New Europe: What Shape Will it Take

Konferencja zorganizowana przez Warszawskie Biuro Europejskiej Rady Spraw Zagranicznych (ECFR) i Panią Poseł Danuta Hübner w Warszawie 8 czerwca br. 

Dyskusja panelowa: Europa: włączająca, bezpieczna i globalnie

 

  • Prof. Maria João Rodrigues, wiceprzewodnicząca Grupy Postępowego Sojuszu Socjalistów i Demokratów w Parlamencie Europejskim
  • Prof. dr hab. Jerzy Hausner, były Minister Gospodarki Polski
  • Prof. Gesine Schwan, była rektor Europejskiego Uniwersytetu Viadrina
  • Marek Dietl, prezes Giełdy Papierów Wartościowych
  • dr Rem Korteweg, Clingendael Research
  • Rüdiger Noll, sekretarz wykonawczy Oikosnet Europa

 

Poniżej zamieszczamy nieautoryzowane fragmenty wystąpień dyskutantów. Śródtytuły pochodzą od redakcji

Prof. Jerzy Hausner

 

Ekonomia wartości 

Jeżeli posługujemy się pojęciem „ social dimention” to sugerujemy, że coś jest poza tym, gdyż są oczywiście jakieś inne wymiary. Jakie zatem są te inne wymiary – gospodarka, polityka, kultura czy technika? Ja chciałbym to pojęcie rozumieć trochę inaczej niż kilkanaście lat temu i powiedzieć, że jeśli nie ma tego wymiaru społecznego – to nie jest przecież segment, to nie jest coś obok, tylko to jest wewnątrz – to te pozostałe wymiary wcześniej czy później się dysfunkcjonalizują. Tzn. bez społecznego wymiaru rynek będzie działał źle, bez społecznego wymiaru technika będzie stosowana przeciwko ludziom, bez niego polityka nie będzie demokratyczna, bez społecznego wymiaru kultura będzie narzucana, hegemoniczną, ideologizowana. Wszędzie tam gdzie nie ma rzeczywiście społecznego wymiaru prędzej czy później te wszystkie pozostałe sprawy, tak ważne dla nas, będą działać gorzej, będą de facto służyły wartościom instrumentalnym, a nie egzystencjalnym. Na końcu możemy mieć dużo więcej ilościowo, ale sensu i wartości w tym nie będzie.

Wracam kilkanaście lat wstecz do dyskusji, która tutaj także była prowadzona, o europejskim modelu społecznym. Wtedy to było pytanie o to co mamy zrobić w warunkach konieczności sprostania globalnej konkurencji. I oczywiście cała myśl koncentrowała się na „ from workwell to wellfare” . Tzn. musimy być bardziej konkurencyjni jako Europa, a ażeby być konkurencyjni porzućmy wellfare, a w każdym razie zmodyfikujmy wellfare, dlatego, że ważniejsze jest workwell. I w związku z tym całe to rozumowanie polegało na tym, że musimy być bardziej elastyczni i polityka, która kiedyś była zorientowana właśnie na taką wyłącznie osłonę, teraz była skierowana na aktywizację. W związku z tym, jakie wskaźniki były dla nas ważne? Wskaźniki związane z rynkiem pracy. Nigdy nie rozmawialiśmy poważnie o godności pracy, o jakości pracy, o sensie pracy. O tym nie rozmawialiśmy. Przesunęliśmy akcent w inną stronę i chcę wyraźnie powiedzieć, że osiągnęliśmy te wskaźniki. Tylko czy Europa stała się przez to bardziej konkurencyjna? Jaka jest ocena realizacji Strategii Lizbońskiej?

Ja nie chcę podważać tego sposobu myślenia, gdyż to był błąd percepcji, którego także ja byłem  udziałowcem. W związku z tym mam wrażenie, że cały czas rozumowaliśmy w kategoriach strony popytowej procesu gospodarczego. A dzisiaj o wiele ważniejsze jest zastanowienie się nad tym nie, czy ludzie będą mieli zagwarantowany dochód, ale czy ich życie jest sensowne. Czy jest miejsce dla nich, dla takiej aktywności, która wykorzystuje ich potencjał twórczy? Patrzyliśmy cały czas na ludzi, na obywateli, jako na konsumentów, by nakręcać funkcjonowanie rynku i gospodarki rynkowej, i cały czas by było więcej. Natomiast dzisiaj trzeba postawić sprawę inaczej.

Nie chodzi tylko o elastyczny rynek pracy i o elastyczne zatrudnienie, bo to osiągnęliśmy, ale to obraca się przeciwko nam. I nie chodzi o to byśmy wrócili do tego, co było kiedyś, do tej ochrony, którą kiedyś stosowaliśmy, gdyż to nic nie da. Tylko musimy znaleźć drogę, w której „ social dimension”  to jest coś, co ma przenikać nasze myślenie o kulturze, o polityce, polityce,  i gospodarce,  a nie da się tego zrobić inaczej jeśli nie zrozumiemy jak ważne dla nas są wartości egzystencjalne,  jako podstawa wytwarzania wartości instrumentalnych.

„Overnight economy” to nie jest rzecz, która mówi „nie” dla zysku, „nie” dla efektywności, „nie” dla sprawności. Tylko mówi, że zysk, efektywność i sprawność nie rozwiąże naszych problemów, jeśli nie zrozumiemy naszych relacji pomiędzy tym, co jest egzystencjalne, a na tym tle wspólnotowe i społeczne, a tym, co jest indywidualne, sprawnościowe. Jeśli nie znajdziemy klucza do połączenia tych dwóch spraw, jeśli nie przywrócimy ekonomii miejsca dla wartości rozumianych inaczej niż utylitarnie – gdyż ekonomia klasyczna zbudowana jest na ekonomii utylitaryzmu – to wszystko, co będziemy wytwarzali więcej, tak czy owak będzie się obracało przeciwko nam, a Europa tak skonstruowana i tak przegra wyścig z tymi, którzy będą dużo bardziej bezwzględni w osiąganiu celu za pomocą zinstrumentalizowania wartości. Przegra Europa z jednej strony z imperium kapitału – Stany Zjednoczone, z drugiej strony z imperium siły – z Chinami. W związku z czym musimy znaleźć swoje miejsce, w którym nie tylko będziemy mówili o tradycjach i podstawach, na których Europa była zbudowana, ale znajdziemy dla nich praktyczny wyraz. Gdzie? Na poziomie funkcjonowania firmy, funkcjonowania szkoły, poziomie funkcjonowania miasta, bo tam trzeba szukać konkretnych, praktycznych odpowiedzi.

Jeśli patrzymy na gospodarkę to popatrzy jak funkcjonuje biznes. Biznes funkcjonuje w warunkach gry ekonomicznej, która jest oportunistyczna i transakcyjna. Zobaczmy czym żywią się dzisiaj duże przedsiębiorstwa w Europie. Mają nadmiar oszczędności i używają tych oszczędności jako aktywów, którymi grają na rynku zyskując więcej z gry na aktywach finansowych niż na rzeczywistej przedsiębiorczości. Ale rezultat jest taki, że ich orientacja jest krótkookresowa i wąskowzroczna. I to jest tak silna gra, że tak trudno jest się z niej wyłamać. W związku z tym zmiana musi polegać na tym, że przechodzimy od modelu gry rynkowej, która jest oportunistyczna i transakcyjna, do gry, która jest relacyjna. Budowana jest ona na innych zasadach, tj, takich, które wydłużą horyzont działania, w które opłaca się inwestować, i gdzie opłaca się myśleć długofalowo o innowacyjności.

To dzisiaj się nie opłaca. Opłaca się grac na aktywach. Większość niemieckich firm wymienia swoje aktywa nawet dwukrotnie w ciągu roku. To nie jest myślenie długofalowe, to jest kapitalizm,  nawet nie kwartalny, ale miesięczny. W takich warunkach trudno jest podejmować jakiekolwiek poważne, długofalowe wyzwania, ponieważ jeśli nie podejmują ich nawet najsilniejsi aktorzy, a tylko narzucają krótkofalową perspektywę, to pozostałym pozostaje albo wycofać się, albo grać w to, co oni nam narzucają. A zatem ta zmiana ma przede wszystkim służyć zastanowieniu się, czemu ma służyć działalność gospodarcza i wydłużeniu horyzontu, co nie nastąpi jeśli będziemy w dalszym ciągu uważali, że ta gra, która zdominowała współczesna gospodarkę rynkowa, jest jedyną możliwą.

dr Rem Korteweg 

Polityka handlowa na poziomie europejskim 

Chciałbym zwrócić uwagę na zdolności Europejczyków ustanawiania globalnych standardów w zakresie ustanawiania wymiany handlowej i wyzwań, jakie się z tym wiążą w relacjach UE z Ameryką. Jest to istotne ponieważ dotyka to pewnych zewnętrznych zjawisk dotyczących tego czy Europa powinna bardziej intensywnie współpracować z jednej z strony z Ameryką,  a z drugiej być bardziej koherentną wewnątrz UE.

Rzeczywiście istnieje problem, jeśli chodzi o obecną administrację amerykańską. Jeśli chodzi o gospodarkę to trzy aspekty są tutaj najważniejsze. Po pierwsze narzucenie taryf na stal. Europejczycy mają poczucie, że cła narzucone na ich produkty to jakby wciągniecie Europy do sporu amerykańsko- chińskiego. Jest nie do przyjęcia, że Ameryka używa pewnej dyrektywy dotyczącej narodowego bezpieczeństwa narzucając cła handlowe na Europę.

Kolejny aspekt, który może stać się dużo bardziej istotnym w szerszym zakresie to to, że firmy europejskie będą musiały się liczyć z amerykańskimi sankcjami w związku z wycofaniem się USA z umowy z Iranem. Trump niejako zmusza Europejczyków do dokonania wyboru – albo tradycyjne relacje transatlantyckie, albo te nieliczne sukcesy dyplomatyczne, jakie udało się ostatnio osiągnąć Europie właśnie z Iranem. W najbliższych miesiącach stanie się to bardzo poważnym cierniem w naszych relacjach z Ameryką.

I trzeci aspekt natury strukturalnej, mianowicie funkcjonowanie WTO. Ameryka nie wyznacza nowych sędziów w postępowaniach arbitrażowych. To jest przykład wyzwania egzystencjalnego dla WTO. Jeśli UE potrzebuje czegoś od WTO to funkcjonowania ekonomicznego i realizowania tych aspektów społecznych, o których była tutaj mowa. Ale ważny jest też szerszy kontekst, mianowicie są ogromne napięcia transatlantyckie nie tylko w zakresie gospodarki, ale także wynikające z wycofania się USA się z porozumienia klimatycznego, czy umowy z Iranem, czy pewnych wyzwań, jakie Trump stawia przed NATO jeśli nie będzie wydawania przez kraje członkowskie sojuszu 2 proc PKB na obronność, czy podejście do UE, gdzie wielokrotnie Trump twierdził, że Unia chce pokonać Amerykę w dziedzinie wymiany handlowej, co dla wielu z nas jest niepoważne, ale tak to jest.

Prezydent Francji Matron spiera się z Trumpem przez tweetera pisząc, że jeśli Trump zmierza w lewo to nie znaczy, że szóstka najbogatszych krajów świata, która jest za wolnym handlem, powinna również skręcić w lewo. I taka jest rzeczywistość, ale właśnie zmierzamy w tę stronę. Unia będzie szukała nowych sojuszników, Unia będzie się starała utrzymać ogólne ramy światowego handlu, pojawiły się już umowy, czy to już podpisane, czy negocjowane, które służą ochronie także społecznych wartości.

Jest cały wachlarz nowych umów podpisanych i negocjowanych z Japonią, Korea Płd., Merkosurem, z Nową Zelandią, Meksykiem, z Australia, z Singapurem, z Wietnamem,  ponieważ w Unii panuje przekonanie, że właśnie teraz Unia musi stanąć na wysokości zadania,  gdyż nie może już polegać wyłącznie na Ameryce.

Z zewnętrznego punktu widzenia UE  ma możliwość podjęcia się tej roli promowania  wolnego handlu. Niektórzy uważają, że Chiny mogą być tutaj sojusznikiem. Ale ja nie jestem tu takim optymistą. Europa przejmuje globalny system WTO natomiast Chiny ten system naruszają,  a Ameryka  - ignoruje. Więc nie sądzę, żeby można było traktować Chiny jako nowego naszego sojusznika w zakresie obrony wartości WTO.

Także nie ma jeszcze odpowiedzi na pytania, czy te europejskie wysiłki tworzenia nowych więzów z nowymi krajami na arenie globalnej ocalą to, co udało się Europie stworzyć przez  ostatnie kilkadziesiąt lat jeśli chodzi o globalny system wymiany handlowej. Prowadzi nas to do innego pytania – czy żyjemy w takich czasach, w których Unia stała się graczem grającym w defensywie, a nie w ataku, posługując się piłkarską terminologia. Czy jest możliwość przejścia do ofensywy, czy też, jak ja uważam, powinniśmy bronić się i chronić? Jeśli wybierzemy to drugie rozwiązanie, to dynamika polityczna będzie zupełnie inna.

Kolejna sprawa, w kontakcie relacji transatlantyckich, to pytanie, czy będą one strukturalne w swoim charakterze, czy raczej incydentalne? Czy więc prezydent Trump będzie rządził przez jedną kadencję, czy dwie? Myślę, że trzeba podchodzić do tego inteligentnie i spodziewać się 8 lat prezydentury Trumpa. Nie można po prostu przyjąć strategii na przeczekanie Trumpa. Cokolwiek miałoby się nie zdarzyć po nim to relacje transatlantyckie będą większym wyzwaniem.

Następna sprawa to kwestia Iranu i porozumienia z nim. Myślę, że skutki tego porozumienia będą jeszcze przedmiotem dyskusji, jeśli chodzi o ich oddziaływanie na Europę i na relacje ze Stanami Zjednoczonymi, oraz na oczekiwanie na decyzję Trumpa wycofania się z porozumienia. Jeśli Trump zmusi nas do dokonania wyboru – Iran, czy Ameryka, to popatrzymy na wartości obrotu towarowego z Iranem i ze Stanami Zjednoczonymi. Musimy widzieć tę perspektywę. Kraje europejskie, i Unia w ogóle, reagują mocno i emocjonalnie na Trumpa. Musimy wziąć pod uwagę długofalowy interes Europy, a także interesy krajowe. Nie mam ostatecznej odpowiedzi w tej sprawie. Po prostu spodziewam się, że trzeba będzie jeszcze dużo rozmawiać o tej sprawie.

Handel to jeden z tych obszarów gdzie występuje bardzo widoczna kompetencja europejska. Komisja Europejska projektuje i prowadzi politykę handlową a instytucje europejskie w coraz większym stopniu wpływają na nią, i kontrolują tę politykę. Szczególnie w kontekście orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości gdzie postanowiono, że elementy dotyczące ochrony inwestycji mogą być uzgadniane tylko na poziomie UE. Więc polityka zewnętrzna to element gry pomiędzy Komisją Europejska i Parlamentem Europejskim. A zatem kompetencja na poziomie Unii to jest pewne zewnętrzne wyzwanie.

Ale i mamy również wezwanie wewnętrzne. Musimy stanąć wobec faktu, że społeczeństwa na poziomie krajów nie są aż tak zaangażowane czy wspierające porozumienia handlowe na poziomie Unii. W tej materii trzeba jeszcze osiągnąć spory postęp w pozyskiwaniu poparcia obywateli krajów UE na rzecz osiągania tego typu porozumień dokonywanych w interesie  wszystkich obywateli. To jest jeden z powodów, dla którego widzimy pewien sceptycyzm. Rządy krajowe mają wrażenie, że nie mają wpływu, kontroli, na działaniami przekazywanymi na poziom unijny, bankowi centralnemu, itp. Krótko mówiąc, że polityka krajowa nie jest tam odzwierciedlona. I w przypadku tzw. casusu singapurskiego Europejski Trybunał Sprawiedliwości orzekł, że de facto polityka europejska będzie jeszcze bardziej europejska pod tym względem. A zatem musimy związać eurodeputowanych z ich elektoratami by wyjaśniali im wymiar handlowy, tak, by jeszcze bardziej angażowały się również rządy krajowe w wyjaśnienia, dlaczego potrzebna jest polityka handlowa realizowana na poziomie europejskim. Jeśli to się nie zdarzy to obawiam się, że będzie to właśnie ten negatywny skutek niechęci do działań na poziomie unijnym.

Artykuł dodano w następujących kategoriach: Konferencje.