USA wycofają się z traktatu INF? To może być szansa dla Polski!

Sytuacja jest niepokojąca, jeśli dostrzeżemy nieustający proces modyfikacji rosyjskich sił nuklearnych oraz strategię, która nie wyklucza ich użycia jako pierwsza strona w ewentualnym konflikcie – pisze dla Onetu Witold Waszczykowski. Zdaniem byłego ministra spraw zagranicznych – Polska może zaproponować Amerykanom stacjonowanie na swoim terytorium sił szybkiego reagowania w tzw. „Fort Trump” oraz wojsk rakietowych odstraszających zachowanie Rosji – ocenia Waszczykowski, komentując zapowiedź wycofania się USA z traktatu o zakazie rozwoju, testowania i posiadania pocisków balistycznych (tzw. traktatu INF).

31 lat temu, Stany Zjednoczone Ronalda Reagana i Związek Radziecki Michaiła Gorbaczowa, po siedmiu latach negocjacji, zawarły w stolicy Islandii traktat o zakazie rozwoju, testowania i posiadania pocisków balistycznych, czyli rakiet wystrzeliwanych z ziemi, o zasięgu od 500 do 5500 km. Porozumienie dotyczyło rakiet zarówno z głowicami konwencjonalnymi jak i nuklearnymi.

- pisze dla Onetu były minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski

W wyniku porozumienia oba mocarstwa zlikwidowały kilka tysięcy rakiet. Traktat INF okrzyknięto pierwszym porozumieniem, które odwróciło proces zimnowojennej konfrontacji i skierowało politykę supermocarstw na drogę współpracy nuklearnej. Zachodni świat odetchnął. Z Europy wycofano rakiety Pershing, a po stronie sowieckiej SS-20. Skończyła się dziwaczna histeria sponsorowana przez Sowietów, kiedy miasta i wioski w Europie Zachodniej ogłaszały się strefami bez broni nuklearnej. Świat zaczął żyć duchem Reykjaviku, głasnostią i pierestrojką

- czytamy w artykule.

Wracając do porozumień rozbrojeniowych, należy przypomnieć, iż Rosja pogwałciła wiele zobowiązań podjętych po zakończeniu zimnej wojny. Na terenie Europy podjęła też działania zbrojne wobec suwerennych państw, Gruzji i Ukrainy. Już w 2008 r. zaczęto podejrzewać Moskwę o prace nad zabronionymi rakietami. Zamiast rozliczenia Moskwy administracja prezydenta Obamy zaproponowała wówczas politykę resetu i nowe porozumienie rozbrojeniowe dotyczące rakiet strategicznych START w 2010 r.

- przypomina Waszczykowsk

zdaniem ministra „dopiero w 2014 r. Amerykanie jasno wskazali, iż Rosja nie przestrzega traktatu INF, lokując w europejskiej części kraju rakiety o zabronionym zasięgu”.

Rakiety Iskander w obwodzie kaliningradzkim mają zasięg od 500 do 700 km. Już wcześniej Rosja przestała przestrzegać innego porozumienia o redukcji konwencjonalnych sił zbrojnych CFE. Administracja Obamy nie odniosła się niestety przez lata do rosyjskiego zagrożenia nuklearnego. Stosownych działań na rzecz odnowy NATO-wskiej strategii nuklearnej nie podjął również warszawski szczyt Sojuszu w lipcu 2016 r. A sytuacja jest niepokojąca, jeśli dostrzeżemy nieustający proces modyfikacji rosyjskich sił nuklearnych oraz strategię, która nie wyklucza ich użycia jako pierwsza strona w ewentualnym konflikcie.
Rosyjska niechęć do przestrzegania INF to element szerszej polityki imperialnej. Z politycznego punktu widzenia, Rosja nie akceptuje postzimnowojennej architektury bezpieczeństwa i kwestionuje wszystkie elementy tego ładu międzynarodowego. Stąd kwestionowanie IMF.

- ocenia były minister spraw zagranicznych.

 

Z wojskowego punktu widzenia, Rosja ma problem z dalszą redukcją broni nuklearnej. Moskwa przegrała technologiczny wyścig w dziedzinie zbrojeń konwencjonalnych. Nie zdobyła tak skutecznej i precyzyjnej broni jak Amerykanie. Propozycje Obamy całkowitej eliminacji broni atomowej zostały dawno odrzucone. Rosja ma też świadomość, iż w przypadku całkowitego zniesienia INF Amerykanom zajmie wiele lat wyprodukowanie nowej generacji rakiet średniego zasięgu i jeszcze trudniej będzie przekonać Europę do ich zainstalowania na kontynencie

- podkreśla.

Według Waszczykowskiego „amerykańska zapowiedź z 20 października o wycofaniu się z INF spotkała się ze standardowymi wątpliwościami Europejczyków, przede wszystkim jak zwykle Francuzów i Niemców”.

Niemiecki minister spraw zagranicznych, rutynowy obrońca interesów rosyjskich, natychmiast zaapelował o rozważenie konsekwencji. Podobnie szefowa dyplomacji UE Federica Mogherini przypomniała, ze INF to według niej filar bezpieczeństwa europejskiego. Choć więc to Rosja narusza traktat, Europejczycy jak zwykle winią Stany Zjednoczone. Tworzą wrażenie, że to USA są stroną wojowniczą i dążą do wyścigu zbrojeń i zdobycia przewagi nuklearnej

- pisze Waszczykowski.

Jego zdaniem „tak zwani rozumiejący Rosję nie będą mieli problemów z ilustrowaniem Trumpa jako niebezpiecznego i irracjonalnego polityka”.

Przekonanie europejskich sojuszników do wspólnej strategii wobec Moskwy będzie więc dla Amerykanów większym wyzwaniem niż zmuszenie Rosji do pozostania w INF. Problem z traktatem INF ma też azjatyckie implikacje. Choć Amerykanie byli nim związani, to Chiny w tym czasie wykorzystały czas, aby rozwinąć ten rodzaj uzbrojenia. Traktat INF nie dotyczy bowiem tylko regionu europejskiego, ale też wiąże Amerykanów na Dalekim Wschodzie

- wskazuje minister i ocenia, że „jedynym miejscem skąd Amerykanie mogliby skutecznie bronić Japonii, Korei Południowej czy Tajwanu, to baza na wyspie Guam narażona na atak rakietami średniego zasięgu”.

Chiny nie są ograniczone zobowiązaniami traktatu INF, amerykańskie zapowiedzi wycofania się z INF mogą mieć więc kontekst chiński. Stad wizyta doradcy prezydenta Trumpa ds. bezpieczeństwa narodowego w tym tygodniu w Moskwie może mieć na celu przekonanie Rosjan do przestrzegania INF i rozszerzenia go na Chiny

- podkreśla.

Jeśli Rosjanie nie powrócą do przestrzegania zobowiązań INF, a Chińczycy nie podejmą nawet negocjacji na temat przystąpienia do traktatu, to jest wielce prawdopodobne, że Amerykanie zrealizują zapowiedź wycofania się z porozumienia

- czytamy w artykule.

Być może Rosjanom znowu uda się wywołać panikę i uaktywnić antywojenne, promoskiewskie ruchy w Europie Zachodniej. Rosjanie na pewno wykorzystają wszelkie wątpliwości Europejczyków, aby wbić kolejnego klina pomiędzy Brukselę i Waszyngton. W takiej sytuacji jest miejsce dla polskiej dyplomacji na działania podnoszące nasze bezpieczeństwo. Będąc już i tak celem rosyjskich gróźb, Polska może zaproponować Amerykanom stacjonowanie na swoim terytorium sił szybkiego reagowania w tzw. Fort Trump oraz wojsk rakietowych odstraszających zachowanie Rosji

- ocenił Waszczykowski.

Były minister ocenił, że „nie łamiąc jeszcze zobowiązań INF Amerykanie mogliby ulokować w krajach flanki wschodniej eskadry samolotów z konwencjonalnymi pociskami cruise. Taka broń dawałaby Amerykanom i NATO możliwość dokonywania precyzyjnych, konwencjonalnych uderzeń prewencyjnych”.

Wobec dalszej eskalacji zbrojeń rosyjskich Amerykanie, nadal nie łamiąc INF, mogliby rozlokować na wodach europejskich okręty z rakietami tomahawk. Kolejne posunięcie to rozszerzenie programu współpracy wojskowej państw NATO znanego jako nuclear sharing, czyli zwiększenie możliwości potencjalnego stacjonowania amerykańskiej broni jądrowej w Europie na wypadek groźby konfliktu

- szacuje polityk.

Ten czarny scenariusz eskalacji zbrojeń nie musi się spełnić. Wiele zależy od europejskich sojuszników. Czy tym razem dostrzegą rosyjskie zagrożenie, odrzucą ideologiczną niechęć do Trumpa i stworzą wspólny front presji na Putina? Czy górę wezmą jednak w Europie ideologia i perspektywa krótkoterminowych zysków gospodarczych na rynku rosyjskim? Jest tu miejsce dla Polski, kraju flankowego, mogącego bezpośrednio odczuć konsekwencje tych działań, kraju niestałego członka Rady Bezpieczeństwa ONZ, aby przedstawić sojusznikom wszelkie aspekty tych dylematów

- podsumowuje Były minister spraw zagranicznych.

Źródło: Niezależna pl 27 10 18

Artykuł dodano w następujących kategoriach: Media / Press.