygadowego zespołu bojowego wojsk lądowych (US Army), liczącego około 4 tys. żołnierzy oraz wstrzymanie planowanego rozmieszczenia w USA innych jednostek, w tym batalionu (dywizjonu) uderzeniowego z wyrzutniami pocisków Tomahawk i broni hipersonicznej.
Nie jest przy tym do końca jasne, o wycofanie której brygady wojsk lądowych chodzi. Są bowiem dwie opcje. Albo wstrzymanie rotacji brygad pancernych, realizowanych od 2022 na zasadzie ciągłej obecności (podobne rotacje realizowane są w Polsce od 2017 roku), albo wycofanie stacjonującego na stałe 2. Pułku Kawalerii w bawarskim Vilseck. Ta ostatnia jednostka jest uzbrojona w transportery Stryker w zmodernizowanej wersji i wydziela większość (choć nie wszystkie) zmiany do rotacji grup batalionowych w Polsce.
Jeśli natomiast chodzi o obecność wojsk USA w Polsce, to tuż przed rozpoczęciem konferencji Defence24 Days wicepremier i minister obrony Władysław Kosiniak Kamysz powiedział Defence24 w pierwszym odcinku programu „Kulisy siły. Polityka”: „Od miesięcy pracuję nad jeszcze większym kontyngentem wojska USA w Polsce. To jest mój cel. Polska wcześniej zaczęła pracować nad zwiększeniem obecności wojsk amerykańskich w Polsce”. Potwierdził tym samym, że Polska ma gwarancje utrzymania obecności wojskowej USA i pracuje nad możliwościami ich zwiększenia.
Jak jednak takie zwiększenie mogłoby wyglądać w praktyce? Wbrew pozorom, patrząc z czysto operacyjnej perspektywy jest co najmniej kilka czynników świadczących o tym, że jest to możliwe.
O tym, jaki charakter mogłoby mieć zwiększenie obecności wojsk USA, mówił szef Sztabu Generalnego generał Wiesław Kukuła w rozmowie z Defence24.pl. Generał przypomniał, że Polska wnosi duży wkład finansowy w zapewnienie infrastruktury dla wojsk USA, co jest korzystnie postrzegane przez władze Stanów Zjednoczonych i samego prezydenta. Stwierdził, że amerykańska obecność polegała głównie na działaniach rotacyjnych „dużej grupy sił”.
Wojska USA w Polsce – stałe czy rotacyjne?
Oczywiście w Polsce są pewne instalacje stałe wojsk NATO i USA, w tym uruchomione w ostatnich latach, jak baza sprzętowa w Powidzu (Army Prepositioned Stock), wysunięte dowództwo V Korpusu czy baza w Redzikowie. Większość jednostek, w tym formacje bojowe – w szczególności brygady pancerne z czołgami Abrams, BWP Bradley i sprzętem wspierającym (rejon Żagania), brygady lotnictwa wojsk lądowych (śmigłowce Apache, Black Hawk i Chinook) oraz od kilku lat także brygady piechoty.
Ciągła obecność rotacyjna pozwoliła wzmocnić potencjał obronny Polski i NATO, ale ma też wady. Mówiąc najkrócej, jest dużym obciążeniem dla zaangażowanych w nią wojsk. Zakłada się, że wystawienie jednej brygady oznacza faktyczne obciążenie trzech, bo jedna jest w danym momencie w rejonie działań, jedna przygotowuje się do kolejnej rotacji, a jedna odtwarza gotowość. Na planowe szkolenie, modernizację czy nawet odpoczynek żołnierzy po misjach z rodzinami brakuje czasu. I ma to negatywny wpływ na gotowość. Pod pewnymi względami (z wieloma różnicami, dotyczącymi charakteru działań, na niekorzyść Polaków) jest trochę podobnie, jak w wypadku polskich żołnierzy niezmiennie zaangażowanych – pomimo radykalnego spadku liczby naruszeń – na granicy z Białorusią. Ale to temat na inny artykuł.
W wypadku USA obciążenie ciągłą obecnością dotyczy szczególnie brygad pancernych. Jest tak z kilku powodów. Po pierwsze, Amerykanie rotują obecnie na zasadzie ciągłej aż trzy takie jednostki (dwie do Europy – jedną do Polski od 2017 roku i jedną do Niemiec od 2022 roku, jedną na Bliski Wschód). W sumie czynna US Army ma jedenaście brygad pancernych, Gwardia Narodowa kolejne pięć. Widać wyraźnie, że de facto w rotacje cały czas zaangażowana jest większość sił pancernych NATO. Po drugie, wzmacnia je dodatkowo specyfika brygad pancernych. Ich przerzut trwa stosunkowo długo, co zwiększa konieczność zaangażowania żołnierzy.
O szczegółach pisał amerykański ppłk Ryan C. Van Wie, w artykule opublikowanym niedawno przez Army University Press. Autor postulował zakończenie rotacji brygad pancernych do Europy i sformowanie jednej brygady stacjonującej na stałe – w Polsce lub w Niemczech. Jest oczywiste, że z naszej perspektywy lepszym rozwiązaniem byłoby jej stałe rozmieszczenie w Polsce.
Teraz albo nigdy
Do tego trzeba jednak, obok decyzji politycznej, ludzi, sprzętu i infrastruktury. Paradoksalnie te trzy elementy mogą być dostępne jak nigdy wcześniej. Amerykańska armia poradziła sobie bowiem z kryzysem rekrutacyjnym i planuje zwiększenie liczebności, jest więc podstawa do formowania nowej jednostki. Co więcej, gdyby wycofać 2 Pułk Kawalerii z Vilseck wyposażony w KTO Stryker, można by bazie jego personelu sformować brygadę pancerną. Bez przenoszenia całych istniejących formacji z USA. To ostatnie – z uwagi na kwestie ekonomiczne – wiązałoby się z oporem Kongresu. Dodajmy, że szefowie obrony Izby Reprezentantów i Senatu skrytykowali sam pomysł wycofania wojsk z Niemiec, ale okazali się otwarci na przeniesienie części z nich na wschód.
Stosunkowo łatwo będzie też o sprzęt dla nowej brygady. Zgodnie z nowymi założeniami polityki obronnej USA trzy z pięciu brygad pancernych Gwardii Narodowej, w tym 278. Pułk Kawalerii, dysponujący dziś najnowszymi czołgami M1A2 SEPv3 Abrams, mają być przeformowane w jednostki mobilnej lekkiej piechoty. Nowa jednostka mogłaby więc otrzymać sprzęt z puli US Army. Podobnie jak część personelu, bo nie wszyscy pancerniacy mogą chcieć przekwalifikować się na lekką piechotę. A infrastrukturę musi zapewnić strona polska. I są już do tego pewne podstawy, bo trzeba by rozbudować (m.in. o miejsca zakwaterowania dla rodzin żołnierzy, warsztaty i magazyny określonego poziomu) to, co już w Polsce powstało dla jednostek bazujących rotacyjnie.
Najbardziej prawdopodobną do stałego stacjonowania w Polsce jest więc brygada pancerna, z około 80 Abramsami, około 125 BWP Bradley i pojazdami wsparcia. Jest to o tyle ważne, że wyposażenie dla takiej jednostki jest już składowane w Powidzu. Jest więc możliwość dodatkowego zwiększenia amerykańskich sił pancernych w Polsce, gdyby zaszła taka potrzeba, bez konieczności czasowego przerzutu wojsk. No i Polska, a konkretnie 18. Dywizja Zmechanizowana, jest największym użytkownikiem czołgów Abrams w NATO poza Stanami Zjednoczonymi, co zapewnia interoperacyjność.
Możliwe też, że w dłuższej perspektywie do Polski z niemieckiego Katterbach zostałaby przeniesiona brygada lotnictwa wojsk lądowych. Bo w nowej strukturze US Army może być trudniej o ciągłe rotacje jednostek śmigłowców Apache (realizowane od 2017 roku do Powidza) niż wcześniej, i w długiej perspektywie stała obecność byłaby korzystniejsza. Ale to pieśń przyszłości dziś w jej bazie szkolą się przyszli polscy piloci Apache. Podobnie jak pieśnią przyszłości jest ewentualne rozlokowanie w Polsce innych sił, chociażby dywizjonu (batalionu) artylerii przeciwlotniczej krótkiego zasięgu.
To było tematem umowy EDCA (ang. Enhanced Defense Cooperation Agreement) o poszerzonej współpracy obronnej Polski i USA podpisanej w sierpniu 2020 roku już w jej pierwotnym brzmieniu. I znowu: dwie jednostki obrony powietrznej, odpowiednio w latach 2018 (5-4 batalion) i 2023 (1-57 batalion ), sformowano w Niemczech, część 1-57 batalionu stacjonuje także we Włoszech. W wypadku wprowadzenia odpowiedniej infrastruktury i podjęcia decyzji (najlepiej wraz z modernizacją tych jednostek) można by część z nich przenieść. Katalog jednostek nie jest więc zamknięty. Poza brygadą pancerną dotyczy formacji liczących najczęściej kilkaset żołnierz (wyjątkiem jest wspomniana 12. Brygada Lotnictwa Wojsk Lądowych) i są to z reguły formacje US Army. Bo to dla wojsk lądowych już powstaje infrastruktura i trzeba ją tylko (i aż) rozbudować.
Ewentualna stała obecność wojsk USA w Polsce może więc być mniej lub bardziej pośrednio powiązana z redukcją ich obecności w Niemczech. Chodzi tutaj przede wszystkim o jednostki bojowe i nie będzie to oznaczało wycofania z terenu naszych zachodnich sąsiadów, bo dziś większość z około 35 tys. żołnierzy to elementy logistyki, wsparcia, dowodzenia i zabezpieczenia medycznego. I te w olbrzymiej większości raczej w Niemczech pozostaną, bo inaczej Amerykanie nie mieliby jak prowadzić działań, np. na Bliskim Wschodzie.
Oczywiście przeniesienie wojsk to przede wszystkim decyzja polityczna, ale jest wiele okoliczności związanych z samą restrukturyzacją armii USA, które temu sprzyjają. Z drugiej strony, po dekadzie ciągłej obecności rotacyjnej z perspektywy samej armii USA coraz bardziej pożądana staje się zmiana jej formuły, bo trudno oczekiwać obciążających struktury Armii USA „misyjnych” działań w Polsce przez kolejne dekady.
Czy zatem, tak jak w tytule artykułu, teraz albo nigdy? Wypracowanie politycznego rozwiązania w celu zbudowania stałej obecności w Polsce jest obecnie koniecznością, bo wiele z wojskowych elementów jest bardziej dostępnych niż wcześniej. Jedno jest pewne – niezależnie od zawirowań transatlantyckich, fizyczna obecność wojsk USA pozostaje jednym z kluczowych czynników odstraszających od agresji na terytorium Polski, i szerzej, wschodniej flanki NATO.
Jakub Pawłowski
Defence 24, 11 Maja 2026
