Europa Środkowa – czy mamy szanse na wielkość?

W dniu 7 czerwca br. Instytut Sobieskiego zorganizował w Warszawie panel dyskusyjny, w ramach dużej konferencji Polska Wielki Projekt, poświęcony  kondycji Europy Środkowej. Poniżej zamieszczamy obszerne fragmenty wypowiedzi kilku uczestników debaty. Śródtytuły pochodzą od redakcji.  Teksty nie autoryzowane.

Polacy już są wielcy

Prof. Ewa Thompson (Rice University w Houston)

Ograniczę swoje uwagi do odpowiedzi na pytanie – czy stać Polskę na wielkość. Jako belfer i ktoś patrzący z amerykańskiej perspektywy rozróżniłabym pomiędzy różnymi rodzajami wielkości. Czy chodzi o wielkość polityczną, czy o ekonomiczną, czy chodzi o wielkość kulturową, i czy chodzi o wielkość moralną? Od razu wyłączam wielkość moralną, gdyż o tym się nie mówi na konferencjach. Co więcej- wielkość moralna nie jest zainteresowana by być w świetle reflektorów, chce być anonimowa i rozwijać się w ciszy i spokoju. Wielkość polityczna i ekonomiczna, patrząc na sytuację z perspektywy USA, one nie są osiągalne w obecnym pokoleniu, co nie znaczy, że w następnych tak nie będzie. Jeśli zaś chodzi o wielkość kulturową to Polska już ja posiada, tylko o tym nikt nie wie, wtłaczając samych Polaków. I to jest wielka tragedia i nad tym trzeba więcej pracować.

 

Jeśli chodzi o wielkość kulturową to trzeba zapytać czy jesteśmy wielcy jako Polacy, czy chodzi o to czy inni nas uważają za wielkich? Obawiam się że tutaj ten drugi rodzaj wielkości też wchodzi tutaj w rachubę, tzn. chodzi o to by zrozumieć dlaczego inni nie uważają Polaków za wielkich.  W społeczeństwie postmodernistycznym postnowoczesnym, w którym żyjemy, wielkość „ per se” właściwie nie istnieje, wielkość istnieje tylko w oczach innych. Wielkość oznacza, że inni nas uważają za wielkich. Przy czym nie chodzi właściwie o to, kim jesteśmy, ale o to, za kogo nas uważa świat. I tutaj dochodzimy do problemu braku dobrego wizerunku Polski na świecie.

 

Był taki historyk amerykański, Richard Bodner(?) – napisał książkę „ Gorzka sława” przetłumaczona na polski, której ostatni akapit poświecił lamentowi, iż Polacy nigdy nie zrozumieli na czym polega budowanie wizerunku. Polacy podają tylko ułamkowe wizerunki światu, nie potrafią zdobyć się na skoordynowaną akcję stworzenia całościowego wizerunku Polski. Podał też przykład Czechów, którzy robili to, i nadal robią, doskonale. O wizerunek Polski właściwie nikt nie dba, można żartobliwie powiedzieć, że chodzi o powołanie Ministerstwa Wizerunku, ale oczywiście nie należy czegoś takiego robić, ponieważ żadne ministerstwo nigdy nie spełniło tej roli, jaka została jemu początkowo nadana. Chodzi raczej o jakieś wspierane przez państwo pozarządowe organizacje, o struktury, które będą formować ten całościowy wizerunek Polski i robić to w skoordynowany sposób. Tego nie ma. Istnieją Instytuty Polskie utrzymywane przez polskich podatników, które specjalizują się w podawaniu zagranicy takich ułamkowych wizerunków, w organizowaniu wystaw, koncertów, itp., na który przychodzą inni Polonusi mieszkający za granicą, ale nie ma w tym jakiejś próby sformułowania całościowej wizji Polski. A całościowa wizja Polski zawsze zaczyna się od mitologii narodowej. Polskie instytuty są tak absolutnie przerażone mitologia narodową, że są oddalone od niej o wiele kilometrów. To powinno się zmienić, i nad tym trzeba pracować. Jest to moim zdaniem zadanie na pokolenia.

 

Wracając do kwestii wielkości to trzeba stwierdzić, że Polacy już są wielcy, gdyż mają wielką historię, mają wielką literaturę, ale to trzeba wydobyć i to trzeba zrobić w sposób skoordynowany. Nad tym powinno pracować wielu ludzi, zwłaszcza tych w wieku od 20 do 40 lat, którzy wykazują się inicjatywa, i potrafią stworzyć cos nowego wykorzystując nowe środki przekazu, tj., coś, czego jeszcze nie ma. To jest moim zdaniem ważne zadanie, nad którym nie pracuje w Polsce żadna instytucja.

 

Chodzi również o dekonstrukcje negatywnego wizerunku Polski, który wciąż jest bardzo silny i to nie tylko w Europie, ale również w Stanach Zjednoczonych. Np. filmy hollywódzkie, które pokazywały, w czasie II wojny światowej Polaków jako ludzi zupełnie niedorozwiniętych. Te filmy były robione masowe, i to od nich zaczął się ten negatywny wizerunek Polaków. Negatywne powieści o Polakach były wydawane w setkach egzemplarzy w Niemczech w XIX w. One wciąż są czytane. Jest taka powieść Gustawa Freitaga, która powinna być przetłumaczona na polski, z której Polacy mogliby się dowiedzieć, dlaczego Niemcy są tacy, jacy są.

 

A zatem to wszystko trzeba zrobić i zorganizować

 

Nawiązać do idei I Rzeczpospolitej

 

prof. Zdzisław  Krasnodebski (Akademia Ignatianum, Uniwersytet w Bremie)

 

Kiedy w Niemczech koncern amazon.com jest krytykowany za to, że wykorzystuje ludzi, ze prowadzi zbyt agresywna politykę handlową, co po części podszyte jest też antyamerykanizmem, w Polsce widać satysfakcję, że  weszła do nas kolejna  duża firma bez pytania o standardy, jakie u nas zaprowadzi.

 

Każdy, kto wykłada z zagranica ma poczucie rozbieżności  między prawdziwą wartością polskości, siłą polskości  i przynajmniej zadatkami na wielkość, bogatą historią i kulturą a wizerunkiem Polski. Wizerunkiem nie tylko w sensie obecności w mediach, ale także w środowiskach akademickich czy publikacjach naukowych. Jeżeli wchodzimy do jakiegoś katalogu czasopism i wpiszemy hasło „Polska”, to ono pojawia się w kontekście badań nad nacjonalizmem czy holokaustem. Jedyny pozytywny kontekst to jest kontekst „Solidarności”. Natomiast nie znajdujemy pozytywnej wielkości np. o I Rzeczpospolitej. W literaturze niemieckiej znajdziemy wiele pozycji poświęconych rozbiorom Polski a nie ma ani jednej, która opisywałaby jak funkcjonowała I Rzeczpospolita.

 

Ale oczywiście jest tez i inna opinia. Gdzieś tam pod spodem jest to przekonanie o naszej wielkości. Czasami ono łączy się z lekiem. Np. gdybyśmy zbadali teksty tego wspomnianego Freitaga to znajdziemy tam lek przed Polakami. Jest to lek przed konkurencyjnością. Dziś jest to paradoksalne. Gospodarka cztery razy większa od Polski, państwo, które dominuje ma jakąś obawę, pewnie też nieprzyzwyczajenie do sąsiedztwa.

 

Ale też jest i inny obraz Polski. Szczególnie na Wschodzie, ale nie tylko tam. Miałem przyjemność zjeść kolację z prezydentem Gruzji Micheilem Saakaszwili. I prezydent, trochę nam schlebiając powiedział, że w Europie to w zasadzie szanuje tylko Polaków. To jest naród, który walczy o wolność. Okazuje się, że te wszystkie mity czy stereotypy wcale nie są stereotypami. One żyją też w Europie Zachodniej, pamiętam jak reagowano na pierwszą „Solidarność”, że gdzieś tam istnieje ten związek wolności i solidarności, który teraz przywołał prezydent Obama.

 

Gdybyśmy popatrzyli na bilans XXV-lecia to mimo wszystko, mimo całej krytyki możemy powiedzieć, że to XXV-lecie oznaczało się wydobywanie się, powoli i stopniowo, i może nie do końca spod dominacji imperium sowieckiego, czy rosyjskiego. Natomiast zadanie, które powinniśmy sobie postawić na następne 25 lat i zachęcić do tego młodzież, gdyż młodzież jest tutaj problemem, ponieważ ona godzi się na tę średniość, i my musimy rozbudzić w niej ambicje by chciała czegoś więcej. Otóż zadanie na najbliższe 25 lat to zadania wyrwania się z spod dominacji tego, co pani prof. Thompson nazywa hegemonem zastępczym:

 

Pewna część polskich intelektualistów – prof. Thompson –  zaprzecza faktowi skolonizowania Polski jednocześnie odwołując się do hegemona zastępczego w sprawach dla Polski kluczowych. Kim jest hegemon zastępczy? Spróbuje to opisać w wersji skróconej. Na terytorium imperium rosyjskiego/sowieckiego skolonizowani nie obdarzali  szacunkiem kolonizatorów. Wręcz przeciwnie  - często patrzyli na nich protekcjonalnie i z wyższością , co odzwierciedlało się w bogatej  literaturze satyrycznej na sowieckie a przedtem na rosyjskie tematy. Rosji brakowało tego poczucia,  tej kompetencji cywilizacyjnej, która opinia publiczna w krajach skolonizowanych przez Wielką Brytanię przyznawała niechętnie tym, którzy te kraje podbili

 

I teraz kluczowy fragment:  „  W związku z tym w Polsce pojawił się koncept zastępczego hegemona, czyli  mityczny, mądry, moralny i uporządkowany Zachód. Miernik postępu, nosiciel światłych idei, administrator  periodyków,  w których można się poskarżyć na swój własny kraj..…” Prezydent Obama mówił że teraz Ukraińcy są spadkobiercami „Solidarności”, walki o elementarne wartości: swobody obywatelskiej, obalenia opresywnego reżimu, czyli tego co mniej lub bardziej udało nam się osiągnąć w ciągu 25 lat w Polsce.

 

Ale przed nami stoi inne zadanie. Tamto uniezależnienie się oznacza nowe uzależnienie. I wybicie się na wielkość musi zacząć się od pewnej rewolucji mentalnej. Tak jak w latach 70-tych XX w wyzwalanie się spod imperium sowieckiego było naprzód pewną rewolucja świadościową. My musimy po prostu zacząć inaczej myśleć o sobie i o tzw. Zachodzie. I mam nadzieję, że Ukraina, która szybciej przechodzi  wszystkie te procesy też to zrozumie. Wybić się na wielkość to znaczy wybić się na podmiotowość,  suwerenność w stosunku nawet do tego łagodnego czy atrakcyjnego zachodniego hegemona. To nie znaczy, że mamy być antyzachodni, to znaczy, że wreszcie stalibyśmy się prawdziwie zachodni, tj. wreszcie będziemy uczestniczyć na równych prawach, jako równy partner ze świadomością wartości swojej tradycji w rozwoju gospodarki, także ze świadomością swojej odrębności politycznej w tej cywilizacji, do której oczywiście przynależymy.

 

To od rewolucji świadomościowej kiedyś w Polsce zaczęły się przemiany. Zgadzam się z panią prof. Thomson, że cele gospodarcze to w Polsce praca na dwa pokolenia ( polityczne – możemy osiągnąć wcześniej), ale my już dzisiaj musimy zacząć o tej pracy mówić, tzn. ta rewolucja świadomościowa musi się zacząć dokonywać już teraz, bo inaczej zaczniemy się rozpływać, młodzież będzie wyjeżdżać, itd. Musimy przekonać innych Polaków,  że Polska jest wielkim projektem i musimy dążyć nie tyle nawet do powrotu do pozycji, która mieliśmy przed wojną, czyli do II Rzeczpospolitej, ale w sposób nowoczesny, a nawet ponowoczesny musimy nawiązać do idei I Rzeczpospolitej, tak żebyśmy jeszcze zdobyli przy tym poparcie, zaufanie i współpracę naszych sąsiadów Ukraińców, Litwinów i Białorusinów.

 

Krok ku wspólnemu dobru

Wiktor Zamiatin (Centrum Razumkowa)

 

 

Oczywiście, że możemy być wielcy, nie tylko zresztą możemy, ale powinniśmy być wielcy. Inną kwestią jest sprawa kryteriów tej wielkości. Jedno pojęcie wielkości pochodzi z XIX stulecia, jest to przede wszystkim kwestia wielkości terytorialnej, hegemonii i wpływów. Drugie pojecie ma swoją genezę w pocz. XXI, tj. przede wszystkim tzw.’ real politic” i próba zachowania za wszelka cenę  komfortu, który tak naprawdę już  nie istnieje. I trzecie podejście, które zademonstrowała Polska z Lechem Wałęsa i „Solidarnością”, a następnie  inne kraje. Jest to walka o swoje prawa i dążenie do bycia wspólnotą, która bazuje na wartościach prawa. Na tym polega jeden z paradoksów współczesnych, że np. w moim kraju  toczy się walka pomiędzy Europa wartością a Europą „ real politic”.

 

Jestem bardzo wdzięczny panu profesorowi za cieple słowa jakie skierował pod adresem mojego kraju. Chciałbym tylko dodać, że pomimo wielkiej ceny jaką płacimy za niepodległość wreszcie stajemy się tymi, kim powinniśmy być. Stajemy się tym narodem, który potrafi. Potrafi przede wszystkim dać nowy impuls rozwoju, stać się szansa dla naszego regionu. Jak to można zrobić to widzimy na przykładzie Polski, która pokonała już te drogę.

 

Mamy obecnie przed sobą mnóstwo zadań a  przede wszystkim pokonanie dwóch kompleksów społecznych. O jednym z nich już dzisiaj wspomniano, tzn. chodzi o to, że jesteśmy przede wszystkim społeczeństwem postkolonialnym, a drugim, co już dodam od siebie, jesteśmy społeczeństwem post- ludobójczym. Dzieje się tak, dlatego, gdyż pomimo tego, iż Ukraina zdobyła niepodległość cały czas jest społeczeństwem. Rozwarstwionym.  I dopiero teraz poczuliśmy, że istnieje coś, co nas łączy, co tworzy z nas jedną całość dzięki działaniu wspólnych wartości. Jeżeli zdołamy pokonać te dwa kompleksy oznaczać to będzie że zdołamy również pokonać inne choroby.  Przede wszystkim chodzi o korupcje, nieadekwatności zawodowe i moralne w przypadku wielu osób na wysokich stanowiskach, a także zdolność zbudowania wreszcie instytucji państwowych, które pozwolą nam wspólnie z Polską, z Litwą, z Czechami i ze Słowacją tworzyć taka Europę, w którą wierzymy.

 

I tutaj chciałbym dodać, że do takiego przejścia okres dwóch pokoleń jest zbyt długi. My niestety nie mamy aż tak wiele czasu. Mamy jednak dobre intencje i mamy energię, chęci i możliwości. Sądzę, że jeżeli potrafimy to wszystko wykorzystać będzie to krok ku wspólnemu dobru. Mam nadziej że nowo wybrany prezydent Poroszenko rozumie  ten ciężar odpowiedzialności, które wziął na siebie a społeczeństwo, które go wybrało będzie oczekiwało  realizacji tych  zadań.

 

Umocnienie narodowej tożsamości.

prof. Jacek Czaputowicz (Uniwersytet Warszawski)

 

 

Milan Kundera w znakomitym eseju sprzed 30-tu laty pt. „ Zachód porwany a tragedia Europy Środkowej” pisał: Narody środkowoeuropejskie nie są zwycięskimi. Nierozdzielne od historii europejskiej nie mogą bez niej istnieć. Ale są jakby odwrotną stroną tej historii, jej ofiarami, outsiderami.” Wynikałoby z tego że na pytanie naszego panelu należałoby odpowiedzieć negatywnie i  powiedzieć że Europa Środkowa skazana jest na rolę outsidera a nawet rolę ofiary. Czy zatem Europa Środkowa może przezwyciężyć te fatum, wybić się na wielkość, jaką rolę może pełnić w tym Unia Europejska, jaka jest wreszcie pozycja Europy Środkowej w UE dzisiaj i  jaka powinna być polityka Unii Europejskiej.

 

Jak Europa Środkowa jest postrzegana w świecie, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych? Prezydent Obama pochlebnie mówił o jej najnowszej historii, o jej znaczeniu. Odwołując się jednak do badań naukowych prowadzonych w Stanach Zjednoczonych trzeba powiedzieć, że tam nadal jesteśmy zaliczani do Wschodu, naszego członkostwa w UE nie zauważono, tak jakby istniała nadal mentalna żelazna kurtyna ćwierć wielu po zwycięstwie „Solidarności” i po upadku muru berlińskiego. Bardzo trudno to zmienić. Mówiąc językiem naukowym  intersubiektywna struktura wiedzy przetrwała od czasów zimnowojennych. W wielu swoich pracach i książkach pisała o tym pani prof. Ewa Thompson. Jaka jest zatem pozycja i znaczenie Europy Środkowej w UE?

 

Wbrew pozorom ta formalna pozycja dzisiaj się liczy ale tutaj bardzo dużo się w najbliższym czasie zmieni. Tzn. 1 listopada br wchodzi w życie nowy system liczenia głosów w Radzie Unii Europejskiej – większość kwalifikowana stanowić będzie 55 proc. liczby państw i 65 proc. liczby ludności. W systemie tym większe znaczenie ma liczba ludności, która bardzo silnie różnicuje państwa. Zmieni się więc siła głosu państw środkowoeuropejskich – np. dzisiaj siła głosu państw Polski, Czech, Węgier i Słowacji  równa się łącznej sile głosu Francji i Niemiec. W nowym systemie waga głosu tych państw środkowoeuropejskich  zmniejszy się o połowę. Łączna siła tych czterech państw będzie mniejsza niż siła jednych Niemiec. Dzięki stanowisku zajętym przez  ówczesnego prezydenta Polski L. Kaczyńskiego do  30 marca 2017 r  obowiązywać będzie okres przejściowy, w trakcie którego państwa będą mogły zażądać głosowania wg. dotychczasowego, tj. tzw. nicejskiego systemu.

 

Wbrew rozpowszechnionej opinii ten nowy system nie niweluje deficytu demokracji w UE, lecz pogłębia go w sposób zasadniczy. Podstawa demokracji jest równość obywateli a ten  nowy system sprawia że głos jednego obywatele z dużego państwa  waży więcej niż głos obywatela z  państwa małego czy średniego. Odwołajmy się do Przewodniczącego Parlamentu Europejskiego Martina Schultza i do wydanej, także w j. polskim,  jego książki, gdzie pisze o zasadach  głosowania w niemieckim Bundesracie. Bundesrat jest często przyrównywany do Rady Unii Europejskiej. „ W naszym systemie rządy 16-tu federacji wysyłają swoich przedstawicieli do drugiej izby, czyli do Bundesratu. Nadrenia – Północna Westfalia ma 18 mln. mieszkańców i przysługuje jej 6 głosów. Tj. tyle samo co Badenii-Wittenbergii choć tam mieszka tylko 11 mln osób. Brema dysponuje 3 głosami, choć jej ludność to tylko 600 tys. ludzi. Żeby uzyskać jeden głos wystarczy zatem 200 tys. mieszkańców, podczas kiedy w Nadenni Westfalii potrzeba ich aż 3 miliony”.

 

Czy możemy te rozumowanie zastosować do UE.

 

Ja dokonałem parafrazy tych słów. Przeczytam zatem jeszcze raz ten cytat. „ W naszym systemie UE rządy 27 państw członkowskich wysyłają swoich przedstawicieli do Rady Unii Europejskiej. Niemcom, którzy mają 82 mln mieszkańców, przysługuje 29 głosów, tyle samo co Francji, choć tam mieszka tylko 63 mln mieszkańców, Luksemburg dysponuje 3 głosami choć jego ludność to tylko 420 tys. mieszkańców, a zatem żeby uzyskać tam 1 głos wystarczy tam 140 tys. mieszkańców, podczas kiedy w większych państwach potrzeba blisko 3 miliony.

 

Zasadnicze pytanie brzmi – dlaczego pierwsza sytuacja jest akceptowalna a druga nie? Przecież one jakościowo się nie różnią, sytuacje są podobne, nieco większa rozpiętość w przypadku UE jest uzasadniona większą liczba państw w porównaniu z liczbą landów. Tymczasem system obowiązujący w UE ( nicejski – red) został uznany za niedemokratyczny  i niesprawiedliwy i zastąpiony przez nowy. Jeżeli jest on rzeczywiście niedemokratyczny i  niesprawiedliwy to także system niemiecki jest niedemokratyczny i niesprawiedliwy, bo jak przypomniał nam Martin Schultz w  Bremie wystarczy 200 tys. mieszkańców na jeden głos w Bundesracie podczas kiedy w Nadrenii- Północnej Westfalii potrzeba ich 3 miliony. Czy zatem one nie spełniają one kryteriów państwa członkowskiego w zakresie przestrzegania zasad demokracji  i sprawiedliwości?

 

Odpowiedź jest pozytywna – spełniają. Sam Martin Schultz w swej książce dalej pisze:  „niemiecki system w społeczeństwie jest nie tylko akceptowany, lecz uważany za normalny”.  Jednak porównywalne uwarunkowania prowadzą do zwątpienia w UE jako taką. To jest bardzo ważne stwierdzenie. To, co Niemcy uznają za normalne i naturalne u siebie jest dla nich nie do przyjęcia w UE. Jedna demokracja dla swoich, a inna dla obcych. Jak to jest możliwe? Otóż Niemcy traktują siebie jako demos, wspólnotę rozumianą jako dobro wspólne, w której obowiązuje solidarność. Gdy nie ma wspólnoty ludzie nie traktują innych jako równych sobie i podlegających wspólnym zobowiązaniom, nie są skłonni poświęcać swego interesu narodowego na rzecz dobra wspólnego. Zarazem Niemcy nie traktują UE jako wspólnoty, a zatem nie dobro wspólne jest tam ważne, ale dobro Niemiec. Należy tak dążyć do zwiększenia władzy, aby skutecznie realizować tam własne interesy. Nie przewiduję się nawet powstania wspólnoty, czy federacji równych państwa na poziomie europejskim? Gdyby tak było Niemcy wykorzystywaliby swoje doświadczenia federalne na poziomie UE.

 

Świadomość tego w UE wzrasta. Jest to moim zdaniem ważny powód dla którego  społeczeństwa UE odwracają się od UE, co pokazały ostanie wybory do PE.

 

Brytyjski historyk Adam Millword porównał  politykę unijną do dworu XVIII państwa niemieckiego. Biurokracja tego państwa koncentrowała się na potęgach europejskich, wszelkie decyzje musiały uwzględniać ich wolę. Zdaniem Millforda  walka o stanowiska w UE przypomina walkę  o wejście do Sejmu Rzeszy, najwyższego organu reprezentującego wasalicyzację.

 

W Parlamencie Europejskim najbardziej wpływowi są  Niemcy,  mieli 85 sprawozdań legislacyjnych, czyli  blisko jedno sprawozdanie na deputowanego. Polska miała pół sprawozdania na deputowanego, co dawało jej 17-te miejsce – przed nami byli jeszcze Bułgarzy, Rumuni i Węgrzy. Ważniejszy jest jednak udział społeczeństwa w wyborach do PE. Jest on ważny, gdyż daje demokratyczną legitymację PE i tym samym UE. Jak wiemy frekwencja w państwach Europy Środkowej była niska – na Węgrzech  to blisko 30 proc., w Polsce 22,7, w Czechach  prawie 20 proc., a na Słowacji tylko 13 proc. Widać więc że występują istotne tutaj różnice miedzy państwami tego regionu.

 

Co zatem należy zrobić by przezwyciężyć to fatum, o którym pisał Milan Kundera blisko 30 lat temu. Tzn, że państwa Europy srodkowej są nierozerwalnie związane z  Europą, bez której nie mogą istnieć, a zarazem są w niej outsiderami i  ofiarami. Na pewno nie można odwracać się od UE – należy pilnować zasad, wartości, pokazywać na czym polega demokracja i sprawiedliwość, demaskować hipokryzję i stosowanie podwójnych standardów, demaskować dyskurs postkolonialny, o którym mówił prof. Krasnodębski i prof. Thompon, krytykować i walczyć o swoje.

 

Jak możemy przywrócić te wielkość? Chodzi o to by Europa Środkowa była przynajmniej normalnie traktowana. Jak zwiększyć legitymacje demokratyczną i udział  społeczeństwa w wyborach do PE. Mamy świeże doświadczenia z ostatnich wyborów, które powinniśmy wykorzystać.

 

Przed Polską i Europą Środkowa są dwie drogi:

 

Pierwsza to polityka ściślejszej integracji gospodarczej i politycznej, jeszcze większego otwarcia gospodarki dla obcych firm, wprowadzenia wspólnej waluty i przystąpienia do strefy euro. Jest to droga Słowacji – gdy pójdziemy ta droga w następnych wyborach uzyskamy jej rezultat: 13 proc. głosujących. Demokratyczna legitymacja UE zostanie osłabiona.

 

Jest jeszcze druga droga – wzmocnienie rodzimego przemysłu, unarodowienie sektora bankowego, utrzymanie własnej waluty, odzyskanie podmiotowości, umocnienie narodowej tożsamości. Jest to droga Węgier. Gdy nią pójdziemy w następnych wyborach uzyskamy wynik 30 procentowy.  Co znaczy że demokratyczna legitymacja UE zostanie umocniona. Nie dajmy się zwieść z tej drogi. Musimy, jak mówił Martin Schulz, razem umacniać demokratyczną legitymacją UE.

 

Czy stać Europę Środkową na wielkość.

 

Europa Środkowa – czy mamy szanse na wielkość?

prof. Ewa Thompson (Rice University w Houston)

prof. Zdzisław Krasnodębski (Akademia Ignatianum, Uniwersytet w Bremie)

prof. Jacek Czaputowicz (Uniwersytet Warszawski)

prof. Andrzej Nowak (Uniwersytet Jagielloński)

Wiktor Zamiatin (Centrum Razumkowa)

dr Michał Łuczewski (Centrum Myśli Jana Pawła II)

 

Artykuł dodano w następujących kategoriach: Analizy, polska scena polityczna.