NATO 2020

Raport Albright

Jakie NATO

Stanęliśmy wobec dylematu czy NATO w przyszłości, w najbliższej dekadzie, ma mieć coraz więcej funkcji systemu bezpieczeństwa zbiorowego, czy tez ma zachować charakter sojuszu obronnego. Nie będę ukrywał, iż uważałem, że z naszego punktu widzenia funkcje sytemu zbiorowego bezpieczeństwa spełniają dwie inne organizacje: w skali światowej to jest ONZ, a w skali europejskiej- OBWE. Natomiast NATO jest sojuszem obronnym i sensem jego istnienia jest przede wszystkim spełnianie funkcji sojuszu obronnego, wszystko inne jest natomiast wartością dodaną. I to znalazło swoje odbicie w tekscie.

NATO się zmienia, NATO nie jest ta sama organizacją, którą powołano na mocy Traktatu Waszyngtońskiego. Jednak ci, którzy pisali Traktat Waszyngtoński mogą mieć satysfakcję z tego iż po 60-ciu latach, czyta się go jako dokument niezwykle przewidujący i świeży. Na dwóch stronach jest tam wyrażone wszystko to, co powinno być wyrażone. Nie jest on nazbyt szczegółowy a dotyka istotę rzeczy i wyraża głębsza filozofię sojuszu.

Były jak gdyby trzy stadia rozwoju Sojuszu. Pierwszy, kiedy wszystko było jasne, i nie wymagało obszernej interpretacji, to był okres zimnej wojny. Był wówczas wyraźnie określony przeciwnik i Sojusz miał stawić jemu czoła, i to zrobił. Można powiedzieć, ze NATO pod tym względem okazało się sojuszem, który odniósł sukces bez prowadzenia wojny. Drugi okres, tzw. postzimnowojenny, to okres przejściowy, kiedy NATO całkowicie zmieniło, z punktu funkcji która miało spełniać, swój charakter, ponieważ główny jego przeciwnik wobec którego się definiowano – ZSRR, Układ Warszawski, -przeszedł do historii: Związek Radziecki się rozpadł, Układ Warszawski został rozwiązany, i w istocie rzeczy wszyscy opowiedzieli się za tymi wartościami, które łączyły państwa Sojuszu. Sojusz w tym okresie zapewnił stabilność, przewidywalność i pewne nowe elementy, które dawniej w ogóle nie wchodziły w rachubę w zakresie rozwiązywania kryzysów, choć nie zawsze to było pokojowe rozwiązywanie kryzysów – mam na myśli sytuację na Bałkanach.

Teraz wkraczamy w trzeci okres, w którym były obawy o to czy w ogóle rozpoczynać wielka debatę na temat strategii. W lipcu 2009 r w Brukseli odbyło się spotkanie, podczas którego bardzo wielu ambasadorów, członków Rady NATO, przekonywało, iż trzeba się oprzeć na koncepcji strategicznej Sojuszu z 1999 roku, która w istocie jest bardzo dobra i tylko wymaga korekty. Ja uważałem, ze tamta koncepcja strategiczna była rzeczywiście dobra, i nadal jest dobra, ale dzisiaj NATO stoi wobec zupełnie innych wyzwań, i trzeba wiedzieć jak odpowiedzieć na te nowe wyzwania. I tutaj Raport Harmela, ( precedens z 1967 roku. Opracowany wówczas tzw. „raport Harmela” – nazwany tak od nazwiska belgijskiego premiera Pierre’a Harmela- zawierał nowe założenia współpracy NATO z krajami bloku wschodniego, co pozwoliło na zapoczątkowanie polityki odprężenia między Wschodem i Zachodem – red.) . co powiedziałem na pierwszym posiedzeniu naszej grupy, winien być punktem odniesienia dalszej pracy. Zostałem wtedy bardzo ostro skrytykowany przez niektórych członków grupy zarzucających mi, iż próbuje zawracać koło historii. Powstał on, argumentowali, w określonym czasie, ale od tamtego momentu sytuacja się zmieniła, i nie ma co do niego wracać. Otóż nie było moja intencją powtarzanie Rapotu Harmela, ale podkreślenie, iż mamy dzisiaj z jakby odwróconą sytuacją. Raport, stanowiąc punkt odniesienia, pozwolił sformułować bardzo podobne, strategiczne myślenie. Tzn, że nie powinniśmy być naiwni utrzymująć, iż dzisiejsza sytuacja będzie utrwalona na zawsze, tj. tak- współpraca i zaangażowanie muszą być wyrażone nowym językiem, ale trzeba pamiętać, że NATO jest sojuszem obronnym a jego zadaniem jest odstraszanie.

I to właśnie odstraszanie budziło ogromne opory. W czerwcu br Wolfgan Fishinger i Ulricht Waiter opublikowali krótki tekst pt. ”Uznać racje Rosji” . Powiedzieli w nim, iż słabością tego Raportu jest to, iż jest on skierowany w przeszłość, ze zamiast wyjść z nową wizją próbuje on narzucić takie myślenie, iż włączaniu Rosji do współpracy musi towarzyszyć dodatkowe wzmocnienie bezpieczeństwa. Otóż nie. Ja uważałem, iż to musi być wyrażone jeszcze wyraźniej, i mam nadzieję, że ostateczny tekst strategii będzie to jeszcze dobitniej wyrażał. My potrzebujemy obrony i odstraszania, i tylko wtedy będziemy mogli spełniac te pozytywne funkcje, o których mówimy, tzn. Sojusz musi budzić szacunek, tzn. musi być przekonanie, że sojuszem pozostaje sojuszem. Wtedy jego postawa kooperatywna, zaangażowanie, współpraca, te trzy zadania, jakie będą się przewijać w dokumencie, który będzie zatwierdzony 19 -20 listopada. Tzn. element tej aktywnej obrony, drugim jest crisis management, czyli jak zapobiegać niepożądanemu rozwojowi wypadków, i jak zapobiegać kryzysom. Do tej pory crisis mamagement oznaczało użycie siły. Otóż nie tylko użycie siły. I wreszcie jak przywrócić stabilność, ponieważ te zagrożenia związane są w znacznym stopniu z niestabilnością.

Innymi słowy ta trzecia wersja NATO, która jest już trzecią wersja już po okresie zimnowojennym; pierwsza była w czasie zimnej wojny, druga postzimnowojenna, i ta trzecia, która wyraża tę nową polską formułę zaangażowania i aktywnej współpracy, której ma towarzyszyć nowoczesna obrona. Czy on przetrwa próbę czasu to trudno dziś powiedzieć. Jest to drugi w historii Sojuszu Raport. Było sześć koncepcji strategicznych, ale dwa tego typu raporty. W tym Raporcie „policy defence and deterrence” będzie moim zdaniem wyrażona i sprawdzi się.

Sojusz z natury rzeczy jest potrzebny wtedy, kiedy zapewnia skuteczne bezpieczeństwo dla państwa. Ale dzisiaj sytuacja w świecie jest taka, że Sojusz nie potrzebuje wyraźnie zdefiniowanego wroga. I to jest ta zasadnicza różnica między sojuszem po 1990 rokiem a tym, jakim był on wcześniej. On ma spełniać funkcje odstraszania wobec wszystkich potencjalnych zagrożeń. Dla nas jest istotne to, ażeby ta jego funkcja nie została rozmyta, ale jednocześnie jesteśmy otwarci na współpracę ze wszystkimi. Dlatego też nasza uwaga w budowie bezpieczeństwa powinna być skierowana powinna być skierowana na zlikwidowanie deficytu zaufania poprzez tworzenie pewnych aktów, które usunęłyby ten brak zaufania. W tej sprawie potrzebne są swego rodzaju testy. Takim testem zaufania między Zachodem a Rosją może być np. rozwiązanie z jednego z konfliktów, który nie budzi jakichś szczególnych problemów, np. w Nadniestrzu.

Znaczenie debaty

Znaczenie debaty przeszło oczekiwania tych, którzy te debatę rozpoczynali. Stawialiśmy sobie za cel zrewitalizowanie publicznej debaty wokół przyszłości Sojuszu Północnoatlantydzkiego w tym sensie żeby ludzie, społeczeństwa, elity zaczęły się na nowo identyfikować z Sojuszem. Żeby Sojusz był dla nich ważny. W istocie rzeczy nastąpiło bowiem jego pewne wyalienowanie. Był bowiem taki sojusz, byli jego urzędnicy w róznych miejscach w Europie, przede wszystkim w Brukseli, ale w gruncie rzeczy nikogo to nie obchodziło. I okazało się, ze w ciągu pół roku zdołaliśmy odbyć blisko sto rozmaitego typu spotkań, seminariów ( były cztery seminaria strategiczne), w których to meetingach uczestniczyło ponad 1 500 bardzo wybitnych przedstawicieli z różnych państw. Była to zatem bardzo udana praca i udana debata. Dlaczego ona była taka ważna? Praca nad tym raportem zaczęła się nie od decyzji szczytu w Kehl i Strasbourgu, ale zaczęła się od takiego wrzuconego jakby mimochodem zdania przez Gerharda Schreodera, który przygotował wystapienie na konferencji monachijskiej bezpieczeństwa w lutym 2005 roku. Poniewaz jednak miał nie mógł go osobiście wygłosić poprosił mistrza obrony Niemiec Petera Strucka, aby on je odczytał. W nim było jedno zdanie mówiące o tym, że Sojusz przestał być płaszczyzna do debaty na termat nowych celów. Kiedy on skończył to czytanie podniósł się las rąk i wszyscy pytali – co to znaczy. Wówczas stropiony minister Schreodera odpowiedział – ja nie wiem co to znaczy, gdyz ja otrzymałem przed chwilą to przemówienie i pierwszy raz go czytałem. I wtedy Josha Fischer, który był obok niego, przez długo czas mętnie tłumaczył co kanclerz miał na myśli, ale z tego tłumaczenia wszyscy zapamiętali, że Niemcy uważają iż Sojusz stracił na znaczeniu. Nie tylko na znaczeniu w ogóle, ale jako miejsce do debaty. I pierwsza propozycją, która przedstawiła rok później Angela Merkel było stwierdzenie – czas dojrzął do tego abyśmy przygotowali nowa koncepcje strategiczną i tak właśnie ruszyły pracę nad ta nowa strategią.

Drugim elementem, drugim zadaniem jakie stawialiśmy przed sobą to było przywrócenie związku Stanów Zjednoczonych z Europą. Ta sprawa moim zdaniem powinna być przez wszystkich traktowana jako niezwykle istotna. Właściwie można powiedzieć, że to jest kręgosłup funkcjonowania Sojuszu. Jeżeli ten kręgosłup zostanie złamany Sojusz w istocie przestanie istnieć. A trzeba powiedzieć, że ta sprawa nie jest w istocie definitywnie rozstrzygniai nie strategia ją rozstrzyga. Rozstrzygną o tym wymogi zycia. Jeżeli dojdzie do kryzysu i okaże się ze Ameryka zajmie powściągliwa postawę to przed Europa powstanie pytanie czy ona chce wziąć odpowiedzialność za swoja własną obronę.

Kwestia obrony przeciwrakietowej

Ta sprawa w ogóle w Europie, a w szczególności w Polsce została zmitologizowana. W konsekwencji wszystko się wiąże z obrona przeciwrakietową. W pewnym sensie dotyczy to również Rosji. Jeżeli chodzi o obronę to już samo słowo wywołuje silny ideologiczny bagaż. Stanowisko Rosji wobec obrony przeciwrakietowej ulegało w ciągu ostatnich czterech lat bardzo istotnej ewolucji. Był okres surowej krytyki i był okres gotowości do współpracy – ja pamiętam np., jak w 2006 roku Siergiej Iwanow, w charakterze jeszcze wówczas ministra obrony narodowej trzykrotnie na Alasce, w Indiach i w Moskwie złożył oświadczenia deklarując gotowość Rosji do współpracy i do budowy wspólnej obrony przeciwrakietowej. Teraz stanowisko Rosji, po moich ostatnich rozmowach i w Rosji, i w Brukseli, uległo istotnym zmianom. Tzn. Rosja przestała być zainteresowana budową wspólnej obrony przeciwrakietowej. Ale dlaczego trzeba zapytać Rosja przestała być tym zainteresowana.

Są tego trzy powody. Pierwszy powód wynika z faktu, iż Rosja chce budować własną obronę przeciwrakietową i nie wierzy w to, iż budując ją wspólnie z NATO, a zwłaszcza ze Stanami Zjednoczonymi,l będzie w dostatecznym stopniu chronić własne interesy bezpieczeństwa. Po drugie Rosja nie chce wystąpić w roli zależnego partnera, tzn. chciałaby równego partnerstwa, a koszty budowy tej obrony szacuje bardzo wysoko. Sekretarz generalny NATO mówił iż obrona przeciwrakietowa w jego ocenie w Europie powinna zamknąć się sumą 200 mln euro, co jest oczywiście bardzo zaniżonym szacunkiem. Rosjanie natomiast twierdzą, że będzie ona kosztować znacznie więcej, ok. 10 razy więcej, czyli 2 mld euro. Ale w ocenie Rosji to jest o wiele za mało, tzn. ochrona w samej Rosji kosztować będzie znacznie więcej. Innymi śłowy wchodzi tu tzw, czynnik kompleksu wojskowo-przemysłowego, który ma kompleksy. I ten kompleks z kompleksami próbuje bronić swoich pozycji. Obniżenie wielkości nakładów na ten kompleks, obniżenie rangi jaka on dotychczas odgrywał w tym kraju napotyka na bardzo duży opór siłą bezwładu, ale także siłą zainteresowania ogromnych, wpływowych nacisku. A zatem kwestia obrony przeciwrakietowej nie jest w tej chwili dla Rosji sprawą kluczową.

Artykuł dodano w następujących kategoriach: bezpieczeństwo.